Perfekcjonizm to przekleństwo Syzyfa. Jeśli uważasz, że robisz za dużo, zrób mniej. Świat się nie zawali

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 sierpnia 2018
Fot. iStock / fcscafeine
 

Nie warto tracić czasu na skupianie się na swoich niedoskonałościach i próbie ich naprawiania. Nikt z nas nie jest idealny, każdy ma pewne braki, ułomności i bardzo dobrze! Rozejrzyj się – naprawdę myślisz, że jesteś gorsza od innych? Że jesteś niewystarczająco dobra? Każdy, ale to każdy człowiek, którego mijasz na ulicy ma pewne kompleksy, nie potrafi robić czy zrozumieć pewnych rzeczy, ale czy to znaczy, że nie może akceptować siebie takim, jakim jest? Bez przesady. Wyprostuj się, stań przed lustrem i… zacznij doceniać to, kim jesteś.

Nie wszystko musi być idealne

Perfekcjonizm to przekleństwo Syzyfa, ponieważ jest nieosiągalnym standardem. Próbując być bezbłędnym i robić wszystko idealnie, z góry skazujesz się na rozczarowanie i nienawiść do samego siebie.

Zacznij stawiać sobie realne oczekiwania, takie, którym jesteś w stanie sprostać. To dla ciebie za mało? Pomyśl, czy osiągnięcie nieoptymalnych według ciebie rezultatów nie jest lepsze od tych, których nigdy nie spełnisz chcąc być doskonałą.

Każdy ma mocne i słabe strony

Pamiętaj, że wszyscy jesteśmy ludźmi, a ludzie są niedoskonali – także ty. I to jest w porządku, jeśli dbasz o samorozwój. Najczęściej mamy tendencję do nadmiernego koncentrowania się na swoich niedociągnięciach i problemach, tymczasem ważne jest, aby znać i zapamiętać swoje mocne strony. Nie pozwól, aby twoje wady negowały wszystko to, co w tobie dobre.

Pamiętaj, że życie to nie konkurs. Zamiast porównywać się z innymi, staraj się być lepszym, zdrowszym i szczęśliwszym człowiekiem niż rok, sześć miesięcy lub nawet tydzień temu.

Powinnaś – musisz

Istnieje dość spora różnica między tym, co powinnaś, a co musisz. Niestety na wielu z nas ciąży presja tego, że coś muszę. Warto jednak zdać sobie sprawę, że jedyne, co powinnaś to wybrać – czy coś robisz czy nie. Naucz się, że masz prawo wyboru, w każdej sytuacji, wyboru zgodnego z samą sobą, a nie z całym otoczeniem i oczekiwaniami innych.

Nikt nie jest sam ze swoimi problemami

Po pierwsze każdy ma jakieś problemy. Po drugie, twoje naprawdę nie są niczym wyjątkowym, nawet jeśli czasami wydaje ci się, że jesteś jedyną osobą ogarniającą bałagan wszechświata. Zawsze masz prawo szukać pomocy, prosić o nią, nie ma w tym nic uwłaczającego. Dla nikogo. Także dla ciebie.

Zadbaj o siebie

Wiesz, co jest w życiu najważniejsze – zadbać o siebie, bo nikt inny za ciebie tego nie zrobi. Pomagaj innym, ale naucz się mówić „nie”, gdy ktoś przekracza twoje granice. Nikt nie zobowiązał cię do ratowania wszystkich, nie musisz tego robić, jeśli nie chcesz, jeśli czujesz się z tym źle i zaniedbujesz siebie.

Zwolnij

Wielu z nas żyje bardzo szybko, przez co w końcu przestaje oceniać swoje przekonania, działania, emocje. Działamy na autopilocie lub w półprzytomnym stanie. Odczuwamy coraz częściej chroniczne zmęczenie – zarówno fizyczne jak i psychiczne.

Zatrzymaj się. Zrób sobie przerwę. Wyjdź z głowy. Zadaj sobie pytanie: „Dlaczego robię to, co robię? Jak się czuję? Gdzie ja idę? Czego chcę? Co cenię? Jakie są moje cele?”.

Jeśli uważasz, że robisz za dużo, zrób mniej. Ustal swojej priorytety. Odpocznij. Odpoczynek jest nieodłączną częścią naszego życia.

Może nadeszła odpowiednia pora, by zadać sobie pytanie, czy jesteś naprawdę szczęśliwa. Gdzie widzisz siebie za 10 lat? Co powiesz sobie za 20? Jak będziesz się czuć żyjąc tak jak teraz w dniu swojej śmierci? Jeśli odpowiedzi wywołują w tobie niepokój, smutek, frustrację, zmień coś. To twoje życie i tylko twoje.


Czy pora roku naprawdę wpływa na nasz nastrój? Sprawdź, czy nie dopada cię SAD

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 sierpnia 2018
Fot. iStock / Filograph
 

Nikt nie lubi tego momentu, ale trzeba przyznać, że w powietrzu – zwłaszcza rano, czuć już schyłek lata i wakacji. Powoli zaczynamy myśleć o rutynie dnia codziennego, o tym, że ani się obejrzymy i przyjdzie jesień. I na samą myśl mamy nieprzyjemne dreszcze, a wakacyjny nastrój zaczyna nas opuszczać.

Ktoś powie – taka kolej rzeczy. Niby tak, ale trudno się z nią pogodzić i nie złapać… doła. Jesienna chandra dopada nas szybciej niż się nam wydaje. Czy to tylko kwestia naszego nastawienia, czy może o tej porze roku jest coś, co wywołuj w nas spadek naszej formy – zwłaszcza psychicznej?

Naukowcy dowodzą, że istnieje sezonowe zaburzenie afektywne (SAD), kiedy to nasz nastrój zmienia się w zależności od pory roku, to rodzaj depresji, która przychodzi i odchodzi. Okazuje się, że jedna na trzy osoby cierpi na SAD, a kobiety odczuwają przygnębienie i smutek o 50% częściej niż mężczyźni.

Dlaczego tak się dzieje? Za jedną z głównych przyczyn uważa się krótszy dzień (co już czujemy) oraz zmniejszona ilość promieni słonecznych. Kiedy tylko słońce zaczyna zachodzić wcześniej my stajemy się drażliwi, zmęczeni, mamy poczucie beznadziejności i bezsilności oraz zwiększoną ochotę na słodycze. Poza tym mniej w nas entuzjazmu, trudno o optymizm, miewamy problemy z koncentracją.

Ale uwaga, nie musimy przejść nad takim stanem rzeczy do porządku dziennego. Możemy objawy SAD złagodzić. W jaki sposób? Zadbajmy o aktywność fizyczną – spacer, jogging, może jakiś fitness, zumba, kurs tańca? Nie musi to być aktywność, które wyciśnie z nas siódme poty, czasami wystarczy właśnie spacer, tyle, że regularny. W tym czasie nie powinniśmy się także izolować – wręcz przeciwnie, dążyć do spotkania się ze znajomymi, przyjaciółmi, rodziną.

Pozytywne rezultaty może przynieść także zmiana diety. Jesienią zwiększa się pokusa na ciasteczka i makarony, a warto byłoby postawić na warzywa i owoce, produkty bogate w omega3.

Dzień staje się coraz krótszy, słońca powoli będzie coraz mniej, a ty nie daj się SAD. Jeśli zauważysz, że twój nastrój się zmienia – pilnuj diety, idź na spacer, umów się w weekend ze znajomymi. Jesień może wpłynąć na twoje samopoczucie, ale ty możesz złagodzić jej oddziaływanie na ciebie. Zadbaj o to, by robić rzeczy, które sprawiają ci radość.


źródło: Bustle


Jesteś nieszczęśliwa w swoim małżeństwie? Zastanawiałaś się kiedyś, gdzie tkwi przyczyna?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 sierpnia 2018
Fot. iStock/domoyega

Znam wiele kobiet, które są nieszczęśliwe w swoich związkach. Na pozór wydawałoby się, że niczego im do szczęścia nie brakuje. Mają fajnego męża, zdrowe dzieci, dom, pracę, przestrzeń do tego, żeby się rozwijać, ale one nieustannie o czymś marzą, dążą do celów, których nie mają tak naprawdę zamiaru zrealizować.

Czasami zastanawia mnie, skąd bierze się ich niezadowolenie. Gdy pytam: „Kochasz go?”, słyszę wahanie w głosie, nim powiedzą, że tak. I nie rozumiem. Być może źródłem nieszczęścia takich kobiet wcale nie jest związek, ale one same? Może tkwią w nich jakieś niezdrowe przekonania, które odbierają im zdolność czerpania ze szczęścia, które mają? Myślę, że najważniejsze, to zdać sobie sprawę, co takiego się z nami dzieje i zwalczyć o to, by być szczęśliwą.

Jeśli należysz do tych kobiet, które są nieszczęśliwe, które nie potrafią odnaleźć radości w swoim związku, sprawdź czy nie blokuje cię tych kilka rzeczy.

Chcesz odzyskać stare uczucie

Często myślisz o tym, jak było na początku waszego związku? Ile w nim było romantyzmu, namiętności i wspólnego oddania? Zaangażowania obu stron i upewniania się w tej miłości? Ile gestów, rozmów? To za tym tęsknisz? Mówisz: „Dlaczego nie może być tak, jak kiedyś, wszystko się zmieniło”. Tyle tylko, że zmiana jest naturalna. Każdy związek ewaluuje, każdy przechodzi fazę zakochania, zachwytu, a później mierzy się z rutyną codzienności. Zamiast myśleć o tym, co było, skup się na dobrych rzeczach w waszym związku, które dzieją się tutaj i teraz. Nie przegap ich.

Masz trudne do spełnienia oczekiwania

Bardzo często oczekujemy od naszych partnerów, by byli tacy, jakich ich sobie wymarzyłyśmy. Niestety życie bardzo szybko weryfikuje nasze oczekiwania i nagle okrywamy, że on nie jest taki jak mąż przyjaciółki albo jak kolega naszego męża i w ogóle nie takim, jakim byśmy chciały, żeby był.

Nie chcę być źle zrozumiana – niektóre z oczekiwań są dobre i odpowiednie, bo na przykład dają nam poczucie bezpieczeństwa czy potrzebę czułości. Ale co, gdy nieustannie jesteśmy niezadowolone? Gdy go cały czas krytykujemy? Myślimy: „Powinien być bardziej romantyczny” i „Gdyby mnie kochał, pomagałby mi sprzątać mieszkanie”, ale nie zauważmy, że wymienił nam olej w samochodzie, że zabrał dzieci na basen, że zrobił kawę rano – i wiele innych rzeczy, które świadczą o jego trosce i miłości.

Dlatego warto ocenić swoje oczekiwania. Rozpoznać te, które sprawiają, że jesteśmy rozczarowane, których braku nie możemy zaakceptować i porozmawiać o tym wszystkim z naszym partnerem. Na spokojnie, nie atakując go. Uważaj, by to, co on twoim zdaniem „powinien” nie sprowadzało się do wyimaginowanego ideału, który nie istnieje.

Zakładasz, że będziesz szczęśliwa, gdy coś się zmieni

Gdyby on zmienił pracę, zarabiał więcej albo mniej wydawał, panował nad swoimi emocjami… To wtedy bylibyście szczęśliwym małżeństwem. Tak uważasz? Gdyby tylko on miał mniej problemów, żyłoby się wam lepiej?

Tyle, że to nieprawda. Mąż, partner, kochanek – nie mają obowiązku dbać o to, żeby nasze życie było szczęśliwsze. Nikt nie postawił ich na naszej drodze, żeby uzupełnili te braki, które my odczuwamy. To my odpowiadamy za nasze własne emocje i samopoczucie. Odpuść. Skup się na tym, co ty czujesz, przestań szukać usprawiedliwienia dla swoich niepowodzeń, być może wtedy zaczniesz dostrzegać to, co warto zmienić w sobie.

Rywalizujesz

Zastanów się czy związek nie jest dla ciebie polem bitwy. Być może nieustannie chcesz udowadniać, kto jest lepszy. Kto lepiej zajmuje się dziećmi, kto lepiej sprząta, gotuje, kto ma więcej przyjaciół, kto bardziej dba o to, żebyście razem spędzali czas. Pozwól temu odejść. Rób swoje, dawaj tyle, ile ty chcesz. W związku nigdy nic nie jest równe i sprawiedliwe, jeśli nie będziemy chcieli tego takim zobaczyć.

Nie dbasz o siebie

I wcale nie chodzi mi o to, że masz dla niego wyglądać jak milion dolarów. Każdy związek wymaga poświęcenia i kompromisów, ale także dbania o siebie – egzekwowania swoich granic, znajdowania czasu na zajęcia, które sprawiają nam radość, ustalania priorytetów własnych potrzeb. I to wcale nie jest oznaką egoizmu, jak niektórzy próbują nam to wmówić.

Ktoś kiedyś powiedział, że największym darem, jaki możesz dać drugiej osobie, jest twój rozwój osobisty. Zaopiekuj się sobą dla was, bo jeśli zadbasz o siebie, zadbasz także o wasz związek i swoje w nim szczęście.

Unikasz trudnych tematów

Łatwiej udawać, że wasze małżeństwo jest świetne licząc na to, że w końcu wszystko się ułoży i będzie dobrze. Tyle tylko, że nie mierzenie się z problemami nie sprawi, że one w cudowny sposób znikną. Czasami w imię bycia dobrą żoną tolerujemy zachowania, które nas krzywdzą, nie sygnalizujemy, że pewne rzeczy sprawiają nam przykrość, ranią nas, smucą. Pamiętaj proszę, że w związku mamy prawo do wszystkich uczuć – od miłości, przez rozczarowanie, po smutek i złość. Tyle tylko, że o wszystkich powinniśmy mówić, rozmawiać z partnerem, a nie udawać, że ich nie ma. Tak na dłuższą metę się nie da, to niszczy cię od środka. A kiedy czara goryczy się przeleje, nie będzie już czego po waszym związku zbierać.

Pewnie część z was się obruszy, pomyśli: „Co za brednie”. Okej – nie każdego stać na szczerość wobec siebie, trudno się przed sobą przyznać, że problem tkwi we mnie. Ale jeśli zależy nam na tej miłości, na tym związku, powinniśmy pomału dokonywać niewielkich zmian naszych nawykowych zachowań i przekonań. Przejmijcie odpowiedzialność za własne szczęście i dla siebie zróbcie kilka małych kroczków, by zmienić myślenie o waszej roli w małżeństwie. Myślę, że warto. Naprawdę.


Zobacz także

Nie można kochać za bardzo, więc nie bój się, że miłością „zepsujesz” dziecko

Dlaczego nie warto robić życiowych bilansów? Ja za nie podziękuję

O przebaczaniu w pięciu krokach