Nieustannie się o coś martwisz? 10 nieoczywistych cech tych, którzy nadmiernie się zamartwiają

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 kwietnia 2018
Fot. iStock / Marjan_Apostolovic
Fot. iStock / Marjan_Apostolovic
 

„Czy wyłączyłam żelazko?”, „Czy dobrze się zachowałam?” – takie pytania w twojej głowie pojawiają się dość często? Nieustannie coś analizujesz, o czymś myślisz, martwisz się, a znajomi mówią o tobie, że bywasz nieobecna? 

Być może należysz do osób, które nadmiernie się zamartwiają? Teraz martwisz się, że tak faktycznie jest? Oto kilka charakterystycznych rzeczy dla tak zwanych „myślicieli”.

Unikanie konfliktu

Nieustannie zajęty umysł nie lubi konfliktu, ponieważ wywołuje on niepokój, prowadzi do pytań, zmartwień, obaw, lęków… Dla „myślicieli” konflikt jest wyjątkowo niewygodny, ponieważ daje im kolejny powód do myślenia. Jeśli zamykasz się i wycofujesz w momencie kłótni, być może należysz do tej grupy.

Wiercenie się

Kiedy twój umysł ściga się myślami, twoje ciało stara się za nim nadążyć. Dlatego często czujesz, że nie możesz spokojnie usiedzieć na miejscu. Wiercisz się, stukasz palcami, nucisz pod nosem, kręcisz włosy na palcu, jednym słowem – cały czas musisz coś robić.

Zadawanie zbyt wielu pytań

Wyjaśnianie pewnych rzeczy czy sytuacji jest dla ciebie niezwykle istotne, ponieważ sprawia, że przestajesz o tym nadmiernie myśleć i się o nie martwić. Dlatego bywasz bardzo dociekliwa próbując poznać fakty i szczegóły różnych spraw.

Układanie planu

Lubisz mieć określony jasno plan dnia? Osoby nadmiernie zamartwiające się planują każdy szczegół dnia, by móc ocenić ryzyko, zmniejszyć stres i upewnić się, że wszystko przebiega tak płynnie, jak to tylko możliwe. Każda zmiana w planie wywołuje stres.

Nieustanne przepraszanie

Czy usłyszałaś kiedyś, żebyś przestała przepraszać, bo naprawdę nie ma za co? Jest ci przykro, choć nie bardzo wiesz z jakiego powodu? Martwisz się, że ktoś może być zdenerwowany, rozczarowany, zły lub zirytowany, nawet jeśli nie ma ku temu powodów. Przeprasza, choć to wbrew logice, bo chcesz, żeby było lepiej, byś mogła przestać o tym myśleć.

Przesadne reagowanie

Ci, którzy zamartwiają się zbyt dużo, reagują przesadnie na różne sytuacje. Wpadają w euforię lub rozpacz. Wynika to z niepewności, zmartwień i pragnienia, by wszystko było doskonałe. A kiedy nie może takie być, następuje wybuch emocji. Działa to jak mechanizm obronny.

Obsesyjne wyszukiwanie informacji

Źle się czujesz? Planujesz wycieczkę? Zastanawiasz się, jaka będzie pogoda? Dla znalezienia odpowiedzi na zajmujące twój umysł rzeczy, jesteś w stanie przeczytać wszystkie strony w internecie, poznać jak najwięcej szczegółów, uspokoić się i spróbować pójść dalej. Dobra wiadomość jest taka, że bywasz ekspertem w wielu kwestiach.

Bycie cały czas na bieżąco

Należysz do osób, które nie wyobrażają sobie odłączyć się na chwilę od internetu, telefonu. Nieustannie sprawdzasz wiadomości, musisz wiedzieć, co się dzieje na świecie, u twoich znajomych na Facebooku czy Instagramie, tylko tak jesteś spokojna, że wszystko masz pod kontrolą i o nic w danym momencie nie musisz się martwić.

Nadinterpretowanie zachowań innych

Ci, którzy martwią się, myślą, analizują bardzo często szukają drugiego dna w tym co, ktoś im powiedział, jak się zachował. Jeśli nie uśmiechnął się – jesteś przekonana, że cię nienawidzi. Jeśli się śmieje, to myślisz, że jakiś wariat. Jeśli nie zastałaś gdzieś zaproszona, czujesz się przegrana. Obsesyjnie zastanawiasz się, co znaczyły gesty, spojrzenia? Odpuść, częściej niż ci się wydaje rzeczy są takimi, jakimi je widać i nie potrzebują dodatkowej interpretacji.

Bycie takim człowiekiem jest niezwykle trudne. Ciągle się martwisz, że coś jest nie tak, obawiasz się, że jesteś niewystarczająco dobra. Żeby sobie pomóc warto rozmawiać z najbliższymi, zwierzać się ze swoich lęków i wątpliwości, z pewnością otrzymasz wsparcie od tych, którzy cię kochają.


Zdrada? Jaka zdrada? Zdradą względem naszych uczuć było moje małżeństwo

Listy do redakcji
Listy do redakcji
22 kwietnia 2018
Fot. istock/bee32
Fot. istock/bee32
 

Z nami miało być inaczej. My mieliśmy być wyjątkowi. Przez trzy lata naszego związku, nie przeszło mi przez usta słowo „romans”. Dla mnie to nie był jakiś „romans”, to była miłość, prawdziwa, szczera. A my byliśmy lepsi niż wszyscy wokół. Czy w ogóle istniało coś wokół? Ten związek był lepszy niż nasze małżeństwa, nasze dotychczasowe związki, przyjaźnie. Tylko my mieliśmy prawo być razem, na przekór wszystkiemu. Ba, powinniśmy rzucić to wszystko, zrezygnować z naszych żyć u boku innych osób, byle tylko być razem. Niezależnie od tego, ile miałoby to nas kosztować. Tak wtedy myślałam.

Znaliśmy się od dawna, byliśmy dobrymi przyjaciółmi w liceum, potem nasze drogi się rozeszły. Pierwsze spotkanie po 15 latach było dziwne. Pojawiłeś się na ślubie naszej wspólnej znajomej, byłeś z żoną i dzieckiem. Pomyślałam, że wyglądasz świetnie. Chyba poczułam żal, że wcześniej tego nie zauważyłam. Dlaczego sobie na to pozwoliłam? A można sobie nie pozwolić na emocje, na myśli?

Zaczęliśmy rozmawiać, pamiętam, jak zmuszałam się, żeby udawać swobodną. Ty nie byłeś spięty – miałeś w sobie ten wrodzony luz. No i całkiem fajną kobietę u boku. Okazało się, że mieszkasz za granicą, że przyjeżdżasz tu tylko czasem, okazyjnie. Nie przestawałam o tobie myśleć.

Zdziwiłam się, kiedy napisałeś do mnie kilka dni później. Ale tak się właśnie zaczął nasz związek. Od tych rozmów na odległość – o wszystkim i o niczym. Kończyliśmy swoje zdania, świetnie się rozumieliśmy. Zakochiwałam się, szybko, mocno. Byłeś lepszy od wszystkich. Pełna adrenalina. Czekałam na każdą twoją wiadomość, a ty nie przestawałeś pisać. W końcu dostałam to, na co czekałam od początku.

Przyleciałeś na weekend, całowaliśmy się na środku ulicy, nie myśląc o tym, że robimy coś źle, bo to była najbardziej naturalna rzecz na świecie – całować się w ty miejscu, w tym czasie. Miesiąc później wróciłeś, poszliśmy do łóżka. Tak już zostało. Co miesiąc wysyłałam męża z synem do teściowej za miasto. Nagle logistyka stała się moją mocną stroną.

Odtąd wszystko planowałam wcześniej – pakowałam plecak syna, mężowi opowiadałam bajeczkę o jednym weekendzie w miesiącu tylko dla mnie. Rozumiał, niczego się nie domyślał. Współczuł mi, że jestem taka zmęczona. Nie myślałam wtedy o nim, myślałam tylko o tobie, o nas.

Po sześciu miesiącach byłam gotowa od niego odejść. Kochałam cię bardziej niż kogokolwiek w życiu. Wyznawałam ci miłość kilkanaście razy dziennie, śmiałeś się, ale odpowiadałeś tym samym. Wierzyłam w ciebie, w nas. Przez cały ten czas nie mówiłam, że zdradzam mojego męża. Zdradą był dla mnie moje małżeństwo z nim. Zdradą naszej miłość, rzecz jasna.

To trwało prawie trzy lata. Kilka razy wyjechaliśmy razem na urlop, ale nigdy nie spędziliśmy razem świąt. Pilnowałeś, by nikt się nie dowiedział. Ja chciałam powiedzieć wszystkim.

Po tych trzech latach, pewnego dnia wysłałeś SMS: „Przepraszam, dłużej tak nie mogę”. Oddzwoniłam, nie chciałeś rozmawiać. Powiedziałeś, że potrzebujesz czasu. Sam rozumiesz, wiesz, jakie rozmowy zaczynają się od takich słów. Potem napisałeś maila, wyjaśniłeś to tak, jak umiałeś. Byłeś szczery do bólu. Napisałeś, że jesteś zmęczony ciągłym lataniem do Polski, strachem, że ktoś się dowie. Fizycznie zmęczony i psychicznie też. Dałeś mi jasno do zrozumienia, że od żony nie odejdziesz. I że to pożegnanie.

Kiedy odszedłeś przeżyłam załamanie. Nie potrafiłam ukryć łez, zapłakanej, zapuchniętej twarzy. Gryzłam paznokcie, żeby do ciebie nie pisać, nie dzwonić, nie błagać, żebyś wrócił. Schudłam 7 kilogramów, życie dosłownie straciło dla mnie sens. Bo tym sensem, na kilka lat stałeś się ty i nasza (moja?) miłość. Musiałam powiedzieć o nas Piotrkowi. Widział mój stan, martwił się. Na początku nie uwierzył. Widzisz, jaka byłam świetna, w ukrywaniu naszej tajemnicy?

Dzisiaj jestem sama. Za miesiąc moja pierwsza rozprawa rozwodowa. Czuję spokój, jestem prawie szczęśliwa, prawie spokojna.

O tobie myślę jeszcze, czasem chodzę naszymi ścieżkami. Wtedy boli, wciąż. Powraca do mnie myśl, że mogło być inaczej. Gdybyś był innym człowiekiem

To jednak był tylko romans, a nie wielka miłość. Wielką miłością darzył mnie mąż, który mi ciebie był w stanie wybaczyć, który prosił, bym została. Nie mogłabym mu tego zrobić. Uświadomiłeś mi, że go nie kocham, że jestem w stanie go skrzywdzić. Za to, jestem ci wdzięczna. Dzięki temu on ma szansę, by sobie jeszcze to życie ułożyć, by znaleźć kogoś, kto będzie go wart. Ja nie byłam.

Nie mam wyrzutów sumienia. Czuje się wolna. No, może prawie wolna, bo gdzieś w głębi wciąż jeszcze marzę o tobie. Otworzyłeś mnie na to kim jestem i pokazałeś mi, jaka mogę być, czego pragnę. Może kiedyś przestanę pragnąć ciebie.


Kiedy kobieta decyduje, że to koniec, to już nie zmieni zdania

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 kwietnia 2018
depresja

Jesteś cierpliwa i wyrozumiała. Jesteś w stanie wiele wytrzymać, przeczekać, zrozumieć, zanim podejmiesz decyzję o rozstaniu, zanim odejdziesz. Wielu mężczyzn odeszłoby już dawno, oni nie radzą sobie z takimi sytuacjami. Doszłaś jednak do punktu, w którym nie możesz dłużej tolerować tego, co dzieje się w twoim związku. Sprawy zaszły zbyt daleko, twoja cierpliwość została wyczerpana. Nie ma już odwrotu.

Co się działo wcześniej, że nie byłaś w stanie podjąć tej decyzji? Nie, to nie chodzi o niezdecydowanie. Chodzi o twoją zdolność do wybaczania wszystkiego, na przekór rozsądkowi, o twoje tolerowanie tych jego strasznych zachowań. Ale jest taki moment, kiedy widzisz, że wszystkie twoje granice (tak, masz te granice!) zostały przekroczone. Wtedy nie będziesz niezdecydowana. Kiedy zdecydujesz, że masz dosyć, odejdziesz na zawsze. On nie będzie w stanie już zrobić nic, by to zmienić.

Możesz czekać, dawać szansę, obserwować. Sparzyć się – raz, drugi, trzeci. Możesz czuć się z jego powodu źle, możesz cierpieć, patrzeć na to, jak on rujnuje ci życie, jak marnuje twój czas. A mimo to, on, w jakiś magiczny sposób, ciągle potrafi sprawić, że wybaczasz, że starasz się nie pamiętać, jak cię zranił. Ale kiedy naprawdę podejmiesz decyzję, przestaniesz tolerować wszystkie jego porażki i ten negatywny wpływ na twoje życie. Odejdziesz. Jego dziwna moc nad tobą przeminie. I nie będzie w stanie już zrobić nic, by cię zatrzymać. Zrozumie, że nigdy nie powinien brać twojego przywiązania, twojej miłości, ciebie, za pewnik.

I może zrozumie także, że nie traktował cię tak, jak na to zasługiwałaś, że był zbyt pewny siebie i okrutny dla twoich emocji. A może nie. Miał szansę cię zatrzymać, zanim będzie za późno. Miał szansę wszystko naprawić. Nie skorzystał z niej. Jasne, że będzie próbował przekonać cię, że źle robisz, odchodząc. Że popełniasz życiowy błąd, bo nigdzie nie znajdziesz już nikogo, kot by cię tak kochał. Nie słuchaj go. W głębi dobrze wiesz, że to nieprawda.

Wahasz się, bo ciągle kochasz. Ale też zastanawiasz się, jak to możliwe, że kochasz. Jak to możliwe, że można kochać kogoś, kto rani. Czy może coś jest z tobą nie tak, jeśli go kochasz? Nie, to nie jest twoja wina, że obdarzyłaś go uczuciem.

Nie będzie łatwo z tym całym odchodzeniem. Masz wątpliwości, masz wspomnienia, masz serce. Ale przede wszystkim, masz to, co przed tobą. Musisz patrzeć w przyszłość, przed siebie, do przodu. Zostaw przeszłość za sobą jako część twojej osobistej historii, coś, co cię tworzy, wzmacnia trudnymi doświadczeniami. Tam, gdzie patrzysz, jego już nie widać. To jest nowy początek, nowy start, który sobie dałaś. Twoja szansa na lepsze życie, niekoniecznie w związku

Możesz jeszcze o nim myśleć, możesz mieć momenty, w których zastanawiasz się, czy na pewno dobrze zrobiłaś. Możesz płakać wiczorami lub na wspomnienie wspólnuych chwil, jego słów, jego dotyku. Nie wiń się za to, nie ma w tym nic złego, ani dziwnego. Podarowałaś mu przecież kawałek swojego życia, zaoferowałaś mu siebie. To, co teraz czujesz, wszystkie twoje wątpliwości są naturalne i ważne. Poradzisz sobie z nimi, z czasem będzie ich coraz mniej. Ale jeśli do niego ciągle wracasz, to znaczy, że jeszcze nie podjęłaś decyzji.


Zobacz także

Fot. iStock / ByeByeTokyo

5 powodów by pokochać swoje ciało. Na pewno znajdziecie ich więcej

Kryzys w związku

"Mama zamieszkała w osobnym pokoju, ojciec i tak gwałci ją raz w miesiącu. Kiedy miałam sześć lat mówiłam, że nie chcę ojca alkoholika"

„Mama zamieszkała w osobnym pokoju, ojciec i tak gwałci ją raz w miesiącu. Kiedy miałam sześć lat mówiłam, że nie chcę ojca alkoholika”