Stary, tybetański test, który powie ci coś ważnego o tobie, twoich bliskich i twoim życiu

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
24 lipca 2018
Fot. iStock/primipil
 

Uważa się, że ten stary, tybetański test osobowości został stworzony przez Dalajlamę. Zanim zaczniesz odpowiadać na pytanie, wycisz się, zrelaksuj i zawsze trzymaj się pierwszej myśli, która pojawi się w twojej głowie. Możesz zapisać odpowiedzi, by ich nie zapomnieć. Pamiętaj, użyj swojej intuicji, a nie logiki. Pod koniec testu dowiesz czegoś bardzo ważnego o sobie.

Gotowy? Zaczynamy!

Pytanie 1

Wyobraź sobie pięć zwierząt: tygrysa, owcę, świnię, krowę i konia. Ustaw je w kolejności.

Pytanie 2 

Zakończ każde z poniższych zdań, używając jednego przymiotnika dla każdego rzeczownika

  • Pies ma…
  • Kot ma…
  • Szczur to…
  • Kawa jest …
  • Morze jest…

Pytanie 3

Pomyśl o pięciu osobach, które są ważne w twoim życiu. Następnie wybierz kolor dla każdej osoby. Użyj swojej intuicji i instynktu. Masz do dypozycji:

  • Żółty
  • Pomarańczowy
  • Czerwony
  • Biały
  • Zielony

Co to wszystko oznacza?

Pytanie pierwsze mówi o tym, w jaki sposób ustalasz swoje priorytety

  • Krowa – kariera
  • Tygrys – poczucie wartości
  • Owca – miłość
  • Koń – rodzina
  • Świnia – pieniądze

Drugie pytanie reprezentuje twoje nastawienie do życia

  • Pies – twoja osobowość
  • Kot – osobowość twojego partnera
  • Szczur – osobowość twoich wrogów
  • Kawa – twoje poglądy na temat seksu
  • Morze – twoje życie

Trzecie pytanie reprezentuje twoje nastawienie do innych ludzi

  • Żółty – ktoś, kto wpłynął na twoje życie w poważny sposób
  • Pomarańczowy – ktoś, kogo uważasz za prawdziwego przyjaciela
  • Czerwony – ktoś, kogo kochasz całym sercem
  • Biały – twoja bratnia dusza
  • Zielony – osoba, której prawdopodobnie nie zapomnisz

Na podstawie: dailyvibes.co

 


Jesteśmy, jak rozkołysane żaglówki. Szkoła na jakiś czas staje się dla nas przystanią, za którą zatęsknimy

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
24 lipca 2018
Fot. iStock / shapecharge
 

Zawsze zazdroszczę bohaterom komediowych seriali familijnych. Zazdroszczę im nielimitowanej bliskości, czasu, który scenarzyści zatrzymali i rozciągnęli jakby był z gumy. W ich świecie, codziennie wszyscy spotykają się w salonie, w kuchni – zupełnie jakby nie musieli gnać do swoich zajęć. To świat, który obrany ze wszystkich gagów i przygód, ilustruje rodzinną utopię. Daje przestrzeń do bycia razem, przypomina o starych czasach, gdy rodzicie nie mieszkali w swoim biurze, a domy były pełne, głośne i trochę brudne, ale zawsze otwarte. Dziś jest inaczej.

Moje znajome mówią: „dziś dzieci dużo szybciej dorastają…”. A może to my, jesteśmy z nimi tak rzadko, że omija nas spory kawałek tego dorastania? Być może nie mieliśmy szansy towarzyszyć im podczas tej drogi. Kończą się wakacje, niebawem akcja szkoła zdominuje życie większości rodziców. Książki, tenisówki, okładki i wpisowe za angielski na chwilę zajmą nas bez reszty. Zatęsknimy za wakacjami, ale w końcu odetchniemy, gdy wszystko wróci do szkolnego stabilnego rytmu. Zobaczymy, jak bardzo znów zmieniły się nasze dzieci.

Jesteśmy  jak rozkołysane żaglówki, które spotykają się co wieczór przycumowane do wspólnego pomostu. Czasem wypływamy bardzo daleko i gubimy drogę, innym razem, świadomie nie wracamy do portu. Tych portów mamy kilka, przystanków, które odwiedzamy w naszych życiach. Szkoła na jakiś czas staje się dla nas przystanią, za którą kiedyś zatęsknimy. Możemy narzekać, szarpać się i milion razy powiedzieć „Nienawidzę tego, tych wszystkich schematów, zadań, obowiązków, nie mogę się doczekać aż moje dzieci będą samodzielne”, ale szybciej niż byśmy chcieli zapytamy siebie „Kiedy to się stało? Jak to możliwe, że już nie jestem im potrzebna?”. Usypiamy kołysani monotonią naszego morza i zapominamy o tym, że nawet mała łódka, może i potrafi wypłynąć daleko.

Są rzeczy, których nie da się kupić, które każdego dnia coraz bardziej uciekają nam przez palce. Wybory naszych dzieci, które coraz dalej wyfruwają z gniazda, coraz mocniej żyją swoim życiem, tak intensywnym i często dla nas niezrozumiałym. Nadchodzi taki moment w życiu każdego rodzica, gdy zastanawia się po cichu: ile jeszcze nam zostało tych wspólnych projektów z biologii, wypracowań do sprawdzenia i pomysłów na najlepszą rzeźbę z papieru? Ile jeszcze zostało nam zrobionych kanapek i sprawdzianów z historii?

Nie zatrzymamy czasu, możemy tylko trochę zaczarować swoje życie. Obowiązki zamienić na okazje do bycia razem, bycia wzajemnie potrzebnym. Bo każde „pomóż mi mamo” to sposób na umocnienie naszych więzi. Nie złośćmy się o te „stracone” minuty, nieprzeczytane gazety, nieobejrzane wiadomości. Spróbujmy się nimi cieszyć, póki są.

Nawet tak prozaiczne urządzenie jak drukarka, może być powodem do bycia razem. Może być waszą najlepszą „wymówką”, by usiąść razem i wydrukować ukochane zdjęcia z wakacji (tyle ich jest, a tak rzadko do nich wracamy). Przecież wasze jeszcze kilkuletnie dziecko samodzielnie nie obsłuży drukarki i nie wykona prezentacji. Teraz możecie je nauczyć, pokazać, być – teraz jesteście potrzebni. Za rok, dwa, trzy wasze „razem” może zmienić całkowicie znaczenie. Zobaczycie jak przewrotne jest życie, uczeń stanie się mistrzem (szybciej niż się tego spodziewacie) i wzdychając pod nosem, będzie uczył was jak wydrukować fotografię z komórki…

Kiedy patrzę na swoje dzieci myślę o tym, jak bardzo przez te wspólne lata zmieniały się nasze kompetencje. Taki urok relacji rodzic – dziecko. Na początku wspólnej drogi jesteśmy niezastąpieni, niepowtarzalni, potrzebni – jesteśmy jedynym nośnikiem kompetencji, które stopniowo oddajemy dzieciom. W naszym małym wszechświecie czas przesuwa je, jak piasek w klepsydrze, ziarnko po ziarnku. Na długi czas, gdy dzieci dorosną, oba naczynia będą podobnie zapełnione, a my najmniej od siebie zależni. I znów czas będzie niepostrzeżenie przesuwał paciorki z naszego naczynia, żeby za 40 czy 50 lat, to nasze dzieci mogły stać się jedynymi – dla swoich dzieci i dla nas.

I kiedy o tym myślę, mija mi złość na szkolne zakupy, na te niekończące się przygotowania, bieganie od papierniczego do księgarni. Każdego roku uczę się doceniać to, co mam w coraz lepszy, pełniejszy sposób. Tę swoją przystań, w której wciąż się jeszcze spotykamy. To, jak wiele mogłam nauczyć swoje dzieci i to, jak wiele one nauczyły już mnie. Wielkie szczęście kryje się od zawsze w najprostszych chwilach. We wspomnieniach, które dzisiaj tworzymy. Również w plakacie na konkurs i zdjęciach powieszonych na lodówce.

Kiedy w tym roku wybierzecie się na szkolne zakupy, spróbujcie zamiast rzeczy, zobaczyć możliwości. Nie traćmy energii na walkę ze szkołą i zadaniami, które przed nami stawia. Jeszcze kiedyś za tym wszystkim zatęsknimy.


8 praw karmy, które zmienią twój sposób myślenia

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
24 lipca 2018
Fot. iStock/Marcin Wiklik

Jeśli chcesz wyjaśnić komuś w bardzo prosty sposób, czym jest karma, powiedz, że życie jest jak pudełko. Za każdym razem, gdy robisz coś dobrego, wkładasz dobrą rzecz do pudełka i za każdym razem, gdy robisz coś złego, umieszczasz w pudełku coś złego.

Zadaniem karmy jest uprzątnięcie rzeczy znajdujących się w twoim pudełku.

Więc jeśli w pudełku jest więcej złych rzeczy niż dobrych rzeczy, prawdopodobnie dostaniesz od życia coś negatywnego. Jeśli „włożyłeś” tam więcej dobrego, twoja karma nagrodzi cię dobrem.

Jest to bardzo uproszczona wizja. Prawdziwa karma jest w rzeczywistości złożoną i szczegółową siłą, która zawiera wiele szczegółowych kryteriów.

Poniżej znajduje się wyjaśnienie 8 mniej znanych praw karmy, które zmienią sposób, w jaki postępujesz, myślisz i żyjesz.

1. Prawo pokory

Prawo pokory wyraża ideę, że jeśli nie możesz czegoś zaakceptować, nie możesz tego zmienić. Musimy nauczyć się akceptować rzeczy takimi, jakie są, zanim spróbujemy je zmienić.

2. Prawo tworzenia

Dotyczy kreowania własnego życia i rzeczywistości. Stwierdza, że ​​życie nie tylko „po prostu” nam się przydarza, ale wymaga naszego uczestnictwa. Jeśli skupisz swoją energię na tworzeniu życia i świata, w którym chcesz mieszkać, uczynisz go takim, jakim chcesz.

3. Prawo wzrostu

Prawo wzrostu mówi nam, że potencjał prawdziwego postępu i zmiany pochodzi z nas samych, a nie z zewnętrznych źródeł. Jeśli chcemy się zmienić, nie możemy patrzeć na ludzi, rzeczy i okoliczności w naszym życiu, ale na nasze własne serca i umysły.

4. Prawo odpowiedzialności

Prawo odpowiedzialności mówi, że jeśli mamy trudności w naszym życiu,  coś jest „nie tak” , nie możemy winić nikogo oprócz nas samych. Twoje własne życie jest twoją własną odpowiedzialnością.

5. Prawo połączenia

Ta zasada odnosi się do idei, że wszystko we wszechświecie jest połączone. Każde działanie, każda osoba, każda rzecz  jest w jakiś sposób połączona ze wszystkimi innymi rzeczami. Nawet czas, nasza przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są ze sobą połączone i nie można ich naprawdę od siebie oddzielić.

6. Prawo dawania

Prawo dawania mówi o tym, że ​​cokolwiek dasz komuś w życiu, otrzymasz to z powrotem. Zamknij przed kimś drzwi, a wszystkie drzwi, które będziesz próbował otworzyć, również zastaniesz zamknięte.

7. Prawo skupienia

Prawo skupienia mówi, że naprawdę jesteśmy w stanie myśleć o jednej rzeczy naraz. Nie możesz zająć więcej części swojego umysłu, ponieważ nie możesz podzielić swojej uwagi „aż tak”.

8. Prawo obecności

Prawo obecności jest być może najważniejszym ze wszystkich, a mówi o  pełnej mentalnej, emocjonalnej i fizycznej obecności w danej chwili. Nie możemy rozpamiętywać przeszłości i iść naprzód, i nie możemy rozwodzić się nad przyszłością, ponieważ nie sposób jej poznać. Bądźmy tu i teraz.


Na podstawie: dailyvibes.co

 


Zobacz także

Najlepszy romans na całe życie, to ten z samym sobą. Ile jesteś w stanie zrobić, by poczuć, że sam dla siebie jesteś najważniejszy?

Najlepszy romans na całe życie, to ten z samym sobą. Ile jesteś w stanie zrobić, by poczuć, że sam dla siebie jesteś najważniejszy?

Dlaczego singielki są szczęśliwsze? Bo żyją pełnią życia, to proste

Dwoje na terapii. 6 złotych zasad powodzenia terapii małżeńskiej