Nie mogę na ciebie patrzeć, ale muszę. Kiedy się rozstajesz, ale nie możesz spalić za sobą mostów, bo macie dzieci

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
3 października 2017
Fot. iStock / fcscafeine
Fot. iStock / fcscafeine
 

Stoisz przed lustrem. Tak, od kilku minut stoisz, bo zapomniałaś właściwie, co miałaś zrobić. „Zawieszasz się”. Patrzysz tej z naprzeciwka prosto w lekko jeszcze zaróżowione, podpuchnięte od płaczu oczy. O masz, znowu płyną. Jedna po drugiej. Wycierasz szybko twarz wierzchem dłoni. Stało się. Koniec waszego związku nastąpił z hukiem i fajerwerkami, które lepiej pasowałyby na imprezę weselną niż rozwodową. Zresztą, na weselu też mieliście fajerwerki. Tylko atmosfera była jakaś lepsza. I nie spuszczałaś z niego zakochanego wzroku. A teraz…

Dosyć już! Zaczęło się nowe życie. Żeby tak uciec na drugi koniec świata… Albo lepiej, żeby on zniknął, zapadł się pod ziemię. Tylko, cholera, dzieci macie wspólne. Więc choć patrzeć na niego nie możesz, to musisz. I jak sobie z tym poradzić? Jak opanować nerwy, przetłumaczyć sobie, co jest tak naprawdę ważne? (Ty) Że etap zamknięty, to etap zamknięty, że szkoda nerwów, że masz, co masz i trzeba jakoś z tym żyć. I że można nawet z tym dobrze żyć, jeśli się przestrzega kilku zasad.

Pod żadnym pozorem

Nie lituj się

Nad nim. Na sobą trochę możesz, ale nie za długo, bo to źle na ciebie działa. Nie myśl o nim, jak o byłym partnerze, myśl jako o ojcu swoich dzieci. Ta rola wiąże się z obowiązkami, które on powinien wypełniać. Może nie był najlepszym ojcem, kiedy jeszcze byliście małżeństwem, ale teraz ma szansę to naprawić. Warto jasno ustalić zasady, kiedy kto odbiera dzieci, kiedy kto zawozi je na angielski. I egzekwować ich przestrzegania. Nie zastanawiaj się, czy wychodzisz teraz na zołzę. Skoncentruj się na dzieciach. To dla ich dobra. I twojej wygody trochę też.

Nie żałuj

Wspólnych lat, straconych dni, wylanych łez. Ten etap jest zamknięty, nie masz wpływu na decyzje z przeszłości. Zamartwianie się tym, że kiedyś byliście razem i tym, że bywało nawet całkiem dobrze, nie ma żadnego sensu. Coś do tego rozstania doprowadziło i nie był to z pewnością nadmiar jego miłosnych wyznań i dobrych chęci. Nie było to również cudowne i czułe ojcostwo.

Nie daj sobie wmówić…

Czegoś, w co nie wierzysz. Że jesteś bez serca, bo przecież tyle was łączyło, a teraz zachowujesz się, jakby to w ogóle nie miało dla ciebie znaczenia. Jak miło by między wami nie było, grasz teraz w pojedynkę i grasz dla siebie i dzieci. Masz prawo do regularnie spływających na twoje konto alimentów i do świętego spokoju. Z liczeniem na pomoc byłego męża w tak zwanych „nagłych przypadkach” bywa różnie.

Nie interesuj się jego życiem miłosnym

Choćby cię skręcało z ciekawości. Przypomnij sobie, że nie możesz na niego patrzeć. To z kim się spotyka to teraz jego sprawa. O ile nie uderza to w żaden sposób w wasze dzieci. Ty przecież też chciałabyś jeszcze kiedyś się zakochać. OK, może jeszcze nie teraz. Ale przyjdzie moment, że poczujesz, że już czas zrobić w swoim życiu trochę miejsca dla kogoś innego niż młodzież w wieku szkolnym i przedszkolnym.

Nie rób sobie nadziei

Że będzie wspaniale, że WSZYSTKO da się dogadać, a w niedzielę będziecie się spotykać na wspólnym obiedzie. Nie da się. Gdyby się zawsze wszystko dało dogadać, nie rozwiodłabyś się, taka jest prawda. Na razie wspólne spotkania, nazwijmy je „organizacyjne” są „musem” i faktem. Jakoś trzeba to poukładać. Nie oczekuj, że będziesz na nich oazą spokoju i że będziesz mogła z tym spokojem na NIEGO patrzeć i go słuchać. Nie nastawiaj się też na najgorsze. Jest, jak jest.

Nie mów mu, że sobie nie radzisz

Za żadne skarby! A szczególnie wtedy, kiedy to ty zadecydowałaś o rozstaniu, bo przez cały okres trwania związku słyszałaś, że bez niego jesteś nikim i nic nigdy nie osiągniesz. W ogóle nic nie mów. Od teraz jesteś samodzielnym bytem i nikomu nic do tego, czy płacisz rachunki na czas. Potrzebne ci tylko takie towarzystwo, które daje wsparcie, nie to, które dołuje.

Nie ma co palić za sobą mostów. Nawet, jeśli teraz nie możesz na niego patrzeć, za jakiś czas poczujesz cudowną obojętność. I to będzie pierwszy, prawdziwie pierwszy, dzień twojego nowego życia.


Pieniądze nie dają szczęścia? Może, ale dają spokój. Dzięki nim łatwiej budować nowe życie

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
18 października 2017
Fot. istock/LittleBee80
Fot. istock/LittleBee80
 

Pieniądze szczęścia nie dają. Znacie to powiedzenie? I pewnie słyszeliście niejedną historię o kimś bajecznie bogatym i ogromnie nieszczęśliwym. O tym, że szczęścia, zdrowia, miłości, kupić sobie nie można. Może przeprowadzono nawet jakieś badania, żeby udowodnić, policzyć, jaki odsetek bogatych jest nieszczęśliwy. I jaki odsetek biednych potrafi cieszyć się tym co ma. Gdyby to wszystko było takie proste…

Załóżmy, że zaczynasz nowe życie. Ale takie nowe, naprawdę. To znaczy, nie masz nic, bo przez lata żyłaś w związku, w którym, choć na pozór miałaś wszystko, nic nie było tak naprawdę „twoje”. Zarabiałaś mniej niż on (bo na przykład zajęłaś się w większym stopniu domem i wychowywaniem dzieci), nie robiłaś znaczących zakupów (bo ci na to nie pozwalała twoja skromniejsza niż jego pensja), a chcąc coś sobie kupić konsultowałaś to na wszelki wypadek z partnerem, mimo, że on tego nigdy nie robił.

Teraz odchodzisz. Z dzieckiem lub dwójką, znajdujesz jakieś mieszkanie, nawet najmniejsze, ale spokojne, wasze. Wynajęte za TWOJE pieniądze. Wiesz, że powinnaś dostać od niego JAKIEŚ pieniądze na wychowanie dzieci. Ale coś (ta cholerna duma) nie pozwala ci przypominać mu o tym obowiązku. Nagle zostajesz sama ze wszystkimi opłatami, wydatkami, obciążeniami, które dla niego nie stanowią problemu, ale dla ciebie samej, z dwójką dzieci, są już niezłym wyzwanie.

Jasne, możesz liczyć na zespół wsparcia. Są twoi rodzice, przyjaciele, życzliwi znajomi, ale na miłość boską, nie chcesz przecież teraz pożyczać od wszystkich pieniędzy. Chcesz poczuć się wreszcie wolna i odpowiedzialna za własne życie. I żeby nikt nie mówił ci, że gdyby nie on, nie dałabyś sobie rady. Cholernie się tego boisz – zależności od innych. Marzysz o wygranej w totka, spadku, niezwykłej propozycji zawodowej, która przyniesie ci świetną pensję (nie zabierając przy tym czasu, który do tej pory poświęcałaś swoim dzieciom). Ale nic takiego się nie dzieje, zawrotna kwota nie pojawia się w zawrotny sposób na twoim koncie. Zamiast tego widzisz, jak ta, którą z trudem odłożyłaś „na nowe życie” topnieje w zatrważającym tempie. Zaczynasz się bać coraz bardziej. Wątpić w to, że podjęłaś słuszną decyzję. W siebie.

Wstajesz w środku nocy, spędzasz godzinę w kuchni nad kubkiem ciepłej herbaty martwiąc się o to, co będzie dalej, jak dasz sobie radę, czy uda ci się zadbać o dzieci, zapewnić im to, o czym marzą. Płaczesz. Nie tak, jak wtedy, gdy podejmowałaś decyzję o rozstaniu. Płaczesz cichutko, marząc o tym, by przez chwilę móc być znów małą dziewczynką, stęsknioną za swoją mamą. Czy na pewno dobrze zrobiłaś? Absurdalne myśli plączą się w twojej głowie. Że jeśli nie dasz rady, zabiorą ci dzieci. Że może jesteś beznadziejną matką, że może źle zrobiłaś. Że on miał rację.

A potem, wiedziona emocjami wchodzisz do pokoju dzieci. Światło księżyca pada na ich śpiące twarze. Są spokojne, tak, jak od dawna nie były. Wydaje ci się nawet, że lekko uśmiechają się przez sen. Wsłuchujesz się w tę ciszę, w ich spokojne oddechy. I wiesz już, że wszystko będzie dobrze. Że dopóki one są zdrowe i szczęśliwe (a widzisz to każdego dnia), odnajdziesz w sobie siłę, dasz radę.

Pieniądze nie dają szczęścia. Dają spokój. Są tylko jednym z elementów, na którym możesz zbudować spokojne, szczęśliwe życie. Same w sobie nie zapewnią ci szczęścia. Ale mogą zapewnić ci upragniony spokój, STABILIZACJĘ. Nie wstydź się prosić o pomoc bliskie ci osoby.


Jeśli nie traktujesz mnie poważnie, nie marnuj dłużej mojego czasu – znikaj z mojego życia

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
2 października 2017
Fot. iStock/CoffeeAndMilk
Fot. iStock/CoffeeAndMilk
 

Czego chce od związku kobieta, która ma już za sobą przynajmniej jedną, boleśnie zakończoną relację? Na pewno jest świadoma, co ją uszczęśliwi, z jakim partnerem może zbudować swoje życie, a z jakim to się nigdy nie uda. Ostrożniej podchodzi do miłości, traktuje ją poważniej… Czy nie zbyt poważnie?

Wyznanie kobiety zranionej

Nie jestem typem osoby, która ma problem z nawiązywaniem kontaktów. Myślę, że całkiem dobrze sobie z tym radzę. Przekonałeś się o tym, kiedy się poznaliśmy. Jeśli zdecydujesz się zagościć w moim życiu i poznać mnie lepiej, nie odtrącę cię, choć możesz mieć wrażenie, że trzymam cię na dystans. Nie dzieje się tak bez powodu.  Musisz jednak wiedzieć, że naprawdę nie mam zamiaru, po prostu nie marnować mojego czasu z osobą, która nie traktuje mnie poważnie.

Nie mam cierpliwości do „gierek”, podchodów. Nie chcę dawać z siebie wszystkiego, komuś, kto nie jest pewny, czego chce. Jestem teraz bardzo zajęta, wiesz? Buduję sobie nowe życie. Życie nareszcie  zgodne z moimi wartościami. Jedną z nich jest miłość. Ona ma dla mnie największe znaczenie. Przez nią też często cierpiałam. Jeśli dostrzegę między nami szansę na miłość, obiecuję ci, że poświęcę mnóstwo energii i czasu, by nam się udało. Ale potrzebuję tego samego od mojego partnera. Nigdy więcej nie poświęcę czasu komuś, kto igra z moimi uczuciami, więc proszę, odejdź, jeśli nie myślisz o mnie jak o kimś, z kim chcesz spędzić resztę życia.  Kobieta zraniona całe lata wykuwa swój pancerz. Nie da się go przebić, ot tak jednym udanym wieczorem, lampką wina, dobrym seksem. Ale można sprawić, że sama zechce go zdjąć. Zastanów się, czy to potrafisz?

Nie jestem dziewczyną, która dobrze odnajduje się w przypadkowych sytuacjach lub przygodach miłosnych na jedną noc. Sprawdziłam to. Potraktuj mnie „staromodnie”, a zwrócę na ciebie uwagę. Naprawdę nie interesuje mnie „seks po przyjacielsku”. Jeśli właśnie tego oczekujesz, nie licz na mnie. Nie jestem zwolenniczką dwuznaczności lub niejasności w relacjach (doświadczyłam jak to boli na własnej skórze), więc przyjdź do mnie tylko wtedy, gdy jesteś pewny, że chcesz zaproponować mi coś „na serio”.

Musisz mnie dobrze poznać, jeśli naprawdę traktujesz mnie poważnie. Nie patrz ciągle na moją twarz ani na moje ciało. Nie patrz na to, jak zarabiam na życie. Spójrz na mnie po to, by dowiedzieć się kim jestem. Zapytaj mnie o moje pasje. Poznaj mnie i moją historię. Zapytaj o rzeczy, które kocham i o te, których nienawidzę najbardziej na świecie. Dowiedz się jakie są moje największe marzenia i cele. Dopiero wtedy poczuję, że jesteś zdecydowany, by ze mną być.

Wiedz, że nie potrafię zaufać do końca, od razu. Że potrzebuję czasu, żeby się do ciebie przekonać. Jeśli nie możesz sobie z tym poradzić, nie akceptujesz tego, szukasz kogoś „na szybko”, nie trać cennych minut na rozmowę ze mną. To się nie uda, ja to wiem. Nie róbmy sobie nadziei.

Ale jeśli nadal chcesz ze mną rozmawiać, to naprawdę do mnie mów i naprawdę słuchaj. Bądź mnie ciekaw. Przestań pytać, jak się czuję lub co robiłam, kiedy do mnie zadzwoniłeś. Zapytaj mnie, jakie są moje plany na weekend, a gdy ci powiem, że nie wiem, zaplanuj coś. Przestań być taki pasywny na każdym polu. Zaproś mnie gdzieś, po prostu zrób ten „pierwszy krok”. A potem – następne.

I bardzo cię proszę – postaraj się poznać mnie naprawdę, twarzą w twarz. Nie trać czasu na rozmowy telefoniczne, SMS-y i czaty online. Zrób to w tradycyjny sposób. Jestem „starą duszą” i wierzę w siłę starej miłości. Będę szczera: jeśli chcesz być ZE MNĄ naprawdę, to bądź DLA MNIE naprawdę, także wtedy, gdy cię potrzebuję. Wiele razy się zawiodłam. Jestem juz zmęczona, bo zbyt długo uczyłam się dostrzegać, jak wiele jestem warta.

Wiem, czego chcę od życia. Wiem, czego chcę od relacji z przyjaciółmi i rodziną. Wiem też czego chcę od partnera. Pragnę być z kimś, kto jest świadomy, jaka kobieta go uszczęśliwi, jaki związek sprawi, że będzie chciał zrobić wszystko, by go utrzymać. Muszę wiedzieć, że ty także masz swoje oczekiwania, o których potrafisz szczerze rozmawiać. Nie potrafię czytać w myślach. Potrzebuję kogoś, kto umie się otworzyć i opowiedzieć mi o tym, jakie ma wobec mnie zamiary.

Jeśli zdołasz zdobyć moje zaufanie, zdobędziesz je na całe życie. Ale jestem lojalna i ufna jedynie wobec tych, którzy odpłacają mi się tym samym. Nie licz na moją lojalność, jeśli nie traktujesz mnie poważnie. Nie będę  z tobą flirtować, skoro widzisz we mnie jedynie chwilową zabawkę. Nie zwrócę na ciebie uwagi, jeśli poczuję, że twoje intencje nie są prawdziwe. Muszę wiedzieć, że twoje serce czuje to samo, co moje.

Wiem, jesteś teraz przerażony. Ale taka dla mnie powinna być miłość. Bezkompromisowa. Powinniśmy być w stanie stawić czoła swoim obawom. Jeśli za bardzo się boisz, by podążać dalej za mną, odejdź już teraz.