Kobieca dojrzałość to ten moment, w którym cenisz i kochasz samą siebie bardziej niż 10 lat temu. Nigdy nie czułaś się lepiej

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 lipca 2018
Fot. iStock/evgenyatamanenko
 

Jeśli skończyłaś właśnie 40 lat, prawdopodobnie zaczynasz się czuć bardziej atrakcyjnie niż wtedy, kiedy miałaś lat 20. Jak mówi Care Santos w swojej książce „Czekoladowe pragnienie”, po czterdziestce kobiety doświadczają procesu „koncentracji” swoich cech. To sprawia, że ​​są bardziej intensywne w podejściu do życia, inteligentniejsze, spokojniejsze i bardziej atrakcyjne niż dwadzieścia lat temu. Nie tylko na poziomie mentalnym, ale także na poziomie fizycznym.

Z czasem uczymy się lepiej wybierać to, co nas fizycznie wzmacnia. Ponadto dowiadujemy się, jak osiągnąć to, co jest bardzo istotne: pewność siebie. Dlatego zaczynamy mniej zwracać uwagę na pojawiające się zmarszczki, a bardziej koncentrujemy się na naszych atutach. „Starzenie się przypomina wspinaczkę na dużej górze: podczas wspinaczki siły maleją, ale spojrzenie jest bardziej swobodne, szersze i pogodniejsze” – mówił Ingmar Bergman i nie sposób odmówić mu racji.

Dziś różne firmy odzieżowe, takie jak Desigual, Mango czy Zara, wybierają modelki między 40 a 53 rokiem życia, czyli kobiety które do niedawna wydawały się być zapomniane przez modę i społeczeństwo.

Małgorzata Bela, polska modelka i aktorka mówi wprost: upływający czas może sprawić, że w końcu pokochasz siebie tak, jak na to zasługujesz.

Co jeszcze zyskujemy z czasem? Zaufanie do siebie i własnych kompetencji, umiejętność którą zdobywamy przez lata. Mądrość i szerszą perspektywę, bo wraz z wiekiem zaczynamy doceniać piękno z innych punktów widzenia. Uczymy się oceniać wygląd, gesty i postawę, które gwarantują nam bezpieczeństwo.

My, kobiety, możemy być atrakcyjne w każdym wieku. Dlatego pierwszym krokiem jest zaakceptowanie upływu czasu i pozbycie się tego wewnętrznego strachu przed starzeniem.

Ja już też kocham siebie bardziej niż dziesięć lat temu, a ty?


Na podstawie: nospensees.fr

 


Cztery psychologiczne korzyści płynące z posiadania roślin doniczkowych w domu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 lipca 2018
Fot. iStock/skynesher
 

Nasze domy różnią się tym czy są w nich rośliny, czy ich nie ma. Widać to od razy gołym okiem. Jedyni mają w doniczkach przepiękne kwiaty, inny hodują jedynie kaktusy, a jeszcze inni odpuszczają sobie domowe hodowle. Czy wiecie jednak, że posiadanie roślin w mieszkaniu niesie za sobą poważne korzyści daleko wykraczające poza samo dekorowanie wnętrz?

Oto cztery psychologiczne korzyści posiadania roślin domowych

Pomagają się odstresować

Według badań przeprowadzonych w 2015 roku przez naukowców w Korei, rośliny mogą pomóc ukoić stres poprzez tłumienie współczulnego układu nerwowego. W badaniu naukowcy poprosili mężczyzn, by jedna ich część zajęła się rozwiązaniem zadania komputerowego, a druga przesadziła rośliny w doniczkach. Po wykonaniu zadań zmierzono stan psychologiczny i fizjologiczny uczestników. Okazało się, że mężczyźni, którzy zajmowali się roślinami byli znacznie bardziej spokojni niż ci od zadania komputerowego, co sugeruje, że interakcje z roślinami mogą przeciwdziałać stresowi wynikającemu z interakcji z technologią.

Zwiększają kreatywne myślenie

W badaniu prowadzonym przez jeden z uniwersytetów londyńskich podzielono uczestników na trzy grupy.  Jedna grupa znajdowała się w pokoju, gdzie nie widzieli żadnych oznak przyrody. Drugi pokój był z widokiem na roślinność i naturę, zaś trzeci pozbawiony tych widoków, za to uczestniczy pracowali na zielonym papierze.  Co się okazało – ci, którzy używali zielonego papieru i grupa z widokiem na przyrodę zwiększyła swoją kreatywność wizualną.

Redukują lęk

Badanie przeprowadzone przez naukowców z National Chung Hsing University w 2005 roku wykazało, że stajemy się mniej nerwowi i niespokojni, gdy znajdujemy się w biurze pełnym roślin lub z widokiem na park czy las. Rośliny są tańsze niż leki przeciwlękowe, warto to wziąć pod uwagę.

Zwiększają naszą produktywność

Czy wiecie, że osoby, które pracują wśród roślin i zieleni są o 15% bardziej wydajne niż ci, w których biurach brak jest jakichkolwiek roślin? Jaki z tego wniosek – jutro każdy do swojego biura zabiera doniczkową roślinę, a do domu kupuję piękne kwiaty. To takie proste, żeby żyło się nam lepiej. 😉


źródło: Bustle


Jak się dobrze opalać i jaki filtr wybrać na kolejne dni plażowania?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
30 lipca 2018
Fot, iStock / g-stockstudio

Rozmarzyłaś się na myśl o opalaniu w tym roku? Wreszcie białe kiełbaski wystające spod spodenek będzie można nieco przybrązowić, ale uwaga, wszystkie straszne historie o czerniaku, wcale nie są przesadzone. Około połowa Polaków deklaruje korzystanie z kosmetyków fotoochronnych, pozostałe 50 proc., woli wierzyć, że ich nic złego nie spotka. Mało tego, wśród Polaków stosujących filtry ochronne, ponad połowa sięga po kosmetyki z filtrami niskimi, praktycznie nie dającymi ochrony (czyli SPF 20 lub niższy). Dlaczego?

Panuje błędne przekonanie, że stosowanie kosmetyku z filtrem sprawi, że wrócimy z urlopu bladzi i o opaleniźnie można zapomnieć. To mit, który najlepiej obalają nasze dzieci. Dzieci smarujemy bez oporów najwyższymi dostępnymi filtrami, a jednak blade nie są…

Jednak z opalaniem jest ciut jak z dietą-cud. Lubimy wierzyć, że damy radę wszystko zrobić szybko. Schemat: spalę się pierwszego dnia, bo inaczej nic nie będzie widać – jest bardzo popularny, ale w rzeczywistości bliżej mu do wyboru głodówki zamiast zdrowego żywienia.

Co ciekawe w przypadku poparzeń słonecznych nie boimy się raka (to skutecznie wypieramy), a doraźnych nieprzyjemności i brzydkiego wyglądu (ta łuszcząca się skóra i okłady z kefiru…). Boimy się również zbyt szybkiego starzenia się skóry czy trądziku, ale rak, a gdzie tam…

Według badań częstotliwość zachorowań na czerniaka wzrosła w ciągu ostatnich 20 lat trzykrotnie. To sporo. A jednak wciąż wolimy ryzykować. Jak więc się opalać, żeby raka nie zapraszać? Zobaczcie, jaki schemat stosowania filtrów ochronnych powinniśmy zachować dla własnego bezpieczeństwa (i urody).

Schemat stosowania filtrów ochronnych

Pierwszy dzień:

Pięćdziesiątka obowiązkowa! Na pierwsze opalanie trzeba wybrać się z najwyższym filtrem na skórze, czyli oznakowanym jako SPF 50. Przede wszystkim dlatego, że większość z nas reprezentuje nordycki typ urody, co oznacza, że mamy w naskórku relatywnie mało melaniny. Do tego weźmy pod uwagę nasza pogodę i bardzo małą ilość dni słonecznych w roku. Do słońca nie jesteśmy przyzwyczajeni. Pierwsze opalanie nie powinno przekraczać 30 minut (nie krzywcie się tak, opalanie należy dawkować).

Pozostałe dni:

Trzydziestka nie pozbawi cię opalenizny. Kolejne dni smażenia na leżaku, powinny upłynąć nam z kosmetykiem ochronnym o filtrze SPF 30. Nie bójcie się, że wrócicie nieopaleni, żaden kosmetyk (nawet 50-tka) nie daje stuprocentowej ochrony przed słońcem. Promieniowanie słoneczne to nie tylko UVB, które winne jest łuszczącej skórze, ale i UVA. To drugie, niestety jest dla nas bardziej  niebezpieczne. Jest niewyczuwalne, ale głębiej penetruje skórę (aż do skóry właściwej). Odpowiada za uszkodzenia komórek skóry, nowotwory i szybsze starzenie się.

Jeżeli wybieracie się na wakacje w egzotyczne strony, nie powinniście obniżać faktora fotoochrony skóry. Im bliżej równika, tym działanie promieni słonecznych jest bardziej niebezpieczne.

Przed promieniowanie słonecznym nie chronią nas szyby (w domu/w biurze/w samochodzie). Skórę smarujemy nawet siedząc pod parasolem.

Dzieci:

SPF 50! Gratulacje, okazuje się,  że my, Polki, jesteśmy świetnymi matkami. Według badań Polki dzieci zabezpieczają najwyższymi faktorami i nie kwestionują takiej potrzeby. Pamiętajcie jednak, że mimo takiego zabezpieczenia dziecko nie powinno smażyć się całego dnia na słońcu – a takie przewinienie mamy za uszami. Według dermatologów, polskie dzieci przebywają na słońcu zbyt długo. Drugim grzechem, który popełniamy to przebywanie na otwartym słońcu w tzw. zakazanych godzinach.

Pamiętajcie, że oparzenia słoneczne w dzieciństwie znacznie podwyższają ryzyko zachorowania na czerniaka w dorosłości!

PS: Pamiętajcie również, że nawet stosując kosmetyki wodoodporne należy co parę godzin skórę „dosmarować”. W przypadku kontaktu z wodą również – ponieważ, kosmetyk nie tylko może się z powierzchni ciała zmyć – zwykłe tarcie, wycieranie ręcznikiem, ocieranie o koc, matę, leżak itp. ściera kosmetyk z powierzchni skóry. W przypadku dzieci, warto również o tym pamiętać w przypadku zwykłych zabaw – dzieci nieustanie się ruszają, wspinają, bawią w piasku, ścierając preparat o wiele szybciej niż dorosły leżący „plackiem” na ręczniku.

Bezpiecznych wakacji! Wróćcie ZDROWO opaleni!


Na podstawie: hellozdrowie.pl


Zobacz także

Jak poradzić sobie ze strachem i napadami paniki? 9 kroków do zapanowania nad swoim lękiem

Uwaga „toksyczny”! 5 typów najgorszych wampirów energetycznych

25 rzeczy, które robisz jako dorosły, jeśli w dzieciństwie doświadczyłeś przemocy emocjonalnej. Dlaczego taki jesteś?