Negatywni. Czy masz jedną z tych pięciu cech?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 czerwca 2018
Fot. iStock/MangoStar_Studio
 

Byłoby niesprawiedliwe twierdzić, że dana osoba jest zasadniczo negatywna. Każdy z nas zmienia się nieustannie, wydarzenia naszego życia wpływają na nasze postrzeganie rzeczywistości i innych ludzi. Nic ni jest nam dane raz na zawsze, szczególnie na poziomie emocjonalnym. Dlatego nikt nie jest całkowicie negatywny lub pozytywny. Oba aspekty współistnieją w każdym z nas. Każdy z nas może jednak być nieco bardziej skupiony na pozytywnym lub negatywnym interpretowaniu tego, co się wokół niego dzieje.

Do której grupy należysz? Czy masz jedną z pięciu cech „negatywnych” ludzi?

1. Przyjmujesz zawsze najbardziej negatywną perspektywę

Życie daje nam wiele niemożliwości, ale niektórzy ludzie nie chcą tego zaakceptować, zauważyć. Frustracja jest częścią naszego życia i bierze się stąd, że nie zawsze dostajemy to, czego chcemy. Być może chcielibyśmy urodzić się w rodzinie milionerów lub wyrosnąć w innym środowisku. Jeśli tak się nie stało, nie możemy nic z tym zrobić. A jeśli skupimy się na żałowaniu wszystkiego, czego nie mamy, będziemy pełni goryczy i bólu.

2. Poddajesz się, gdy napotykasz przeszkody

Tak jak nie jest rozsądne stawianie sobie niemożliwych celów, tak samo nierozsądne jest poddawanie się, kiedy tylko napotykamy pierwszą przeszkodę. Pamiętaj, że każdy wielki cel wymaga wielkiego wysiłku, a przede wszystkim wytrwałości. Rezygnacja sprawi, że poczujesz się pokonany.

3. Traktujesz rzeczy zbyt poważnie

Kiedy nie wzmacniamy wystarczająco naszej samooceny i dojrzałości, nasze ego jest bardzo wrażliwe. Nie tolerujemy wstydu i panikujemy, że zostaniemy wyśmiani. Traktowanie rzeczy zbyt poważnie tylko zwiększa negatywne nastawienie do innych i do siebie samego. Potrzeba pokory, aby nie traktować zbyt poważnie drobnych problemów.

4. Narzekanie jest twoim sposobem na życie

Od czasu do czasu wszyscy narzekamy. Problem pojawia się, gdy narzekanie staje się naszym sposobem na życie. Wtedy nie widzisz wszystkiego jasno, nie potrafisz obiektywnie ocenić sytuacji. Nie dostrezgasz innych opcji ani możliwości. Twoja uwaga jest skierowana na nieszczęścia, cierpienie i własne ograniczenia. Dyskomfort staje się patentem na to, aby uniknąć zmian.

5. Porównujesz się do innych i jesteś do nich wrogo nastawiony

Życie w kategoriach porównań z innymi jest bardzo negatywnym nastawieniem. Oznacza to brak autonomii i szczególnych kryteriów. Poprzez porównanie oceniamy i osądzamy to, co robimy, według tego, co robią inni. To niesprawiedliwe i frustrujące doświadczenie, które sprowadza cię do pozycji ciągłej konfrontacji z otoczeniem. Do czego to prowadzi? Zaczynasz gardzić ludźmi, a ich niepowodzenia stają się źródłem twojej satysfakcji.


Na podstawie: nospensees.fr

 


Co trzeba powiedzieć sobie na początku związku, by uniknąć przykrych niespodzianek

Redakcja
Redakcja
12 czerwca 2018
Fot. iStock/Geber86
 

Kiedy wchodzisz z kimś w związek, warto jest powiedzieć sobie kilka ważnych rzeczy, szczególnie dlatego, żeby uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek w przyszłości. Nie ma w tym nic dziwnego ani ofensywnego w stosunku do twojego partnera. Jeśli traktujecie się „poważnie”, budowanie filarów tej relacji powinno wiązać się ze szczerą i otwartą komunikacją, również dotyczącą wzajemnych oczekiwań.

Co powinniśmy sobie powiedzieć, by uniknąć nieporozumień? Jasne, że nie da się od razu dowiedzieć o sobie wszystkiego. Pamiętajmy też, że na początku większość z nas trochę udaje, by wzbudzić zainteresowanie partnera. Nie dziwmy się potem, że druga osoba nie widzi nas takimi, jakimi jesteśmy naprawdę.

A więc, rozmawiajmy o:

  • swojej filozofii życiowej i swojej wizji przyszłości

Opowiedz o swojej wizji świata, swoich ideach, tym, w co wierzysz, czego się boisz. O tym, jak planujesz swoje życie. Byłbyś w stanie zamieszkać w innym kraju? Taka rozmowa jest przydatna również dla ciebie samego.

  •  o swoim dzieciństwie i przeszłości

Dzielenie się zabawnymi wspomnieniami jest sposobem na wspólne spędzanie czasu. Pierwsza miłość, pierwsze wagary… Zgoda, może nie wszystko od razu. Ale powoli, w miarę jak rodzi się w tobie zaufanie do drugiej osoby.

  • o seksie

Ważne jest, aby rozmawiać o tym w spokojnym i „prywatnym” otoczeniu, ponieważ jest to delikatny temat. Seks jest ważną częścią związku, a komunikacja jest tu fundamentalna. W miarę czasu móc coraz więcej o tym, co lubisz, a czego nie lubisz i czy chcesz spróbować nowych rzeczy. Mówienie o seksie może zwiększyć intymność między dwojgiem ludzi.

  • o pieniądzach, długach i problemach prawnych

Takie sprawy nie mogą zaskakiwać w związku. Kiedy zaczynasz relację, który ma przetrwać „do końca”, wszystkie decyzje powinny być dyskutowane wspólnie.

  •  o rodzinie i przyjaciołach

Ten temat jest bardzo delikatny. Nie mów o wszystkich konfliktach, to może zaszkodzić twojemu związkowi. Na początku przedstaw sprawy bardzo ogólnie, w końcu w każdej rodzinie są problemy.

Dzielenie się uczuciami i wrażeniami jest świetnym punktem wyjścia do otwartej i uczciwej komunikacji z partnerem. Staraj się robić to w sposób spokojny i pełen szacunku, bez używania słów, które mogłyby urazić drugą osobę.


Na podstawie: nospensees.fr

 


Uwierzyłam ci, złamałeś mi życie. Dziś bronię się przed myślą, że każda miłość przynosi cierpienie

Listy do redakcji
Listy do redakcji
11 czerwca 2018
Fot. iStock/portishead1

Nigdy nie byłam kobietą, która „potrzebuje” do szczęścia mężczyzny. Zawsze wydawało mi się, że cokolwiek się stanie, sama lepiej poradzę sobie ze wszystkimi problemami, że w pojedynkę lepiej „rozegram” to życie.  Ja – silna, zdroworozsądkowa „okularnica”. Na pierwszy rzut oka zaprzeczenie kobiecości. Trochę jak ze stereotypowych, okrutnych żartów o silnych kobietach. Moje przyjaciółki zakochiwały się i łamały serca, moje pozostawało nietknięte. Ja sobie miłością nie zawracałam głowy. Ja je stawiałam „do pionu” i powtarzałam, że szkoda życia na łzy. Ja byłam bezpieczna w swoim świecie. I choć może po cichu, w głębi, marzyłam o uczuciu, nigdy nie spodziewałabym się, że kiedy się w końcu pojawi, przewróci moje życie do góry nogami. I tak bardzo mnie skrzywdzi.

Kiedy cię spotkałam, wszystko zaczęło się zmieniać. Wcale nie zabiegałeś o moje zainteresowanie. Doskonale wiedziałeś jak mnie podejść. Interesująca rozmowa, zero uwodzenia, żadnych dłuższych spojrzeń, czysta logika. Chciałeś wiedzieć co myślę, a nie zaciągnąć mnie do łóżka. Tak mało było trzeba, widzisz? Jesteś świetnym psychologiem, świetnym obserwatorem. Połknęłam haczyk. Kiedy całkiem „po koleżeńsku” zaprosiłeś mnie na jakąś konferencję, złapałam się na tym, że myślę o tym, w co się ubiorę. Chyba pierwszy raz w życiu zależało mi na tym, żeby dobrze wyglądać. Z twojego powodu. Tym razem też wiedziałeś co powiedzieć. Zauważyłeś ołówkową spódnicę, długie nogi. Ale dalej realizowałeś swoją strategię – traktowałeś mnie jak świetnego kumpla do rozmowy, jak fachowca, człowieka. Ta historia w niczym nie przypominała historii moich znajomych – jeden wieczór – kilka kieliszków wina – jedna kawa – seks – koniec związku.

Ty zdobywałeś mnie cierpliwością, wizją czegoś głębokiego, trwałego. Stałego. Potem był pocałunek i twoje słowa: „Nie mogę nic na to poradzić, oczarowałaś mnie”.

Zupełnie jak z taniego Harlequina, wiem. Wstyd mi, że dałam się na to nabrać. Że nie zaświeciła mi się czerwona lampka w głowie, że nie wyświetliły znane już z opowieści przyjaciółek scenariusze. Ja już byłam zakochana, albo raczej – bardzo chciałam kochać. I wierzyć, że to właśnie mi przytrafia się najprawdziwsze love story.

Zamieszkaliśmy razem, u mnie, po pierwszej wspólnej nocy. Nie miałam żadnych wątpliwości, mówiłeś o ślubie. Czułam się jakbym wygrała los na loterii. Wyznania miłości, podziwu, deklaracje poważnego związku – wyciągałeś je jakby były wcześniej przygotowane w twojej kieszeni. Nie było mnie dla nikogo prócz ciebie.

Czasem było tak, jakbym dostała rolę w jakimś filmowym romansie. Ty pracowałeś w domu, ja wychodziłam do biura. Wieczorem czekała na mnie kolacja, dwa kieliszki wina, świece, seks.  Kiedy przyjaciółki pytały, co właściwie o tobie wiem, nie potrafiłam powiedzieć dużo. Ale też tego nie potrzebowałam, wierzyłam w obraz ciebie, który tworzyłeś na bieżąco, w mojej głowie. Byłeś freelancerem, organizowałeś olbrzymie konferencje, więc czasem wyjeżdżałeś na kilka dni. Kiedy wracałeś, przywoziłeś mi pudełko czekoladek i mały bukiecik róż.

To trwało pół roku. Potem zacząłeś ode mnie pożyczać pieniądze. Mówiłeś, że zakładasz swoją firmę, ale nie chcesz związywać sobie życia kredytem. „Będzie czas na kredyt, kiedy kupimy dom” – powtarzałeś. Tak bardzo chciałam tego domu. I nagle stało się coś dziwnego. Jakaś dziwna zależność. Ja wypłacałam coraz więcej pieniędzy, ty coraz bardziej zmieniałeś się w stosunku do mnie. Czułość, troska, cierpliwość – było ich coraz mniej.

Nagle okazało się, że cię denerwuję, że powinnam zmienić kilka rzeczy w moim wyglądzie, że moja wiedza i inteligencja, które podziwiałeś jeszcze kilka tygodni temu już ci tak nie imponują. Że potrafisz okazać brak szacunku. Że moje ciało nie jest tak cudowne. Że rozmowy ze mną cię nużą.

To było takie przewidywalne, wręcz książkowe. Twoje zachowanie, twoje reakcje.

Płakałam po cichu, w łazience, bo bałam się ciebie zdenerwować. A najgorsze, że wierzyłam, że na to zasługuję. Pewnego wieczora po prostu wróciłam do domu z pracy i zastałam puste mieszkanie. Ani jednej twojej rzeczy. Zobaczyłam kartkę, od razu wiedziałam, co się stało. Nawet nie próbowałeś udawać, że mnie naprawdę kochałeś. Było coś o pomyłkach, coś o daniu sobie szansy na nowy związek, na prawdziwe uczucie. Żałosne.

Odsłoniłam przed tobą swoje najczulsze punkty, pokazałam ci swoje słabości. Przez jakiś czas żyłam w bajce. A ty? Wykorzystałeś moje uczucie i moją ślepą wiarę w to, że mnie nie skrzywdzisz.

Zniknąłeś z mojego życia tak szybko, jak się w nim pojawiłeś. Z tobą, kilkadziesiąt tysięcy moich oszczędności, których pewnie nigdy nie oddasz i moje złudzenia Pozostał wstyd.

Boję się, że już nigdy więcej nie zaufam. Nie wiem, jak zaufać. O tym, co zrobiłeś, nie powiedziałam nikomu. Przyjaciółkom mówię, że przestraszyłam się twojego poważnego podejścia do związku. Pukają mi w głowę, mówią, że oszalałam. „Taki facet”… – słyszę. – To się przecież nie zdarza często”. Milczę.

Uwierzyłam ci, złamałeś mi życie. Dziś bronię się przed myślą, że każda miłość przynosi cierpienie.


Zobacz także

14 potężnych cech, które czynią cię idealnym przywódcą

Leżałam, patrzyłam w ścianę, nie czułam nic. Przeżyłam załamanie nerwowe, choć wydawało mi się, że jestem silna

20 pytań, które pozwolą ci pogłębić relację z ukochaną osobą