Po co nam właściwie wstyd? Czy łatwiej wstydzić się nam za innych, czy za siebie? Dlaczego wstydzimy się wstydzić?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
24 stycznia 2016
Fot. iStock / Hramovnick
Fot. iStock / Hramovnick
 

„Powinieneś się wstydzić”, „Hahaha ale się czerwienisz”, „Nie jest ci wstyd?” – kto z nas nie słyszał tych słów, czy to skierowanych do nas samych, czy do kogoś w naszym towarzystwie. Wstyd to trudna emocja, to emocja, której często nomen omen się wstydzimy. Często przeszkadza nam w życiu, blokuje przed podjęciem działań. Czy ma jakiekolwiek pozytywne aspekty? Jak sobie radzić z nadmierną wstydliwością i jak wstyd pozytywnie wpływa na nasze społeczne relacje rozmawiamy z Pawłem Malinowskim – psychoterapeutą.

Ewa Raczyńska: Po co nam wstyd? Do czego potrzebna jest nam ta emocja?

Paweł Malinowski: Tu sobie pozwolę na dłuższe wyjaśnienia. Ostatnio jest trochę nowych badań nad wstydem. Z perspektywy neurobiologii i teorii przywiązania wygląda to mniej więcej tak: wstyd to emocja hamująca, której przeżywanie staje możliwe od około 18. miesiąca życia. Hamująca w takim sensie, że jakiś rodzaj pobudzenia innego emocjonalnego jest wytłumiany za pomocą wstydu. Jakby zakrywany. Stąd być może powiedzenia, jak “okryć się wstydem”. Początkowo, w relacji rodzica z małym dzieckiem, wstyd jest emocją chroniącą dziecko przed utratą harmonii w relacji. To znaczy pozwala mu wytłumiać reakcje, które powodują naruszenie relacji z opiekunem, np. wywołujące jakiś rodzaj dystansu, niechęci w reakcji opiekuna.

Później wstyd pojawia się, kiedy robimy rzeczy narażające nas na domniemaną lub realną utratę akceptacji w jakiejś grupie społecznej, albo ze strony pojedynczej osoby. Czyli rzeczy, które naszym zdaniem tak zmieniają obraz naszej osoby w oczach innych, że grozi nam odtrącenie (np. przez wyśmianie czy lekceważenie). Sednem sprawy nie jest tu więc robienie rzeczy powodujących realną krzywdę, tylko z jakiegoś powodu niechcianych, odrzucanych (ze względu na obyczaj, normę społeczną czy nastawienie subiektywne jakiejś osoby). Z wyrządzaniem krzywdy zwykle bardziej związane jest poczucie winy, ale u wielu osób uczucie winy i wstyd mieszają się. Co przysparza często dodatkowych kłopotów. Jednak sama zdolność do odczuwania poczucia winy jest późniejsza rozwojowo, pojawia się pomiędzy 3. a 6. rokiem życia, kiedy rozwija się nasza zdolność do dostrzegania własnego sprawstwa oraz pamiętania historii własnych działań w czasie.

Wstyd zatem, pierwotnie służący regulowaniu przez dziecko zestrojenia z opiekunem, przeradza się z wiekiem w mechanizm regulujący funkcjonowanie w grupie społecznej (zestrojenie z grupą społeczną) – dostarcza szybko informacji o przekroczeniu (lub ryzyku przekroczenia) normy obowiązującej w tej grupie, pojawia się szybciej niż świadoma myśl. A oprócz tego informuje nas o posiadanej pozycji w tej grupie, i prawdopodobnej wartości obrazu własnej osoby w danej grupie społecznej.

Wstyd może niestety wzbudzać się zbyt łatwo, bez istotnych powodów znacznie ograniczając swobodę i aktywność danej osoby. Wzbudza się tym łatwiej im bardziej różni się nasze przekonanie o tym jacy jesteśmy, z naszym założeniem jacy powinniśmy być, czy jak się zachowywać.

Przeciwieństwem wstydu jest duma.

Wstyd jest jednak piętnowany od najwcześniejszych lat. Najpierw słyszymy: „Wstydź się”, a później wyśmiewają nas, kiedy ze wstydu np. czerwienimy się.

Kiedy słyszymy „wstydź się” to my jesteśmy piętnowani, a sam wstyd jest dobry. Potem nie podoba się, kiedy przeżywamy wstyd. To tak, jakby ktoś najpierw widział w nas zbyt dużo swobody, a potem zbyt dużo ograniczeń, za małą śmiałość. Sprzeczne oczekiwania to niestety chleb powszedni.

Słyszymy też: „Wstydzę się za ciebie”, Nie wywołuje to żadnych dobrych emocji.

„Wstydzę się za ciebie” to dwie wiadomości, z jednej strony identyfikuję się z tobą i przeżywam emocje w twoim imieniu, z drugiej daję do zrozumienia, że też powinieneś się wstydzić. Chcę wzbudzić w tobie emocję hamującą, bo nie mam lepszego pomysłu jak wpłynąć na zmianę twojego zachowania. Zachowania, które mnie wprawia w zakłopotanie, kiedy jestem jego świadkiem.

Czy mylimy wstyd z nieśmiałością?

Wydaje mi się, że nieśmiałość jest bliska wstydu. To bardziej zachowanie, a wstyd bardziej uczucie. Nieśmiałość może być zachowaniem pomagającym unikać większego wstydu, niż ten, który już się pojawił w nas i prowadzi do nieśmiałości. Kiedy z powodu nieśmiałości nie przyjmę propozycji występu na scenie to unikam sytuacji, w której spodziewam się większego wstydu. Tak samo, jeśli nie zdecyduję się odezwać do kogoś z powodu nieśmiałości, unikam większego wstydu, który spodziewam się poczuć, gdybym się odezwał.

A wstyd może być pozytywną emocją? Wzmacniającą, budującą?

Wzmacniającą – nie wiem. Może być przydatną emocją, kiedy dostosowuje nas do jakichś ważnych obyczajów społecznych, których naruszenie naprawdę narobiłoby nam kłopotów. Na pewno nie jest to wstyd, który ogranicza nam angażowanie się w sensowne przedsięwzięcia.

Dlaczego wstydzimy się wstydzić?

Kiedy wstydzimy się czegoś i wstyd powoduje ograniczone możliwości, nieporadność w jakiejś sprawie, a we własnej ocenie chcielibyśmy być sprawni, móc to robić. Wtedy pokazywanie wstydu to pokazywanie tej nieporadności, która – wydaje nam się – będzie źle odbierana w oczach innych. Bez zrozumienia, tylko z krytycznym nastawieniem. Im bardziej spodziewamy się za to mocnej uogólnionej krytyki, tym bardziej możemy wstydzić się, że się wstydzimy. Czasem jednak chodzi o sam wstyd, jako uczucie wyrażające słabość, bez względu na to jakiej sytuacji dotyczy.

Można pokusić się o stworzenie listę rzeczy, z powodu których się wstydzimy?

Przypuszczam, że najczęściej prezentowania czegoś swojego przed innymi, zwłaszcza przed grupą osób albo przed osobą wyżej w hierarchii albo o wyższych, naszym zdaniem, kompetencjach. Ludzie często wstydzą się też, niestety, krzywd, których doświadczyli, zwłaszcza molestowania. Tak, jakby brali cudzy wstyd na siebie, jakby to, co im zrobiono, określało w zły sposób ich, a nie tych, którzy byli sprawcami. Czasem wstydzimy się zdrady, kiedy mniej rolę gra empatia, a bardziej ryzyko utraty dobrego obrazu siebie w czyichś oczach. Nagości wstydzimy się zwykle, przynajmniej w sytuacjach publicznych. Różnych swoich cech, np. elementów swojego wyglądu – to doskwiera wielu kobietom w naszej kulturze, bo obiegowe wzorce wyglądu są bardzo sztucznie wykreowane i trudno im sprostać. Zresztą, można się wstydzić czegokolwiek, odgłosu robienia siku, przypalenia ciasta, obgryzionych paznokci.

Łatwiej nam wstydzić się za kogoś niż za siebie? 

To indywidualna cecha. Niektórym łatwiej za siebie, innym za innych. Jeśli za innych, oznacza to szczególną zdolność do nieświadomej identyfikacji z drugą osobą robiącą coś niestosownego czy nieporadnego naszym zdaniem. Jakbyśmy na chwilę stawali się nią, przeżywali jej sytuację. Takie za małe poczucie odrębności, chwilowe zacieranie się granic psychicznych, może narażać nas niepotrzebnie na nieprzyjemne uczucia. Zwłaszcza, jeśli dzieje się to nawykowo i nie umiemy regulować, na ile chcemy w tej identyfikacji pozostać, a na ile już się odróżnić. Trochę podobnie jak przeżywając coś w imieniu bohatera w filmie, który oglądamy.

Jestem mało rozmownym, bo „jestem wstydliwy”, a może nie mam nic do powiedzenia? 

Kiedy często przeżywamy wstyd, ktoś może uznać nas za wstydliwych. Wstydem można się zasłaniać jak wszystkim innym. Ale też często wstyd jest realną barierą, nie do przejścia dla danej osoby bez pewnej pracy nad sobą. Może wstyd nie pozwala mu mówić, bo źle ocenia to, co przychodzi mu do głowy i auto-cenzuruje. I może nawet z tego powodu cierpi, ale nie jest w stanie przeciwstawić się własnemu wstydowi. Podjąć z nim skuteczną polemikę. A może nie mówi, bo nie ma nic do powiedzenia. Obie wersje są możliwe.

Jak radzić sobie ze wstydem

Budować niezależność realistycznego oglądu sytuacji i formułowania własnych opinii na podstawie obserwacji i wiedzy, a więc zdolność decydowania samemu o tym, czy jest czego się wstydzić. Tak, żeby nasze wewnętrzne szablony myślowe niosące krytykę nie decydowały za nas. Żeby te komentarze myślowe oceniające nas samych, które pojawiają się automatycznie i występuję przeciwko nam, odbierając nam poczucie zaufania do siebie i akceptację, straciły swój niesłusznie posiadany autorytet. Żeby przestały brzmieć tak wiarygodnie w naszej własnej głowie, jak coś co przekazuje prawdziwe informacje. Żeby stały się głosem przebrzmiałym, z którym już nie musimy się specjalnie liczyć, bo ufamy swojej zdolności do oglądania świata i wyciągania wniosków. Czyli, żeby te sztywne samokrytyczne przekonania, nie mające nic wspólnego z procesem myślenia, trafiły na swoje właściwe miejsce w przestrzeni naszego umysłu.


Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Paweł Malinowski, certyfikowany psychoterapeuta PTP, prowadzi psychoterapię indywidualną i grupową, a także warsztaty umiejętności psychologicznych, w tym warsztaty „Natura złości – czyli kiedy złość niszczy, a kiedy buduje” w Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie.


5 zasad prawidłowej diety u dziecka

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
25 stycznia 2016
Fot. Pixabay / 1103997 /
Fot. Pixabay / 1103997 / CC0 Public Domain
 

Temat prawidłowego żywienia dzieci, towarzyszy rodzicom od dnia ich narodzin. Mamy z troską zastanawiają się w jaki sposób karmić malca, a te które decydują się na karmienie piersią, dokładnie przyglądają się swojej diecie. Oczywiście, im dziecko jest starsze tym jego dieta staje się bardziej różnorodna. Wtedy pojawia się ważne zadanie dla rodziców, by posiłki tak komponować, aby pociechy otrzymywały wszystkie składniki niezbędne do ich szybkiego rozwoju .

Skąd czerpać wiedzę na temat sposobu żywienia dzieci?

Rodzice mogą w większości pochwalić się intuicją i podają posiłki rodzinie według własnego uznania i smaku biorąc pod uwagę, że takie elementy jak owoce, warzywa, nabiał muszą górować nad jedzeniem małowartościowym czy tłustym. Jeśli dziecko jest zdrowe i nie wymaga wprowadzenia specjalnej diety, dobór posiłków jest zdecydowanie łatwiejszy. A żeby było jeszcze mniej wątpliwości, warto zajrzeć na strony instytucji, które podają w jasny sposób opracowane zasady żywienia dzieci oraz osób dorosłych.

Zadbaj o przyszłość dziecka i sprawdź co ląduje na jego talerzu

Oczywiście nie chodzi jedynie o źródło pochodzenia pokarmów. Wiadomo że im mniej przetworzone produkty i im mniej chemii w warzywach i owocach, tym lepsze ma skutki dla zdrowia dziecka teraz i w przyszłości. To ważne, bo to co przez lata będziemy dokładać do organizmu dziecka, odpłaci się w jego przyszłości. Kształtując prawidłowe nawyki żywieniowe, rodzice dbają nie tylko o dzień dzisiejszy, ale uczą na całe życie, jak należy się odżywiać, by móc cieszyć się zdrowiem i szczupłą sylwetką przez długie lata 

Fot. Pixabay / jarmoluk / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / jarmoluk / CC0 Public Domain

Oto pięć elementów prawidłowej diety u dziecka

Produkty zbożowe. Według piramidy zdrowego żywienia, to właśnie produkty zbożowe stanowią podstawę diety zarówno dziecka jak i dorosłej osoby. I to nie pod postacią pozbawionego cennych składników “pustego” białego pieczywa. Owszem jest ono lżej strawne, więc częściej podawane malutkim dzieciom, ale to produkty pełnoziarniste są źródłem węglowodanów złożonych, dostarczających energii w ciągu dnia. Ponadto zawierają bogactwo witaminy B i magnezu, pełniących istotną rolę w funkcjonowaniu układu nerwowego, a także błonnik pokarmowy, niezbędny do prawidłowej pracy jelit. Pełne zboża można znaleźć nie tylko w pieczywie ziarnistym, ale i płatkach owsianych oraz kaszach.

Owoce i warzywa. Każdy wie, że te produkty dostarczają organizmowi bezcennych witamin i składników mineralnych. Pozwalają na zdrowy wzrost dziecku, zapobiegając takim chorobom występującym w wieku późniejszym, jak miażdżyca lub nowotwory. Najlepiej jest podawać dziecku owoce jak najmniej przetworzone, a warzywa gotowane na parze tak, aby traciły one najmniej witamin pod czas obróbki termicznej. Jeśli nie istnieje możliwość zakupu świeżych produktów, doskonałym zamiennikiem będą mrożonki, soki bez dodatku cukru, a także domowe przetwory, jeśli składniki jakie zostały użyte do  ich wytworzenia pochodzą ze sprawdzonego źródła. 

Fot.Pixabay/ condesign

Fot. Pixabay / condesign / CC0 Public Domain

Białko. Im starsze dziecko, tym jego dieta jest bardziej zróżnicowana i zawierająca mniej mleka.Warto jest zadbać, by dziecko do 9 r.ż każdego dnia wypijało dwie duże szklanki mleka. Starsze nawet trzy, cztery. Oczywiście nie każdy przepada za smakiem mleka, więc  z powodzeniem można wprowadzić do diety inne jego formy – kefiry, jogurty, maślanki, sery i pozostałe przetwory. Wybór jest ogromny, więc bez problemu znajdzie się zamiennik w diecie dziecka. Ta kwestia jest bardzo istotna, ponieważ mleko i jego przetwory dostarczają organizmowi dobrze przyswajalnego wapnia, które jest niezbędne do budowy kości i zębów dziecka. Poza tym zawarte w nich białko wpływa na prawidłowy wzrost a witamina B12 na układ krwiotwórczy i nerwowy. Należy jednak zwrócić uwagę na kwestię cholesterolu w mleku pełnotłustym i zastąpić je mlekiem chudszym. Podobnie rzecz ma się z serami, które dodatkowo zawierają dużo soli, co sprzyja rozwojowi nadciśnienia.

Produkty mięsne i ryby. Mimo skojarzeń, że mięso nie zawsze służy zdrowiu człowieka, jest ono niezbędnym elementem wyważonej diety zarówno u dzieci jak i dorosłych. Spożywane dwa, trzy razy w tygodniu dostarcza wartościowego białka, witaminy B2, niacyny, cynku, łatwo przyswajalnego żelaza, którego niedobór jest przyczyną niedokrwistości u dzieci. Najlepiej wybierać mięso niezbyt tłuste, które poza tym że zawiera mniej kalorii, jest też lżej strawne. Mięso warto zastąpić rybami które są źródłem witaminy D, oraz zdrowych kwasów tłuszczowych, odgrywających ważną rolę w zapobieganiu ważną rolę chorób układu krążenia, alergicznych. Odgrywają także istotną rolę w rozwoju funkcji poznawczych u dzieci.

Ogranicz niezdrowe tłuszcze i cukry. Te elementy powinny być omijane szerokim łukiem z diecie młodszych i starszych. Podobnie rzecz ma się z solą a także alkoholem. Zwróćcie uwagę, aby dziecko nie pochłaniało dużej ilości tłuszczów, które znajdują się np. w słodyczach lub innych niezdrowych przekąskach. Postawcie na ich zdrowe zamienniki, szczególnie owoce, które mają w sobie naturalne cukry, a przy tym dostarczają mocy witamin dziecku. Jeśli pociecha nie przepada za owocami i warzywami, podejmijcie próbę, by stopniowo dziecko do nich przekonać.

Poza powyższym, zwróć uwagę na suplementację witamin

Ponieważ nawet przy mądrze skomponowanej diecie, trudno jest dostarczyć każdego dnia wszelkie niezbędne substancje dla organizmu, warto wprowadzić codziennie dla dzieci suplement  Plusssz Zizzz. Bez zawartości cukru i aspartamu, oraz sztucznych barwników, kompleks witamin pochodzenia europejskiego uzupełni dietę dziecka w okresie intensywnego rozwoju. 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

A jeśli dziecku nie będzie odpowiadała forma tabletek musujących, z pewnością spodobają się jemu lizaki, gumy lub żelki Plusssz Zizzz. Do wyboru dla zdrowia.

 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


Artykuł powstał we współpracy z firmą Maspex


„Najbardziej bałem się, że już zawsze będę nikim. Facet musi mieć pracę. Przed załamaniem uratowała mnie żona”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
23 stycznia 2016
Fot. iStock / OcusFocus
Fot. iStock / OcusFocus

Na początku zadziwiła mnie cisza. Że jest głośna. Taki dom, na przykład. Słyszałaś kiedyś jak on hałasuje? Deski na strychu skrzypią, woda w rurach bulgocze, piec stęka, a lodówka… Lodówka to kakofonia dźwięków. Siedziałem na kanapie i zatykałem uszy. Dom mnie atakował. Człowiek bez roboty staje się dziwny.

„Bardzo mi przykro, musimy się rozstać. Naprawdę doceniamy pana wkład w firmę…

To zupełnie jak w amerykańskim firmie. Przychodzisz do pracy, proszą cię do pokoju. Na stole leżą tylko dwie odwrócone karki. Tylko, że zamiast pani od HR obok mojego szefa siedziała pani prawnik. Dobrą miałem umowę. Ale jak chcesz kogoś zwolnić, zawsze znajdzie się powód. Sam zwalniałem, wiem jak to działa.

Czułem, że coś nie gra. Korporacja duża, międzynarodowa, jedna z większych w Polsce. Cały czas zmiany, ciśnienie, rozliczenia, podnoszenie poprzeczki, cele, budżety do zrealizowania coraz bardziej kosmiczne. Patologia, na rynku kryzys, a oni cisną i cisną. „Może nową planetę odkryjemy? Mniej więcej taki sam wysiłek będziemy musieli w to włożyć?” rzuciłem kiedyś przy prezesie.

Już wtedy miałem straszny wkurw.

Jest taka różnica między młodymi (tymi w takcie studiów i zaraz po), a starszymi (przed czterdziestką). Ci pierwsi zrobią wszystko. Za 3 –4 brutto zrobią ci każdy wynik i przy okazji przegryzą aortę. No i nie muszą spać.

Człowiek przed czterdziestką zaczyna myśleć o życiu: ile godzin spędzam w firmie? Ile robię w domu? Co to jest wolność? Czy jeszcze ją pamiętam?

Żonie mówiłem: „Chciałbym wybudować chatę w Bieszczadach”. Złościła się. Dzieci muszą do szkoły, ona nie będzie mieszkać tak daleko. A nie chodziło nawet o te Bieszczady, chodziło o wizję wolności. Poranki, góry, przyroda.

Wolnych poranków nie miałem od lat, najbardziej znałem zapach klimatyzacji. Tak, sport pomaga. Ale nie załatwi wszystkiego. Marzyłem o wolności. Że o 8.40 nie będę stał wściekły w korku, tylko wypiję kawę patrząc na góry.

Ale jednak byłem w szoku, że mnie zwolnili. Głupi kut*s, mój szef. Zjadł i wypluł. Ileś lat odbierałem pochwały, a potem idziesz z tą kartką, skrzynka mailowa wyłączona,pracownicy patrzą ze współczuciem. Nienawidzę współczucia. Kojarzy mi się z litością.

Ale pomyślałem: „olać”.

„Rany, jak to? Boże, jak my damy radę. Po co kupowaliśmy tak duży dom!”

Gdy jesteś pracoholikiem, facetem, który głównie zarabia na dom, czujesz cholerną odpowiedzialność. To jest tak jakby ci położyć na plecach wielki ciężar i kazać nosić. Śniły mi się budżety, zebrania, szkolenia. Byliśmy z żoną w pętli. Oboje dobrze zarabialiśmy, pomagaliśmy rodzicom, rodzeństwu, kupiliśmy dom. Kredyt we frankach. Gdy to zrobiliśmy mówiło się, że frank to najbezpieczniejsza waluta. Kredyt nisko oprocentowany, wiadomo. Ale i tak odkładałem część pieniędzy. Ojciec był hazardzistą. Jedyne czego w życiu się boję to braku oszczędności.

Ale i tak, okazało się, w jakimś sensie hazardzistą byłem. Trzeba być porypanym, żeby wierzyć, że wiecznie będzie się zarabiać 16 tysięcy netto, mieć służbowy samochód, karnety na siłownię, i pakiet zdrowotny dla całej rodziny.

Żona lubi czuć się bezpieczna. Z jednej strony złościła się, że dużo pracuje, z drugiej nie znała mnie innego. „Kocham twoją ambicję, pasję” powtarza. Nie winię jej. Jej ojciec z kolei chlał. Szukała we mnie odpowiedzialności, a ja jej chciałem to dać.

„Musisz być odpowiedzialny, inaczej skończysz jak ojciec”

To było jakoś w liceum. Poszedłem na wagary, podrobiliśmy z kumplem podpisy na usprawiedliwieniu, sprawa się wydała. Matka wróciła z zebrania. Stanęła w drzwiach pokoju. Wyglądała tak krucho, była przygnębiona. „Zawiodłeś mnie” powiedziała. Nic więcej. Zemdliło mnie. Nie chciałem być jak mój ojciec. Zawodzić.

Znów czułem, że zawiodłem. Żona siedziała z kartką, zaczęła przeliczać na czym musimy oszczędzać, dostała histerii. Była w tym nieracjonalna i nieobliczalna. Była zła. „Będzie dobrze” mówiła.

A potem wpadała do domu i rozliczała mnie z tego co zrobiłem. Nie posprzątane, nie pozmywane. „Co ty, k…, robiłeś?”

Nic nie robiłem. Siedziałem na kanapie. Na niej toczyło się moje życie. Na początku odbierałem i wysyłałem maile, wiadomości na Facebooku, pocieszenia od znajomych, obietnice, że zaraz coś dla mnie znajdą, z kimś mnie umówią. Nic.

Wysłałem 200 CV, na większość ofert nikt nie odpowiedział. Na kilku spotkaniach usłyszałem, że mam za wysokie kwalifikacje, na kilku innych za masę obowiązków zaproponowano mi taką stawkę, że po prostu odpadłem. „Co to, k…, za czasy?!” mówiłem żonie.

„Dajesz stary radę?”

Kiedyś lubiłem maj. Zapowiedź lata, długie wieczory. Spędzałem go aktywnie. Przebierałem się jeszcze w biurze, i pędziłem na rower albo siłownię. Czasem po prostu biegiem wracałem do domu. W zdrowym ciele zdrowy duch. Tak, gdy urodzili się moi synowie też aktywnie spędzałem wieczór. Wystarczyła godzina. Z potem wypływały emocje. Pierwsze kroki to była furia. Ci ludzie durni, klienci, korki, wrzeszczące dzieci w domu. Kochałem je, ale czasem się tego nie dało znieść. Żona też zatykała uszy. Gdy wracałem z biegania, prysznic i stawałem się ojcem idealnym. Noszenie, masowanie brzuszków, bujanie, śpiewanie. Miałem luz.

Po trzech miesiącach bez pracy nie byłem w stanie się ruszyć. Nie miałem sił. Przerzucałem tylko kanały, odkryłem w internecie dobre seriale. Dzień mylił mi się z nocą, w nocy oglądałem, rano odwoziłem synów do przedszkola, i kładłem się spać. Wstawałem, szedłem po nich.

Przestałem wychodzić do znajomych. Ludzie, przepraszam, ale naprawdę pier**lą na spotkaniach o głupotach. Kto jaki biznes robi, z kim, ile zarobił, jakie ma plany. Zachwyty robotą albo narzekanie na robotę. Jeszcze pier**lą o dzieciach czasem. Jak ludzie w zasadzie ze sobą wytrzymują? Tego się nie da znieść. Po kilku piwach było to znieść łatwiej, ale ja za alkoholem nie przepadam. Męczyłem się.

Tak, wiem, kiedyś byłem taki sam. Szczur w labiryncie, korpoczłowiek, człowiek uwikłany w system. Wylądowałem jednak na planecie bezrobocie. Mówienie o tym było ponad moje siły, pytania, rady, przyjacielskie kuksańce. I oczywiście te wszystkie obietnice.

Po co człowiekowi praca? Żeby nie umrzeć, nie zwariować. Bez niej nagle okazuje się, że możesz być nikim.

Czułem się nikim. Podziwiałem żonę. Była kimś.

„Zaopiekuj się dziećmi, to też może być fajne”

Podziwiam kobiety. I nie dziwię się, że niektóre wpadają w depresję. Czują się nikim, tęsknią za pracą, chcą zmiany, tyją z nudów i frustracji.

Od siedzenia w domu przytyłem 10 kg. Tęskniłem za adrenaliną, koncepcyjnym myśleniem, nawet wkurw**niem, że mam dużo. Miałem dzieci. Nie ogarniałem tego wrzasku, krzyków, próśb o zabawę.

Bawiłem się, ale byłem daleko.

Najbardziej bałem się, że już zawsze będę nikim. Tak to odbierałem. Facet musi mieć pracę, bo jest kimś.

Cele musi mieć. Ambicje. Co to jest za facet bez ambicji? Wciąż miałem ambicję. Nie miałem mocy.

Z gówna wydobył mnie kumpel, po którym nigdy bym się nie spodziewał. Zaproponował współpracę przy ogromnym projekcie.

Z gówna wyciągnęła mnie żona. Swoją siłą, mocą i uczuciem.

Zbieram się bardzo powoli. Bezrobocie to lęk przed ludźmi. Wyjście do centrum handlowego staje się wyzwaniem. Centrum wszechświata to jest kanapa, wyprawa to przedszkole.

Chciałbym powiedzieć wszystkim, którzy mnie wtedy olali, że to jednak słabe jest. Że najmilsi jesteście jak coś chcecie, jak może ktoś wam coś załatwić. Kolacyjki, obiadki i lizanie dupeczki. Tracisz władzę, zostaje nikt. Garstka.

Serio, słabe to czasy…. Ale o tym się może przekonać tylko ktoś, kto nie ma innym nic do zaoferowania.


Zobacz także

Fot iStock/lolostock

Ziemia – planeta ludzi. Byłam raz samotna, na dłużej… O sile dobrej samotności

Fot. iStock /  Enrico Fianchini

Kobiece piękno nie ma terminu ważności. Te cechy się nie starzeją

Fot. iStock/petrunjela

Jutro nie jest obietnicą. 5 powodów, by słuchać głosu swojego serca