Gdzie się podział żal? Zniknął. Bo magię Świąt można poczuć w pojedynkę… O samotności bez samotności

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
17 grudnia 2017
Fot. iStock / leskas
Fot. iStock / leskas
 

Tak dawno nic nie napisałam… a teraz w jeden z długich niedzielnych wieczorów usiadłam… i pomyślałam. O sobie , o czasie jaki mam za sobą… o tym, co było co się wydarzyło. o tym, jak jest i co czuję.

Patrząc wstecz na życie mogłabym powiedzieć jak wiele w nim przegrałam, jak wiele straciłam – przez niedojrzałość, buńczuczność , siłę udowadniani sobie i innym , przez chcę uzdrawiania nieuleczanego. Mogłabym mieć żal. Żal na to wszystko co umknęło i straciłam. Przyznaje, że czasami tak się czułam , nawet często, ale to były chwile. Chwile, bo tak naprawdę, to wdzięczna jestem życiu za to, co miałam, czego się nauczyłam – czasami, bo chciałam, czasami, bo los mnie zmusił.

Zbliżają się Święta, a ja patrzę na ludzi – kiedy razem przemierzają  otchłanie sklepowych półek w poszukiwaniu prezentów. Ludzi czasami podirytowanych, kłócących się , czasami znudzonych codziennością i tym, że coś muszą…

I tych którzy w pędzie i pogoni za świątecznym blichtrem idą na spacer w blasku miejskich światełek – spokojnych , rozmawiających….

Ja tez tak idę i myślę… zatrzymuje się przy wystawach sklepowych i patrzę na ludzi. Mają to czego ja nie mam. Idę sama i wcale nie jest mi z tym źle… Gdzie się podział żal? Zniknął. Bo magię Świąt można poczuć w pojedynkę… przy kominku z psem wtulającym się i patrzącym głęboko w oczy, z kubkiem herbaty z pomarańczami, imbirem i goździkami i być wdzięcznym za to, że się jest Tu i Teraz.

Dawno temu straciłam rodzinę… Nie! Wróć! – straciłam małżeństwo, ale nie rodzinę. Pomimo tego, że małżeństwo okazało się porażką, to przecież mam fantastycznego syna. Młodego mężczyznę z pasją, klarownego, wiedzącego czego chce od życia . I kiedy patrzę na jego związek, jestem dumna, bo przecież jaki jest, to po trosze moja zasługa. Niemalże dekada życia po rozwodzie poświęcona jemu. Czasami myślę ze zmarnowałam te lata i pukam się w czoło. Jak mogę tak myśleć! Dając siebie dałam coś światu i innej kobiecie. Oby Ci się drogi synu nic nie poprzestawiało w głowie. 😉

Jest duma, nie ma żalu.

Potem On i kilka lat fajnie spędzonych zakończonych rozstaniem… Tak był żal. Przyznaje. Ale nie ma – Zniknął. Minęły dwa lata, a ja patrzę na to co było jak na coś fajnego. Wspólne święta, wspólne powitania Nowego Roku, które spędzaliśmy i tylko we dwoje i na roztańczonych imprezach. I myślę, że jestem wdzięczna losowi za to, co miałam. I mimo tego, że ludziom drogi się rozchodzą, bo priorytety tak, jak ludzie się zmieniają, to pozostają fajne wspomnienia.

I jestem szczęśliwa że Jestem. Tu i Teraz i nie ma żalu . Zniknął

Mam wrażenie że cały czas się czegoś uczę… doświadczam. Że moje życie to nieustająca transformacja i przemiana. Przewartościowanie. Że jasno wyrażam swoje zdanie, nie obawiając się konsekwencji, że w chwilach problemu – bo nie zawsze jest cukierkowo, potrafię stawić temu czoła i brać życie zadaniowo, że codziennie otrzymuje od ludzi tak dużo serdeczności. Że mam przyjaciół, na których bezgranicznie mogę polegać. I nie muszę z nikim być. Mogę tylko chcieć – ale teraz nie chcę. Bo żeby z kimś tworzyć związek, trzeba być świadomym własnych potrzeb. Własnych i drugiego człowieka. Bycie z kimś, to komunikacja, dawanie sobie przestrzeni, ale i jej zapełnianie. To wsparcie, zrozumienie i szaleństwo. Jeśli tego nie ma – to już jest to wyłącznie substytut związku.

Jeszcze rok temu potwornie tęskniłam. Teraz nie. Czas potrafi nam pokazać i dać  tak wiele odpowiedzi na trudne tematy. Przeczytałam że: „Samotność wcale nie zaczyna się od tego, że nagle nikt nie czeka na Ciebie w domu. Samotność zaczyna się wtedy, kiedy po raz pierwszy odczuwasz pragnienie, aby czekał tam ktoś zupełnie inny…”. (cyt L. Wiśniewski ”Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie”) I dotarło do mnie, że już nie tęsknię za Tobą. Nie wiem jeszcze kim jest ten ktoś Inny, ale przecież życie jest codziennie niespodzianką i nigdy nie wiesz co czeka za rogiem. Wiec uśmiecham się i myślę, że skoro tyle fajnego mnie w życiu spotkało , to jeszcze tyle przede mną. I że w tej całej samotności wcale nie jestem sama, bo mam wokół siebie tak wiele fantastycznych ludzi, niespodziewanie dziwnie zawieranych  znajomości. I czasami trzeba na życie spojrzeć Inaczej żeby dostrzec jak wiele się ma.

Więc w przedświątecznym nastroju idę na spacer i patrzę na ludzi. I się uśmiecham…w blasku światełek…


O kobiecości w kilku zdaniach

ONA PO 40-TCE
ONA PO 40-TCE
13 czerwca 2017
 

Kobiecość . Czym jest… Przecież już rodząc się jesteśmy małymi kobietkami. Ledwo potrafimy założyć rajstopy i bluzeczkę, na lewa stronę zazwyczaj – to  już pękamy z radości. Kiedy podbierzemy mamie szminkę…marząc nią nie tylko swoje usta, ale i wszystko wokół… Potem nastaje czas sukienek, najlepiej tych sylwestrowych i ich przymierzania przed lusterkiem.. no i koniecznie szpilki!.

Ostatnio usłyszałam parę tekstów (10 letniej)  córki mojego znajomego…. I przyznaje-ubawiłam się!

Cytuje :

„Tato pokłóciliśmy się z koleżanką, bo zniszczyła koleżance pomadkę – Tato Ja wiem, że tego nie zrozumiesz bo jesteś chłopcem, ale jak dziewczynie zniszczy się pomadkę to jest mega wkurzona!”

„Byłam u chłopaków wieczorem w pokoju – Tato …ale dziewczyny też przyszły!!”

Dialog taty z córką. Jadą windą…. patrzą oboje w lustro …

Córka  …jestem podobna do Ciebie ….
Tata: A kto tak mówi?
Córka : Ja tak mówię… tylko ciekawe po kim jestem taka jasna…
Tata  Chodzi Ci o włosy to po mnie…
Córka : Nie chodzi mi o karnację…
Tata: No to może po dziadku lub po mamie, bo mama ma ciemniejsza karnację trochę…
Córka ścisza ton pochyla i mówi mu na ucho:
Tato mama smaruje się samoopalaczem…. i jest cała żółta … za dużo używa..

Boskie! Prawda?

I tu włączyła mi się retrospekcja… Zaczęłam patrzeć wstecz, przypominać sobie siebie …

Nie zapomnę szpilek mojej mamy- cudne zamszowe , śliwkowe z bardzo wysoka szpilką! Wow ..to było to coś, coś mówiło mi.. kiedyś będą Twoje. Niestety, pomimo cyklicznego przymierzania, moja stopa nigdy nie dorosła do rozmiaru mojej mamy a szpilki poszły w niepamięć. . Pierwszy zawód- prawie miłosny! 😉

Kobiecość.. tak ta pierwsza- pierwszy biustonosz…;) Pamiętam jak dostałam ( 10 lat)  – niestety był za duży, wiec stale go przymierzałam wkładając w niego (oczywiście jak nikt nie widział) małe niedojrzałe jabłuszka..  Przyłapana na tym niecnym procederze i lekko zawstydzona po słowach- Przestań, nic tam nie masz… powiedziałam – Jak to!!! Tu jest całe moje życie!;)

Mając 14 lat poszłam z mama na zakupy…a tam ?!…Tam leżała  piękna krwisto- czerwona szminka…Moje oczy błyszczały z zachwytu. Mama widząc ten błysk w oku z rozczuleniem kupiła mi tenże okaz 😉 Cóż, szminki nigdy nie używałam niestety, czułam się w niej jak „latarniana gwiazda”  i chyba nigdy do mnie nie pasowała, ale Ją miałam! I to było urocze…

Jaki nastoletni podlotek  (13?) przeżyłam pierwszy zawód miłosny…tak- tak! Bawiąc się w podchody wszyscy stwierdzili że M i Ja pasujemy do siebie….. No nie ukrywam.. M …zawsze był pociągający (dosłownie) 😉 …chłopak z łobuzerskim uśmiechem i rozwichrzona czupryną! Tak , to było coś! Koleżanki chwyciły mnie za ręce (chyba żebym nie uciekła), koledzy jego.. i nastąpiła wzajemna deklaracja: Koleżanki spytały – „Chcesz z nim chodzić?”  – Ja nieśmiało odpowiedziałam :”Tak…” To samo zadane pytanie koledze i …wyczekiwana odpowiedz- TAK! No i tak zostaliśmy para…Niestety moja miłość trwała 4 dni…. M na szkolnej przerwie podrzucił mi karteczkę : „ Nie mogę z Tobą chodzić , bo kocham R.G.” Tyle. 😉

Wakacje u dziadka na wsi… Pamiętam jak oberwałam od miejscowej pseudo- koleżanki…tak „za darmo” w sumie. Bo byłam „ta „z miasta’ i wszystkie wiejskie chłopaki to właśnie ze mną chcieli chodzić  na czereśnie, łazić po drzewach i uprawiać biegi przełajowe po polach.. Hmmm  Cóż – nie spodobawszy się lokalnej płci żeńskiej zostałam potraktowana patykiem. No porażka..? Nieee…..Skruszona wróciłam do domu z pręgami na ramionach i wtedy..?….wtedy wkroczył mój brat 😉 Obrońca! Wymierzył niechlubną sprawiedliwość mocno karcąc wiejskie dziewczę . A Ja?….no tak , poczułam że to jest to! Facet, który w razie złego zbiegu okoliczności przywali komuś w pysk w mojej obronie! Piękne J

Były tez porażki kobiecego ego…Na tychże wakacjach zjeżdżało się „męskie towarzystwo” – koledzy brata z wielkomiejskich środowisk… Trzymaliśmy sztamę, lubili mnie, a ja puszyłam się jak paw kiedy mówili- „z niej to będzie laska!, ależ będzie miała długie nogi …” No , nie ukrywam żyłam z tym przez wiele lat mojego dzieciństwa i patrzyłam jak rosną…..no niestety nie urosły …ehhh 😉

Kobiecość budowana od podstaw…od pierwszych lat życia. A przykładów można by przytaczać jeszcze wiele. Jak ważna dla małej dziewczynki jest postawa ojca, brata…wzorce matek… My to wiemy ! patrząc na małe kobietki powoli budujące swoją tożsamość. Tożsamość często poddaną wielu próbom w życiu dorosłym. I to tez jest ważne, nawet istotne….

Ale Kobiecość …to nie wykładnia, to samopoczucie, samoświadomość, oczekiwania i realizacja. Jakie jesteśmy? Różne. I chyba dlatego świat jest piękniejszy, niejednolity.. I chyba ważne jest, żeby nie zatracić w sobie tego uroku…małej dziewczynki z warkoczykami ;), czasami chłopczycy i tej małej gwiazdy przed lusterkiem w za dużej sylwestrowej kiecce i szpilkach do nieba… 😉

Czego sobie i Wam życzę! 😉