Miewasz napady paniki? Czy wiesz, jak sobie z nimi radzić?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 lipca 2018
Fot. iStock/martin-dm
 

Twoje serce zaczyna bić szybciej i mocniej. Świat wiruje. Masz wrażenie, że zaraz zwymiotujesz. Pocą ci się ręce. Nie możesz jasno myśleć, bo setki rzeczy nagle krąży w twojej głowie. Masz wrażenie, że zaraz zwariujesz… I nie możesz nad tym wszystkim zapanować.

Brzmi znajomo? Nie jesteś sama, każdego miesiąca miliony ludzi doświadczają ataku paniki.

Co tak naprawdę się dzieje? Okazuje się, że kiedy twój mózg dostrzega niebezpieczeństwo w postaci ogromnego stresu, przechodzi w tryb walki lub ucieczki. Atak paniki to reakcja często na fałszywy alarm, kiedy tak naprawdę nic strasznego w efekcie się nie dzieje. Bywa jednak bardzo uciążliwe i wyczerpujące.

Jak sobie radzić z napadami paniki?

Pamiętaj, że to się skończy

Przeciętny atak paniki trwa około 10 minut. I choć trudno ci w to uwierzyć, na pewno się skończy.

Wiele osób uważa, że warto przez ten czas wbić sobie do głowy mantrę i powtarzać: „to się skończy” albo „jestem bezpieczny” lub „wszystko jest w porządku.” Jeśli czujesz, że zaczynasz panikować przy kimś bliskim, poproś żeby uspokajał cię właśnie tymi słowami.

Oddychaj

Brzmi banalnie, prawda? Ale skupienie się na oddechu naprawdę działa. Wiele osób wpadając w panikę się hiperwentyluje, co może wywoływać uczucie duszności i zawrotów głowy. Kontrolując oddech, możesz kontrolować emocje. Upewnij się, że oddychasz z przepony.

Możesz wypróbować kilka różnych technik oddychania. Jedna z nich to 4-7-8. Wypuść powietrze, następnie weź oddech przez noc licząc do czterech i wstrzymaj go licząc do siedmiu. Wydychaj licząc do ośmiu. Powtarzaj ten sposób oddychania tak długo, jak tego potrzebujesz.

Inna technika oddychania nazywana jest oddychaniem naprzemiennym. Zatkaj prawą dziurkę nosa kciukiem i wdychaj powietrze przez lewą. Następnie na krótko zatkaj nos i wstrzymaj oddech na chwilę. Następnie palcem serdecznym zamknij lewą dziurkę w nosie, by można było wydychać powietrze przez prawe nozdrze. Powtórz, zaczynając od wdechu prawą dziurką nosa. Może się to wydać na początku skomplikowane, ale pomaga, naprawdę.

Przeczekaj

Kiedy ogarnia cię atak paniki, chcesz zrobić wszystko, bo go zatrzymać, tym samym często pogarszając sytuację. Zamiast z nim walczyć, poczekaj. Nie bój się. Przecież w gruncie rzeczy wiesz, że atak paniki jest nieszkodliwy. Mów o tym, co czujesz głośno, to pomaga zapanować nad strachem.

Rusz się

Napad paniki często wiąże się z odrętwieniem ciała i ostatnią rzeczą na jaką masz ochotę, jest jakakolwiek aktywność. Jednak to właśnie ruch spala energię, rozprasza cię i daje twojemu ciału znak, że nie jesteś w niebezpieczeństwie. Zrób coś, rusz się, zacznij machać rękami, klaskać, tańczyć, klepać się po nogach. Dotyczy to również twoich strun głosowych: krzyczenie do poduszki czy śpiewanie, może także pomóc spalić nadmiar energii.

Zatroszcz się o siebie

Wreszcie, kiedy wszystko się skończy, zrób coś dla siebie – kąpiel, smaczny posiłek, książka, film, a może spacer. Coś, co pozwoli ci się zrelaksować, poczuć ponownie dobrze. Im więcej będziesz dawać sobie, tym rzadziej ataki paniki będą występować.


źródło: Psychocentral

 


Nie błagaj, żeby został, gdy on postanawia odejść. Nie strasz go. Jeśli naprawdę cię kocha – wróci

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
9 lipca 2018
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
 

Dzwoni przyjaciółka. Rzadko ostatnio rozmawiamy, odległość też nie sprzyja spotkaniom. Ale po kilku dobrych tygodniach odbieram telefon i słyszę: „On odchodzi, rozumiesz? Zostawia mnie! Jak on tak może. Przecież ja go kocham!”. Jestem w lekkim szoku. Okazuje się jednak, że po 12 latach małżeństwach, dwójce dzieci, on ma romans, znalazł kochankę i to dla niej postanowił odejść.

Przyjaciółka załamana pyta, jak o niego walczyć, jak go zatrzymać. Przecież to niemożliwe, żeby on ją kochał, to tylko seks, a ich łączy tak wiele… W sumie 15 lat wspólnego życia. Gadamy całą noc… krok po kroku analizując, co się stało. Na koniec jednego jestem pewna – nigdy nie błagaj faceta, żeby został. Choćby nie wiem, jak bolało, jak bardzo byś cierpiała, nigdy tego nie rób, jeśli on już postanowił. Puść to. Jeśli pakuje walizki – nie walcz z nim. A jeśli kocha cię naprawdę wróci… szybciej niż się spodziewasz. Naprawdę.

Nie strasz go, że nie zobaczy dzieci

„A dzieci, co z dziećmi?” – pytamy, gdy on chce odejść. Doskonale wiemy, że to słaby punkt, że tutaj najłatwiej w niego uderzyć, żeby jego też zabolało. Chcesz go zastraszyć? Nie tędy droga, on nie odchodzi od swoich dzieci, tylko od ciebie. Taka jest smutna i cholernie bolesna prawda. Jasne, możemy myśleć, że odchodzi od waszego życia – także tego rodzinnego. Ale zastanów się. Chciałabyś, żeby został tylko dlatego, że go nastraszyłaś? Że uwierzył, że odbierzesz mu prawo do kontaktowania się z dziećmi? Kogo bardziej skrzywdzisz? Jego, siebie czy dzieciaki?

Nie groź, że nigdy nie będzie mógł wrócić

Dzisiaj w to wierzysz. Krzyczysz, że jeśli tylko zamknie za sobą drzwi, już nigdy nimi nie wejdzie. Zamykasz dla niego dom, swoje serce, emocje – wszystko! Tylko uważaj, co mówisz. Za każde nasze słowo musimy wziąć odpowiedzialność i liczyć się z jego konsekwencjami. Jeśli zagrozisz mu, że nigdy nie będzie mógł wrócić, on nigdy nie poprosi o kolejną szansę, rozmowę. Jeśli tego chcesz – okej, ale jeśli nie chcesz zamknąć mu drogi powrotu, nie groź brakiem jakiejkolwiek szansy w przyszłości.

Nie strasz, że wszystkim opowiesz, jakim jest draniem

Choć masz ochotę zadzwonić do jego matki, szefa, siostry, brata. Powiedzieć wszystkim, co ci zrobił, jak podle postąpił – wstrzymaj się. Niech ochłoną pierwsze emocje, daj sobie czas. Pod wpływem złości potrafimy robić wiele przykrych rzeczy, których później żałujemy. Masz prawo mówić o tym, co ci zrobił, ale czy na pewno chcesz to robić pod wpływem tego nagłego impulsu?

Nie mów, że go nie kochasz

Choć w tym momencie z pewnością go nienawidzisz. Ale w tym piekle było już wiele kobiet, wiele mówiło to, czego później żałowało. Wiele tęskniło za tą miłością, nie mogło sobie poradzić z jej brakiem. Nie można kogoś przestać kochać z dnia na dzień, z minuty na minutę. To proces, który być może nigdy się nie kończy. Dzisiaj nie wiesz, co czujesz, targają tobą silne emocje trudne do rozszyfrowania. Nie wiesz, czy dać się ponieść złości czy rozpaczy, choć jedna i druga ciągnie cię w dół. To okrutne, jak postąpił, ale poczekaj, na mówienie, że nie kochasz, przyjdzie czas, kiedy naprawdę to poczujesz.

Jeśli zdradził – nie oskarżaj jej

Nie mów, że to dziwka, ku*wa, że za nic ma miłość, związek, rodzinę. Że jak z takim kimś można budować swoje życie, że na pewno nie będzie szczęśliwy i prędzej czy później ona zdradzi jego. Hej – to sprawa między tobą a nim. Ubliżanie kochance do niczego nie prowadzi. Nie zniechęcisz go do niej, a raczej jego do siebie… Bo to on będzie wywracał oczami i powtarzał, że histeryzujesz i niczego nie rozumiesz (pewnie doda jeszcze „jak zawsze”). To doprowadza do furii, chciałabyś go rozszarpać i ją także. Ale to droga donikąd. W ten sposób nie wygrasz jego miłości.

I choć dzisiaj boli cię całe ciało, rozsypałaś się na tysiące kawałków, których nie da się pozbierać, daj sobie czas. Po prostu. Skup się na sobie – to najlepsze, co możesz dla siebie zrobić. Odrzuć te wszystkie natrętne myśli: „Dlaczego?”, „Co zrobiłam źle”, „Gdzie popełniłam błąd”, „Jak mogłam nic nie zauważyć”. Pomyśl o swoich uczuciach, o tym co w tobie jest – smutek, złość, rozpacz, nienawiść, rozczarowanie, tęsknota. Nie obwiniaj się. To nie pora na rachunek sumienia. Skup się na tym, żeby wstać każdego dnia, zająć się sobą, domem dziećmi. Zrób coś dla siebie, co lubisz, a o czym zapomniałaś. W tym bólu staraj się funkcjonować ze wszystkich sił. Idź na spacer z dziećmi, wyjedź z nimi nad morze, odetnij się od tego co tu i teraz. A on? Jeśli naprawdę cię kocha – wróci i nie będzie to ani twoim zwycięstwem, ani porażką, bo mu na to pozwolisz. Wróci, bo kocha, bo zrozumiał, co i kto dla niego w życiu jest najważniejsze.

– A jeśli nie wróci? – spytała przyjaciółka. Życie toczy się dalej, choć czasami tak cholernie boli, ale to nigdy nie przekreśla twojej szansy na szczęście.


„Chcę być dumna i szczęśliwa, że w objęciach jednej ręki mam swój cały świat”

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
9 lipca 2018
Fot. iStock / ljubaphoto

Droga Mamo!

Na początku mojego listu chciałabym Cię uświadomić, że bardzo mi Ciebie brakuje i choć jestem poza domem już prawie pięć lat to każdego dnia myślę o Tobie i nie przestaję tęsknić. Mimo, że mam niecałe szesnaście lat, zdążyłam nauczyć się samodzielności i poznać życie w dobrym i złym znaczeniu. 

Odkąd pamiętam, w domu nie było lekko. Sytuacja finansowa bywała fatalna. Nie było nas stać na normalne jedzenie, a co dopiero na przyjemności. Również przemoc i używki, które zażywał Twój były partner, który miał zastąpić nam ojca, którego obecności i miłości nie zaznaliśmy w swoim życiu, były nieuniknione. Spoglądałam na jego stan i podejście do Ciebie ze strachem w oczach i pewnego dnia pomyślałam, że może zacznę funkcjonować tak samo, bo przecież „swój swojemu” nic nie zrobi. Do tej pory żałuję tej decyzji. 

W domu swój czas poświęcałaś na zamartwianie się, co dziś będzie przyczyną awantur i nastawiałaś się na to psychicznie, przez co czas dla nas miałaś ograniczony, a właściwie prawie w ogóle go nie było. Z biegiem czasu zaczęłam to wykorzystywać wiedząc, że przejmujesz się czymś zupełnie innym. Chciałam również wyrwać się od tej monotonii i problemów, które panowały u nas w domu i zaczęłam uciekać, znikać na noce z nieodpowiednim o wiele starszym towarzystwem, które ciągnęło mnie na dno. 

Jako jedenastoletnie dziecko zaczęłam pić, zażywać narkotyki, kraść, wdawać się w bójki. Kilka miesięcy później trafiłam do domu dziecka, gdzie zaczęłam się zastanawiać „jak by to było, gdyby mogło być inaczej”, ale było już za późno. Zaczęło brakować mi znajomych, którzy ściągnęli mnie na dno, po czym nie zastanawiali się nawet, co się ze mną dzieje. Na tamten moment tego nie zauważałam i uciekałam z placówki.

Po trzech miesiącach trafiłam do młodzieżowego ośrodka socjoterapii, z którego po miesiącu zostałam karnie przekierowana do młodzieżowego ośrodka wychowawczego. Tam już nie było tak łatwo jak sobie wyobrażałam. Wszystkie dziewczyny starsze, dyscyplina, nowe zasady, konsekwencje i nowe życie, do którego nie umiałam się przyzwyczaić. Jako dziecko w takim miejscu zaczęłam coraz częściej myśleć o Tobie. Co robisz, czy jesteś bezpieczna. Gdy zasypiałam, marzyłam o tym, jak mnie przytulasz, rozmawiasz ze mną, o wspólnych wyjazdach, których nigdy nie było. Wyobrażałam sobie, że osiągam jakieś sukcesy, a ty jesteś ze mnie dumna. Ale to były tylko moje pragnienia, marzenia. Zdawałam sobie sprawę, że nie da się cofnąć czasu i między nami nie będzie tak dobrze już nigdy, bo wszystko, co dobre i złe zostaje w naszej głowie już na zawsze, a w naszym wypadku tych dobrych sytuacji było bardzo mało i nie było, czego wspominać z uśmiechem na twarzy. 

Obiecałam sobie, że w przyszłości nie pozwolę na to, by moje dziecko musiało przeżywać to co ja, bo to nic dobrego zaznać takiego życia, jakie prowadziłam dotychczas. Bywały czasy, kiedy żyłam na ulicy, bo po prostu tak wolałam. Wybrałam używki i ucieczki z ośrodków, były dla mnie codziennością. Wtedy też myślałam o Tobie i o tym jak żyjesz. Pewnego razu poczułam się bardzo źle, więc przyszłam do Ciebie. W ten sam dzień poszłam do lekarza i okazało się, że zostanę mamą. Wszystko od tej pory się zmieniło i choć sama nie wierzyłam w siebie, że wyjdę z tego bagna, ten mały skarb, który noszę pod sercem, dał mi motywację na zmianę. To dla niego chcę być lepsza!

Już za cztery miesiące maluszek przyjdzie na świat i boli mnie to, że nie chcesz dać mi szansy, tym bardziej, że sama zostałaś młodą mamą, bo byłaś starsza ode mnie tylko o rok. W domu sytuacja diametralnie się zmieniła, masz partnera, który dba o to, by było dobrze, sama masz pracę, a przeszkodą jest dla Ciebie to, by wziąć mnie z dzieckiem pod swój dach. Przykro mi, ale walczę o to, by zostać z maluszkiem w domu dziecka, gdzie przebywam, bo nie wyobrażam sobie tego, by mogli nas rozdzielić. Z autopsji wiem, że rozłąka dziecka z matką to coś najgorszego. Choć ojciec mojego dziecka się wypiera i chce zostawić mnie z tym wszystkim samą, to chcę stworzyć mojemu dziecku najlepsze życie, jakie tylko mogę. Zależy mi na tym, bym każdego dnia mogła cieszyć się, że mam przy sobie całe moje szczęście i być dumna, że w objęciach jednej ręki mam swój cały świat. 

Chcę być przy każdym jego płaczu, słyszeć jego oddech, śmiech, pierwsze słowa… Obserwować każdy jego uśmiech, to jak się rozwija, jak stawia pierwsze kroki i cieszy się życiem. Pragnę każdego dnia czuć bicie jego serduszka, troszczyć się, obdarzać bezwarunkową miłością, jakiej nigdy nie zaznałam. Mimo młodego wieku chcę być cudowną mamą, taką, na jaką zasługuje każde dziecko. Mam nadzieję, że mi się to uda.

Jeśli zobaczysz, że nie jestem taka zła, może zechcesz mi pomóc. No, bo wiesz mamo… Sama będąc matką na pewno byłabym pewniejsza, że mając Cię przy sobie, lepiej sobie poradzę w macierzyństwie. Jeśli jednak będzie inaczej, to wiedz, że się nie zamierzam się poddać. Będę walczyć o szczęście mojego dziecka do końca! Ale choć jest między nami jak jest, to nie zwątpię w Ciebie!

Pamiętaj, że nie każdy, kogo skreślasz Ty, skreśla Ciebie. Zawsze będziesz dla mnie wspaniałą kobietą, bo już wiem, co przeżywałaś nosząc mnie pod sercem dziewięć miesięcy. Po tych wszystkich ciężkich przeżyciach i tak się nie poddałaś i nadal przy mnie jesteś. Może nie jest tak, jakbym tego chciała, ale wiem, że po tych wszystkich latach, gdy sprawiałam Ci problemy, nie mogę oczekiwać cudów. To, że przy mnie nadal jesteś, ma dla mnie ogromne znaczenie. Za to co dla mnie robisz bardzo Ci dziękuję. Dziękuję za każdą chwilę spędzoną wspólnie, wsparcie na miarę Twoich możliwości, cierpliwość i motywację, którą mnie obdarzasz. Jest między nami ciężko, choć lepiej niż było, ale mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej. Nic nie zmienia faktu, że Ty zawsze będziesz moją mamą, a ja Twoją córką. 

Na końcu mojego listu jeszcze raz przypominam ci, że bardzo za Tobą tęsknię i mimo lat, które spędziłam bez Ciebie, nadal czuję potrzebę byś była przy mnie. Bardzo za Tobą tęsknię. Przesyłam pozdrowienia, i pamiętaj, że bardzo Cię kocham!

Twoja córka


 

✔️List został napisany w ramach ogłoszonego przez Fundację po DRUGIE konkursu literackiego zorganizowanego we współpracy z firmą kosmetyczną BANDI i Stowarzyszeniem Ladies First
✔️ Dziewczęta z placówek resocjalizacyjnych, socjalizacyjnych, domów dziecka i rodzin zastępczych przesłały do nas ponad 60 niezwykłych prac i zgodziły się podzielić ich treścią z szerszą publicznością.
✔️Działanie jest realizowane w ramach kampanii społecznej Czytamy dla mamy

#młodzież #podrugie #budujemydom #matkanastolatka #czytamydlamamy


Zobacz także

„Chcesz uporządkować swoje życie? Uporządkuj przestrzeń wokół siebie”. Ruszamy z nową akcją

Kochaj niedoskonałego. Jak idealizowanie partnera może zniszczyć twój związek

Chociaż socjopaci różnią się od siebie, jest kilka zachowań dla nich charakterystycznych