Co sprawia, że mężczyźni są szczęśliwi? Czy naprawdę tak bardzo się od siebie różnimy?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 czerwca 2018
Kim jest dziś prawdziwy mężczyzna?
Fot. iStock/Xavier Arnau
 

Czy płeć ma znaczenie w definiowaniu szczęścia? Czy to jedynie kwestia osobista? Czy mężczyźni są szczęśliwi z innego powodu niż kobiety? Badania naukowe dają sprzeczne odpowiedzi. Większość z nich nie jest obiektywna, jeśli chodzi o prezentację i analizę danych, ponieważ ich autorzy wyciągają ogólne wnioski, wobec których powinniśmy być ostrożni.

Porównując jednak kilka artykułów naukowych można zauważyć pewne podobieństwa i różnice w kobiecym i męski podejściu do szczęścia.

I tak na przykład, dla większości kobiet i mężczyzn ważne w osiągnięciu osobistego szczęścia są:

  •  związek i założenie rodziny
  •  wygląd i stan fizyczny

Ponadto zarówno mężczyźni, jak i kobiety dostrzegają jak istotne są dla naszego poczucia szczęścia: sytuacja finansowa, ilość dóbr materialnych, ilość przyjaciół, seks i… władza.

Dlaczego więc często mówimy, że mężczyźni i kobiety postrzegają świat w inny sposób?

Ponieważ różnicę widać w podejściu do spraw uczuć i emocji. Uczucie miłości i czułość stanowią 16% rzeczy, które sprawiają, że kobiety czują się szczęśliwe, ale nie pojawiają się na liście mężczyzn. Jedno z badań ujawniło, że kobiety mają większe umiejętności w zakresie języka i komunikacji. Być może dlatego cenią sobie bardziej uczucia i czułość, i cenią związki, które w nie obfitują.

W przeciwieństwie do kobiet istotnym źródłem szczęścia dla mężczyzn jest praca. Dlaczego? Neuropsychiatra dr Louann Brizendine twierdzi, że gdy pojawiają się problemy, część mózgu, która jest odpowiedzialna za ich rozwiązanie, aktywuje się natychmiast, podczas gdy u kobiet aktywowaną częścią jest ta, która pobudza empatię.

W środowisku zawodowym umiejętność rozwiązywania dylematów jest wysoko ceniona i nagradzana; być może z tego powodu mężczyźni mają więcej radości i satysfakcji z wykonywanej pracy.

Zdaniem badaczy większość z różnic w naszym podejściu do szczęścia jest jednak komplementarna, dlatego zwiększają one szanse kobiet i mężczyzn na udane związki.


Na podstawie: nospensee.fr


Kocham twojego męża, ale to tchórz. Nie zawalczy o nasz związek, więc ja to zrobię

Listy do redakcji
Listy do redakcji
25 czerwca 2018
Fot. iStock/Abel Mitja Varela
 

Droga K.

Miesiąć temu siedziałyśmy naprzeciwko siebie w restauracji w centrum miasta. Dzieliło nas może kilka metrów. Byłaś taka zrelaksowana, spokojna, radosna. Piękna. Pisałaś coś na klawiaturze swojego modnego telefonu, pewnie do niego. Nagle poczułam się kimś złym, bardzo złym. Zabawne, wcześniej tak nie myślałam. Wydawało mi się, że to ja jestem pokrzywdzona, bo to ty z nim jesteś. Przez chwilę miałam straszną ochotę, żeby podejść, zburzyć ci ten twój spokój, zniszczyć ci ten twój idealny świat. Powiedzieć prawdę, wbić ją prosto w serce. Chyba wyczułaś mój wzrok, podniosłaś głowę, spojrzałaś na mnie z ciekawością. Uśmiechnęłam się, ty też. Jeszcze raz spojrzałaś w telefon, przygładziłaś włosy. Sama uśpiłam twoją czujność, choć nie wiem, dlaczego.

Zabawne, zamówiłaś dokładnie to, co ja. Widzisz, naprawdę mamy podobny gust. To samo włoskie jedzenie, ten sam typ mężczyzn. Dokładniej mówiąc, ten sam mężczyzna. Ty kochasz swojego męża, ja kocham twojego męża. Nie wiem sama, czy dobrze wybrałyśmy. Mój romans z nim trwa już półtora roku. Od półtora roku szarpię się między poczuciem winy, miłością, a nadzieją, że on w końcu od ciebie odejdzie. Bo tak mi przecież obiecał. I powtórzył tę obietnicę wiele razy, wychodząc wieczorem z mojego mieszkania i pisząc do mnie tuż przed tym, jak otworzyłaś mu drzwi pytając, co zatrzymało go w pracy tak długo. Jak to możliwe, że jeszcze się nie domyśliłaś? Wiem, pewnie ufasz mu tak jak ja.

Piszę ten list, żeby ci o tym w końcu powiedzieć. Uważam, że tak jest uczciwie. Pewnie słowo „uczciwość” wyda ci się niewiele warte w moich ustach. Z resztą, zgoda, nie tylko o uczciwość mi chodzi. Chodzi też o to, że jestem zmęczona życiem obok. Życiem w cieniu twojego związku. Ukrywaniem się, prowokowaniem okazji do przypadkowych spotkań na mieście. Podpatrywaniem waszych zdjęć na Facebooku. Zgadywaniem, gdzie teraz jesteście, co robicie. Umieraniem z zazdrości, gdy wyjeżdżacie razem na urlop. Zapijaniem kieliszkami wina samotności w święta. Karmienia mnie nadzieją i pustymi zdaniami jak „jeszcze chwilę zaczekaj na mnie”, „tuż po Nowym Roku będę wolny, obiecuję”. Wyczekiwaniem na jego wiadomości, sygnały. Czekaniem, aż od ciebie odejdzie. Bo on wciąż nie odchodzi.

I nie odejdzie, to tchórz. Wspaniały facet, ale tchórz. Uwierz mi, kocha mnie, nic już do ciebie nie czuje, prócz sympatii, ale nie potrafi zawalczyć o nasz związek. Więc ja to zrobię.

Nieważne, jak się spotkaliśmy, to było spotkanie zawodowe. Wszedł, spojrzałam na niego i pomyślałam po prostu, że musimy być razem. Widziałam obrączkę na jego palcu, ale to było silniejsze ode mnie. Kochałam, już, natychmiast, od razu. Musiałam go mieć. Sama nie potrafię tego wytłumaczyć. Ale zrozum, zdarza się, że spotykasz miłość swojego życia i wiesz, że musisz zrobić wszystko, by tego nie stracić. Na naszej drodze stałaś tylko ty. Żona, przyjaciółka z dzieciństwa. Szkolna miłość. Banał.

Kiedy zaczynałam ten związek, nie chciałam cię skrzywdzić. Właściwie w ogóle o tobie nie myślałam. Zabiegałam o każdy wspólny projekt. Zaprzyjaźniliśmy się, potem wszystko potoczyło się szybko. Dla niego niespodziewanie, dla mnie zupełnie naturalnie. Ja wiedziałam, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Wszystko inne nie miało znaczenia. Zależało mi tylko na tym, żeby i on to zrozumiał.

Seks? Magiczny, ale to wcale nie o seks chodzi, nie łudź się, że sprawa jest tak banalna. Połączyło nas o wiele więcej niż łóżko. Czułam się wyjątkowa, wyróżniona jego miłością. Czułam.

Wczoraj przeczytałam jego SMS-y. Nie, nie do ciebie. Do kogoś innego. Wiesz, słowa i zdania, które tam zobaczyłam, widziałam już nie raz na ekranie mojego telefonu. Ty być może czytałaś je wtedy, gdy się do mnie uśmiechnęłaś. Widzisz, jesteśmy w tym obie. Czy to dla ciebie w ogóle jakaś pociecha? Czy ja chcę ciebie pocieszyć? Nie. Ty musisz po prostu wiedzieć, bo to trzeba skończyć. Znajdziesz miłość, pozbierasz się. Może wybaczysz, bo jesteś ode mnie silniejsza. Na pewno odpuścisz.

Patrzyłam na twoje odbicie w szybie naszej restauracji. Widzisz, mnie też tam zabrał. Zazdrościłam ci twojej niewiedzy, twojego spokoju. Wreszcie i ja tam dotrę i ja będę spokojna. Będę się cieszyć życiem z mężczyzną, który na mnie zasłuży. Chcę wierzyć, że gdy usiądę przy stoliku i zamówię penne con pollo, mój wzrok nie skrzyżuje się ze wzrokiem innej kobiety. Tej, o której obie jeszcze nie wiemy.


Jeśli się nie zmienisz, to odejdę. Dlaczego szantaż emocjonalny nie jest dobrym rozwiązaniem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 czerwca 2018
fot. iStock/AleksandarNakic

Są ludzie, którzy kończą daną relację nie dlatego, że naprawdę chcą odejść, ale dlatego, że mają nadzieję, że ich partner zareaguje, zacznie działać, walczyć. Wierzą, że ukochany, w obliczu nadchodzącej straty, zacznie zaspokajać ich emocjonalne potrzeby, które wcześniej ignorował. To remedium, choć może odnieść natychmiastowy skutek, w dłuższej perspektywie okaże się dość kosztowne dla związku. Emocjonalna manipulacja i szantaż nie są najlepszym sposobem na rozwiązywanie problemów w miłości.

Dlaczego? Ponieważ ostatecznie sprawiają, że konflikt, zamiast zostać przepracowany, zrozumiany i rozwiązany, zostaje ukryty, na jakiś czas. Dzieje się tak: mówisz, że odchodzisz, jeśli on/ona nie zmieni swojego postępowania wobec ciebie. Chcesz wpłynąć na zachowanie partnera, stawiając ostateczny warunek. Jednocześnie jednak uruchamiasz logikę warunkowania i kontroli, która może zwrócić się przeciwko tobie w dowolnym momencie. Twoim prawdziwym zamiarem jest przejęcie kontroli nad partnerem.

To nic więcej jak manipulacja i emocjonalny szantaż. Druga osoba zostaje postawiona „pod ścianą” bez opcji wyboru. Dodatkowo, wykorzystujesz jej uczucia. Jeśli wiesz, że cię kocha, sprawiasz, że reaguje dokładnie tak, jak chcesz, poddając się kontroli. Innymi słowy, stawiasz swoje potrzeby ponad wszystko i pozostawiasz drugą osobę niezdolną do reagowania.

To już nie spontaniczność, ale kalkulacja, która determinuje dalsze losy związku. To nie jest już szczerość, ale taktyka, która definiuje więź między wami.

Co się stanie, jeśli się „przeliczysz”? 

Czasami sprawy nie idą tak, jak chcesz i dzieje się dokładnie odwrotnie: druga osoba zgadza się i postanawia zakończyć związek, aby nie można było nią manipulować. Niekoniecznie jest to wyraz tego, co ta osoba faktycznie czuje lub myśli, ale może być jedynie przejawem psychologicznej gry, którą sam wprawiłeś w ruch. Tak więc ceną manipulacji i szantażu nie może być zaufanie i prawdziwa intymność, które miałeś w związku, a także sam związek.

Może też się zdarzyć, że związek się nie zakończy, ale szantaż znacznie was od siebie oddali. Nic już nie będzie tak, jak dawniej.

Nie warto uciekać się do manipulacji, by ratować miłość. Miłość karmi się przede wszystkim szczerością i uczciwością.


 

Na podstawie: nospensees.fr


Zobacz także

Zuzanna Buchwald: „Im byłam chudsza, tym bardziej podziwiana”. Szczerze o świecie modelingu

Najbogatsi ludzie tego świata, robią tych 5 rzeczy inaczej

16 rzeczy, które chciałaby ci powiedzieć osoba z przewlekłym bólem

16 rzeczy, które chciałaby ci powiedzieć osoba z przewlekłym bólem