Iwona Firmanty: „Mężczyzna musi mieć poczucie, że może chronić i opiekować się swoją kobietą”. Pozwólmy im w końcu na to

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 września 2017
Fot. iStock / LukaTDB
Fot. iStock / LukaTDB

Rozejrzyj się. Ilu fajnych facetów widzisz wokół siebie? A ilu z nich nadaje się na świetnego partnera? Którego ty byś wybrała? Tego, co uśmiecha się szeroko, tego wycofanego, gdzieś z boku? Tego, który tryska energią, czy może pochylonego nad gazetą i skupionego? No właśnie – co nami kieruje, kiedy wybieramy sobie faceta do wspólnego życia? Czy w ogóle się nad tym zastanawiamy? Czy stawiamy jakiekolwiek wymagania, czy może bierzemy tego, który akurat się przytrafił, ze strachu przed samotnością, nim inni nazwą nas starą panną?

Ewa Raczyńska: Po co kobiecie właściwie facet?

Iwona Firmanty: Każda kobieta sama powinna odpowiedzieć sobie na to pytanie. Potrzebujemy i chcemy mieć kogoś, do kogo możemy się przytulać. Co, gdy tę funkcję spełniają dzieci, które mamy albo zwierzaki, albo przyjaciele czy nasza rodzina? Odpowiedź na to pytanie może być przewrotna i każdej kobiety będzie właściwa przy założeniu, że to będzie jej własna autentyczna opinia, nie wynikająca chociażby z blokowania się na relacje damo-męskie w wyniku jakiś złych doświadczeń czy niekoniecznie pozytywnych wzorców wyniesionych z domu czy od bliskich osób.

Powinniśmy pamiętać, że nie jest tak, że szukamy swojej drugiej połówki, bo przecież każdy z nas jest całością, co zresztą podkreślam w książce („Jak upolować miłość” – przypis red.). Jeśli więc pytamy, do czego nam potrzeby jest mężczyzna, to odpowiedź zależy od tego, czego my chcemy od życia. W większości przypadków powinien to być towarzysz, który jest obok nas, z którym możemy dzielić swoje życie, ale też ani się na nim zawieszać, ani żyć jego życiem, tylko po prostu być pełną osobą obok pełnej drugiej osoby przy założeniu, że tego właśnie chcemy.

Trzeba pisać książki, prowadzić warsztaty dla kobiet, żebyśmy wiedziały, jak znaleźć miłość?

Ale takie są realia, bo tego nas w domu nie zawsze świadomie uczono. Raczej nie uczono nas jak budować relacje, a jeśli już to obserwowaliśmy relacje naszych rodziców. I jeśli nawet ta relacja była świetna, to jednak nie była nasza, bo mama i tata są innymi ludźmi niż my sami.

Często wchodzimy w związek, bo ktoś się nami zainteresował, bo czegoś szukamy w kimś innym, bo ktoś nas pociąga fizyczno – chemicznie. Szybko popadamy w zauroczenie nie zdając sobie sprawy, jak ważna jest świadomość, czego ja chcę w życiu.

Kiedy pytam moich klientów, z którymi mam przyjemność pracować, czego chcą od życia, to okazuje się, że oni doskonale wiedzą, czego potrzebują ich pracownicy, ich dzieci. Ale kiedy pytam, czego ty chcesz jako człowiek, jak kobieta czy jako mężczyzna, następuje chwila ciszy i konsternacji, bo dawno nikt z nich takiego pytania sobie nie zadał.

Tymczasem my – kobiety, wpadamy w pewną pułapkę. Oprócz tego, że brak nam pełnej świadomości tego, czego my chcemy, to naprawdę rzadko świadomie wybieramy sobie partnera, raczej bierzemy, kto nam się przytrafił.

To też standard. Dlatego w książce napisałam część „Zamówienie”. To brzmi bardzo racjonalnie, ale dobrze by było, aby kobieta wiedziała, czego chce. Ma wiedzieć, że nie interesuje ją wchodzenie w relacje z mężczyzną, który ma nieuporządkowane swoje sprawy. Dziewczyny naiwnie wchodzą w relacje z żonatym, kiedy on nie jest na etapie odchodzenia od żony, czy jest z nią w separacji. On wie co jej mówić, aby realizować swoje potrzeby dzięki niej. Często bywa to potrzeba bliskości, której nie daje mu wg jego opinii jego żona. Często dlatego, że w związkach jest pełno niewyrażonych pragnień i potrzeb. Gdy narasta frustracja, przestaje być miło. A potrzeby zostają.

Zachęcam kobiety, by skupiły się tym, kogo chcą spotkać. By odpowiedziały sobie na pytanie kogo chcą zaprosić do swojego życia. Jaki on ma być? Dlaczego? Żeby nie rzucały się na pierwszego lepszego kandydata, który niekoniecznie będzie dla niej odpowiedni.

Prawda jest taka, że często kobiety chcą deklaracji, związku na tu i teraz, nie chcą czekać.

Zgadza się, mężczyźni, z którymi mam przyjemność pracować, często mówią, że czują się jak przedmiot. Mają realizować cele danej kobiety. Pokazuję kobietom, że jeśli chcą wejść w związek to z kimś, kogo akceptujemy, akceptujemy go jako człowieka z pełną świadomością jego na tę chwilę odkrytych czy też poznanych i wad i cech.

Bywa, że kobiety, które dobiegają 40-tki i już zrealizowały jakieś cele zawodowe, nagle budzą się z hasłem: „chcę mieć dziecko”. I nie ma dla nich znaczenia, jaki to będzie mężczyzna. Każdy za nas chce być pokochany za to jaki jest, a nie za funkcję jaką może pełnić.

Kiedy mężczyzna czy kobieta wchodzą w związek, to ważny jest ten czas, kiedy oni się poznają, , kiedy też nie za szybko idą ze sobą do łóżka. Istotne jest, by wrócić do takich zachowań, kiedy jedna i druga strona chcą trochę poczekać, a jeśli ktoś czekać nie chce, to niech idzie dalej. Mężczyzna szukający stałego związku może nawet opóźniać pierwszą wspólną noc. Wiem, że to teraz już rzadkie okazy, ale jednak się zdarzają. Jeśli się spieszymy, jeśli chcemy się związać z kimś na tu i teraz, to ten związek przybiera formę fast food’u – szybko i niezdrowo. My niby tak nie chcemy, a w efekcie i tak wchodzimy w „fast foodowe” relacje.

Kobietom do znudzenia należy powtarzać, że najważniejsze to pokochać siebie, a nie szukać akceptacji i własnej wartości w oczach mężczyzny…

To niestety albo „stety” zazwyczaj wynosimy z domu- dziecięcą potrzebę miłości i akceptacji, która być może nie została zrealizowana. Bywa, że jest to efekt cech osobowości.

Kiedy prowadzę w korporacjach szkolenia z zakresu inteligencji emocjonalnej, to spotykam się z wieloma smutnymi osobami. Oni świetnie sobie radzą na gruncie zawodowym, ale gdy chodzi o emocje, odpowiedź na pytanie o to kim jestem, czego chcę, to okazuje się, że są kompletnie odczepieni od własnej samoświadomości, co później negatywnie przekłada na psychosomatykę czy problemy z używkami.

Gdzie spotkać tego właściwego mężczyznę?

Polecam każdą dostępną możliwość. Od portali randkowych, po imprezy dla singli, wystawy, festiwale, ulice, parki czy nawet sklep. Wszędzie można go spotkać tylko należy się uśmiechać do życia.

To co ciekawe, często kobiety poznają wartościowych mężczyzn w najmniej oczywistych momentach. I to najczęściej, gdy ona jest szczęśliwa sama ze sobą, akurat w dresie, bo skończyła biegać i uśmiecha się sama do siebie. On ją zaczepia przy kolejce do kasy czy przy owocach w sklepie i nagle okazuje się, że ona bez skrępowania i obaw rozmawia z nim rozmawia, cieszy się i idzie dalej zarzucając pupą, zupełnie nieświadomie. To się dzieje samoistnie.

Kobiety na etapie frustracji, kiedy obawiają się, że nikogo nie znajdą, zachowują się bardzo bojaźliwie w relacji z mężczyznami. Jak to przepracują, przećwiczą na portalach randkowych komunikację damsko-męską, która nie zawsze będzie taka, jakbyśmy chciały, nagle otwiera się dla nich świat mężczyzn. Zaczynają widzieć, że są jeszcze na tym świecie fajni mężczyźni. Rozmawiają z nimi bez obawy, że będą od razu tylko wykorzystane czy odrzucone.

Spotykam się z tym, że kobiety nie potrafią rozmawiać na luzie z mężczyznami, bo zastanawiają się: „czy on nie chce ode mnie czegoś więcej” albo: „on mi nie pasuje”. A trzeba zawsze pamiętać, że jak mamy kolegę, którego nie do końca widziałybyśmy w innej funkcji niż tylko kolega, to on jednak ma swoich kolegów, a oni swoich i zaczyna się dziać, zaczynamy sobie poszerzać obszar, spotykać różnych mężczyzn. Tych, do których uśmiechamy się na ulicy i tych, z którymi rozmawiamy na portalach randkowych. A kto wie, może raz na jakiś czas pojawi się mężczyzna, z jednym niepozowanym zdjęciem, z krótkim opisem siebie, który szuka kobiety na stałe. W realu mu się nie udaje, bo ma dobry samochód, dobrą pracę, dużo kasy i kobiety lecą na to, co on ma, a nie na to kim jest. I nagle okazuje się, że on wchodzi na portal – robi szybką selekcję kobiet, które go interesują – to może być przedział wiekowy, czy kobieta ma dzieci czy nie, znajduje jedną i to jest właśnie ten strzał w dziesiątkę.

Ale są też sytuacje inne, bo przychodzą do mnie na warsztaty kobiety, których sytuacja początkowa była trudna – niskie poczucie własnej wartości czy stereotypowe poglądy na tematy damsko-męskie… A dzisiaj po dwóch latach, bo niektóre z nich tyle czasu potrzebowały, żeby stanąć na nogi, opowiadają o sytuacjach, które mnie poruszają, pod kątem tego, jak im znajomi mówią: „przestańcie się całować, przecież już rok się znacie i nie można tego wytrzymać”. One są dla mnie realnym dowodem na to, że można. I wcale nie wyglądają jak modelki. Są piękne w swoim osobistym poczuciu kobiecości. W życiu chodzi o to, żeby być zadowoloną z siebie, lubić siebie, wtedy zaczyna dziać się magia, bo świat otwiera się w naszym kierunku.

Oczywiście na początku te kobiety są zablokowane, zamknięte, bo wcześniej im z mężczyznami nie wychodziło. Proponuję im: zmień metody. One mają potrzebę aby pomarudzić. Czasami je denerwuje to co im mówię, ale wiedzą, że szczerze chcę im pomóc i czują w tym moc.

I to działa, zwłaszcza gdy z tej całej naszej pracy są fajne związki, dzieciaki. I dzieje się tak w przypadkach, w których wydawałoby się niemożliwe, że jakiś mężczyzna odważy się taką kobietę poderwać – ze względu na jej stanowisko, biznes jaki prowadzi. Jednak nagle okazuje się, że z tej mocnej silnej kobiety, wychodzi przepiękna kobietka, która w domu chcę nią być, mimo, że w pracy rozstawia ludzi po kątach. Mam dziesiątki różnych przykładów, które pokazują, że można, a jak nie można, to trzeba przyjść do mnie i ja pomogę (śmiech).

Ma Pani męża?

Nie mam męża, ale jestem w związku. Nie ukrywam, że wszystko to, co jest w książce, przerobiłam na własnej skórze. Ja też niegdyś nie byłam taka świadoma i sama popełniałam błędy. Dzisiaj jestem bardziej uważna i przez to też szczęśliwa.

Wielu mężczyzn podczas szkoleń czy indywidualnych sesji pyta z ciekawości, czy mam partnera. Kiedy odpowiadam, że tak, uważają, że to musi być jakiś gigant, skoro on się nie boi, że go tak prześwietlę. I trochę jest. Kiedy wracam do domu jestem po prostu kobietą, nie analizuję , nie wykonuję „męskich” obowiązków i zostawiam tę przestrzeń dla tej drugiej osoby.

To tak a propos tego, jakiego mężczyzny szukamy…

Zgadza się. Mam klientkę, która się doktoryzuje, chce iść na profesurę i ona potrzebuje faceta – intelektualisty. On jej nie zmieni kontaktów, bo go prąd kopnie, ale ona będzie miała z nim możliwość deliberowania na tematy, które są dla niej ważne. A od kontaktów będą mieli pana, który przyjdzie i je wymieni fachowo.

Moja przyjaciółka ostatnio się zastanawiała, czy zależy jej na tym, żeby jej facet kosił trawę, czy może wystarczy, że zorganizuje kogoś, kto to zrobi… To też ważne, spojrzeć w ten sposób.

Na pewno. To o czym zapominają te kobiety dzielne i samodzielne, to fakt, że mężczyzna musi mieć poczucie, że może chronić i opiekować się swoją kobietą, żeby zrealizować biologiczną, pierwotną potrzebę bycia żywicielem. W dzisiejszych czasach te możliwości są nieco pomieszane, więc jeżeli kobieta nie da mu przestrzeni, w której on jest szefem od gotowania, albo o spraw technicznych albo od załatwiania ludzi do skoszenia trawy czy zaparkowania jej samochodu, to ona sama sobie szykuje problem, bo on być może będzie szukał swojej męskości u innej kobiety, której może nawet nie będzie kochał i nie będzie chciał, ale będzie czuł, że przy niej jest bardziej męski.

Ale też często mężczyźni się wycofują, stają się wygodni. Ona na początku gotuje obiad, ubiera seksowną bieliznę, gotowa na seks zawsze i wszędzie, a kiedy przychodzi szara codzienność nagle oni są rozczarowani, że to nie ta, w której się zakochał, bo teraz czegoś od niego roszczeniowo oczekuje.

To ona popełniła błąd, bo zrobiła mu wyprzedaż usług, kiedy on nawet za nie nie zapłacił swoim czasem energią i zdobywaniem jej. To typowe zachowanie kobiet. Zaczynają się za bardzo starać a później się dziwią, że on po kilku randkach znika. Po jakimś czasie spotykają go inną kobietą, która celowo wchodzi pod rower, bo wie, że dla niego ważne jest, by uchronić ją przed wypadkiem. I ona wcale nie wygląda super i nie gotuje obiadu z czterech dań.

Prawda jest też taka, że kobieta od początku znajomości powinna być sobą, ale w wersji bardziej świadomiej tańca w relacji damsko-męskiej.

Kobieta też musi się liczyć z tym, że jak spotka mężczyznę godnego jej uwagi, to on może ją grillować. Przez dłuższy czas będzie trzymał ją na dystans, bo będzie sprawdzał jej zachowanie i reakcje.

Kobiety chcą mieć facetów, którzy są wolni, nie mają dzieci, mają odpowiednie zarobki, aparycję, odpowiednie pochodzenie. I takich mężczyzn jest dużo i oni nie interesują się botoksami i dziewczynami jak z okładek. Oczywiście też nie chcą dziewczyn zaniedbanych i nieświadomych własnej kobiecości. Ale kiedy znajdują kobietę z odpowiednią dla nich ofertą, to ją właśnie grillują. Ze strony mężczyzny to jest swojego rodzaju rekrutacja, bo on szuka za tej właściwej.

I możemy się bronić przed tym i obrażać, ale warto być świadomą tego tańca w damsko – męskich relacjach.

Warto o tym rozmawiać, zdawać sobie sprawę z tego, jaką rolę potrzebuje pełnić mężczyzna w związku. Nie możemy oczekiwać, że jak my zrobimy wszystko za niego i dla niego, to on będzie z nami szczęśliwy, że my będziemy szczęśliwi. Zacznijmy od tego, z kim chcemy być, a wtedy świadomie zacznijmy się rozglądać fajnym mężczyzną, którego warto poznać, a co dalej? Czas pokaże.


 

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Iwona Firmanty – psycholożka, socjolożka, trenerka umiejętności osobistych i  coach kadry menedżerskiej. Założycielka Firmy Szkoleniowej Human Skills oraz projektu Sensualna Kobieta Biznesu, który wspiera osobisty i zawodowy rozwój kobiet. Ekspert z zakresu umiejętności interpersonalnych, efektywności osobistej, komunikacji, wystąpień publicznych i budowania relacji. Ceniona nie tylko za merytoryczność, ale też osobowość i poczucie humoru.

 

 

upolowacmilosc-3D (1)


„Kiepska w łóżku” czyli jaka? Tych błędów nie popełniaj

Redakcja
Redakcja
18 września 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic

Nawet jeśli partner nie daje po sobie znać, czasem czujemy, że coś w łóżku nie gra. W takich sytuacjach ciężko właściwie stwierdzić, o co chodzi. Może stres? Kompleksy? Usprawiedliwień znajdzie się wiele. Rzadko jednak przychodzi nam do głowy, że może po prostu, najzwyczajniej w świecie, jesteśmy kiepskie w łóżku? Jak się o tym przekonać? Cóż, istnieje kilka znaków, które powinny dać do myślenia…

Robicie tylko to, co ty lubisz

Wcale nie chodzi o to, by zmuszać się do robienia rzeczy, na które nie mamy ochoty. Kluczem do sukcesu jest otwartość na potrzeby i propozycje partnera. Jeżeli w łóżku robicie tylko to, co lubisz i znasz, szybko dopadnie was rutyna. Ale nie to jest najgorsze. Twój partner szybko straci zainteresowanie seksem, jeśli będziesz krytykować każdy jego pomysł.

Przeciwnie – nie robicie tego, co lubisz

Jeżeli tłamsisz swoje potrzeby lub decydujesz się robić rzeczy, za którymi nie przepadasz, tylko po to, by przypodobać się partnerowi, raczej kiepska z ciebie kochanka. Dojrzały i zaangażowany w relację mężczyzna bardzo szybko wyczuje, że coś między wami nie gra. Pewność siebie i świadomość swoich potrzeb jest naprawdę sexy.

Spieszysz się

To prawda, faceci uwielbiają szybkie numerki. Nie zawsze jednak właśnie na to mają ochotę. Tak samo jak i ty nie zawsze potrzebujesz kilkugodzinnego maratonu z długą i namiętną grą wstępną. Wyczuwajcie swoje nastroje i rozmawiajcie o potrzebach.

Skupiasz się na orgazmie

Nie ma znaczenia, czy chodzi o twoje czy jego szczytowanie. Jeżeli uważasz, że seks bez orgazmu się nie liczy, powinnaś jak najszybciej zmienić podejście. Współżycie naprawdę może dać mnóstwo satysfakcji i bez tego. Czasem po prostu osiągnięcie orgazmu nie jest możliwe z powodu stresu, niektórych leków czy… nadmiaru alkoholu.

Po wszystkim on jest nieobecny

Fajny, udany seks zazwyczaj kończy się wymianą czułych słów i gestów. Jest czas na przytulenie, rozmowę, romantyczne wyznania. Jeśli jednak partner zdaje się być nieobecny, najprawdopodobniej z jakiegoś powodu czuje się niekomfortowo. To dobry moment, żeby zapytać, co było nie tak.

Jesteś zażenowana lub odczuwasz dyskomfort

Skoro tak się czujesz, naprawdopodobniej któreś z was zrobiło coś nieporadnie lub nieodpowiednio. Może teatralnie jęczałaś lub powiedziałaś coś nieadekwatnie do sytuacji? A może irytowały was skrzypiące sprężyny? Spokojnie. Jeżeli masz zdrowe i normalne podejście do seksu, po prostu porozmawiaj z nim o tym, zamiast udawać, że nic się nie stało. Czasami w łóżku dzieją się rzeczy, które mogą nam się nie podobać. Partner na pewno wyczuje, że inaczej reagujesz. Pamiętaj, że jeśli ty czujesz się zażenowana lub zniesmaczona, on najprawdopodobniej zorientował się, że coś poszło źle.

Nie rozmawiacie o seksie

Komunikacja to podstawa. Jeżeli poza łóżkiem unikasz tematów związanych z seksem, nie dziw się, że coś między wami nie gra. Zacznij od opowiadania o tym, co ci się podobało i co lubisz. Wtedy znacznie łatwiej będzie ci nawiązać do tego, co warto zmienić.


Źródło: Bustle


9 rzeczy, których uczysz swoje dzieci, kiedy dajesz im klapsa

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 września 2017
Fot. iStock/Imgorthand
Fot. iStock/Imgorthand

Wydaje się, że na ten temat powiedziano już wszystko. Badania wykazały, że narażanie dzieci na surową karę cielesną może mieć szkodliwy wpływ na rozwój ich mózgu. A jednak, „klapsy” wciąż mają swoich zwolenników. Dlatego warto jeszcze raz przypomnieć dlaczego nigdy, w żadnym wypadku, nie wolno karać w ten sposób dzieci.

Czego dowaduje się twoje dziecko, za kązdym razem, gdy dajesz mu klapsa

1. Osoba „silniejsza” decyduje, co jest słuszne

Kiedy używasz kary fizycznej, aby pokazać dziecku, że zrobiło coś nie tak, wysyłasz komunikat, że ten, kto jest większy i silniejszy decyduje co jest dobre, a co złe.

2. Starsi mogą bić młodszych

Wysyłasz wiadomość, że starsze, większe osoby mają prawo uderzyć te mniejsze, młodsze. Jest to szczególnie mylące, jeśli sam karzesz dziecko za to, że kogoś uderzyło.

3. Przemoc rozwiązuje problemy

Dajesz jasny sygnał: „Jeśli nie podoba mi się to, co robisz, mogę cię uderzyć”.

4. Coś jest nie tak z dzieckiem

Kiedy ten, kto ma chronić, wyrządza krzywdę, dziecko zaczyna uważać, że coś jest z nim nie tak. Poczucie własnej wartości jest fundamentalną sprawą.

5. Masz prawo sprawić, że twoje dziecko czuje się zagrożone emocjonalnie

Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi w Ontario, kara cielesna powoduje zaburzenia funkcji poznawczych i długotrwałe trudności rozwojowe .

6. Dziecko nie może ci zaufać

Czy pamiętasz moment, kiedy sam zostałeś uderzony przez rodzica? Pamiętasz co, o nim pomyślałeś? Było to coś w rodzaju „nienawidzę cię”, prawda?

7. Boi się ciebie, do tego stopnia, że ten lęk może zaburzać pracę części mózgu

Jeśli chcesz, aby Twoje dziecko się czegoś nauczyło, wyciągnęło jakąś lekcję wychowawczą, powinieneś starać się zmniejszyć jego strach, a nie zwiększyć go.

8. Traci dla ciebie szacunek

Bo to więź, ta pozytywna, dobra, jest bazą, na której możesz budować swój autorytet. Kiedy myślisz o ludziach, których chcesz słuchasz, którym ufasz i których porad chętnie szukasz, to są raczej osoby, które cię wspierają i motywują, a nie ci, którzy cię „dołują”.

9. Lepiej kłamać i manipulować, aby uniknąć fizycznej kary

Nikt nie lubi odczuwać fizycznego bólu. Dzieci szybko „dostosowują się” do sytuacji, starając się uniknąć tego, co nieprzyjemne.


 

na podstawie: popsugar.com


Zobacz także

8 trudnych lekcji dojrzałości

8 trudnych lekcji dojrzałości, które wszyscy dostajemy w swoim życiu

8 zaskakujących faktów o śnie

O czym śnisz najczęściej? Obrazy z marzeń sennych mają znaczenie

Fot. iStock / KatarzynaBialasiewicz

Terapia – najlepsza droga do siebie i szczęśliwego życia