Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Żyj, jak chcesz, ale nie daj się ograniczać i nie ograniczaj innych

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
28 kwietnia 2019
Fot. iStock / pixdeluxe
 

Są tacy ludzie, którzy nigdy nie zdecydują się przełamać mechanizmów, schematów i sztywnych ram, w obrębie których działają, żyją, funkcjonują. Są również i tacy, o których inni mówią, że „stale coś ich gna”. Tacy, którzy kochają smakować nowego, nie boją się mówić „do widzenia” i iść dalej. Tacy, którym wszyscy zazdroszczą odwagi. Tacy, którzy sprawiają, że zadajemy sobie pytanie: czy ciągłe poszukiwanie, nieustanna zmiana mogą dać szczęście?

Ryzyko pociąga i odstrasza jednocześnie. Jeśli jesteś w związku, który daje ci stabilizację i poczucie, dajmy na to, finansowego bezpieczeństwa, ale w którym uczucie dawno już się wypaliło, czy jesteś w stanie zaryzykować odejście w poszukiwaniu miłości? Czy mogłabyś, rozważywszy wszystkie „za i przeciw”, na chłodno podjąć decyzję o tym, co będzie dla ciebie najlepsze? Czy stać cię na podjęcie decyzji o rozstaniu albo o całkowitej zmianie dotychczasowego życia? Czy, w końcu, jeśli odejdziesz, postawisz wszystko na jedną kartę, zrobisz to spontanicznie, spektakularnie, czy zaplanujesz sobie wszystko rozważnie, zapewniając wsparcie bliskich osób i upewnisz się, że nie będziesz z tym sama? Potrafisz odpowiedzieć na to pytanie?

Byłam ostatnio świadkiem pewnej rozmowy. Ona, patrząc na niego zakochanym wzrokiem, on, już dawno nieobecny, planujący im życie kilkanaście kroków „później”, pili kawę przy stoliku na lotnisku.

– „Nie rozumiesz – łagodnie mówiła ona. – Nie możemy rzucić wszystkiego od tak, rodzice nas potrzebują, szefa też nie mogę zostawić w połowie projektu”.

– „Daj spokój – wyrwał się on, bardzo już zniecierpliwiony, z zadumy. – Wszędzie widzisz problemy. Są samoloty, będziemy ich odwiedzać. Oni sobie poradzą, a my musimy patrzeć do przodu. W pracy na twoje miejsce chce wskoczyć kilka osób! Pomyśl tylko o możliwościach, jakie daje nam ten wyjazd. To dla nas olbrzymia szansa. Spędzimy tam rok, zarobimy, wrócimy i zbuduję ci dom. Przecież chcesz mieć dom, z ogródkiem. I psa. Przestań się wszystkiego bać”.

Hmmmm. Wielu z nas myśli, że wypowiedzenie słów „przestań się bać” sprawi jak czarodziejska różdżka, że lęki odejdą precz. Tymczasem przecież te, które nas powstrzymują przed podejmowaniem ważnych decyzji leżą głęboko i wymagają stopniowego oswojenia.

Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Ale ryzyko wiąże się również ze stratą. Nie ma poradnika, który powie nam, jak jest lepiej żyć – zachowawczo, czy z fantazją, nieustannie do czegoś dążąc, korzystając z każdej, nadarzającej się okazji.

Ale co się stanie, jeśli na swojej drodze spotkają się dwie, tak różne od siebie dusze – jedna, stale poszukująca i druga, pragnąca w spokoju układać sobie życie „po małych kamyczkach”.

Tak naprawdę scenariusze są dwa. Partnerzy „wezmą” od siebie wzajemnie to, co najlepsze i nauczą żyć razem, akceptując to, co ich różni i wypracowując kompromisy. Albo rozstaną się, po jakimś czasie, łamiąc sobie serca i niezdolne się zrozumieć.

Czy mamy prawo wymagać od innych, by żyli tak, jak my? Czy mamy prawo zmieniać ich na siłę, by było nam razem dobrze? Oczywiście, że nie. Człowiek do pewnych decyzji musi dojrzeć sam i nikt mu w tym nie pomoże. Jeśli więc kochasz niezdecydowanego, daj mu jeszcze chwilę. Jeśli biegniesz za „odważnym”, zatrzymaj się. Spotkajcie się gdzieś w połowie, przemyślcie wasze priorytety. Porozmawiajcie.

Miłość już sama w sobie jest ryzykiem. Niech więc przyniesie główną wygraną na loterii – harmonię osiągniętą wspólnymi siłami. Ale nie mówmy innym, jak jest lepiej żyć. Tak naprawdę, sami tego nie wiemy. Ta wiedza przychodzi na sam koniec.


Komentarze w sprawie gwałtu nie pozostawiają złudzeń: w Polsce to wciąż ofiara jest winna przestępstwa. Szczególnie jeśli jest kobietą

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
17 kwietnia 2019
Fot. iStock

Kobieta nie jest godna zaufania. Kobiecie się nie wierzy. Kobieta popełnia błędy, jest winna, jest odpowiedzialna za zachowanie mężczyzny, prowokuje. Jest do „tego” zdolna. „Ma, czego chciała”. Przecież „wiadomo”, że nie powinna się „tak ubierać”, „tam chodzić”, „tak wyglądać”. Być sama. Ile jeszcze czasu musi upłynąć, co musi się jeszcze stać, by tak okrutne, niesprawiedliwe postrzeganie kobiet, którym prawo do korzystania z życia w takim samym stopniu jak robią to mężczyźni jest notorycznie odbierane?

Znany piłkarz, wieloletni partner ukochanej przez wszystkich, dziś nie żyjącej już aktorki, ojciec trójki dzieci. Udzielający się społecznie, przystojny, sympatyczny, troskliwy tata. Współczuliśmy mu wszyscy, gdy odeszła jego ukochana. Taka piękna miłość. Takie cierpienie. Tyle przeszedł. Kibicowaliśmy, gdy odbudowywał swoje życie na nowo. Pewnie jakoś, po swojemu, wyszedł na prostą.

Wiadomość gruchnęła jak grom z jasnego nieba. Mężczyzna jest podejrzany o brutalny gwałt. W sprawie pojawiły się „twarde dowody”, policja zatrzymała byłego piłkarza, który dobrowolnie stawił się w prokuraturze. Co się dzieje dalej?

Głosy wsparcia dla PODEJRZANEGO pojawiają się natychmiast. Ci, którzy znają go osobiście, ręczą za niego na Facebooku i Instagramie. Inni sugerują, że wszystko zostało ukartowane, że ktoś chce wyciągnąć pieniądze. „Ktoś”, czyli ta, która poszła z nim do hotelu. Przecież wiadomo, na co się decydowała. A potem się rozmyśliła?! Skoro tam poszła, to nie ma gwałtu.

Przecież to niemożliwe. NIEMOŻLIWE. Cóż, życie pokazuje, że rzeczy niemożliwe się jednak wydarzają. Nie ręczmy więc głową za nikogo innego niż my sami. Nie osądzajmy bez wyroku. Ale na litość boską – nie osądzajmy ŻADNEJ ze stron.

Co wydarzyło się naprawdę? Nie wiadomo. Może był gwałt, może go nie było. Jeśli jednak tak łatwo bierzemy w obronę mężczyznę, którego znamy jedynie ze szklanego ekranu i kolorowych pisemek, dlaczego potępiamy natychmiast i z taką łatwością młodą osobę zakładając, że oskarżenie jest próbą wyłudzenia pieniędzy? Dlaczego, co gorsza, usprawiedliwiamy domniemany gwałt bo „facet był tyle lat sam”, „krew nie woda”, a ona „nie miała prawa się rozmyślić, skoro już tam poszła”? Otóż miała prawo. Zmuszenie kogoś do seksu wbrew jego woli jest gwałtem, jakkolwiek brzydko i nieelegancko by to nie brzmiało. Jakkolwiek by to nie pasowało do miłej, uśmiechniętej, przystojnej twarzy z ekranu telewizora.

Kiedy dwa lata temu Amber Heard odchodziła w atmosferze skandalu od Johnny’ego Deepa komentarze były podobne. Uwielbiany przez wszystkich aktor mógł liczyć na ogromne wsparcie swoich fanów. Mniej znana i dużo młodsza aktorka – głównie na powątpiewanie i potępienie.  „Karierowiczka”, „siksa”, „manipulatorka” to pewnie najmniej obraźliwe określenia, które pojawiły się pod adresem obu pań.

Przedwczoraj opublikowano jednak wiadomości, jakie Deep wymieniał z ówczesną partnerką oraz nagrania z przesłuchania Amber. Tym razem świat zamilkł, bo dowody są niezaprzeczalne. Cały świat? Nie. Wystarczy przejrzeć komentarze na polskich portalach plotkarskich. My wciąż wolimy wierzyć Deepowi. A raczej – naszemu wyobrażeniu o nim.

Nie rozsądzam kto jest winny, kto „gra” ofiarę. Uważam jedynie, że powinniśmy powstrzymać się od komentowania, dopóki sąd nie rozstrzygnie sprawy. Bo o ile słowa wsparcia dla Jarosława B. nie zadziałają niekorzystnie w jego sytuacji, to wyrazy potępienia i szczucie, lekceważenie wobec kobiety, która miała zostać zgwałcona mogą wyrządzić olbrzymie szkody na jej psychice, jeśli faktycznie jest ona ofiarą tego okrutnego przestępstwa. Ale o tym nikt nie myśli. Bo my wciąż wolimy wierzyć mężczyźnie. Na wszelki wypadek.