Ludzie, którzy płaczą na filmach są najsilniejsi

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
15 czerwca 2018
Fot. istock/Luka Lajst
 

Chociaż wiele osób uśmiecha się z politowaniem widząc twoje łzy, tobie to nawet odpowiada. Traktujesz to trochę jako „oczyszczenie” i nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, że ludzie, którzy płaczą oglądając filmy, mają w sobie ogromną siłę, której brakuje innym: empatię.

Trzeba być kimś szczególnym, by mieć w sobie ten dar. Wielu ludzi, na przykład narcyzów i socjopatów, rodzi się bez niego i przeżywa całe życie, nie angażując się nigdy w odczucia innych. Właściwie troska o sytuację innych wymaga siły – ogromnej. Życie bywa dla nas brutalne  i jeśli jesteś w stanie postawić się na czyimś miejscu i poczuć jego ból, to jesteś też wyjątkowy.

Jesteś wystarczająco silny, aby rzeczywiście wytrzymać ten ból. Jesteś wystarczająco silny, aby być silnym dla innych. Jesteś silny do tego stopnia, że ​​rozumiesz dlaczego znaleźli się w tym, a nie innym miejscu.

Oczywiście, empatia nie jest jedynym powodem, dla którego ludzie płaczą w filmach. Są też łzy, które płyną, ponieważ zdajesz sobie sprawę, że przeżyłeś to samo, co postać z ekranu – łzy bolesnych wspomnień. To doświadczenie ma magiczną moc – pozwala ci uwolnić się od części rozlanych w tobie, silnych negatywnych bądź trudnych emocji. Konfrontujesz się z przeszłością.

Jest jeszcze ten rodzaj łez, które pojawiają się, gdy jesteś naprawdę przytłoczony artystycznym geniuszem filmu. Nazywa się to syndromem Stendhala (w jego bardziej zaawansowanych formach) i oznacza, że ​​dzieło sztuki przenosi cię do punktu, w którym masz zarówno fizyczne, jak i emocjonalne objawy zachwytu, uniesienia.

Ludzie, którzy wzruszają się oglądając filmy, są silni i wrażliwi jednocześnie. Być może nie jest to taka siła, która przenosi góry, ale jest to najważniejsza moc emocjonalna: empatia.


 

Na podstawie: themindsjournal.com


Urodziła dziecko i przez miesiąc się nie kąpała. Lekarka uważa, że dzięki temu ochroniła siebie i dziecko przed powikłaniami po porodzie

Redakcja
Redakcja
15 czerwca 2018
Fot. iStock/NataliaDeriabina
 

Lekarka z Londynu – Terry Loong ujawniła, że nie brała prysznica przez 30 dni po porodzie, zarzeka się, że zrobiła to dla swojego nowonarodzonego synka. 

W kulturze azjatyckiej istnieje tradycja „porodu po porodzie”, kiedy to kobieta, która właśnie urodziła dziecko nie wychodzi z domu, nie przyjmuje gości i nie kąpie się przez miesiąc po porodzie. Terry ma 40 lat i jest najstarszym spośród piątki swojego rodzeństwa. Przyznała, że pamięta ten okres odosobnienia swojej matki po każdym z porodów. „Nie znam wielu osób, które by się na to zdecydowały: – mówi Terry. Decyzję o porodzie po porodzie podjęła jeszcze przed narodzinami swojego synka. „Po porodzie byłam we krwi, cała pokryta potem. Moje włosy były naprawdę tłuste, czułam zapach płynów ustrojowych, ale mnie to nie obchodziło – przecież taki stan to najbardziej naturalna rzecz na świecie” – wspomina. Nie wzięła prysznica w szpitalu i wróciła do domu.

Posypała włosy proszkiem do pieczenia, żeby wchłonął tłuszcz, a części intymne przecierała roztworem z czarnych orzechów. Nie było łatwo, kiedy minęło 30 dni mąż Terry był szczęśliwy, że bierze w końcu prysznic. „To było jak zrzucenie skóry przez węża”.

Jednak wcześniej, przez cały miesiąc czytała książki i spędzała czas z dzieckiem, nie otworzyła nawet okien ani nie wychodziła do ogrodu. Jak tłumaczy Terry – ważne jest nieustanne utrzymywanie ciepła, ponieważ chłodne powietrze może wywołać chorobę lub infekcję, czego chciała uniknąć, zwłaszcza, że jej syn miał słaby system odpornościowy. Dziadkowie w ciągu miesiąca odwiedzili Terry i jej synka dwa razy, natomiast na spotkanie z przyjaciółmi zdecydowali się, kiedy minie okres „porodu po porodzie”.

„Stałam się pustelnikiem, ale czas szybko minął, mimo że na ten czas zrezygnowałem z  mediów społecznościowych, nigdy się nie nudziłam” – wyjaśniła.

Zdecydowała się głośno o tym opowiedzieć, by pokazać kobietom, w jaki sposób przeniesienie wschodnich tradycji do świata zachodniego, może pomóc w ułatwieniu początków macierzyństwo, Terry uważa, że ​​ten okres pomógł jej w zbudowanie więzi z synkiem i uniknąć problemów po porodzie w karmieniu. Jej zdaniem 30 dni odosobnienia chroni kobietę przed wypadaniem włosów, bólem i depresją poporodową. „Osobiście czuję, że to pomogło nam związać się i zostać rodziną bez żadnych zakłóceń, wyszłam z tego czując się silniejsza psychicznie i gotowa do rozpoczęcia nowego życia”- powiedziała.


 

źródło: The Sun

 


Im szybciej chodzisz, tym dłużej będziesz żyć. Naukowcy potwierdzają tę tezę

Redakcja
Redakcja
15 czerwca 2018
Fot. iStock/jacoblund

Nowe badania przynoszą dobrą wiadomość dla kochających spacery,  a szczególnie dla tych, którzy wolą szybsze tempo chodzenia. Naukowcy odkryli, że im szybciej chodzisz, tym dłużej możesz żyć. Chodzenie może pomóc chronić nasze zdrowie i przedłużyć nasze życie, być może stąd taka popularność promowanego nordic walking. Czy wiecie, że spacerowanie szybkim tempem dwa razy w tygodniu obniża ryzyko śmiertelności?

Jednak podczas gdy większość badań skupia się jedynie na wpływie, jaki chodzenie może mieć na różne aspekty zdrowia lub na tym, ile czasu powinno się chodzić, by czerpać z korzyści z tej aktywności, to niewiele uwagi poświęcono prędkości chodzenia.

Główny badacz, prof. Emmanuel Stamatakis z Uniwersytetu w Sydney, zbadał powiązania między szybkością chodu a umieralnością z powodu chorób układu krążenia, raka i innych. Zespół przeanalizował 11 badań populacyjnych przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii w latach 1994-2008, gromadząc dane o 50.225 spacerowiczach.

Tempo chodu podzielono na: wolne, średnie, szybkie. Przy czym szybkie tempo wynosi od 5 do 7 kilometrów na godzinę. Okazało się, że gdy „średnie” tempo chodu zmniejszało o 20% ryzyko zgonu, tak szybkie tempo wiązało się z 24% spadkiem.

Naukowcy zwrócili uwagę na jeszcze jedną rzecz – największej korzyści z szybkiego chodzenia mogą czerpać starsi ludzie. Uczestnicy badania mający ponad 60 lat, którzy spacerowali średnim tempem mieli o 46% mniejsze ryzyko śmierci z powodu chorób sercowo-naczyniowych, a ci, którzy chodzą szybko aż o 53%.

Co wy na to? Może i mamy się spieszyć powoli, ale warto czasami przyspieszyć kroku myśląc o swoim zdrowiu?


źródło: medicalnewstoday.com

 


Zobacz także

Silna kobieta nie powinna nigdy przepraszać za te 7 rzeczy

Kiedy słowa „nie mogę bez niego żyć” traktujesz zbyt dosłownie. Jak się nie uzależniać od innych?

Sekrety dobrej komunikacji w związku. Czyli jak rozmawiać z partnerem