Czy pewność daje szczęście, czyli czy mężatki są szczęśliwsze od „konkubin”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 września 2017
Fot. iStock/wundervisuals
Fot. iStock/wundervisuals
 

Czy obrączka na palcu i przysięga złożona przed urzędnikiem lub Bogiem jest gwarancją szczęśliwego życia? Nikt przy zdrowych zmysłach nie postawiłby takiej tezy. Ludzie się zmieniają, uczucie może wygasnąć, w nasz związek może „wkraść się” ktoś trzeci. Ale czy to prawda, że ci, którzy decydują się na małżeństwo są, jak się zwykło powszechnie uważać, bardziej szczęśliwi niż ci, którzy żyją w konkubinacie? Wygląda na to, że wcale nie.

Co na to nauka

Nasze poczucie satysfakcji życiowej zależy od kilku czynników. Najważniejszymi z nich są życie rodzinne/uczuciowe zgodne z naszymi oczekiwaniami (i jeśli szczęście daje nam samotność, to w rodzinie raczej go nie odnajdziemy), zdrowie, możliwość rozwoju/samorealizacji. Naukowcy przeprowadzili trwające wiele lat badania, żeby odpowiedzieć na pytanie, jaki wpływ ma małżeństwo na nasze zdrowie. I okazuje się, że… niewielki. Ani panowie, ani panie, niezależnie od tego, ile czasu pozostawali w związku małżeńskim nie są w lepszej kondycji zdrowotnej niż ci, którzy nie zdecydowali się na zalegalizowanie związku. Mówiąc wprost, małżeństwo w żaden sposób nie wpływa na nasz stan zdrowia.

Jeśli chodzi o dwa pozostałe czynniki, wyniki przedstawiają się podobnie, z lekką niekorzyścią na rzecz zamężnych kobiet, jeśli chodzi o ich poczucie samorealizacji. Okazuje się, że mężatki wciąż częściej niż panie stanu wolnego, mają tendencje do rezygnowania z realizacji celów i marzeń dotyczących życia zawodowego lub samorozwoju. W konkubinacie podział obowiązków wydaje się bardziej sprawiedliwy, umożliwiając obu stronom upragniony rozwój zawodowy i osobisty.

Co na to praktyka

Dlaczego więc właściwie „potrzebujemy” małżeństwa? Pokolenie dzisiejszych trzydziesto, czterdziestolatków rzadziej już przecież wierzy w miłość „do grobowej deski” i nie uważa rozwodu za coś niedopuszczalnego. O ile nasi dziadkowie małżeństwo traktowali, jako gwarancję, że nie będą sami w jesieni życia, my dopuszczamy rozstanie z małżonkiem, a nawet drugi czy trzeci ślub. Pobieramy się ze świadomością, że to może się „nie udać”. Jasne, wierzymy w miłość, ale rozumiemy, że małżeństwo nie jest w stanie nam zagwarantować lojalności partnera. Wystarczy spojrzeć na statystyki dotyczące zdrad wśród małżonków.

Dlaczego więc decydujemy się na legalizację związku? Dlaczego po prostu nie zamieszkać razem i odejść, gdy sytuacja stanie się niewygodna, a partner nie do zniesienia? Po co wychodzić za mąż, a następnie cierpieć spędzając resztę swojego życia z osobą, która (jak się nagle okazuje) nadaje na innych falach? Lub rozwodzić się i toczyć wyniszczające bitwy o mieszkanie, samochód, dzieci, psa…?

Szczęście to kwestia indywidualna

Oczywiście, olbrzymią rolę odgrywają wciąż wpływy kulturowe – będąc razem dłuższy czas, „wypada” spełnić oczekiwania rodziny. Pobieramy się również „dla dobra dzieci”, ponieważ w naszym społeczeństwie uważa się, że powinny się one wychowywać w zalegalizowanym związku. O ile jednak czujemy się zobowiązani do zawarcia małżeństwa z tych właśnie powodów, nie możemy oczekiwać, że da nam ono poczucie spełnienia, osobistego szczęścia. Bo szczęście to kwestia indywidualna, której żaden „papierek” zagwarantować nie może.  Chcesz być szczęśliwa – naucz się tego. Dbaj o dobrą komunikację w twoim związku, o to, by twoje potrzeby były przez partnera brane pod uwagę. Akceptuj różnice między wami i ciesz się, gdy odkrywasz jak wiele was łączy.


Najgorsze, „mentalne” nawyki, które należy odrzucić, by móc wprowadzić do swojego życia pozytywne zmiany

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
7 września 2017
Fot. iStock/martin-dm
Fot. iStock/martin-dm
 

Wydają się nic nie znaczące. Żyjemy związani z nimi tak mocno, że właściwie nawet ich nie zauważamy – są częścią nas. Ale kiedy przychodzi pora na zmiany, nie potrafimy ich „przeskoczyć”, żeby ruszyć do przodu. Czasem jesteśmy wręcz nieświadomi, że to one stają nam na drodze. Nasze mentalne nawyki, które powinniśmy odrzucić, by lepiej radzić sobie z życiem, z relacjami z innymi, z samymi sobą… Które z nich „królują” w twojej codzienności?

Lista mentalnych nawyków, które należy odrzucić, żeby zaprowadzić pozytywne zmiany

Nie żyjemy „tu i teraz”

To jedna z najważniejszych przyczyn, dla których stale nam coś „nie wychodzi”- ciągle żyjemy przeszłością, stale boimy się przyszłości. Przyszłość to ciągły niepokój, przeszłość – żal.  Zapominamy, że ani jednej, ani drugiej nie jesteśmy w stanie kontrolować. Jedyna chwila, nad którą panujemy to moment, który nazywa się: „teraz”. Kiedy nauczymy się kontrolować nasze „teraz”, będziemy w stanie kreować lepszą przyszłość.

Prokrastynacja

Jeden z tych nawyków, który bardzo niszczy nas psychicznie. To nasza tendencja do zwlekania, do „odkładania”(w tym wypadku tego, co nas przeraża lub martwi). Oprócz tego, że marnujemy czas, przedłużamy jeszcze nasze nieszczęście, nie rozwiązując problemów.  Jeśli nauczymy się radzić sobie z życiowymi trudnościami „od razu”, przestaniemy udawać, że ich nie ma, wyzwolimy się z kajdan lęku i niepokoju. Przestaniemy myśleć o tym, co złego się może zdarzyć.

Świadome unikanie osobistych interakcji

Nowoczesne technologie dały nam mnóstwo możliwości nawiązywania i podtrzymywania kontaktu z innymi. Ale nic nie zastąpi rozmowy „twarzą w twarz”, ciepła dotyku, zapachu bliskiej osoby. Kiedy nieustannie komunikujemy się za pomocą komunikatorów i komputerów – sami na siebie nakładamy ograniczenia. Bo relacja z drugim człowiekiem, realizowana głównie poprzez aplikacje, czaty i rozmowy telefoniczne, jest jak przeglądanie świata przez dziurkę od klucza.

Za dużo gadżetów

Wirtualny świat stał się łatwo dostępną ucieczką dla każdego z nas. Uciekamy więc od trudnych realiów życia, od tego, czego się boimy. Pozwalamy, by ominęło nas to, co prawdziwe i ważne. Jedynie interakcja z innymi ludźmi, rozmowy, dążenie do samorozwoju (również duchowego) pozwalają nam żyć naprawdę. Naprawdę potrzebujesz aż dwóch telefonów?

Wielozadaniowość

Multitasking ma dwie strony. Może być czymś pozytywnym, co pozwala ci się świetnie realizować zawodowo lub łączyć życie zawodowe z rodzinnym. Ale ta sama umiejętność może sprawić, że tracisz zdolność koncentrowania się na tym, co najważniejsze. Możesz być niespokojny, rozdrażniony i niezdecydowany. Stracić z oczu priorytety.

Często nie zdajemy sobie sprawy, jak nawet najmniejsze rzeczy mogą kształtować naszą perspektywę, nasze pojmowanie rzeczywistości. Nigdy nie jest za późno, by to zmienić.


Na podstawie: www.curejoy.com

 


Matka matce wilkiem. O czym rozmawiać, żeby na bank się pokłócić? [TOP10]

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
6 września 2017
Fot. iStock/wundervisuals
Fot. iStock/wundervisuals
 

Wydaje ci się, że tylko rozmowy na temat polityki i religii zawsze kończą się awanturą? Niestety nie. Trzecim, wyjątkowo niebezpiecznym zagadnieniem jest „macierzyństwo”. A właściwie „rodzicielstwo”, ponieważ w dzisiejszych czasach ojcowie bywają na równi z matkami zaangażowani w wychowywanie dzieci. Mimo to, panie wciąż wiodą prym w rozmowach o tym, co matce przystoi, a co nie, jak należy o dziecię dbać i czego absolutnie robić nie należy. Jeśli więc masz chęć z kimś się pokłócić, proponuję byś rozpoczęła rozmowę z inną (nawet przypadkowo poznaną na placu zabaw) matką, na któryś z poniższych tematów. Emocje gwarantowane.

10. Odpieluchowywanie

Ciężki temat. Niektóre kobiety podchodzą do niego tak, jakby wczesne korzystanie z nocnika było kwestią życia lub śmierci. Inne natomiast nie widzą potrzeby, by 7-miesięczne dziecko uczyć higieny. Generalnie – co matka, to inna opinia. Dyskusja, owszem, pojawi się. Nie będzie jednak zbyt emocjonująca, dlatego temat ten zajmuje 10. miejsce.

9. Do jakiego wieku karmić piersią

Każda z nas inaczej rozumie sformułowanie „jak najdłużej”, ale dla większości oznacza to najprawdopodobniej rok, może dwa lata. Zdarzają się jednak kobiety, dla których „jak najdłużej” znaczy „do momentu, w którym dziecko samo już nie będzie chciało ssać piersi” i nieważne, czy mówimy o 5-latku czy 7-latku. Jeśli należysz do osób, które nie wyobrażają sobie karmienia piersią rezolutnego przedszkolaka, który zajada już frytki i żuje gumę, lepiej nie podejmuj tego tematu.

8. Samodzielne zasypianie w łóżeczku

Metod jest naprawdę wiele, niektóre mogą być szokujące. Podczas gdy jedna matka nie może znieść nawet 30 sekund płaczu swojego dziecka, inna bez problemu daje mu się wypłakać aż samotnie zaśnie. Zwolenniczki metody „na wypłakanie” powinny dobrze się zastanowić, zanim zaczną opowiadać o cudownych skutkach jej zastosowania. Dla wielu osób pozostawienie płaczącego niemowlęcia w samotności jest nieludzkie. Hasło „wyrodna matka” z pewnością przewinie się w rozmowie.

7. Klapsy

„Moi rodzice dawali mi klapsy i jakoś nic strasznego z moją psychiką się nie stało” – pomyślą pewnie niektóre z was. Znajdą się również takie, które praktykują kary cielesne w zaciszu swojego domu. Jeśli planujesz otwarcie przyznać się do tego w towarzystwie, musisz liczyć się z nieprzyjemną reakcją. Nie podlega dyskusji, że jest to jedna z najgorszych metod wychowawczych, jakie jeszcze niedawno stosowano. Pamiętajmy, że nawet zwykły klaps jest naruszeniem nietykalności cielesnej dziecka.

6. Powrót do pracy

Zwolenniczki szybkiego powrotu do pracy powinny mieć się na baczności. Chociaż wszędzie mówi się, że kobieta powinna realizować swoje pasje i nie może zamykać się w domu, to jednak łączenie macierzyństwa i kariery zawodowej na wczesnym etapie życia dziecka nie jest zbyt dobrze widziane.

5. Ekologiczna żywność

Jeśli kupujesz (lub masz w swoim ogródku) wyłącznie ekologiczne warzywa i owoce, nie podajesz żadnych produktów wysoko przetworzonych, znasz na pamięć wszystkie rozwinięcia skrótów „E-ileśtam”, to bardzo dobrze. Fajnie też, gdy podzielisz się swoją wiedzą lub namiarami na zaprzyjaźnione sklepy z innym rodzicem. Pod warunkiem jednak, że wyraźnie o to poprosi. Edukowanie na siłę skończy się tylko i wyłącznie ostrą wymianą zdań.

4. Rodzicielstwo helikopterowe

Niektórzy rodzice starają się zachować pełną kontrolę nad swoim dzieckiem. Nie chodzi tu tylko o trzymanie go pod kloszem. To zdecydowanie coś więcej. Matka-helikopter nie pozwala na swobodną zabawę z rówieśnikami, uzależnia dziecko od siebie, spieszy z pomocą nawet wtedy, gdy nie ma takiej potrzeby. Opiekun, który w ten sposób wychowuje dziecko, najczęściej nie dostrzega ogromnej krzywdy, którą wyrządza dziecku. Przekonywanie go do zmiany postępowania przez innego rodzica raczej nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Tu potrzebna jest pomoc psychologa.

3. Cesarka kontra poród naturalny

To jeden z tematów, który wzbudza największe emocje. Masz szczęście, jeśli twój rozmówca będzie miał podobne zdanie. Spór między kobietami, które urodziły siłami natury, a tymi, które urodziły przez cesarskie cięcie, nigdy się nie kończy. Niezależnie od tego, w jaki sposób twoje dziecko pojawiło się na świecie, bądź dumna z tego, że jesteś matką i wspominaj dzień jego narodzin jako najszczęśliwszy w swoim życiu. Nie podejmuj tego tematu, jeśli nie chcesz się wkurzyć, a już na pewno zastanów się dwa razy, jeśli zamierzasz ogłosić, że miałaś cesarkę na życzenie. Z pewnością nie przejdzie to bez echa.

2. Karmienie butelką

Nie podlega wątpliwości, że pokarm matki jest najlepszy dla dziecka. Niektóre kobiety nie mogą jednak karmić piersią lub świadomie z tego rezygnują. Nikogo nie powinno interesować, z jakiego powodu ich dzieci są żywione mlekiem modyfikowanym. Dyskusje na ten temat (a już nie daj Boże ocenianie matki) nie mają najmniejszego sensu i prowadzą wyłącznie do zgrzytów.

1. Szczepienia

To temat, który zasługuje na pierwsze miejsce w tym zestawieniu. Nic nie wzbudza takich kontrowersji jak obowiązkowe szczepienia dzieci. Na forach internetowych, placach zabaw i w poczekalniach nie brakuje bowiem samozwańczych ekspertów, którzy każdemu z chęcią opowiedzą o autyźmie, rtęci, zgonach i spiskach firm farmaceutycznych. Jeśli chcesz sobie podnieść ciśnienie, wdaj się w tę dyskusję.


 

Inspiracja: Scary Mommy


Zobacz także

Fot. iStock/PeopleImages

Nowe zagrożenie w randkowym świecie – bombardowanie miłością. Brzmi niewinnie, ale to podstępna manipulacja!

Fot. iStock / kasto80

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma… Rutyna każe ci myśleć, że zjadła cię dorosłość, że już „inaczej” w życiu się nie da

Fot.Picjumbo/Viktor Hanacek / CCO

Jak radzić sobie w relacjach z toksycznymi ludźmi?