„Oznajmił, że jest gejem. Byłam zaskoczona swoją reakcją, on też”. A ty wiesz, jak byś postąpiła?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
25 października 2017
Fot. iStock/YinYang
Fot. iStock/YinYang
 

Zastanawiałaś się kiedyś, jak zareagowałabyś na wieść, że twój syn jest gejem albo córka – lesbijką? Beata nie. Ta wiadomość spadła na nią nieoczekiwanie, pewnego zimowego wieczoru. Ona zdała egzamin, ale czy jest jej łatwo? Nie.  Nie ma dnia, kiedy nie odczuwałaby strachu. „Kiedyś nerwy mi puściły, jak dwóch kolegów robiło sobie żarty z takiego popularnego aktora, który jest gejem. Boże, co oni wygadywali… Że do gazu z nimi i takie tam. Straciłam wtedy kontrolę”. 

Dlaczego chcesz zachować anonimowość?

Beata: Żeby chronić swojego dziecko. Nie wiem, czy on jest gotowy, żeby mówić głośno o swojej orientacji. A nawet jeśli, to on powinien zadecydować, kiedy i jak chce to ogłosić. W sumie to ja nawet nie do końca chcę rozmawiać o nim, a bardziej o sobie.

O rodzicach, którzy dowiadują się, że ich dzieci mają inną orientację?

Tak, ponieważ widzę skalę problemu. Te samobójstwa nie biorą się z niczego. To nie jest chwilowy kryzys, tylko potężny problem, który w takich dzieciakach narasta. Ja zdaję sobie z tego sprawę dopiero dzisiaj, gdy mój syn jest już pełnoletni. Płaczę, gdy pomyślę sobie, ile lat musiał skrywać tę tajemnicę. Ile pięknych chwil go ominęło, ile gorzkich pigułek musiał połknąć i ile wyzwisk usłyszał.

Kiedy powiedział ci, że jest gejem?

Gdy miał 21 lat. Studiował wtedy w innym mieście, rzadko nas odwiedzał, ale często rozmawialiśmy przez telefon.

Domyślałaś się? Matczyna intuicja coś podpowiadała?

Nie. Chociaż… nie wiem. Bartek ma dwie siostry – jedna starsza o 4 lata, druga młodsza o 2. Mój mąż całe życie jeździł na TIR-ach. Rzadko bywał w domu, więc głównie wychowywałam dzieci sama. Pomagali mi moi rodzice, ale sporadycznie. Bartek wychowywał się więc właściwie w towarzystwie trzech kobiet. Nie wiem, czy to miało jakiś wpływ na jego orientację, ale nie sądzę.

Brakowało mu męskiego wzorca?

Na pewno brakowało mu taty, ale nie sądzę, żeby jego obecność wpłynęła na orientację Bartka. Nie jestem psychologiem czy seksuologiem, nie czytałam publikacji naukowych. Kieruję się sercem i wiarą w to, co czuje i mówi mi moje dziecko.

Jakim był dzieckiem?

Bardzo kochanym. Takim wrażliwym. Na pewno wyróżniał się w szkole. Kiedyś młodsza córka przyszła ze szkoły i powiedziała, że chce, żebym ją przeniosła do innej placówki, bo tu się wszyscy z Bartka śmieją, a przez to i z niej, że jest siostrą cioty. Bardzo mnie to poruszyło. Poszłam porozmawiać z nauczycielką. Syn wszystkiemu zaprzeczał. Mówił, że nikt mu nie dokuczał.

Miał kolegów?

Same koleżanki. Ale pewnie wynikało to też z jego zainteresowań. Śpiewał w chórze, interesował się muzyką, był dobry z polskiego. Gdy wyprawiałam mu w domu urodziny, zapraszał głównie dziewczyny. Może jeden lub dwóch chłopców nas odwiedzało.

Potrafisz ocenić, jaką byłaś wtedy matką?

Bardzo opiekuńczą i to pewnie też działało na jego niekorzyść. Dzisiaj chyba takie matki nazywa się helikopterami, bo ciągle krążą wokół swoich dzieci. Angażowałam się w życie całej trójki. Zawsze byłam w trójce rodzicielskiej, pomagałam organizować kiermasze, miałam dobre kontakty z nauczycielami. Zabierałam i odbierałam dzieciaki z zajęć dodatkowych. Nie tylko swoje, ale także ich koleżanki i kolegów. Myślę, że udało mi się stworzyć więź z każdym z moich dzieci.

Pamiętasz ten moment, w którym się dowiedziałaś?

Oczywiście. Zadzwonił do mnie bardzo późno w piątek. Była zima. Słyszałam po głosie, że jest pijany. Płakał. Pytał, czy mogę mu pomóc, a ja wciąż tylko prosiłam, żeby się uspokoił i powiedział, co się stało. Pomyślałam sobie, że może zrobił coś głupiego pod wpływem alkoholu i boi się konsekwencji. To były moje pierwsze myśli. Zapytałam, gdzie jest, bo słyszałam odgłos ulicy w tle i powiedziałam, że zaraz tam przyjadę. Chociaż było to mało realne, bo studiował w innym mieście. Wtedy on powiedział, że jest u nas pod blokiem i zapytał, czy tata jest w domu.

A był?

Był, spał na kanapie. Zapewniłam Bartka, że tata na pewno nie będzie zły i spróbujemy wspólnie mu pomóc, tylko niech powie, co się stało. Poprosił, żebym wyszła na dwór. Nie obudziłam męża, wyszłam po cichu.

Czekał na dole?

Czekał. I wyglądał jak sto nieszczęść. Jakiś taki wychudły był. Nie widziałam go wtedy ze cztery miesiące. Przytuliłam go tak, jak małego chłopca. Nie wyrywał się, tylko tak szlochał po cichu. Miałam gonitwę myśli. Bardzo się bałam, że coś strasznego się stało i że nie będę potrafiła mu pomóc. Że go nie obronię. Nagle zaczął mówić, że przyjechał już kilka godzin temu, żeby ze mną porozmawiać, ale tak się denerwował, że się upił. I w sumie to głupio wyszło, że w ogóle zadzwonił.

Zaczął się wycofywać?

Tak i wtedy zgłupiałam. Intuicja mi podpowiadała, że coś ważnego musi mi powiedzieć i tak go na tym mrozie zaczęłam ciągnąć za język. Wtedy powiedział przez łzy, że jest gejem. Nie pamiętam dokładnie, jakich słów użył. Pamiętam natomiast, że ja zaczęłam się histerycznie śmiać.

A on?

Stał i patrzył na mnie. Po chwili zaczął płakać bardziej i chyba wtedy się zorientowałam, że ja wciąż się śmieję. Powiedziałam coś w stylu: „Boże, dzieciaku, ja myślałam, że ty kogoś rozjechałeś i uciekłeś z miejsca wypadku!”. Wtedy dopiero znowu go przytuliłam. Poprosiłam, żebyśmy weszli do domu, bo był zmarznięty. Wiedziałam, że jak jego ojciec się dowie, to nie będzie zadowolony. To ten typ faceta, który musi posadzić drzewo i spłodzić syna.

Rozmawialiście jeszcze tego samego dnia?

Tak, przegadaliśmy całą noc. Mąż do rana spał na kanapie, a my rozmawialiśmy w kuchni. Opowiadał mi, jak bardzo bał się powiedzieć mi o swojej orientacji, że myślał o tym od dawna, że boi się reakcji ojca. Powiedział też, że już od dawna wiedział, kim jest. Nigdy wcześniej nie był ze mną tak szczery. Opowiedział nawet o tym, jak próbował się umawiać z dziewczynami.

Co wtedy czułaś?

Nie umiem ci powiedzieć. Nic szczególnego, słuchałam po prostu. Powiedziałam, że jestem jego matką i będę go kochać takiego, jakim jest. Zapytałam go, czy kogoś ma i wtedy okazało się, że ten jego kryzys i załamanie nerwowe wynikało z rozstania. Nie miał z kim porozmawiać, bo ukrywał ten związek w tajemnicy. Tylko kilkoro znajomych wiedziało. Rano coś tam powiedzieliśmy ojcu, że Bartek nam zrobił niespodziankę i nieoczekiwanie przyjechał na weekend. Nie wracaliśmy do tej rozmowy.

Ojciec się nie dowiedział?

Syn poprosił, żebym to ja mu powiedziała. Zrobiłam to w poniedziałek. Myślałam, że wpadnie w szał, ale on nawet tego nie skomentował. Cztery lata minęły, a on się na ten temat nie wypowiedział. To dla niego tabu. Temat nie istnieje. Nie interesuje go, z kim spotyka się jego syn. Choć jego samego nie wykluczył.

A ty tak lekko to przyjęłaś?

Obawy przyszły później. Wielu rodziców martwi się tym, że nie będzie miało wnuków. Ja jestem w nieco innej sytuacji, ponieważ mam jeszcze dwie córki, a starsza właśnie spodziewa się dziecka, więc będę mogła spełnić się w roli babci. Dla niektórych to może być problem. Szkoda mi, że on nie zostanie nigdy ojcem, chociaż kto wie, czy za kilka lat adopcje nie staną się możliwe. Martwię się o życie mojego syna, bo widzę, jak w naszym kraju traktowane są osoby homoseksualne. Wiem, jak podchodzi do sprawy mój mąż. Płaczę za każdym razem, gdy czytam w internecie obelgi i wyzwiska, kierowane w stronę osób, które dokonały coming out’u. Boję się, że takie szykany mogą spotkać moje dziecko. Człowieka, którego nosiłam pod sercem i za którego oddałabym życie.

Rozmawiacie o tym w domu?

Ja mówię. Opowiadam mężowi o tym, co mówi mi Bartek, staram się, żeby był na bieżąco. Liczę, że to kiedyś zaakceptuje. Może potrzebuje więcej czasu. Cieszę się, że chociaż nie ma otwartego konfliktu, awantur.

Unikają siebie?

Niby nie. Syn nas odwiedza z okazji świąt, ale zawsze przyjeżdża do nas sam. Za to ja często jeżdżę do niego. Został w mieście, w którym studiował.

Ma kogoś?

Tak. Od dwóch lat jest w związku z Patrykiem. Ja poznałam go dopiero kilka miesięcy temu. Pasują do siebie, chyba są szczęśliwi. Nie zastanawiam się nad tym, co robią w łóżku. Podchodzę do tego tak, jakbym teraz miała dwóch synów. Na pewno byłoby łatwiej, gdyby mój mąż uważał podobnie.

A rodzina i znajomi znają prawdę?

Tylko nasze córki. Uważam, że mój syn ma prawo sam decydować o tym, kto powinien wiedzieć. W pracy pewnie się domyślają, bo kiedyś nerwy mi puściły, jak dwóch kolegów robiło sobie żarty z takiego popularnego aktora, który jest gejem. Boże, co oni wygadywali… Że do gazu z nimi i takie tam. Straciłam wtedy kontrolę. Dorośli ludzie, rozumiesz? Faceci, na których w domu czekały dzieci i żony. Zaczęłam się na nich wydzierać, że to nie są ludzie gorszej kategorii, że należy im się szacunek. I zapytałabym, co by zrobili, gdyby ich dzieci miały inną orientację. „No jak to co? Nie przyznawalibyśmy się” mówili. Byłam przerażona.

Jakich rad udzieliłabyś rodzicom, którzy dowiadują się, że ich dziecko jest gejem lub lesbijką?

Zobacz, ja z moim synem zawsze miałam dobry kontakt, a mimo to panicznie bał się o tym powiedzieć. Co muszą więc czuć osoby, które nigdy nie otrzymały podobnego wsparcia? Które zawsze były krytykowane? Których rodzice zawsze byli z nich niezadowoleni? Albo takie, w których domach zawsze źle mówiło się o osobach homoseksualnych. Ja nie umiem sobie tego wyobrazić. Co mogę poradzić? Nie mówcie niczego, zanim tego nie przemyślicie. Jeśli potrzebujecie ochłonąć, ochłońcie. Jeżeli potrzebujecie rozmowy z psychologiem, idźcie do niego. Przede wszystkim jednak nigdy nie odtrącajcie swoich dzieci i nie poddawajcie w wątpliwość tego, co mówią. Po prostu nie próbujcie ich zmieniać.


Nie możesz poradzić sobie ze stresem i zmęczeniem? Wcale nie musi być winna jesienna aura. Jak walczyć z niedoborem magnezu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 października 2017
Fot. iStock/skynesher
Fot. iStock/skynesher
 

Myślisz sobie, że twoje samopoczucie to efekt pogody, przesilenia jesiennego? Bo jak inaczej wytłumaczyć zmęczenie, problemy ze snem, większe zniecierpliwienie i niepokój, który pojawia się gdzieś głęboko w twoim organizmie jako wynik stresu?

Niektórzy mówią,że trzeba to przetrwać, że mała ilość słońca powoduje, że się gorzej czujemy. Faktycznie pogoda nie pozostaje bez znaczenia, ale może zamiast czekać na lato, warto przyjrzeć się sobie, zobaczyć, czy to, jak się czujemy, jest jedynie efektem aury, czy może nasz organizm sygnalizuje nam swoje problemy.

Żadnego z takich sygnałów nie powinniśmy ignorować. Bardzo często zmęczenie, stres, skurcze mięśni, drganie powieki może być konsekwencją niedoboru magnezu, co w obecnych czasach jest dość powszechne. Dlaczego? Ponieważ nasz styl życia – jemy szybko i często byle co, pijemy zbyt dużo kawy, alkoholu, nie radzimy sobie ze stresem, sprawia, że wypłukujemy magnez z naszego organizmu, nie dostarczamy jego odpowiedniej dawki.

Okazuje się, że podstawowym powodem niedoboru magnezu jest spożywanie wysokoprzetworzonych produktów, zwłaszcza zbożowych. Czy wiecie, że 100 gram ciemnego pieczywa ma cztery razy więcej magnezu niż ta sama ilość chleba barwionego karmelem? To co jemy, jest nie bez znaczenia dla prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. Wszelkie mrożone pizze, słodycze, pieczywo, które są produkowane z mąki oczyszczonej, czy czekolada o małej zawartości kakao nie dostarczają nam magnezu, z czego nawet nie zdajemy sobie sprawy. Dlaczego odpowiednia dawka magnezu jest tak dla nas ważna? Ponieważ magnez pozwala utrzymać odpowiednie ciśnienie krwi, jest składową częścią naszego układy nerwowego.

Jakie są najczęstsze objawy niedoboru magnezu?

– skurcze mięśnia, a także drętwienie mięśni

– łamliwość włosów i paznokci

– mrowienie w nogach i rękach

– nadciśnienie

– mdłości

– próchnica zębów

Ponadto brak magnezu może być przyczyną depresji. Jak najlepiej go uzupełniać? Oczywiście warto zadbać o naszą dietę, nim sięgniemy po proponowane i gotowe suplementy. Zwróć uwagę na to, co jesz, zadbaj o produkty zawierające magnez.
Dużą ilość magnezu znajdziemy w warzywach strączkowych, orzechach, owocach morza, kakao i czekoladzie o dużej jego zawartości. Ponadto sporo magnezu jest w kaszy jęczmiennej, szpinaku, rybach, żółtych serach, bananach, a także w pieczywie – ale ciemnym, wytwarzanym z nieprzetwarzanej mąki. Magnez – o czym rzadko wiemy, możemy także dostarczyć pijąc wodę. Ważne, aby zwrócić uwagę na etykietę butelki – bardzo dobrze, gdy 100 ml wody zawiera 200 g magnezu.

Jednakże powinniśmy pamiętać, że głównym źródłem magnezu są produkty zbożowe. Tu przede wszystkim należy zwrócić uwagę na spożycie kaszy gryczanej. Idealnym rozwiązaniem jest także kawa zbożowa, a taką wzbogaconą jeszcze dodatkowo o magnez proponuje Inka Magne. Kawa naturalna spożywana w nadmiarze wypłukuje magnez z naszego organizmu, więc może warto zastąpić dwie, a nawet trzy filiżanki kawą zbożową. Już po kilku dniach możemy poczuć różnicę w naszym samopoczuciu. Kawa zbożowa korzystnie wpływa na nasz organizm, węglowodany pobudzają do działania nasz mózg, a magnez sprawia, że odchodzi uczucie zmęczenia, a nasz organizm lepiej radzi sobie ze stresem.

9483923-10-Inka-Magne-100

Czasami najprostsze rozwiązania i pomoc w poprawie naszego samopoczucia są najskuteczniejsze. Dlaczego nie spróbować?


Artykuł powstał przy współpracy z Inka

 


Żyć samotnie, a być samotnym to dwie różne sprawy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 października 2017
Fot. iStock/alien185
Fot. iStock/alien185
 

Znasz to uczucie? Są święta, wokół pełno ludzi. Jest wesoło, gwarno, a może wręcz przeciwnie – uroczyście i poważnie. Wiesz, że powinieneś się czuć dobrze, cieszyć się obecnością innych. A jednak – dokucza ci samotność. Nie jesteś na swoim miejscu, mimo, że wśród bliskich. Jak to możliwe? Tęsknisz za kimś, czy za czymś?

Albo inaczej. Wracasz do pustego domu. Nie czeka tam na ciebie nawet kot. Jesteś singlem, żyjesz w pojedynkę. Masz swoje zwyczaje, swoje małe rytuały. Jesteś szczęśliwy, choć twoi znajomi nie potrafią tego zrozumieć. Jak to: „Nie czujesz się z tym źle?”.  Ano tak. Bo być samotnym, a czuć się samotnym to dwie zupełnie inne sprawy.

Bywają momenty, gdy niemal każdy z nas czuje się samotny, to coś nieuniknionego, bardzo ludzkiego. Możemy myśleć, że nikt nas nie rozumie, że nikomu na nas nie zależy, że zostawiono nas samych z naszymi problemami i będzie nam coraz trudniej. Możemy się nawet od samotoności uzależnić.

To uczucie jest jednym z najbardziej przytłaczających. Odbiera nam radość, dręczy, prześladuje. Ale przecież doświadczyliśmy i takiej samotności, która jest nieunikniona i zbawienna. To taka samotność, która pozwala nam spojrzeć na siebie i innych z dystansem. Pomaga nam znaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytania i zrozumieć samych siebie. To ona może uchronić nas przed popełnieniem życiowych błędów, przypomnieć sobie kim jesteśmy, czego naprawdę pragniemy i czego potrzebujemy.

Każdy z nas potrzebuje samotności w innym stopniu, tak jak każdy z nas potrzebuje w inny stopniu obecności ludzi. Niektórzy nie potrafią być sami, inni nie potrafią żyć zbyt blisko – również, gdy kochają. Jeszcze inni są samotni i nieszczęśliwi w – na pozór – szczęśliwych związkach, choć wszyscy wokół powtarzają im, wszystko jest w porządku, że świetnie pasują do swojego partnera. Że tworzą „piękną parę”. Dobrze wiemy, że to za mało.

Uczucie bycia samotnym jest tak bolesne, że aż „rezonuje” w piersi. To jak na nie reagujesz, jak je znosisz zależy od wielu czynników – od twoich doświadczeń, wydarzeń z dzieciństwa, tego, czy kiedykolwiek miałeś do czynienia z dobrą miłością, czy twoje potrzeby zostały zaspokojone. Możesz czuć się samotnie, bo rozumiesz, że osoba, z która jesteś nigdy nie sprawi, że będziesz szczęśliwy, bo wiesz, że cię nie pokocha tak, jakbyś chciał, lub nigdy nie zrozumie. Możesz czuć się samotnie, bo wiedzieć, że ty nie kochasz.

Samotność to przerażająca dziura w twoim życiu, której nie możesz wypełnić, załatać, oszukać. Może „po kimś”, kto był, a może po kimś, kto się jeszcze nie zjawił. Jest powracającą w nieskończoność myślą o tym, jak mogłoby wyglądać twoje życie. Jest piosenką w radio, którą musisz wyłączyć, bo za bardzo przypomina ci kogoś, z kim (już) nigdy nie będziesz.  Jest poczuciem, że masz już dość zmagania się w pojedynkę z emocjami, które są dla ciebie zbyt trudne.

Ale bycie samotnym to coś zupełnie innego. To stan istnienia, nie umysłu. Kiedy czujesz się samotny jesteś zmuszony do uświadomienia sobie tego wszystkiego, czego nie masz lub nigdy nie będziesz miał. Gdy jesteś sam, możesz poświęcić trochę czasu na to, by dowiedzieć się czegoś o sobie, by usiąść samotnie z książką pod drzewem i cieszyć się każdą minutą, czuć, że żyjesz, że ci się nie spieszy.

Oczywiście, nadchodzą takie momenty, kiedy poczucie samotności i życie w pojedynkę się „krzyżują”. Wtedy wyruszamy naprzeciw drugiemu człowiekowi, otwieramy się na innych, zauważamy dosłownie każdą parę na ulicy. Rozpaczliwie chcemy „kogoś mieć”, nawet jeśli nie przyznajemy tego głośno.

Życie w pojedynkę może być najmocniejszym i najlepszym doświadczeniem w naszym życiu. Do momentu, aż zacznie trawić cię samotność.


Zobacz także

Fot. iStock / javitrapero

7 rzeczy, które każdy z nas powinien wiedzieć o depresji

Fot. iStock / borchee

Gdy jestem jak motyl, czyli złości na złość

Fot. iStock/pixelfit

Zobacz, jak wiele jesteś warta! Jak na sześciu filarach zbudować poczucie własnej wartości