„Mam HIV i nie chcę o tym mówić każdemu mężczyźnie, który chciałby ze mną pójść do łóżka”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 października 2015
Fot. iStock
 

– Nie traktujcie mnie jak przestępcę tylko dlatego, że komuś nie powiem, że jestem zakażona wirusem HIV – mówi Monika, która piętnuje niską świadomość społeczną na temat współczesnej wiedzy o wirusie. – Kiedy zestawiamy seks z HIV, to pierwszym i jedynym komunikatem, jaki dostajemy, jest: „Seks z osobą zakażoną HIV to wyrok śmierci”. – Jestem zakażona HIV, czyli seropozytywna i nie godzę się z takim stygmatyzowaniem.  Jednemu z partnerów nie powiedziałam, że jestem zakażona.

Matka z HIV

Monikę poznałam kilka miesięcy temu, przy okazji rozmowy o kobietach zakażonych HIV, które urodziły dzieci. Monika ma syna – zdrowego. O tym, że jest nosicielką HIV, wiedziała jeszcze przed skończeniem osiemnastu lat.  – Mieszkałam w tak zwanym blokowisku, wychowywało mnie osiedlowe towarzystwo z jednej z dzielnic Gdańska. Przesiadywaliśmy na klatkach schodowych, pod blokami. Zakochałam się. Na jednej z imprez on namówił mnie na  heroinę. Chciałam mu się przypodobać. Głupia nastolatka. Ćpałam kilka miesięcy, zakaziłam się przez strzykawkę – opowiada.

Świadomość, że jest nosicielką, pozwoliła jej urodzić zdrowe dziecko, dzięki  przyjmowaniu w ciąży odpowiednich leków. – Do dziś wiele osób myśli, że jeśli kobieta jest nosicielką wirusa HIV, to nie powinna mieć dzieci, gdyż ryzyko zakażenia jest zbyt duże. To pokazuje doskonale, jaki jest poziom naszej wiedzy na temat HIV. Dzisiaj kobieta z dodatnim wynikiem rodzi zdrowe dzieci. Sama jestem mamą, a mój syn nie jest nosicielem – podkreśla.

Kobieta z HIV

Jest nosicielką HIV od 23 lat. Z uzależnieniem od narkotyków pożegnała się w wieku 17 lat. – Wyszłam z tego raczej bez trudu, praktycznie sama, bo metody resocjalizacji w tamtym czasie były dramatyczne, rzadko komu udawało się wyjść z nałogu – mówi. Monika zdała maturę, ukończyła studia z wyróżnieniem. Dzisiaj pracuje wśród ludzi, na dobrym stanowisku, jest cenionym pracownikiem. Nie uważa się za siłaczkę, za kogoś wyjątkowego, nie mówi: „Patrzcie, mam HIV, ale mi się udało”.

Ma jedno pragnienie: – Chciałabym walczyć ze stereotypem, że wszystko, czego może pragnąć kobieta z HIV dodatnim, czyli taka jak ja, to normalność: mąż, rodzina, dziecko przede wszystkim. Nie ma mowy o rozwodzie, zdradzie, kochanku. Masz męża i zdrowe dziecko, więc się ciesz, bo złapałaś Pana Boga za nogi, kto by pomyślał, że tak ci się uda. Tymczasem ja jestem zwyczajną kobietą, z problemami i pragnieniami jak inne. HIV nie wyzuło mnie z kobiecości – tłumaczy Monika.

Jej życie nie układa się jednak tak, jakby inni jej życzyli. – Owszem, mam syna, którego kocham nad życie,  ale jestem w trakcie rozwodu. I proszę od razu nie myśleć, że mąż mnie zostawia, bo jestem chora. On wiedział od początku, nie zakaził się przez osiem lat naszego małżeństwa, zresztą żadna z zakażonych kobiet, które znam, nie zakaziła nigdy swojego partnera. Rozwodzimy się z takich samych powodów, jak większość ludzi, nie dogadywaliśmy się. Monika za rok skończy 40 lat. Jej zdaniem, to najlepszy wiek dla kobiety, także dla jej życia seksualnego. – Znam siebie, swój organizm, wiem, co sprawia mi przyjemność i jak sprawiać przyjemność mężczyźnie.

Panuje pogląd, że kobiety seropozytywne są kiepskie w łóżku. To mit. Nim wyszłam za mąż, spotykałam mężczyzn, którzy wiedząc, że jestem seropozytywna decydowali się na seks ze mną. Może to była tylko ciekawość? Różnie reagowali. Jeden powiedział mi, że seks ze mną to dla niego taka adrenalina, jak igranie ze śmiercią. Nigdy więcej się z nim nie spotkałam. Byli też tacy, którzy mówili, że nie ma problemu, zabezpieczali się. Wszyscy twierdzili, że rzadko zdarzało im się być  z tak namiętną kobietą. Tylko raz facet uciekł z sypialni – tłumaczy Monika.

HIV – zerowe ryzyko?

Wirusem HIV można zakazić się na trzy sposoby – przez krew, stosunek płciowy oraz zakazić może się dziecko od matki, jeśli ta nie podjęła leczenia, nie wiedziała w czasie ciąży, że jest nosicielką.

Dzisiaj nadal pokutuje w nas przekonanie, że seks plus HIV równa się śmiertelne ryzyko, choć medycyna znacznie poszerzyła wiedzę na ten temat. Czy wiecie, że jeden na 900 stosunków kończy się zakażeniem? Że jedynie w 10 procentach przypadków seks z osobą, która od niedawna jest nosicielem HIV, występuje ryzyko zakażenia? I tu nie chodzi o przesłanie: „Uprawiajcie seks z osobami zakażonymi”. Tu mowa o tym, że ten seks jest możliwy i nie musi być wyrokiem śmierci, a osoby, które są nosicielami, mają do niego prawo, tak jak każdy inny człowiek.

Seks analny i waginalny z użyciem prezerwatywy, to zerowe ryzyko zakażenia, podobnie jak seks oralny (ważne, by w tym przypadku nie występowały otwarte rany ust). Nie zakazimy się przez całowanie, gdyż ślina zawiera substancje zabijające wirus HIV. Co więcej, osoby zakażone, które podejmują leczenie i mają niewykrywalny przy standardowym badaniu poziom wirusa, nie zakażą partnera nawet podczas seksu bez zabezpieczenia, gdyż poziom materiału zakaźnego jest tak niski, że nie stanowi zagrożenia.

Fot. Pixabay / stokpic / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / stokpic / CC0 Public Domain

Monika  podkreśla, że nawet obecnie z rozmaitych  kampanii społecznych ludzie mogą się dowiedzieć przede wszystkim tego, że nie zakażą się przez dotyk. – Najczęściej bezpośrednio po tej informacji słyszymy, że kobieta „pozytywna” może urodzić zdrowe dziecko. Seks, czyli to, co wszystkich interesuje najbardziej i co prowadzi do owej ciąży, zostaje dziwnie pominięty. A przecież informacja, że kobieta zakażona może urodzić zdrowe dziecko, jest właśnie dowodem tego, jak poszerzyła się wiedza na temat HIV. Dziś możemy mówić, że do zakażenia HIV dochodzi niezwykle rzadko. Dlatego nie można nas traktować jak zagrożenia lub przestępców. Nie zgadza się to nie tylko ze współczesnym stanem medycyny, ale także ze społeczną równością – tłumaczy.

HIV? Nie, dziękuję

W polskim prawie na osobie zakażonej wirusem ciąży obowiązek poinformowania każdego partnera seksualnego o swoim statusie HIV. Nieujawnienie tej informacji bez względu na to, czy doszło do zakażenia, może być podstawą do oskarżenia o przestępstwo. Artykuł 161. paragraf 1. kodeksu karnego brzmi: „Kto, wiedząc, że jest zarażony wirusem HIV, naraża bezpośrednio inną osobę na takie zarażenie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Monikę oburza ten zapis. – Nie jestem zagrożeniem. Dlaczego to ja mam dbać o zdrowie mężczyzny, który chce mnie zaciągnąć do łóżka. Poznajemy się w knajpie. Miły wieczór, on proponuje, żebyśmy skończyli go u niego. I co? Mam mu powiedzieć: Hej, słuchaj stary, musisz tylko wiedzieć, że mam HIV?!? Przecież to on, proponując seks kobiecie, którą poznał kilka godzin wcześniej, powinien mieć przy sobie prezerwatywę. Oprócz HIV są przecież jeszcze choroby weneryczne. To nie ja ciągnę go do łóżka. Z drugiej strony, może mam ochotę na seks z tym facetem. Na przygodę. Miałam kiedyś partnera, któremu nie powiedziałam, że jestem zakażona,  on był zdrowy. Kiedy spytałam, czy ma HIV, obruszył się, pytając za kogo go uważam. Zawsze ja myślałam o tym, żeby się zabezpieczyć, on nigdy. To był krótki, ale intensywny romans. Nie przyznał się, że ma żonę, kiedy się dowiedziałam, skończyłam to”.

Monika pyta, czy rozumiem, że HIV brzmi jak wyrok; masz HIV – to na razie. Niekoniecznie chcę utrzymywać z tobą kontakt. – Ja wiem, że mogę powiedzieć o tym ludziom, którym zaufam, na których akceptację mogę liczyć. Nie jestem ofiarą, nie potrzebuję litości. To, czego potrzebuję, to swoich praw i zdecydowanie większej świadomości społecznej, rozmowy o tym, jak dziś wygląda ryzyko zakażenia – mówi. Nosiciele wirusa HIV, którzy przyjmują leki antyretrowirusowe, zmniejszają ryzyko zakażenia nawet o 96 procent! O tym faktycznie rzadko słyszymy. – Nie widzę dzisiaj powodów, by osoby seropozytywne, które biorą leki, dzięki którym obniżają do minimum poziom wirusa w organizmie, ograniczały swoją aktywność seksualną. Marzy mi się emancypacja, coś w rodzaju „czarne jest piękne” czy „Gay pride”.

Wiele krajów zaczęło zmieniać ustawodawstwo. Chociażby Kanada – tam  osoba seropozytywna, która uprawia seks używając prezerwatywy, nie musi mówić, że jest zakażona. Bardzo chciałabym uczestniczyć w czymś takim w Polsce. Być cząstką ruchu emancypacji osób seropozytywnych. A jednocześnie mam dziecko, nie mogę firmować swoją twarzą, zasadniczo twarzą sukcesu, sprawy HIV, ponieważ mogłoby to zaszkodzić mojemu synowi. Oto cała złożoność sytuacji – wyjaśnia Monika.


 

*Dane bohaterki na jej prośbę zostały zmienione.


Marzysz o czymś, a nie potrafisz tego osiągnąć? Ej, może wcale tego nie chcesz? Jak ruszyć z miejsca w 8 krokach

Karolina Cwalina
Karolina Cwalina
2 października 2015
Marzysz o czymś, a nie potrafisz tego osiągnąć? Ej, może wcale tego nie chcesz? Jak ruszyć z miejsca w 8 krokach
Fot. iStock – Marzysz o czymś, a nie potrafisz tego osiągnąć? Ej, może wcale tego nie chcesz? Jak ruszyć z miejsca w 8 krokach
 

Często myślimy, że czegoś chcemy, a potem okazuje się, że jednak to nie jest to. Zdobywamy, jak nam się wydawało, wymarzoną pracę, a czujemy, że nie daje nam satysfakcji. Często myślimy, że coś jest dla nas, a potem okazuje się, ze w ogóle nam to nie pasuje. Wchodzimy w związki, w których trwamy, mimo że wiemy, że nie jesteśmy w nich szczęśliwi. Często myślimy, że damy radę coś zrobić, a potem okazuje się, że sytuacja nas przerosła. A wszystkie te momenty traktujemy jak porażki, które demotywują przy dalszych poszukiwaniach i próbach.

Czy to znaczy, że za dużo myślimy, a mało próbujemy, działamy, robimy?

Aby coś poczuć, trzeba najpierw sprawdzić, czy to nam odpowiada, czy jest dla nas, czy na pewno tego właśnie oczekujemy. Tak zaczynamy badać nasze potrzeby, a niekiedy pragnienia, które kryły się w naszej głowie.

Co zrobić kiedy jednak czegoś naprawdę bardzo chcemy, ale nie potrafimy się zmobilizować do działania? Wszyscy na około mówią nam: „Dasz radę“, „Zrób to“ , „ To jest właśnie idealne dla Ciebie“. Paradoksalnie kiedy inni zaczynają nam doradzać, tracimy energię do działania. Nagle powstaje w naszej głowie blokada. Skąd to się bierze? Czyżbyśmy się bali, że skoro inni w nas wierzą, a coś nam się jednak nie uda, to wtedy przeżyjemy prawdziwą porażkę i zawód? Boimy się, że kiedy nie podołamy inni uznają nas za nieudaczników? Teorii jest wiele, ale sprawdzony sposób, aby ruszyć z miejsca i pokazać innym jakie mamy możliwości do osiągania założonych przez siebie celów jest jeden.

Jak ruszyć z miejsca w 8 krokach

1. Zrelaksuj się

Na siłę nic nie zrobisz. Mitem jest, że praca pod presją czasu czy otoczenia jest najbardziej efektywna. Owszem, zdarzają się sytuacje kryzysowe, kiedy w godzinę potrafimy zrobić rzeczy, które zajęłyby nam cały dzień. Jednak stałe działanie w tym modelu powoduje tylko stres i zmęczenie. Weź głęboki oddech zanim ruszysz do boju. Zrób coś dla siebie. Krótki spacer z ulubioną muzyką, kiedy uwolnisz swoje myśli i skupisz się na sobie, przed dniem pracy działa lepiej niż niejedna kawa. Pamiętaj, że zrelaksowany, wypoczęty umysł jest najbardziej kreatywny.

2. Poszukaj inspiracji

Czasami genialne pomysły pojawiają się niespodziewanie. Wystarczy, że przeczytasz gazetę, książkę, zajrzysz do Internetu… Inspiracje są wszędzie. Miej oczy i uszy szeroko otwarte. Dla mnie taką inspiracją zawsze były podróże. Poza odpoczynkiem i spokojem, poznawanie innych kultur, innego spojrzenia na rzeczywistość wnosi do mojego życia mnóstwo pomysłów, energii i pasji. Spotkania z fascynującymi ludźmi to zawsze największa inspiracja. Bądź otwarty na doświadczenia. Próbuj, słuchaj, obserwuj. Genialny pomysł może zrodzić się w najmniej oczekiwanej sytuacji.

3. Zapisuj co Cię zaintryguje

Bądź czujny. Miej zawsze przy sobie kartkę, długopis, albo… możesz telefonem zrobić zdjęcie. Coś, co na początku Cię tylko zastanowi, potem może przynieść dobre pomysły i motywację do działania. Stwórz folder lub zeszyt, gdzie będziesz zapisywać wszystkie ciekawe obserwacje, gromadzić zdjęcia inspirujących rozwiązań, nazwy projektów czy adresy stron internetowych, na które lubisz zaglądać. Raz na jakiś czas przeglądaj wszystkie te wycinki. To wyjątkowa baza inspiracji, która działa jak puzzle. Dobrze połączone, mogą stworzyć coś wyjątkowego. Nie pozwalaj uciekać inspirującym myślom!

4. Określ priorytety

Co jest dla Ciebie najważniejsze? Na czym najpierw powinieneś się skupić, aby dalsze kroki były tylko kontynuacją? Zastanów się, od czego możesz zacząć, aby ułatwić sobie dalszą pracę. Staraj się przemyśleć, które zadania są kluczowe, na czym najbardziej Ci zależy. Wbrew pozorom jest to jeden z najtrudniejszych momentów pracy nad sobą i swoimi celami. Często ilość rzeczy do zrobienia może przytłoczyć. To właśnie wtedy najczęściej potrzeba wsparcia kogoś, kto uporządkuje nasze myśli i pomoże ustalić priorytety.

3. Stwórz plan działania

Podziel swój plan na etapy. Co chcesz zrobić na początku, na czym chcesz się skupić w następnej kolejności. Spisz na kartce bardzo szczegółowo wszystkie rzeczy, które masz do zrobienia i uszereguj je od najistotniejszego bądź najbardziej czasochłonnego. I właśnie od pierwszego zacznij pracę. Jeśli uda Ci się przejść przez czynności, które wymagały najwięcej poświęcenia, kolejne kroki będą tylko czystą przyjemnością.

4. Zaplanuj obowiązki

Ile czasu zajmują Ci poszczególne rzeczy? Zastanów się, ile jesteś w stanie zrobić dzisiejszego dnia i staraj się maksymalnie wykorzystać ten czas. Jednak nigdy nie bierz na głowę za dużo. Stres i poczucie braku czasu działają motywująco tylko na krótką metę, w sytuacjach kryzysowych. Ten utrzymujący się permanentnie stan doprowadza do spadku efektywności pracy. Pamiętaj: planuj tylko 80% własnego czasu, resztę pozostaw na sytuacje niespodziewane. Nie zapominaj też o regularnych, krótkich przerwach, kiedy uwolnisz swoje myśli i wrócisz do pracy ze zdwojoną siłą.

Marzysz o czymś, a nie potrafisz tego osiągnąć? Ej, może wcale tego nie chcesz? Jak ruszyć z miejsca w 8 krokach

Fot. iStock / Victor_Tongdee

5. Pomyśl nad planem B

Jako coach wyznaję zasadę, że trzeba mieć mocny plan A i to na nim należy się skupiać, nie myśląc, co będzie jeśli się nie uda. Jednak jako zwykły człowiek wiem, że posiadanie  awaryjnego planu daje wewnętrzny spokój, którego wszyscy potrzebujemy. Spontaniczne stawianie wszystkiego na jedną kartę sprawdza się rzadko i to głównie w filmach. Zastanów się, co będzie jeśli pomysł na biznes się nie uda. Oszczędzaj, zabezpiecz się finansowo na kilka miesięcy do przodu lub znajdź alternatywną, pewną pracę, którą możesz wybrać jeśli coś się nie uda. Taki plan zapewnia poczucie bezpieczeństwa, które pozwala potem w pełni skupić się na pracy.

6. Dodawaj nowości do swojego planu – urozmaicaj go

Nie bój się nowości. Jeżeli nagle pojawi Ci się dobry pomysł – nie rezygnuj z niego. Zapisz go – być może przyjdzie odpowiedni czas na jego realizację. A jeśli tylko jest taka możliwość, staraj się harmonijnie wpleść go do wcześniej założonego planu. Może zrodzi się z tego ciekawa współpraca z kimś, kogo działalność cenisz. Może znajdziesz ciekawe rozwiązanie, które będziesz mógł zastosować w swojej pracy. Nie bój się odrobinę zmieniać swojej drogi, jeśli tylko nowy pomysł jest tego wart.

7. Wizualizuj swój cel

Wyobraź sobie jak wyglądasz, kiedy jesteś już na końcu drogi i realizujesz swój cel. Postaraj się poczuć te emocje i szczęście, które przyjdą kiedy marzenie się urzeczywistni. Jak wygląda świat dookoła? Co wtedy myślisz? Co mówią do Ciebie najbliżsi? Zbuduj jak najbardziej kompletny obraz tej sytuacji i zachowaj ją w pamięci. To jeden z najlepszych motorów, napędzających do działania. Pielęgnuj ten obraz i sięgaj po niego w chwilach zwątpienia. Zobaczysz, że miną szybciej niż sądzisz.

8. Doceniaj się za małe sukcesy

Nie zapominaj, aby podziękować sobie za to czego już dokonałeś. Marzysz o nowych butach, dobrym obiedzie w ulubionej restauracji, dniu w SPA, a może po prostu o dniu lenistwa z dobrą książką przy herbacie, kiedy nie trzeba się nigdzie spieszyć? Raz na jakiś czas daj sobie dyspensę od ciągłej aktywności. Nikt z nas nie jest maszyną. Naucz się doceniać małe sukcesy i nie czuj się winny, że przychodzą dni, kiedy najbardziej ze wszystkiego potrzebujesz odpoczynku. Byle nie za często!

Trzymając się tych zasad zawsze odnajdziesz chęć do działania oraz zmobilizowania siebie w gorszych momentach. Poznasz dokładnie swoje możliwości. Dowiesz się sam od siebie:

Dlaczego to robisz?
Co dają Ci Twoje działania,
Jaką stajesz się osobą realizując swoje założenia,
Co zyskują inni, kiedy się spełniasz.

Obudzisz w sobie wewnętrznego motywatora – uczucie, które będzie Cię pchało do przodu, ponieważ będziesz wiedzieć, jaki jest cel. Zyskasz niezależność, nieważne co będą mówili ludzie dookoła. Sam poznasz swoje możliwości, a mobilizacja do działania wypłynie prosto z Twojego serca. Na nowo pokochasz swoje życie wiedząc, że to, jak jest, zależy tylko od Ciebie.


O tym jak pasja staje się pracą i sposobem na życie. To naprawdę jest możliwe

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 października 2015
Fot. Materiały prasowe

Historia Justyny jest najlepszym przykładem na to, że marzenia mogą się spełnić, a ich realizacja zależy tylko i wyłącznie od nas samych.

Zaskakująca pasja

Justyna długo poszukiwała swojego hobby, zajęcia. Sama o sobie mówi, że jakakolwiek pasja się jej nie trzymała. Próbowała różnych rzeczy, ale żadna nie zajmowała jej na dłużej. Studiowała zarządzenie, a jako studentka zarabiała jako sprzedawca w kwiaciarni na pasażu handlowym. – Naprzeciwko mojego miejsca pracy był sklep z biżuterią. Lubiłam tam zaglądać, oglądać wystawę – opowiadania Justyna dodając: – Pewnego dnia zobaczyłam piękne kolczyki. Zwariowałam na ich punkcie, ale ich cena była dla mnie nie do przeskoczenia. Byłam studentką dorabiającą w kwiaciarni, która ledwo wiązała koniec z końcem. Na kolczyki nie było mnie stać. Justyna wpadła na pomysł znalezienia tańszej wersji wymarzonej biżuterii. Szukała w sieci sklepów z kolczykami, aż natknęła się na taki, w którym sprzedawano elementy, z których można było tworzyć własną biżuterię. – Tak się to wszystko zaczęło. Justyna najpierw robiła bransoletki, kolczyki dla siebie, a z czasem zamówienia zaczęły spływać od jej przyjaciółek i znajomych. – Kto by pomyślał, że ja będę ślęczeć do białego rana i robić biżuterię, i że będzie mi to sprawiało wielką frajdę – śmieje się Justyna.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Nie myślała jednak wtedy, że hobby może być sposobem na poważny biznes. Skończyła studia, zaczęła pracę w firmie zajmującej się księgowością. Wszystko wskazywało, że to szczęśliwy początek dorosłego życia.

– Powinnam się cieszyć, praca w zawodzie po studiach, etat. Z początku byłam z siebie strasznie dumna, bo miałam dobre stanowisko i możliwości rozwoju – tak przynajmniej mi się wtedy wydawało. Po dziewięciu miesiącach miałam tej pracy serdecznie dość. Na własnej skórze przekonałam się co znaczy mobbing, darmowe nadgodziny, frustracja i wypalenie zawodowe. A miało być tak kolorowo. – wspomina Justyna. – Spokój i odprężenie znajdowałam podczas robienia biżuterii, wieczorami.

A jednak zmiany

– Myślę, że wtedy dojrzewała we mnie myśl o rezygnacji z dotychczasowej pracy – mówi. Decyzję pomógł Justynie podjąć jej narzeczony. Był dla niej wsparciem i wierzył, że z jej pasji można uczynić sposób na życie. – Tak naprawdę to był impuls. Czułam, że wiem, co chcę robić, ale nie miałam pojęcia, jak się do tego zabrać, skąd pozyskać środki. Gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że moja biżuteria będzie znajdować się na zdjęciach w magazynach modowych, pukałabym się w czoło – śmieje się.

– Otworzyłam sklep i choć początki nie należały do łatwych, to jednak mój biznes stworzony z pasji powoli się rozwijał Przełom nadszedł wraz z otwarciem sklepu internetowego, w którym można kupić całą moją kolekcję. Ważne jest dla mnie, by biżuteria powstająca w naszej pracowni była nie tylko piękna, ale także najwyższej jakości, dlatego osobiście kontroluję każdy etap jej powstawania.

Justyna prowadzi swoją działalność już niemal pięć lat. To, jak rozwinęła swój biznes zasługuje na wyjątkową uwagę. – Sklep w internecie otworzył przede mną nowe możliwości, dodał mojej firmie wiatru w żagle. Biżuteria zaczęła docierać do coraz większej liczby odbiorców, zyskiwać w ich oczach uznanie.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Pasja przekuta w sukces

Jednak prawdziwy sukces Justyna odniosła nawiązując współpracę z firmą Swarovski, marką znaną w całym jubilerskim świecie. – Aby zostać uczestnikiem programu Swarovski Elements i móc zamawiać od nich elementy do tworzenia biżuterii, trzeba przejść bardzo dokładny proces weryfikacji. Nam się udało, z czego jestem bardzo dumna i cieszę się, że mogę wzbogacać moje wyroby o tak szlachetne dodatki – cieszy się Justyna.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Dzisiaj, pięć lat od podjęcia decyzji o własnym biznesie jest zawodowo spełnionym człowiekiem. Ale nie spoczywa na laurach. Bezustannie stawia na swój rozwój i rozwój przedsiębiorstwa. I z pewnością w dużym stopniu na sukces Justyny wpłynął fakt, że kocha, to co robi. W jej biżuterii widać pasję i wielkie serce. Dbałość o detale, oryginalność przyciągają uwagę wielu osób. Marka LAONI stworzona przez Justynę prezentowana jest w topowych magazynach modowych, zamawiają ją klienci z całego świata.

Obecnie Justyna prowadzi firmę razem z mężem Robertem, a przy produkcji biżuterii pracuje kilka osób. Pracownia, w której codziennie powstają małe cuda mieści się w malowniczym miasteczku położonym w górach. Justyna jest zwolennikiem filozofii Slow Fashion, która mówi o tym, że najbardziej wartościowe rzeczy tworzone są w niewielkich ilościach, dzięki czemu są oryginalne, ponadczasowe i wysokiej jakości.

 

Właścicielka marki LAONI podkreśla: – Jako projektantka przywiązuję dużą wagę do szczegółów na każdym etapie tworzenia biżuterii. Zaczynam od wyboru próbek kryształów, pereł i innych elementów. Kupuję je tylko od najlepszych dostawców – firmy Swarovski i sprawdzonych odlewni srebra. Kolejny etap to projektowanie, czyli rysowanie tego, co chciałabym wykonać. A później już tylko nawlekam, wyginam, układam i poprawiam, dopóki nie uznam, że produkt wygląda dobrze, choć zdarza się, że efekt bywa zupełnie inny od tego zamierzonego na samym początku – opowiada Justyna,  której najnowsza kolekcja opiera się na bardzo popularnym ostatnio minimalizmie.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Na blogu właścicielki marki LAONI możemy przeczytać, że przemiana, która zaszła w jej życiu, podjęcie ryzyka i zaufanie własnej intuicji sprawiły, że dziś chciałaby inspirować inne kobiety do zmian, jeśli one tego potrzebują i pragną. – Może zabrzmi to górnolotnie, ale jeden z filozofów miał rację, kiedy wiele lat temu powiedział, że jeśli wybierzesz pracę, którą kochasz, to nie przepracujesz już nigdy żadnego dnia. Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że się nie mylił.

Więcej informacji o projektantce i o tym, co się dzieje za kulisami prowadzenia firmy i tworzenia biżuterii znajdziecie na jej blogu. Jeśli natomiast  chciałabyś obejrzeć  wyjątkową kolekcję Justyny Domino zajrzyj do jej internetowego butiku.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Mamy dla Ciebie mały prezent, przy zakupie biżuterii możesz otrzymać 15% rabatu, jeśli w koszyku wpiszesz kod OHME15.


Artykuł powstał we współpracy z marką LAONI


Zobacz także

Krótka instrukcja: "Jak przeżyć rozpad związku"... i samemu się nie rozpaść

Krótka instrukcja: „Jak przeżyć rozpad związku”… i samemu się nie rozpaść

Lepiej być samotnym niż biec za kimś, kto nie chce być ściganym

Fazy rozwodu i rzeczy, których nigdy rozwódka nie chciałaby słyszeć. A słyszy…