Ludzie, którzy lubią być sami, mają 6 wyróżniających cech osobowości

Redakcja
Redakcja
6 sierpnia 2018
Fot. istock/LittleBee80
 

Czy masz przyjaciela, który chętniej niż w towarzystwie spędza czas w samotności? A może twój partner jest osobą, która bardzo ceni sobie momenty izolacji? Niepokoi cię to, bo wydaje ci się, że to oznacza, że on ciebie nie potrzebuje. Ale to nie jest prawda. Zamiast martwić się wymyślonymi problemami, postaraj się docenić tę „samotną” stronę osobowości bliskiej osoby.

Oto kilka wspaniałych cech ludzi, którzy lubią spędzać czas samotnie:

Są wyjątkowo lojalni

Często nie mają szerokiego kręgu towarzyskiego. Zamiast tego szukają wartościowych i godnych zaufania przyjaciół, z którymi czują się komfortowo. I są im oddani, wierni w uczuciach.

Są otwarci na nowe pomysły

Tylko dlatego, że cenią sobie spokojny czas, nie oznacza to, że ​​nie potrafią zrobić czegoś nowego i ekscytującego. Wręcz przeciwnie, najczęściej zaskakują szalonymi pomysłami.

Są pewni siebie i swoich decyzji

Spędzają tyle samotnego czasu na własną rękę, poświęcając czas na analizowanie, że w pełni potrafią wykorzystać i określić to kim są i czego pragną. Kiedy czują się zestresowani, spędzają czas samodzielnie, aby naładować baterię zamiast się rozpraszać.

Czują się komfortowo ze swoimi własnymi myślami

Ludzie, którzy lubią spędzać czas w samotności, szczególnie w ciszy, nie walczą z własnymi myślami. Potrafią je oswoić i wyciągnąć z nich korzyści.

Rozumieją wartość czasu. Twojego i ich

Ludzie, którzy spędzają czas samotnie, rozumieją i doceniają jego wartość. Mają głębokie poczucie, że nie powinni go tracić ani spędzać z ludźmi, którzy nie są tego warci. Którzy nie rozumieją.

Potrafią postawić mocne granice

Bronią swojej samotności i swojej autentyczności, przy czym potrafią komunikować się w zdrowy i przejrzysty sposób.


Na podstawie: mysticalraven.com

 


Kilka lekcji na temat związku od kobiet po rozwodzie. Czego nauczyło je małżeństwo

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 sierpnia 2018
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Rozwód najczęściej rozpatrujemy w kategorii własnej porażki. Bo przecież to nam się nie udało, to planów i marzeń nie udało się zrealizować. W końcu – może byliśmy za słabi, by walczyć, zbyt rozczarowani sobą nawzajem. Pamiętam rozmowę z przyjaciółką, która podjęła decyzję o rozwodzie mówiąc: „To największa przegrana w moim życiu”. Rozmawiałyśmy o tym, że do walki trzeba dwojga, że nie da się w tym przypadku niczego zrobić w pojedynkę. Dochodzą do tego wyrzuty sumienia, poczucie winy, że być może można było zrobić coś jeszcze. I co, gdy wykrzyczane w złości: „Jeszcze będziesz tego żałować” kiedyś w przyszłości się spełni? Będzie jak klątwa prześladować nas do końca życia?

Czas ma tu jednak kluczowe znaczenie. Spotkałam się ostatnio w babskim gronie. Rozmawiałyśmy – jak to kobiety, o facetach, związkach i… rozwodach, bo kilka już zdążyło się rozwieźć. Jedne nadal były same, inne z nowymi partnerami. Wniosek ogólny nasuwał się jeden – każda, dosłownie każda, wyniosła ze swojego rozwodu pewną lekcję, która otworzyła ją na to, co niosła przyszłość. Chciały to zobaczyć i wziąć. I dzisiaj powtarzają, że rozwód zmienił ich życie na lepsze, nie dlatego, że uwolniły się od małżeństwa, ale dlatego, że stały się bardziej świadome, dojrzałe.

Monika

„Poznaliśmy się na studiach, jeszcze przed obroną magisterki zaszłam w ciążę. Mąż robił karierę, a ja siedziałam w pieluchach. Myślałam sobie, że mój czas jeszcze przyjdzie. Ale nie nadchodził, bo on awansował, miał coraz ważniejsze projekty, angażował się coraz bardziej w pracę. Nie rozumiał mojej potrzeby zawodowego rozwoju. Że dość mam pieluch, że chcę do ludzi. Mówił: „Chcesz o zrobić dziecku? Zobacz, ile ja pracuję, jak ty wrócisz do pracy, kto z nim będzie?”. Długo zajęło mi zrozumienie, że to jemu było wygodnie i wcale nie chodziło o dziecko. Rozwiedliśmy się dopiero, jak Mateusz miał 10 lat, bo ja w końcu doszłam do wniosku, że nie mogę żyć z kimś, kto ma zupełnie inne spojrzenie na związek, na podział w nim ról. Ja – kura domowa, on – gość robiący karierę. No przepraszam. To nie było dla mnie. Decyzja o rozwodzie nie była łatwa, bo jak ja dam sobie radę? Dałam. Jak widać mam się świetnie. Dzisiaj wiem, że zawsze trzeba walczyć o swoje. Nie dać się stłamsić. Nie pozwolić, by ktoś kierował twoim życiem, dyktował ci to, co masz robić. Mój były mąż myślał, że będę szarą myszką, a ja – kiedy się poznaliśmy, że stworzymy związek oparty na partnerstwie. Oboje dość mocno rozminęliśmy się w naszych oczekiwaniach”.

Iza

„Moje małżeństwo nauczyło mnie jednego – jeśli ci intuicja podpowiada: „To nie ten facet”, to uciekaj przed nim, gdzie pieprz rośnie. Serio. Jak sobie pomyślę, ile sygnałów-znaków miałam. Ale ja głupia myślałam: „Oj tam, zmieni się, jak go zmienię, pokażę mu, że można być lepszym człowiekiem”. Dzisiaj myślę, że wtedy zwariowałam. Poważnie. Małżeństwo nauczyło mnie jednego – choćby skały srały, faceta nie zmienisz, nie wychowasz. Ty w ogóle od tego nie powinnaś być. Znajdź sobie gościa, który będzie fajny dla ciebie. I tyle. Jeśli on nie wykazuje żadnej chęci do zmiany, odpuść sobie kobieto. Mi to zajęło 12 lat, ale może jakaś inna dziewczyna, dzięki temu, co mówię, straci mniej czasu z takim typem nie dla niej”.

Agnieszka

„Kiedyś przeczytałam, że komunikacja ważniejsza niż miłość. W moje małżeństwo było dokładnie potwierdzeniem tej tezy, bo my w ogóle nie rozmawialiśmy. Wiesz, kiedy zaczęliśmy do siebie mówić – jak podjęliśmy decyzję o rozwodzie. Oboje. Jakby ktoś nam rozwiązał języki, wylaliśmy sobie wszystkie żale, rozczarowania, pretensje. To było takie oczyszczające, ale też niestety za późno, bo za dużo rzeczy się nagromadziło. Jak to się mówi – czara goryczy się przelała. Po sześciu latach małżeństwa, kiedy to ja nie mogłam zajść w ciążę, kiedy stres i frustracja były straszne, kiedy żadne z nas nie mówiło głośno tego, co czuje, pękliśmy. Dzisiaj jesteśmy przyjaciółmi, mamy fajne relacje. Mój były mąż jest chrzestnym mojego dziecka – serio. Tak można. Małżeństwo nam nie wyszło, bo baliśmy się mówić o tym, co czujemy. Z moim obecnym partnerem jest zupełnie inaczej. Kłócimy się, rozmawiamy, płaczemy razem i śmiejemy się. Wyciągnęłam naukę i dzisiaj jestem szczęśliwa”.

Monika 2 (były dwie Moniki)

„Gdyby dzisiaj, mając 41 lat wiedziała to, co wiem, to pewnie moje małżeństwo nigdy by się nie rozpadło. Być może nawet mój mąż by mnie nie zdradził. Ale dobra, to już było minęło. Powieliłam schemat mojej matki, babci, który nawet nie wiedziałam, że mam w sobie zakorzeniony. Byłam sprzątaczką, kucharką, panią do towarzystwa. Całe moje życie poświęciłam mężowi. On był najważniejszy, jego szczęście na pierwszym miejscu. Prałam mu gacie i skarpetki, piekłam ulubione ciasto w niedzielę, usprawiedliwiałam jego życiową nieporadność i nie dostrzegałam, bo nie chciałam, że nigdy nie wyszedł spod skrzydeł swoich rodziców. A on mnie zdradził. Wcale nie z młodszą czy ładniejszą. Później powiedział mi, że nie mógł znieść mojej nieustannej obecności w jego życiu, dobre nie? Jaka ja byłam wściekła. Myślałam, że go zabiję, zatłukę na śmierć, zakopię w ogrodzie i niech szukają gościa. Bo za dużo mnie było w jego życiu. Ale po rozwodzie spotkałam fajne, mądre babki. I wtedy zrozumiałam, że nie ma nic gorszego, niż poświęcić siebie dla faceta. Ja po rozwodzie nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, jak dzieci szły do niego na weekend, to miejsca sobie nie mogłam znaleźć. Aż w końcu zapisałam się na kurs tańca – zawsze o tym marzyłam, poszłam na lekcje angielskiego, zaczęłam biegać. I odżyłam. Ledwo mi to przechodzi przez gardło, ale mój były mąż miał rację. Nie miałam swojego życia, byłam na nim uwieszona, nie wiedziałam, czego ja chcę, o czym marzę, co chciałabym robić. Najgorsze co możesz dla siebie zrobić, to tak bez reszty się oddać, myśląc, że na tym polega twoja rola w związku. Nic bardziej mylnego!”.

Pewnie niejedna z was dodałaby swoją opowieść. My rozmawiałyśmy niemal do rana. Śmiejąc się i płacząc. Ale wiecie co, wszystkie byłyśmy szczęśliwe, miałyśmy poczucie wspólnoty i wzajemnego zrozumienia. I żadnej z nas nie przeszkadzało, że faceci czekają na nas w domu. To był nasz czas.


12 sygnałów, że ktoś, kogo znasz, jest złym człowiekiem

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 sierpnia 2018
Fot. iStock/marcoventuriniautieri

Chcielibyśmy wierzyć, że każdy człowiek jest dobry, że za szorstką i czasami krzywdzącą nas postawą, kryje się ktoś wrażliwy, kto zakłada jedynie pancerze obronny udając, że jest zły. Cóż, świat jednak wygląda inaczej. Obok nas żyją źli ludzie, spotykamy ich w pracy, w naszych domach, wśród przyjaciół, znajomych. Często w swojej naiwności nie zdajemy sobie sprawy, że ktoś wysysa z nas energię, że sprawia, że czujemy się coraz gorsi, słabsi.

Rozejrzyj się, otwórz szeroko oczy i zastanów się, czy nie masz wokół siebie złej osoby, takiej, która cię wyniszcza. Jest kilka rzeczy, które pomogą ci ją rozpoznać.

Cieszy się nieszczęściem innych

Zły człowiek nie będzie współczuł, nie będzie próbował zrozumieć kogoś, kto przeżył tragedię. On cieszy się nieszczęściem innych, nawet wiadomościami o katastrofach. „Dobrze im tak”, „Należało się” – to słowa, które padają najczęściej. I choć te komentarze nie stanowią dla ciebie zagrożenia, to taki człowiek może doprowadzić do trudny w życiu sytuacji, by móc czerpać radość z twojego nieszczęścia.

Ma problem z kontrolą

Wszyscy źli ludzie mają wspólny mianownik – nieustanną potrzebę kontroli. I nie chodzi jedynie o kontrolowanie ciebie. Oni czują się niekomfortowo i bezsilnie, jeśli nie mają kontroli nad każdym aspektem swojego życia.

Są często tak okrutne dla świata i ludzi, że nie mogą powierzyć żadnej sfery swojego życia innej osobie. Z powodu tej obsesji mogą być postrzegane jako uprzejme, konkretne i punktualne.

Twój sprzeciw wobec oczekiwań takiego człowieka nie sprawia, że rzuci się na ciebie z pięściami. To nie będzie uderzenie w twarz, ale kopnięcie w samo serce. Jego celem jest kontrolowanie twoich uczuć, tego jak się czujesz wewnątrz, a nie na zewnątrz.

Jest niezwykle nieuczciwa

Bądźmy szczerzy – każdy z nas kłamie, wszyscy to robimy. Czasami są to małe kłamstwa, czasami większe, ale nie zawsze czyni nas to notorycznymi kłamcami. Źli ludzie kłamią patologicznie, czasami nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Kłamstwo stanowi dla nich rzeczywistość, służy do manipulowania innymi. Przyłapany na kłamstwie prędzej da się spalić na stosie niż przyznać do nieuczciwości.

Czujesz się dziwnie w obecności tej osoby

Każde ciało emituje pole energii. Dlaczego? To nie do końca jest jasne, być może służy jako system ochronny. Ale tak samo jak niezdrowe jedzenie „pokazuje się” na naszej skórze, tak zło, które ktoś nosi w środku, pojawia się w naszym polu energetycznym.

Być może dlatego czujemy niepokój, strach w obecności pewnych ludzi, choć oni nie robią nam nic złego. To często najpewniejszy znak, że mamy do czynienia ze złą osobą, niestety przez nas ignorowany.

Wprowadza cię w błąd

Kontrolowanie rzeczywistości daje energię złej osobie, ponieważ tylko tak jest w stanie dostosować ją do swoich drobnych pragnień. Dlatego właśnie mówi rzeczy nieprawdziwe rzeczy o ludziach, których znasz, którzy są ci bliscy. Przekręca fakty, nie cytuje wprost wypowiedzi, robi wszystko, żeby ciebie wprowadzić w błąd i przejąć kontrolę nad sytuacją.

Jest pozbawiona wyrzutów sumienia

Źli ludzie to ci, którzy kontrolują, kłamią, cieszą się z czyjegoś nieszczęścia, sprawiają, że czujemy się w ich obecności „dziwnie”. To już wiemy. Możemy do tego dołożyć brak wyrzutów sumienia, nie jest im przykro, gdy kogoś skrzywdzą. Nie przepraszają.

Jest okrutna

Musimy jednak pamiętać, że zło, nie wyraża się jedynie przez subtelne sygnały. Czasami jest to po prostu okrucieństwo – wobec bliskich, innych ludzi czy zwierząt (to najbardziej zauważalne). Zwróć uwagę jak taka osoba traktuje innych, jak się do nich odnosi, jakie ma na zdanie na ich temat. To bardzo dużo mówi o człowieku.

Brakuje jej odpowiedzialności

Zła osoba nie ma żadnego moralnego kompasu. Będzie robić, co się jej podoba i nigdy nie poczuje odpowiedzialności za ból, który wyrządziła innym.

Jest złym przyjacielem

Przychodzi po pomoc, jeśli ma w tym głębszy, ukryty interes i cel. Pomijam fakt, że nigdy na jej pomoc liczyć nie można. Zawsze ma setki wykrętów. „Musisz sobie radzić w życiu, nic nie jest proste” – możesz usłyszeć w słuchawce, gdy dzwonisz z nadzieją o jakiekolwiek wsparcie.

Jest rasistą, seksistą, homofobem lub bigotem

Zło rozkwita, gdy dobro jest podzielone. To sprawiło, że jedni z najokrutniejszych ludzi na świecie – od Hitlera przez Stalina do Osamy bin Ladena – odnieśli wielki sukces. Wyciągnęli drobne różnice między ludźmi i użyli ich do zasiania większych, co doprowadziło do katastrofy.

Źli ludzie często używają bigoterii, homofobii, seksizmu, rasizmu i faszyzmu, aby poróżnić dobrych ludzi i wyhodować jeszcze więcej zła na świecie.

Poniża cię

Jedną z najgorszych manipulacji jest manipulacja emocjonalna. Zwykle ma ona formę poniżenia. Zła osoba może grać ofiarę, choć ty nie zrobiłaś niczego złego. Sprawia, że czujesz się źle z tym jak wyglądasz. Umniejsza twoje zainteresowania, marzenia, przyjaciół, dom. Wyśmiewa twoje wybory.

Nie pozwól, by tak się działo.

Prowadzi setki żyć

Nigdy nie dowiesz się zbyt wiele o prawdziwym życiu ludzi, którzy są źli. Mówienie, że prowadzą podwójne życie jest ogromnym niedopowiedzeniem. Prowadzą setki żyć. Za każdym razem odgrywają inną rolę, by dostać to, czego chcą.

Nie znają granic

Bez względu na to, ile razy wyrzucisz ich ze swojego życia, oni zawsze wrócą, zawsze będą się kręcić wokół ciebie, jeśli tylko im na to pozwolisz.

Uważaj, bo zły człowiek spróbuje cię tak zmanipulować, byś ponownie otworzyła drzwi i wpuściła go do środka. Dlatego nigdy nie pozwól mu włożyć buta w twoje drzwi, nie zostawiaj mu przestrzeni – jakiejkolwiek, by mógł znowu kontrolować ciebie i twoje życie.


źródło: Yourtango

 


Zobacz także

Syndrom paryski. Dlaczego „miasto miłości” sprawia, że można oszaleć?

Pocieszać też trzeba umieć. Co robić, by nie pogorszyć czyjegoś smutku?

Smutek nie jest jednowymiarowy. Poznaj 5 warstw smutku

„Co z tego, że odeszłam, skoro wciąż go kocham?”. Jak poradzić sobie z rozstaniem?