Nie jesteś ważny, człowieku. Jeśli tylko cudze przedkładasz nad swoje

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
2 października 2016
Fot. iStock/lofilolo
 

Człowiek ma plany. W głowie, na liście „to do”, a także w szufladzie, zamknięte pod kluczykiem. Z reguły całkiem obszerna to lista… punkty, podpunkty, wydrukowane albo odręcznie utrwalone z pomocą schludnej kaligrafii. To są plany człowieka. Potem, człowiek ma cudze plany, najczęściej doraźne, na gębę, telefon, email też bywa popularny, zwłaszcza ostatnimi czasy. Te drugie plany, z reguły podlegają realizacji natychmiastowej. Te pierwsze, całkiem przeciwnie!  Leżą odłogiem. Czekają na lepszy czas, mówimy, kiedy wreszcie będzie można usiąść, przewertować  to życie i zająć się tym czym zajmować się powinniśmy. Sobą znaczy się. Bo czyż nie sobą powinniśmy się zajmować? No niby tak, powiemy, ale telefon dzwoni, zadanie dostajemy i na złamanie karku lecimy je realizować.

Więc o co chodzi? Instynkt bowiem powinien raczej ku naszym marzeniom nas pchać. Czemu zatem realizujemy cudze życzenia z nabożną nadgorliwością traktując swoje pragnienia i potrzeby tak bardzo po macoszemu?

Przyszło mi do głowy, że chodzi o nagrodę i ten kod wygrawerowany na jakimś tam płacie przez mamę lub tatę albo społeczeństwo. Nagrodę, która idzie w parze z jakże pożądaną powszechnie zdolnością „zadawalania innych”. Znowu bowiem dziecko trzeba na scenę przywołać, to wewnętrzne dziecko, które od wersji mini mini, niemalże od dnia narodzin, jedną miało misję: przetrwać. A żeby przetrwać musiało wiedzieć jak przypodobać się światu, jak zadowolić tych wszystkich wymagających, którzy notabene, sami za dziecka przerabiali to, czego dziecko właśnie nauczyć się musi.

Sprawa była przy tym prosta. Działanie zgodne z oczekiwaniami było nagradzane. Przede wszystkim uwagą, wsparciem, zadowoleniem, zaangażowaniem w dziecka świat. Działanie wbrew oczekiwaniom niestety było karane: obojętnością, raniącą krytyką, brutalnym podcinaniem skrzydeł i co najgorsze komunikatem, że co to za dziecko na miłość boską! nic nie warte.

Nic więc dziwnego, że życie dziecka dookoła oczekiwań się plotło i z prawdziwą potrzebą, z tym wewnętrznym: „to jestem ja i tak postąpić muszę”, niewiele wspólnego miało. Kod przy tym był jednak tak cudownie prosty. Więc każde dziecko, prawie bez wyjątku, dzielnie wykonywało to, co zlecone mu było. Jak miało pomysł własny, nierzadko o geniusz zahaczający, było gaszone w brutalny wręcz sposób i powiadamiane drukowanymi literami, że mama czy tata są z dziecka takiego bardzo, ale to bardzo, niezadowoleni.

Dziecko urosło, wiadomo. Zrobił się z niego spory człowiek. Ale kod jest ciągle ten sam, niezmieniony , na jakimś tam płacie dłutkiem wychowawcy dobrze utrwalony. Niesie on jedną, druzgocącą acz zasadniczą wiadomość: nie jesteś ważny człowieku. Twoje marzenia, pragnienia, te żałosne listy „to do”, ta cała mozolna kaligrafia życzeń, to zwykła bzdura i strata czasu. Weź ty się lepiej za zadawalanie innych, bo to oni są warci a nie ty.

Ilu z nas ma taki kod? Ilu rozpoznaje w tym wszystkim siebie? Pewnie tłum, bo wychowanie na powyższą modłę to był standard swego czasu w Polsce. I wszystko jeszcze byłoby ok, gdybyśmy od zawsze mieli świadomość tego wychowawczego podtekstu. Gdybyśmy tylko zdawali sobie sprawę z tego co nam na tym płacie napisano. Ale niestety. Wychowawcza to jest enigma i nie tak łatwo ją złamać. Chociaż złamać można! Trzeba tylko przyjrzeć się własnym sukcesom z jednej strony i ich brakowi z drugiej. Czy rzeczywiście jest tak, że jak koleżanka prosi to bierzemy się do roboty i rezultaty mamy oszałamiające, a jak projekt jest nasz, to odkładamy go na potem, prokrastynuujemy jak Olimpijczycy, po mistrzowsku? Jeśli bowiem jest tak, że cudze przedkładamy nad swoje, wbrew logice i naglącej potrzebie, to szanse są, że voila! Mamy w móżdżek wbity kod: nie jesteś ważny człowieku. Tenże zaś najczęściej idzie w parze z kodem: zadawalacz. No i mamy efekt wiecznego niespełnienia.

Świadomość przy tym to piękna rzecz. No bo jakże tu odkładać upragnione plany i marzenia na potem gdy człowiek już wie dlaczego to robi. I o ileż łatwiej jest odmówić wszystkim potrzebowskim dookoła, gdy rozpracowało się mechanizm własnych zachowań. Świadomość bowiem nie tylko otwiera oczy, ale i zobowiązuje. Do tej pory człowiek bowiem nie wiedział, ba! całkowicie nie rozumiał dlaczego, kiedy wolna chwila na coś własnego już się pojawiła, on zamiast zabrać się do dzieła, zalegał na kanapie, by bezmyślnie oglądać nic nie wnoszący, a nawet niepokojący mentalnie show o pannach i paniach Kardashian, czy inne, podobne kuriozum medialne. Ileż to czasu przelało się niejednemu przez palce, gdy tak marnotrawił życie czyniąc rzeczy bezrozumne. I oczywiście, że trochę niewinnej głupotki w życiu też nam potrzeba. I oczywiście, że pomagać ludziom to sprawa jest szczytna. Absolutnie nie próbuję tu lansować konceptu, że bliźniemu ręki nie należy podawać. Trzeba jednak nie tylko znać umiar, ile może i przede wszystkim wiedzieć kiedy postępując w taki czy nie inny sposób, nie sabotażujemy przypadkiem siebie. Ciężko jest bowiem odkodować kod, który utrwalono nam przez lata. Ciężko jest oswoić się z myślą, że jesteśmy ważni. Ciężko rozwinąć skrzydła, które regularnie nam podcinano. Ciężko, bo wszystko w nas mówi do nas starym tekstem.

Dlatego świadomość to taka piękna rzecz. No i nie sposób od niej uciec, nie sposób nie zauważyć. Jak raz się włączy to jak czerwona lampka, świecić się będzie natrętnie, aż człowiek odczyta wiadomość i zacznie działać w jej kierunku. Bo prawda jest taka, że jesteś ważny, człowieku. Więc pora przestać udawać, że nie.


To nie stres, a perfekcjonizm zmusza cię do … obgryzania paznokci

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
2 października 2016
Fot. iStock / mheim3011
 

Do tej pory uważano, że tendencja do ciągłego, nałogowego wręcz obgryzania paznokci to objaw stresu i nerwowego charakteru. W efekcie kobieta mająca problem z tym nawykiem nie może pochwalić się ładnymi, zadbanymi dłońmi. Często poza obgryzaniem paznokci, w ruch idą także skórki je okalające. Nie wygląda to estetycznie, co więcej, bywa przyczyną bólu, zniekształceń płytki i poczucia zawstydzenia u posiadaczek obgryzionych paznokci.

Onychofagię, czyli notoryczne obgryzanie paznokcitłumaczy się najczęściej nadmiarem stresu, zaniżoną samooceną, a niekiedy interpretuje jako zachowanie autoagresywne. Jest to częste zjawisko i dotyczy ludzi w różnym wieku. Szacuje się, że aż 45% nastolatków ma z tym problem, a 15% dorosłych nadal nie może przestać tego robić. Ale przyczyna może być zupełnie inna.

Perfekcjonistów dopada to częściej

Jak się okazuje, to właśnie osoby z ciągotami do perfekcjonizmu, częściej i chętniej obgryzają paznokcie. Udowodnił to Kieron O’Connor, profesor na Uniwersytecie w Montrealu. Zbadał on osoby, u których stale przejawia się ten nawyk, w sytuacjach stresowych, frustrujących, nudnych oraz podczas relaksu.

Uczestnicy odczuwali przymus ponownego obgryzania paznokci, podczas istnienia trudnej sytuacji lub frustracji, a nie w fazie relaksu. Przez powtarzające się takie zachowania „obgryzacze” wydają się perfekcjonistami, co oznacza, że nie są w stanie się zrelaksować i uspokoić. Są oni również bardziej niecierpliwi i niezadowoleni z tego, że nie są w stanie osiągnąć swoich celów i przejawiają tendencję do zwiększonego poczucia nudy.

Nawet jeśli przyczyna tego nawyku nie jest taka najgorsza, warto się go pozbyć. Można nakleić sztuczne paznokcie, obcinać naturalne króciutko by nie kusiły, smarować je gorzkimi lakierami czy żelami oraz szukać pomocy u terapeutów. Jednak najlepszym rozwiązaniem tego problemu jest użycie silnej woli. Może się okazać, że nic nie zadziała tak dobrze, jak mocne postanowienie zmiany nawyków.


źródło: kobieta.onet.plwww.ofeminin.pl


Siedem wiarygodnych sygnałów, że ON cię lubi. Bardziej niż innych (inne?)

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
2 października 2016
Ilustracja: Alena Tsarkova dla BrightSide.me

Jeśli umierasz z ciekawości, bo chciałabyś dowiedzieć się co ON o tobie myśli, nie musisz pytać wprost albo bawić się w zgadywanki. Wystarczy poobserwować jego pozy. Niezależnie od tego, co dana osoba mówi, jej gesty mogą ujawnić znacznie więcej prawdziwych intencji…

7 wiarygodnych sygnałów, że mu się podobasz:

1. Poprawia sobie włosy, albo stara się je potargać 🙂

Fot. Alena Tsarkova dla BrightSide.me

Fot. Alena Tsarkova dla BrightSide.me

W ten sposób panowie (panie również!) często dodają sobie pewności siebie. Kiedy widzimy kogoś atrakcyjnego, instynktownie staramy się poprawić swój wygląd.

2.Układa ręce blisko bioder

Fot. Alena Tsarkova dla BrightSide.me

Fot. Alena Tsarkova dla BrightSide.me

Jeśli mężczyzna trzyma ręce w pobliżu bioder – na przykład w kieszeniach – daje wyraźny sygnał, że jest silny :).

3. Stara się wyglądać okazalej, niż w rzeczywistości 

Fot. Alena Tsarkova dla BrightSide.me

Fot. Alena Tsarkova dla BrightSide.me

W świecie zwierząt to już prawie rytuał. Gdy zaczyna się walka o samicę, należy użyć specjalnej techniki przyciągania jej do siebie – na przykład postawić pióra albo nastroszyć futro. Wszystko po to, żeby wyglądać na tak dużego, jak to tylko możliwe…

4. Przyjmuje otwartą postawę

Fot. Alena Tsarkova dla BrightSide.me

Fot. Alena Tsarkova dla BrightSide.me

W sytuacjach społecznych, podświadomie przyjmujemy bardziej otwartą postawę w stosunku do osoby, która nam się podoba. Zwróćcie uwagę na stopy –  instynktownie ustawiamy je się w kierunku tego, z kim chcemy kontaktu.

5. Naśladuje twoje pozy

Fot. Alena Tsarkova dla BrightSide.me

Fot. Alena Tsarkova dla BrightSide.me

Widzisz „lustrzane odbicie”? Oznacza to, że ON próbuje cię zrozumieć i znaleźć z tobą coś wspólnego. To, co widzisz to podświadomie odzwierciedlanie tych pragnień w języku jego ciała.

6. Bardzo się stara być elokwentny 🙂

Fot. Alena Tsarkova dla BrightSide.me

Fot. Alena Tsarkova dla BrightSide.me

Zwróć uwagę na tę chwilę, kiedy ON staje się bardziej rozmowny, „łapiąc cię” w polu widzenia. Oznacza to, że chce ci … zaimponować.

7. Nagle w jego zachowaniu pojawia się więcej energii i zainteresowania

Fot. Alena Tsarkova dla BrightSide.me

Fot. Alena Tsarkova dla BrightSide.me

Jeśli ktoś cię lubi, wyraz jego twarzy staje przyjazny i otwarty. Zobaczysz tę sympatię w jego oczach, a jeśli jest nerwowy, może się rumienić.


Źródło:  brightside.me


Zobacz także

Potrzebujesz dowodów, że twoje życie jest dobre? Jest ich kilka, z których często nie zdajesz sobie sprawy

Potrzebujesz dowodów, że twoje życie jest dobre? Jest ich kilka, z których często nie zdajesz sobie sprawy

7 pytań, które warto sobie zadać poszukując sensu swojego życia

Dwoje na terapii. 6 złotych zasad powodzenia terapii małżeńskiej