Jaka przyjaźń nigdy nie powinna być? 7 rzeczy, które mówią, że przyjaźń jest dla ciebie toksyczna

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
31 stycznia 2018
Fot. Pixabay / cherylholt / CC0 Public Domain
 

Przyjaźń to wyjątkowa więź. Czasami zastanawiam się, czy nie najważniejsza. Naprawdę. Bo jak wyglądałoby nasze życie bez świadomości, że gdzieś jest ktoś, przynajmniej jedna taka osoba, na którą zawsze możesz liczyć, przy której możesz być sobą, której możesz powiedzieć wszystko bez obaw, że zostaniesz ocenionym?

Przez wiele lat nie doceniałam siły przyjaźni, ale na szczęście człowiek z wiekiem trochę mądrzeje. I dzisiaj wiem, że mam prawdziwych i szczerych przyjaciół – kilku, ale są. Niektórzy od zawsze, inni od kilku lat. Trzeba tylko otworzyć się na drugiego człowieka. I choć czasem może być nudno, trudno i źle, to po ponurych okresach wycofania zawsze przychodzi słońce i euforia. Taka jest natura i rytm życia.

Bywa, że zjawiają się obok nas ludzie, którzy chcą być naszymi przyjaciółmi, którzy szumnie celebrują tę przyjaźń. Bywa, że miewamy wątpliwości, ale tak bardzo pragniemy bliskości drugiej osoby, że wchodzimy w relacje, które tak naprawdę dalekie są od przyjaźni.

Jaka przyjaźń nigdy nie powinna być? 7 rzeczy, które mówią, że przyjaźń jest dla ciebie toksyczna

W prognozie pogody zawsze jest burza

Brzmi jak spowiedź pogodynki. Chodzi jednak o to, że w przyjaźni nie powinny pojawiać się co chwilę burzowe chmury. Jeśli wasze rozmowy są lekkie i spokojne tylko na chwilę, zastanów się na tą relacją. Czy naprawdę zawsze musicie się na coś złościć, narzekać? Czy dobrze się w tym czujesz?

Nie mówisz prawdy, bo obawiasz się reakcji

Twoje spotkania z przyjaciółką nauczyły cię, że bycie otwartym i prawdomównym sprawi, że zostaniesz w jakiś sposób ukarany? Twoje słowa są zawsze destylowane przez negatywny i obraźliwy filtr? Kiedy przyjaciel pyta cię o radę, a ty szczerze odpowiadasz, dowiadujesz się, że właśnie go obraziłeś i znieważyłeś? Gdy mówisz, że nie czujesz się bezpiecznie w tej relacji, słyszysz, że sprawiasz mu przykrość? Nieustannie obawiasz się, że powiedziałaś coś niewłaściwego lub zbyt dużo właściwych rzeczy? Nie o to chodzi w przyjaźni. Jasne, że mogą przyjść rozczarowania, złość, ale w efekcie masz poczucie, że mówienie prawdy obraca się zawsze przeciwko tobie.

Martwisz się, że przyjaciel zdradzi twoje tajemnice

Po prostu czujesz to w kościach, intuicja krzyczy ci do ucha: „Nie ufaj”. I nie jest to zwykła paranoja, ale twój instynkt. Coś wiszącego w powietrzu mówi ci, że twój niby-przyjaciel używa twoich sekretów, nieszczęść, słabości do zbliżenia się z innymi ludźmi.

Jeśli nie czujesz się bezpiecznie wiedząc, że twoje najbardziej prywatne rzeczy dałaś na przechowanie niewłaściwej osobie, to oznacza, że ona nie jest warta twojej przyjaźni.

Czujesz niepokój

Kiedy widzisz SMS-a, czy połączenie od tej osoby czujesz, jak zaciska ci się żołądek. Jedyne co ci towarzyszy to niepokój pod tytułem: „Co tym razem?”. Trudno wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje, ale warto się wsłuchać w to, co chce ci powiedzieć twoje ciało, a czego ty, być może, nie chcesz dopuścić do swojej świadomości.

Wszystko kręci się wokół niegodnego

Każdy twój wpis na Facebooku, zdjęcie na Instagramie, komentarz u wspólnego znajomego odczytywany jest zawsze przez pryzmat twojego przyjaciela. Musisz się tłumaczyć, co to miało znaczyć, dlaczego nie zalajkowałaś postu, zareagowałaś na fotkę kogoś innego? Nagle obrywasz zarzutami, że jesteś nieszczera, że się wywyższasz. Wszystko, co mówisz, piszesz, jest używane przeciwko tobie? Naprawdę chcesz ciągnąć tę przyjaźń?

Masz nieustające poczucie winy

Przychodzi taki moment, kiedy w tej wątpliwej przyjaźni zaczynasz się po prostu dusić. Jest ona dla ciebie niezwykle wyczerpująca, wymaga nieustannego skupienia, uwagi, żeby nie powiedzieć dwóch słów za dużo. Kiedy już twoje emocje wołają o oddech, a twoja głowa o dystans, słyszysz, że jesteś nieobecna, zbyt cicha, niewystarczająca, że jesteś inna niż twój przyjaciel się spodziewał. Na końcu, jeśli do tego dopuścisz i wdasz się w dyskusję, dowiesz się, że jesteś zdrajcą. Nie dawaj się wciągać w takie dyskusje, odpuść.

Czujesz się jak emocjonalny worek treningowy

Przyjaźń oparta powinna być na miłości i szanowaniu siebie nawzajem. Tymczasem masz wrażenie, że rozwiązujesz cudze kłopoty, konflikty, że musisz wczuwać się w stan drugiej osoby, bo ta wymaga od ciebie nieustannie pełnego zrozumienia. A gdzie, do cholery jasnej, ty jesteś? Kiedy twoim obowiązkiem stało się naprawić, uspokoić, wytłumaczyć o każdej porze dnia i nocy?

Przyjaźń polega na nieustannej wymianie, na dzieleniu się dobrem i złem, śmiechem i frustracją, z każdej strony powinna być zachowana równowaga. Jeśli jej nie czujesz w relacji z osobą, która nazywa cię swoim przyjacielem, może czas zebrać siły i odejść? Naukę z tego spotkania już wyciągnęłaś. Prawdą jest, że życie jest zbyt krótkie, by marnować energię tam, gdzie brakuje cudownych emocji, pięknych chwil. Zbyt wiele dobrego jest do zobaczenia, do przeżycia. Zbyt wiele dobrych ludzi do spotkania, by tkwić w relacji, którą trudno nazwać prawdziwą przyjaźnią.


10 „świętych” zasad, których MUSISZ przestrzegać, jeśli chcesz nosić legginsy

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
31 stycznia 2018
fot. iStock / Shtyrov
 

Są ładne, wygodne, i modne. Czego chcieć więcej? A, momencik, legginsy mają tylko jedną wadę… nie wystarczy ich założyć, żeby wyglądać obłędnie. Co rusz popełniamy paskudne błędny podczas komponowania stylizacji z legginsami. I wcale nie trzeba być tzw. „szprychą”, żeby wyglądać dobrze w modnych następcach getrów… Ale trzeba spełnić jeden warunek – raz na zawsze zapamiętać, czego nigdy, przenigdy robić nie można! Przeczytajcie 10 „świętych” – lecz banalnie prostych – zasad, jeśli chcecie nosić legginsy!

10 „świętych” zasad, których MUSISZ przestrzegać, jeśli chcesz nosić legginsy

  1. Bez względu na to, jak bardzo seksi i napięta jest twoja pupa, nie zakładaj do legginsów krótkiego topu. Osiągniesz jeden z 3 możliwych efektów: 1) golasa, 2) jakbyś w pośpiechu zapomniała przebrać piżamy lub 3) uciekła z siłowni. To jest złe. Kropka.

  2. Uważaj, jak dopasowujesz wzory legginsów do reszty garderoby. Nie chcesz wyglądać groteskowo – trzymaj się zasady: wzór tylko w jednym miejscu. Albo na legginsach, albo na topie. Tak będzie prościej.

  3. Noś je z czymś luźnym. Nie zakładasz wyciągniętej bluzy one-size z workowatą spódnicą, prawda? Trzymaj się tej zasady z legginsami. Dopasowana góra odpada, to rzadko kiedy się udaje.

  4. Zajrzyj w lusterko… Jeśli nie jesteś całkowicie pewna, że góra stroju zakryje twoją pupę, sprawdź, czy gdy podniesiesz ramiona nie zaprezentujesz światu gustownie odciśniętych majciochów… Wybieraj dłuższą bluzkę i/lub dobrą bieliznę.

  5. Upewnij się, że nie masz dziury… Legginsy są cienkie i delikatne… uwierz mi nie chcesz odkryć w biurze, że masz w kroku gigantyczne przetarcie…

  6. Legginsy powinny być prane znacznie częściej niż dżinsy. Nie zapominaj, że ten rodzaj ubioru mocno przylega do ciała – więc to kwestia higieny.

  7. Pamiętaj, że legginsy nie są spodniami. I nie zapomnij tego nigdy! Legginsy i rozmowa kwalifikacyjna – to do siebie nie pasuje…

  8. Grubsze legginsy zawsze wyglądają lepiej niż te ekstremalnie cienkie.

  9. Zawsze kupuj dobry rozmiar! Inaczej zapomnij o legginsach na zawsze. To co, że jakoś się wciśniesz… naprawdę, nie chcesz zobaczyć się na zdjęciach.

  10. Złota zasada: nigdy nie zakładaj białych lub beżowych legginsów. Dlaczego? Jeśli nie wiesz, wyobraź to sobie… Za mało? Poproś przyjaciółkę, żeby takie przymierzyła i popatrz na to z boku.


Źródło: makeup-mania.net


„Byłam grzeczną dziewczynką. Schrzaniłam swoje życie”. Spowiedź czterdziestolatki

Listy do redakcji
Listy do redakcji
30 stycznia 2018
Fot. iStock/domoyega

Kiedy od dziecka słyszysz „nie wychylaj się” – w dorosłym życiu brak ci odwagi, by powiedzieć wprost, co myślisz lub czujesz. Przecież nauczono cię, że nikogo to nie interesuje. Kiedy jako mała dziewczynka wiesz, że jedyne, co naprawdę musisz to „siedzieć cicho i być grzeczną”, jako dorosła kobieta nie potrafisz zawalczyć o siebie. Nie żyjesz, stajesz się przetrwać. Zapadasz się, znikasz, coraz bardziej niepewna siebie. Jeśli się w porę nie obudzisz, przegrasz.

Tak, wychowywano mnie na „grzeczną dziewczynkę”. Musiałam mieć świetne stopnie i wzorowe zachowanie na świadectwie. Nagrodą był uśmiech zadowolenia na twarzy mojego ojca. Mama – dla mnie „przezroczysta” – umiała jedynie wydymać usta w grymas, który uśmiechem trudno nazwać. Ale żeby ten grymas zobaczyć, oddałabym wszystko.

„Siedź prosto, nie garb się, bo jak dorośniesz, nikt na ciebie nie spojrzy…”. Tak często słyszałam to zdanie, tak bardzo się bałam, że okaże się prawdziwe. Że mnie – brzydkiej, krzywej, głupiej – nikt nie zechce, nikt nie pokocha. Że muszę być taka, jak oni oczekują, by być coś warta. Ale tak naprawdę nie wiedziałam czym jest miłość, bezwarunkowa akceptacja. Ja na wszystko musiałam sobie zasłużyć.

W domu miałam być miła i niewidoczna. Codziennie porządek w pokoju – pod linijkę, lekcje odrobione przed 19-tą. Potem szybka kolacja i reszta wieczoru spędzona w pokoju. Wtedy byli zadowoleni. Chwalili się przed sąsiadami, przed znajomymi: „Córka nie sprawia nam kłopotu, jest grzeczna”. Czy potrafiliby powiedzieć o mnie coś więcej? Nie sądzę.

Zbuntowałam się jeden, jedyny raz. Nie chciałam iść z nimi do przyjaciół. Nie wiem właściwie, co się stało. Bolał mnie brzuch, byłam przerażona, choć nie potrafiłam wytłumaczyć, dlaczego. Błagałam, żeby pozwolili mi zostać w domu. Nie zgodzili się nawet wtedy, gdy dostałam ataku histerii. Wtedy dostałam kolejną, ważną lekcje: złość, frustracja, moja niezgoda na cokolwiek nie są akceptowane.  Musiałam być posłuszna.

Dziś już nie umiem powiedzieć „nie”. Mam znajomych, którzy wiedzą o mnie niewiele więcej, co moi rodzice. Cieszę się, że ich mam i jestem im wdzięczna za to, że mogę się z nimi przyjaźnić. Ale nikt z nich nie jest mi bliski bardziej niż inni. Przed nikim nie potrafię się otworzyć. Przede wszystkim jednak, nie potrafię odmówić. Wiecznie ładuje się w sytuacje niewygodne, wiecznie komplikuje sobie życie godząc się na coś, czego w głębi duszy nie chcę.

Często budzę się w środku nocy i nie mogę dłużej spać. Boli mnie głowa, ściska żołądek. Serce bije szybko, nieprzyjemnie. Niewypowiedziane żale, nierozwiązane problemy tłoczą się w mojej głowie i nie pozwalają osiągnąć spokoju.

Ale rano, wstaję z uśmiechem i idę do pracy, do ludzi, przed którymi nie potrafię być szczera. Ten uśmiech opanowałam do perfekcji. I jeszcze – pozorny spokój. Wszyscy wiedzą, że ze mną można sobie pozwolić na wiele, że zgodzę się bez problemu na wszystko. Ale przecież, kiedy powiem „nie”, przestaną mnie akceptować…

Seks? Odkąd pamiętam, nie sprawiał mi satysfakcji. Na początku była ciekawość, chęć bliskości, takiej prawdziwej, szczerej. Ale zaraz potem pojawił się lęk, że jest w tym niedostatecznie dobra, że na pewno coś robię źle. Że muszę się naprawdę bardzo postarać, żeby on nie zniknął następnego ranka.

Kiedy moje koleżanki rozmawiały o tym, że w łóżku jest im dobrze, albo, że partner jest beznadziejny i trzeba go zmienić, nie rozumiałam co im chodzi. Ja cieszyłam się z tego, że w ogóle ktoś mnie chciał. Wydawało mi się to ogromnym szczęściem. Zakochiwałam się w każdym, kto zwrócił na mnie uwagę. Chyba z wdzięczności. I w końcu wydarzyła się katastrofa.

Męża poznałam na koncercie. Podszedł do mnie, zagadał, poprosił o numer telefonu. Nigdy wcześniej nikt nie zauważył mnie w tłumie.  Związek z nim był dla mnie spełnieniem marzeń – on jedyny pytał mnie, czego pragnę, jako jedyna osoba w moim życiu otoczył mnie opieką. I mówił o wspólnej przyszłości.

Nie wiedziałam, że to była gra, że to wszystko skończy się, gdy weźmiemy ślub. Że wtedy zacznie się piekło. Przez 12 długich lat znęcał się nade mną – fizycznie i psychicznie. Nie umiałam się od niego uwolnić, starałam się jedynie dostosować, przetrwać. Robić wszystko to, czego ode mnie oczekiwał, byle był zadowolony. Czasem się udawało.

Moim największym szczęściem i życiowym sukcesem jest to, że ode mnie odszedł. Znudził się, zażądał rozwodu, a po wszystkim zniknął z mojego życia.Nie potrafię o tym mówić. Chyba w ogóle nie potrafię mówić.

W grudniu skończyłam 40 lat. Kupiłam sobie tort i cztery świeczki. Zdmuchując je, pomyślałam tylko jedno życzenie: „przestań być grzeczną dziewczynką”. Tylko wciąż nie wiem od czego zacząć.


Zobacz także

Ty, który jesteś mężem, partnerem, ojcem, wyobraź sobie, że kobieta, którą kochasz nie ma wyboru… Apel do wszystkich facetów!

Nie dała nikomu szans na przeżycie dramatu. A może po prostu wiedziała, że nie ma w swoim życiu na tyle bliskich sobie osób

Jaka ona była, ta twoja „była”? Gdyby była taka wspaniała, nie byłbym teraz z tobą, tylko z nią. Przestańmy wypytywać naszych partnerów o ich przeszłość