Ewa Woydyłło: „Nie chcę być wyrozumiała, kiedy on łapie kobietę za rękę i ją wykręca. No przepraszam bardzo, ma płaty czołowe, nie jest amebą, potrafi myśleć”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 kwietnia 2017
W Polsce każdego dnia 2 tysiące kobiet staje się ofiarą przemocy domowej. Tymczasem rząd chce się wycofać z konwencji antyprzemocowej
Fot. iStock / knape

Ewa Woydyłło opowiada o kobietach, które były przypalane przez mężów niedopałkami, wykorzystywane seksualnie – długo wytrzymywały, aż dochodziły do ściany i musiały sięgnąć po ostateczność, żeby wyzwolić się z rąk oprawcy… A przecież przemoc domowa nie zdarza się w rodzinach określanych ogólnie mianem patologicznych. „Byłam kiedyś bardzo zaangażowana w sprawę, w którą uwikłana była inna publiczna osoba pretendująca do politycznych stanowisk, co więcej przed jakimiś wyborami cała Polska pełna była bilbordów ze zdjęciami tego adwokata. Tymczasem jego żona, moja serdeczna koleżanka, była przez niego katowana” – wspomina psycholog. 

Ewa Raczyńska: Czy historia Karoliny Piaseckiej, nad którą mąż znęcał się psychicznie i fizycznie, a ona postanowiła upublicznić nagrania świadczące o jego przemocy, czegoś nas nauczą? Czy może przejdziemy za chwilę nad tym do porządku dziennego?

Ewa Woydyłło: Takie akty, jak ten pani Karoliny są cegiełkami, które składają się na jedną dużą całość. Być może potrzeba ich tysiące, żeby wreszcie nastąpił jakiś skok w świadomości społecznej dotyczący przemocy domowej.

Dlaczego do takich sytuacji w ogóle musi dochodzić?

To, że coś takiego raz na jakiś czas się dzieje, jest kwestią kilku czynników. Jednym z nich na pewno jest okropna bezsilność kobiet. Przecież pani Karolina zdecydowała się ujawnić te nagranie wtedy, gdy w sprawie rozwodowej jej mąż wytoczył przeciwko niej straszliwe zarzuty, w takich sytuacjach człowiek po prostu widzi, że zostaje pokonany dwukrotnie. Raz, kiedy doznawał krzywdy, a drugi raz, gdy za tę krzywdę zostaje obwiniony, a w dodatku obciążony. I nie można o tym zapominać, bo w sytuacji rozwodu i orzekania o winie wchodzą kwestie majątkowe, zatem nie jest całkiem obojętne, kogo sąd uzna za osobę winną.

I gdybym tylko miała dostęp do tej dziewczyny, pierwszą rzeczą, jaką bym zrobiła, to przytuliłabym ją mocno i powiedziała: „Absolutnie, rób to, weź adwokata, niech zajmie się tym wszystkim profesjonalnie”. Przecież właśnie po to cywilizacja wymyśliła służby specjalistyczne, których zadaniem jest interwencja w wielu ludzkich sprawach, kiedy gdy dzieci są źle traktowane, gdy ktoś pod wpływem alkoholu naruszy przepis i ucieka. To są drastyczne sytuacje łamania zasad współżycia społecznego. W tym przypadku straszliwsze o tyle, że dotyczą męża i żony…

Zresztą nie jest to pierwsza taka historia. Byłam kiedyś bardzo zaangażowana w sprawę, w którą uwikłana była inna publiczna osoba pretendująca do politycznych stanowisk, co więcej przed jakimiś wyborami cała Polska pełna była bilbordów ze zdjęciami tego adwokata. Tymczasem jego żona, moja serdeczna koleżanka, była przez niego katowana, a ja o tej sprawie wiedziałam od dobrych kilku lat… Nawet on zgłosił się do mnie na terapię z problemem alkoholowym, ale przychodził z taką pychą i butą właściwie nie przyjmując w ogóle tego, nad czym moglibyśmy pracować… Ta sprawa też wypłynęła, bo kobieta musiała się bronić w sądzie. Gdy dochodzi się do ściany tak, jak te kobiety, trzeba zdjąć białe rękawiczki.

Najgorsze, że trzeba do tej ściany dojść. Jednak wiele kobiet, ofiary przemocy, które spotkałam, opowiadają swoją historię anonimowo.

Kieruje nimi przede wszystkim strach, zwłaszcza, że taki opresor jest niesłychanie silny, w sensie siły fizycznej, jak i siły, która ma wymiar poza osobisty. To on może nękać, może pozbawić środków do życia, może odebrać dzieci, może na niebezpieczeństwo narazić otoczenie, koleżanki, nowego partnera. Przecież na tym tle dochodzi do zabójstw. Pamiętam sprawę z Krakowa, kiedy mężczyzna na parkingu strzelił do nowego partnera swojej byłej kobiety. To nie są bajki, czy film, to się dzieje naprawdę.

Poza tym, gdy dochodzi do agresji, ta staje się sposobem na osiąganie swoich celów. Każdy chce być szanowany, słuchany, respektowany i kiedyś, w dawnych czasach, sposobem na osiąganie tych celów była właśnie siła. Przecież dzieci uczone były przede wszystkim posłuszeństwa i nie miały żadnych praw. Podobnie kobiety, które były całkowicie zależne od mężczyzn, nie mogły same podróżować, nie miały swojego majątku, a nawet jeśli miały, to po ślubie zarządzał nim tylko mężczyzna. O tym, co kobieta ma robić, jak ma się prowadzić, właściwie o wszystkim, decydował jej mąż, bo ona była osobą bezwłasnowolną. Dzisiaj prawo zmieniło tę relację, ale ludzie się nie zmienili.

Dajemy nieme pozwolenie na przemoc?

Żyjemy w kręgu kulturowym niesłychanie głęboko zakorzenionym w katolicyzmie. A proszę pamiętać, że katolicyzm to ostoja starego porządku, nie jakiegoś nowego. Katolicyzm nie uwzględnia badań naukowych, rozwoju wiedzy o człowieku, nic, po prostu nic, trzyma się kurczowo średniowiecza I tak dobrze, że już uwierzyli, że ziemia nie jest płaska i nie dźwigają jej na grzbiecie cztery słonie. Jednak zakorzenionych w naszej kulturze pozostało jeszcze bardzo dużo starych przekonań. Jednym z nich jest to, że kobieta musi być posłuszna mężowi.

W tym duchu wychowywane są kobiety i dziewczynki. Schemat jest niezmiennie ten sam. Przemoc nie pojawiła się nagle, ona jest od wielu lat, tylko teraz wychodzi na wierzch… A ile spraw nie wychodzi? Tu idealnie pasuje powiedzenie o wierzchołku góry lodowej, który wystaje ponad wodę, a pod spodem… znajduje się dokładnie to samo, tyle, że w ukryciu. Tak wygląda problem przemocy domowej w naszym kraju.

Czasami bywam w więzieniach dla kobiet, tworzyłam ośrodek terapii uzależnień dla narkomanek i alkoholiczek w więzieniu w Grudziądzu. Te kobiety znam, czasami są one skazane na długie wyroki, ale są socjalizowane, przechodzą terapię… Rozmawiam z nimi, pytam: ile ci zostało i słyszę 25 lat, 18 – wiem, że to najwyższe wyroki, za zabójstwo. Innej zostały dwa lata do wyjścia. I kiedy tak sobie z nimi siedzę, to zawsze łza na powiekach mi się kręci, bo myślę sobie, że rany boskie, gdybym ja urodziła się w tym samym domu co one i z nimi albo zamiast nich dorastałabym w takim środowisku, to przecież byłabym na ich miejscu, może nawet szybciej niż one.

Dlaczego?

Bo mam temperament przekorny i często się buntuję, a co dopiero gdybym była wtłaczana w taki, jak one, model podporządkowania… Pewnie nie czekałabym 10 lat do momentu, kiedy mąż przypalałby mnie niedopałkiem, kiedy nie chciałabym z nim seksu uprawiać. Nie wytrzymałabym, gdyby wlewał mi wódkę i kazał pić duszkiem, żeby mu łatwiej było robić ze mną w łóżku, co chce. Jedna z kobiet opowiadała, że jej facet się na nią wypróżniał… I w końcu któraś wzięła nóż, a któraś uciekła z domu. On ją gonił, więc zaaranżowała wypadek. Przebiegła przed rozpędzonym autem, które w niego już uderzyło. Znaleźli się świadkowie, którzy zeznali, że ta kobieta jednak maczała palce w tym wypadku i sąd skazał ją na pół roku pozbawienia wolności.

Doszła do ściany…

Właśnie, a przecież w tym więzieniu, wśród tych kobiet nie było ani jednej osoby, która miałaby zwyrodniały charakter, czy mózg chory na okrucieństwo. Nie, one po prostu wytrzymywały tak długo, aż w końcu się miarka przebierała i sięgały po ostateczność. Któraś ze schodów zrzuciła, facet połamał sobie kości, a ją skazano za przemoc.

Najgorsza w tym wszystkim była taka okropna niesprawiedliwość. Bo nawet wtedy, kiedy one były krzywdzone, żaliły się i płakały, chciały odejść, to ich matka, ponieważ najczęściej sama żyła w opresyjnym związku, mówiła: no ja się tyle nacierpiałam, to ty nie wytrzymasz?

Przemoc można porównać do szczurów. Podobno, gdy one się zalęgną, to nie ma sposobu, by się ich pozbyć, trzeba dom spalić. Przystosowują się, wżerają… I przemoc działa podobnie, zwłaszcza, że jest ogólne przyzwolenie na taki „machoizm”. Przecież, kiedy opowiada się żarty o tym, że facet tłucze kobietę za coś tam – wszyscy rechoczą w barze.

Przemoc jest ukrywana, a z drugiej strony tak bardzo oczywista. Na to jest przyzwolenie, tak ma być, bo taka jest rodzina.

W takim modelu wiele z nas zostało wychowanych, to mąż jest najważniejszy i jego zdanie się liczy.

Pamiętam początek lat 90-tych, czasy, kiedy Polska wyrwała się spod sowieckiego jarzma, to właśnie wtedy Europa szalenie chciała nam pomagać. Bardzo dużo działałam wtedy wokół problemu alkoholizmu, dzięki czemu często miałam do czynienia z ówczesnym Ministerstwem Zdrowia. To wtedy z Brukseli przyszła oferta – chcieli nam dać jakąś naprawdę dużą sumę pieniędzy na zajęcie się przemocą domową. Niestety jacyś tam biskupi natychmiast zatrzymali całą sprawę za argument podając, że Zachód chce rozbić polską rodzinę.

I ten argument brzmi do dzisiaj. Bo dlaczego chcemy wypowiedzieć konwencję antyprzemocową? Otóż dlatego, że aby spełnić jej warunki, trzeba przeprowadzić zmianę prawa, uznać przemoc domową za przestępstwo. A jeśli jest przestępstwo, to musi być system kar, a co za tym idzie – reedukacja.

Kiedy zajmowałam się tą sprawą i trafiłam w Chicago na Polaka, który zatrudniony przez miasto opiekował się w pewien sposób polskimi imigrantami, których angielski był słaby, a oni dostawali wezwania do sądu wyroki za przemoc domową, np. za bicie dzieci. Zresztą w Stanach wygląda to tak, że jeśli do szkoły przyjdzie chłopiec z siniakiem, to nauczyciel od razu pyta, co się stało. Jeszcze tego samego popołudnia w domu tego chłopca jest nie policja, ale służba specjalna zajmująca się problemem przemocy domowej. Taki ojciec, który bije swoje dziecko ma sprawę w sądzie, sąd w ciągu tygodnia orzeka wyrok, np. trzy miesiące prac publicznych albo pół roku pozbawienia wolności w zależności od czynu. Tyle tylko, że dostaje on wybór – jeśli nie chcesz tej kary przyjąć, to pójdziesz na roczny kurs oduczania przemocy i agresji.

I to działa?

Byłam na takim kursie zobaczyć, jak to wygląda. Taki facet za kurs, który odbywa się na policji lub w wynajętych salkach, musi zapłacić. U nas nazywałoby się to terapią, ale z terapią niewiele ma wspólnego, bo tych kursów nie prowadzą nawet psycholodzy, tylko ludzie przeszkoleni. Taki kurs trwa pół roku lub rok, delikwent przychodzi dwa lub trzy razy w tygodniu, na półtorej godziny. Siedzi od 20:00 do 21:30, w tym czasie dzieci idą spać w domu spokojnie, a on zamiast iść do baru czy oglądać telewizję, musi być na spotkaniu, sąd jego obecności monitoruje. Ten program zakłada spotkania grupowe nawet d0 25 osób, to nie jest intymna terapia, tylko robota nad tym: dlaczego bracie, jak chcesz, żeby cię żona kochała i szanowała, a dzieci były dla ciebie miłe, używasz pięści, albo wulgarnych słów, albo podniesionego tonu. Dlaczego nie potrafisz tej miłości i szacunku zjednać sobie w inny sposób, innymi metodami, które sprawią, że uzyskasz rzeczywistą więź z najbliższymi?

Mam znajomych, którzy przeszli szkolenie uprawniające ich do prowadzenie takiego kurs, ale u nas nikt nie jest zainteresowany. Jedynie w więzieniach udaje się to zrobić..

I jak widać, są sposoby na oprawców, świat już wymyślił, jak z nimi skutecznie pracować, nie zajmować się jedynie ofiarami, a przede wszystkim sprawcami. Bo ofiara się wyprowadzi, znajdzie się jej dom, udzieli pomocy, ale po pół roku ona wróci i co wtedy? Wtedy dochodzi do tak wyrafinowanej formy przemocy…, dochodzi do terroru.

Czy nie jest tak, że musimy pamiętać, że przemoc domowa nie ma miejsca jedynie w patologicznych domach?

Przemoc podobnie jak alkoholizm, sięganie po leki, czy chodzenie na rozładowanie seksualne do domów publicznych, w ogóle nie jest związana z wykształceniem, czy statusem materialnym, tylko raczej z pewnymi emocjonalnymi defektami. A defektem nazywam brak umiejętności radzenia sobie z emocjami. Jeśli ktoś jest sfrustrowany, wraca zmęczony z pracy, albo ma normalne życiowe trudne sytuacje i nie umie ich rozwiązać, nie potrafi.

Ta sytuacja dotyczy zwłaszcza mężczyzn. My kobiety gadamy, jak mamy zmartwienie, to dzwonimy do przyjaciółki. Ja na przykład mam bardzo ciężko chorego męża i związane z tym i nie tylko z tym rozmaite trudne sytuacje. Tyle, że wokół mnie jest wiele kobiet, których czasami nazwiska nie pamiętam, a z którymi tworzymy kongres kobiet od wielu lat. I one w tych najtrudniejszych momentach wysyłają mi SMS-y w postaci serduszek, kwiatków. Dają mi w ten sposób znać, że jak będę potrzebować pomocy, to zawsze mogę się do nich zwrócić. W końcu każdy z nas doświadcza trudności, tylko różnie sobie z nimi radzimy. Zna pani mężczyzn, którzy wysyłają do siebie serduszka, gdy jeden z nich ma problemy w pracy?

Oczywiście, że nie. Przecież ogólnie uważa się to za niemęskie, facet musi być silny, nie może się nad sobą użalać…

Właśnie, bo to uważa się za użalanie się, a tak naprawdę wcale nim nie jest. Kiedy dziecko umiera i ktoś nie może sobie poradzić z emocjami, to czy nazwiemy to użalaniem? W takiej sytuacji kobieta kobiecie wie, jak pomóc – ugotuje obiad, zrobi herbatę, posiedzi z nami, a nawet popłacze. I to jest ta różnica, z której wynika, dlaczego wśród kobiet jest dużo mniej agresji Przecież ludzie są tacy sami, a jednak nam kobietom wolno płakać, już jako małym dziewczynkom. Ale jak płacze chłopiec…

To się mu mówi: nie bądź jak baba.

To pokazuje absurdy. Bo w jakimś sensie przemoc nie do końca i nie zawsze jest – i tu można użyć dużego cudzysłowu – „winą” mężczyzn, to wychowanie, wzorce, które zostają w nich zakorzenione. Przy czym w żaden sposób nie chcę być wyrozumiała, kiedy on łapie kobietę za rękę i ją wykręca. No przepraszam bardzo, ma płaty czołowe, nie jest amebą, potrafi myśleć.

Przemoc można uważać za wynik kultury, w jakiej zostaliśmy wychowani?

Tak, ponieważ dochodzi do niej w majestacie tradycji, władzy, poważania modelu rodziny, który wyznacza katolicyzm, a także zamiatania wszystkiego pod dywan.

Znam przypadek, kiedy kobieta była strasznie przez swojego męża traktowana, no potwornie i to ze znanej publicznie rodziny, takiej z najwyższej półki. I kiedy on umarł, ona to wszystko zakłamała. Wydała książkę, w której opowiada o swoim mężu w samych superlatywach. Zbiera mi się na wymioty, jak to czytam, bo ja wiem, ile razy ja ją na duchu podtrzymywałam, próbowałam namówić, żeby zareagowała. Gdy umarł – o rety, jak ona tęskni, jak to zawsze było cudownie, jak było pięknie. Jak widać same kobiety żyją w takim kokonie tradycji.

A co z komentarzami innych kobiet: „Odejdź, nie bądź głupia, ja bym już dawno go zostawiła”?

Wiem, że takie komentarze oburzają czasami. Jednak kobieta, która tak mówi, reprezentuje już inny sposób myślenia, wypłukał się z niej osad jakiegoś lęku, wstydu. I na szczęście coraz więcej jest takich kobiet. To jedna strona. Druga wygląda tak, że jeśli ktoś pyta, czemu nie odejdziesz, to ona ma szereg argumentów. Nie odejdzie, ponieważ nie będzie miała z czego żyć, zostanie z niczym, on odbierze jej dzieci. Nie odejdzie, bo nie wierzy w sądy polskie, bo zostanie bez dachu nad głową, bo jego rodzina ma tak macki rozłożone, że pozbawi ją wszystkiego, ponieważ sąd zostanie przekonany, że to ona jest sprawczynią przemocy. Przecież tak właśnie działo się w przypadku Karoliny Piaseckiej. To są poważne groźby, jak z nimi walczyć?

Jeszcze jest jeden aspekt, z którym się bardzo identyfikuję, zwłaszcza w przypadku starszych kobiet. To jest poczucie: dobra odejdę i zostanę z czym? Zostanę osamotniona, bo obecność mężczyzny dla innych ludzi, dla mnie może nie, ale dla innych może być miarą mojej normalności, a przede wszystkim wartości, jakikolwiek by ten facet nie był…


Ewa Woydyłło

Ewa Woydyłło

Ewa Woydyłło doktor psychologii i terapii uzależnień, autorka licznych książek, m.in. Wybieram wolność, czyli rzecz o wyzwalaniu się z uzależnień, Zaproszenie do życia, Sekrety kobiet, Rak duszy. W Polsce spopularyzowała leczenie oparte na modelu Minnesota, który bazuje na filozofii Anonimowych Alkoholików. Otrzymała medal św. Jerzego za osiągnięcia w dziedzinie terapii i profilaktyki uzależnień, a za pracę z uzależnionymi w więzieniach odznaczenie Ministra Sprawiedliwości.


Specjalnie dla kobiecych oczu, czyli 10 filmów z niezwykle przystojną obsadą

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
20 kwietnia 2017
Fot. Screen  You Tube/Top 10 Must-Watch Ryan Gosling Performances
Fot. Screen You Tube/Top 10 Must-Watch Ryan Gosling Performances

Podobno można chodzić się do kina lub na film – to pierwsze, gdy bardziej od seansu interesuje nas towarzystwo, a drugie, gdy to, co na ekranie ważniejsze jest od tego, kto siedzi na fotelu obok. Czasami bywa też i tak, że ani film ani towarzystwo nie są istotne, za to liczy się konkretny aktor. I tak oto chodzimy na Ryana, Brada czy Leonardo, wpatrujemy się w Georga, Macieja lub Matthew, wzdychamy, marzymy i cieszymy oko. I nic w tym złego, kto kobiecie od czasu do czasu zabroni i takiej przyjemności! Oto 10 filmów z przystojnymi aktorami, które warto zobaczyć nie tylko ze względu na fabułę i wciągająca akcję.

„Kocha, lubi, szanuje”, reż. Glenn Ficarra

No witaj Ryanie Goslingu, niczym z Photoshopa wyjęty! Miło cię… oglądać 😉 A na dodatek miło cię widzieć w dobrej i zabawnej komedii. Przystojny Ryan wciela się tutaj w rolę podrywacza Jacoba, który staje się przewodnikiem po świecie randek dla świeżo zdradzonego Cala Weavera (Steve Carell). Jednak kto mieczem wojuje, od miecza ginie – Jacoba w końcu trafia strzała Amora.

„Magic Mike”, reż. Steven Soderbergh

Drogie panie, w tym filmie każda znajdzie swój typ mężczyny, a od roznegliżowanych przystojniaków jest tutaj po prostu gęsto. Channing Tatum, Matthew McConaughey, Matt Bomer, Joe Manganiello udowadniają, że wiedzą jak efektywnie ściągnąć z siebie ubrania i przyciągnąć kobiecą uwagę. To nie jest film, który stawia filozoficzne pytania, wzrusza i skłania do refleksji – to po prostu rozrywka w czystej postaci na wieczór, podczas którego chcemy rozerwać się i zrelaksować. Zdecydowanie na babski wieczór.

„Infiltracja”, reż. Martin Scorsese

Policjant przenikający do struktur mafii i jeden z jej członków w bostońskiej policji, podwójne tożsamości, intrygi, tajemnice i śmiertelna rozgrywka. Jeśli dodamy do tego jedne z najlepszych ról Leonardo Di Caprio i Matta Damona. hollywoodzki rozmach, gwiazdorską obsadę i reżyserską rękę mistrza Scorsese, to bez wątpienia wyjdzie nam filmowy hit. Warto zobaczyć nawet jeśli Leonardo i Matt nie są w waszym typie.

„Wiek Adaline”, reż. Lee Toland Krieger

Choć główną role gra tutaj Blake Lively, to partnerujący jej Michiel Huisman (znany także z „Gry o tron”) oraz Harrison Ford bez wątpienia mają duży wpływ na nasz odbiór filmu. Piękna Adaline jako dwudziestolatka ulega wypadkowi i staje się nieśmiertelna. Niemal przez cały wiek podróżuje, zmienia tożsamości, obserwuje starzenie się swoich bliskich, aż w końcu spotyka miłość, która boleśnie uświadamia jej, że wieczna młodość wcale nie jest taka wspaniała…

„Ocean’s Eleven: Ryzykowna gra”, reż. Steven Soderbergh

Danny Ocean po opuszczeniu więziennych murów planuje historyczny skok na kasyna w Las Vegas. Kompletuje ekipę fachowców, którzy mają mu pomóc w realizacji tego planu i zdobyciu fortuny. George Clooney, Brad Pitt, Matt Damon, Andy Garcia w filmie który daje nam rozrywkę, odprężenie i na dwie godziny uwalnia od codzienności. Czy trzeba jeszcze kogoś przekonywać?

„Ugotowany”, reż. John Wells

Adam Jones, genialny kucharz z problemami osobistymi,  gromadzi doborową załogę, by stworzyć jedną z najlepszych restaurację na świecie i zdobyć trzy gwiazdki Michelin. Czy uda mu się pokonać konkurencję i własne demony? Jeśli jeszcze nie jesteście fankami Bradley’a Cooper’a to może uda się mu zdobyć waszą sympatię tym filmem – wszak przez żołądek do serca!

„Makbet”, reż. Justin Kurzel

Bo kto powiedział, że klasyka nie może być przyjemnością nawet dla oka? Jeśli w rolę tytułowego Makbeta wciela się przystojny Michael Fassbender, to nie ma co do tego wątpliwości! Żądza władzy, pasja, szaleństwo, zazdrość i Szekspir na ekranie w najlepszym wydaniu – warto, naprawdę warto!

„Avengers”, reż. Joss Whedon

Może to nie jest typowo kobiecy film, ale wasz mężczyzna będzie z tego wyboru zadowolony, a wy będziecie mogły spędzić dwie godziny z przystojnymi aktorami na ekranie – czegoż nie robi się dla ukochanego! Grupa superbohaterów łączy siły, by obronić nas przed inwazją kosmitów i ochronić świat przed całkowitym zniszczeniem. Robert Downey Jr., Tom Hiddleston, Chris Evans, Chris Hemsworth i Mark Ruffalo serdecznie zapraszają i oferują swoje super moce.

„Planeta singli”, reż. Mitja Okorn

Nie tylko w Hollywood mają przystojnych aktorów – u nas też ich nie brakuje. O proszę, Maciej Stuhr w komedii romantycznej, która jest naprawdę zabawna i której oglądanie nie boli i daje nam przyjemność! Nauczycielka Ania (Agnieszka Więdłocha) szuka swojego księcia z bajki na portalach randkowych. Przypadkiem poznaje gwiazdę telewizji, cynicznego mizogina Tomka (Maciej Stuhr), który proponuje jej niezwykłą współpracę…

„Wszystko, co kocham”, reż. Jacek Borcuch

Jest rok 1981. W małej nadmorskiej miejscowości osiemnastoletni Janek zakłada zespół punkrockowy, poznaje smak muzyki, przyjaźni, pierwszej miłości i buntu w czasie politycznej burzy. Jeden z najlepszych filmów ostatnich lat, w którym roi się od młodych, polskich talentów (a przy okazji też przystojnych) – na ekranie m.in. Mateusz Kościukiewicz, Jakub Gierszał, Mateusz Banasiuk, Andrzej Chyra. Jeśli jeszcze ktoś nie widział, niech nie zwleka, bo to naprawdę świetny film.

A wy co polecacie i kogo chętnie oglądacie? :)


„Alicja w Krainie Pożądania”. Akcja „Kwiecień-plecień, upleć nam ciekawą historię” [18+]

Listy do redakcji
Listy do redakcji
20 kwietnia 2017
Fot. iStock / CoffeeAndMilk
Fot. iStock / CoffeeAndMilk

Alicja była dziennikarką w lokalnej gazecie. Pomimo, że miała zawód ciekawy, w jej życiu nie działo się nic interesującego. Po pracy gotowała, jadła, dzwoniła do przyjaciółki, a potem siadała przy pianinie, by komponować utwory, których świat miał nigdy nie usłyszeć. W weekendy wolne od pracy wyjeżdżała na wieś do rodziny i słuchała o tym, że powinna więcej jeść, bo grozi jej anoreksja. I że może dlatego nie ma jeszcze mężczyzny. Alicja nie chciała w tym swoim zwykłym szarym życiu nic zmieniać. Być może żyła relacjonowanymi przez siebie sensacjami, napadami na bank, gwałtami i sukcesami innych osób. Ona była narratorem. A narrator nie przeżywa przygód. Nawet miłosnych.

Oprócz gry na pianinie, była jeszcze rzecz, którą Alicja trzymała w tajemnicy przed światem, nawet swoją najbliższą przyjaciółką. Mianowicie korzystała z pomocy psychiatry, brała leki które jeszcze trzymały ją przy życiu. To już ciągnęło się od paru dobrych lat od skończenia studiów. Alicja była niezwykła. Pomimo, że w dawnym życiu (to jest zanim jeszcze poznała swojego psychiatrę) próbowała się zabić, to nigdy na nic nie narzekała. Podążała posłusznie za scenariuszem życia. Nie kłóciła się z redaktorem naczelnym, kiedy kazał zostawać je po godzinach, by odwalać robotę, która do niej nie należała. Nie wypominała przyjaciółce, gdy dziwnym trafem zaczynała chodzić z facetem, którego poznała Alicja… o dziwo nadal się z nią przyjaźniła. Nie złościła się też na docinki rodziców o tym, że wiecznie jest sama i się głodzi. Ale nie narzekała. Poza pracą, Alicja nienawidziła pisać. Dawniej, jeszcze na studiach, gdy wracała do domu późnym wieczorem, potrafiła siedzieć do połowy nocy, by opisywać rozgrywki swoich bohaterów. Ale od kiedy poznała smak prawdziwego dziennikarstwa, poza pracą nie pisała nic. Nawet kartek na zakupy. SMS-y w jej telefonie nie istniały, potrafiła tylko dzwonić. Na forach internetowych była tylko obserwatorem. Na portale społecznościowe wchodziła tylko po to, by wiedzieć, co się dzieje u innych.

Czy była zamknięta w sobie? Była raczej trudna do rozgryzienia. W pracy mówiła sporo, potrafiła przekazać prawie sto procent ze swoich obserwacji. Z przyjaciółką potrafiła rozmawiać codziennie po kilka godzin. Ale w jej mówieniu było coś melancholijnego: nigdy nie krzyczała, a o nawet najbardziej ekscytujących rzeczach opowiadała zawsze jak o prozaicznych czynnościach. Oprócz tego dziennikarka miała jeszcze jedną dziwną cechę – nigdy nie płakała. W dodatku nie potrafiła sobie przypomnieć, czy zanim zaczęła brać leki było tak samo, czy też wcześniejszy płacz nieświadomie wymazała z pamięci. I tak upływało szare życie Alicji. Po co opisywać codzienne wieczory przy pianinie, kiedy wszystkie były takie same, albo spotkania rodzinne, kiedy nie miały żadnego głębszego wymiaru.

Wydawać by się mogło, że życie Alicji będzie już takie do końca. Że nie zmieni się już ani jedna rzecz. Nie znajdzie mężczyzny swojego życia, nie uśmiechnie się, ani nie podniesie głosu w żadnej sytuacji. A nawet, że nigdy nie wyrzucą jej z pracy, aby mogła się pierwszy raz rozpłakać. Z pracy nie mieli zamiaru jej wyrzucać, była solidna, obowiązkowa, umiała zaobserwować wiele rzeczy, które umykały uwadze innych, umiała też dobrze pisać. A jednak.

A jednak po ośmiu latach mordęgi w redakcji została wezwana do redaktora, który oznajmił jej: -Alicjo bardzo mi przykro. Byłaś bardzo dobrą dziennikarką, zawdzięczamy ci wiele, ale pojawiła się w naszej redakcji pewna młoda, bardzo zdolna dziennikarka i muszę zatrudnić ją, a wiesz, że nie potrzebujemy aż tylu ludzi…

Alicja nie pozwoliła mu skończyć. Zebrała się, by spakować wszystkie swoje rzeczy i wyszła totalnie bez pożegnania. Znała „młodą dziennikarkę”. Był to nie ktokolwiek inny jak jej przyjaciółka! Alicja wiedziała, że studiuje teraz dziennikarstwo, bo była to ich podobna pasja i nawet namawiała przyjaciółkę, by rozwijała się w tym kierunku, ale w życiu nie przypuszczała, że zrobi jej takie świństwo. Nie musiała długo czekać na wyjaśnienia. Gdy tylko wróciła do domu zadzwonił telefon. To była ona. Alicja odebrała, by oznajmić jej koniec znajomości.

– Cześć Aluś… -trajkotało w słuchawce. – Wybacz mi słoneczko, ja nie wiedziałam że on cię zwolni… Chciałam żebyśmy pracowały razem…

– Nie powiedziałaś.

– To miała być niespodzianka. Ale opowiem ci najlepsze. Jak przyszłam na rozmowę, to wiesz, on wcale nie kazał mi nic pisać. Zapytał, co potrafię, to wiesz, co odpowiedziałam… no weź Aluś przecież znasz mnie. I zajebisty gość, oczywiście się zgodził! Nie będzie łatwo w tej pracy, mam w każdy poniedziałek dawać mu dupy. Jak zobaczyłam zdjęcie jego obleśnej żony, to się nie dziwię… Ale powiedział, że jakbym miała ochotę w środku tygodnia mu possać to będzie premia! Ciekawe, czy będę musiała coś w ogóle pisać…

Alicja odłożyła słuchawkę. Z błogim spokojem jak zwykle. Pomyślała, że jej „przyjaciółka” nie jest warta wyjaśnień zerwania kontaktu. Zadzwoniła do sieci, by zablokować kartę i zmienić numer. I tak nie miała innych znajomych. Następnie, nie wiedząc po co, zaczęła pakować ubrania i rzeczy z mieszkania, jakby szykowała się do przeprowadzki. Nie odzywała się, nie płakała, nie krzyczała. Wykonywała to w ten sposób, jakby rozlała coś na podłogę i wiedziała, że konsekwencją tego jest pościerać. Wystawiła mieszkanie na sprzedaż, dała też ogłoszenie że czegoś szuka, a w międzyczasie postanowiła wyjechać na kilka dni. Czy do rodziny? Nie, tego mogłaby nie znieść. „No Aluś, nie dosyć że męża nie masz, to jeszcze z pracy cię wywalili! Pewnie szef widział, że głodna chodzisz! A mówiłam żebyś więcej jadła…!”.

Nie musiała tam jechać, by słyszeć podobne komentarze w swojej głowie. Po prostu wyszła z domu, zabierając ze sobą jedynie mały podręczny plecak. Doszła na nogach do wylotówki z miasta. Mogłaby iść dalej, ale po co, kiedy wtedy nie przeżyłaby prawdziwej przygody. Zatrzymała się przy drodze i zaczęła machać, by zatrzymać pierwszy lepszy samochód. Przejechało już chyba z 30, nikt się nie zatrzymał. „Może faktycznie coś ze mną nie tak…”, zaczęła myśleć, a wtedy jakby nigdy nic zatrzymał się ktoś w srebrnym audi. Mężczyzna uśmiechnął się szeroko i otworzył drzwi. Alicja bez zastanowienia wsiadła.

– Mariusz – przedstawił się. – Dokąd tak późną porą chcesz dojechać?

– Alicja – odparła. – Może Londyn lub Berlin…wszystko jedno, tam, gdzie coś się dzieje.

Nieznajomy roześmiał się. Był to dobrze zbudowany brunet, na oko może tylko kilka lat starszy od Alicji. W jego samochodzie dało się wyczuć ładny zapach lawendy. Sam pachniał zaś ekskluzywnymi perfumami, których zapach w połączeniu z tą lawendą przyprawiał Alicję o dziwny dreszcz. Okazało się, że jest fotografem, który porzucił swoją pasję, gdy zdradziła go dziewczyna modelka, od tamtej pory zaczął pracować jako realizator dźwięku w podwarszawskim studiu, a do fotografii wraca tylko hobbistycznie, gdy chodzi po górach.

Alicja najpierw nieco skrępowana, ale nie mogła oprzeć się urokowi kierowcy i wkrótce zorientowała się, że rozmawia z nim już dobre trzy godziny, a dalej nie wie, dokąd jadą. Gdy spytała, nie powiedział jej. Jakoś nie czuła lęku. Po tym co się wydarzyło, było jej już raczej wszystko jedno. Zdziwiła się jednak, gdy dwie godziny później zatrzymali się w lesie.

– Muszę się zdrzemnąć żeby móc jechać dalej – powiedział kierowca. – Ale może wcześniej coś zjemy?

Mariusz otworzył bagażnik i wyciągnął plecak z jedzeniem i duży koc.

– Ja nie jestem głodna. Dziękuję. Może ze stresu, że spędzę tu noc z tobą, ale nie mogę jeść –odparła Alicja.

– Serio się boisz? To dobra, może zjemy później, a najpierw trochę cię zrelaksuję.

Mariusz włączył nastrojową muzykę i zadał jeszcze dziesięć innych pytań o potrzeby Alicji. Okrył ja kocem i głaskał po głowie, opowiadając o swoich przygodach, które już przeżył tak podróżując. Chciał polać też jej kieliszek wina, ale Alicja uznała, że nie wolno pić z nieznajomymi jeszcze w dziwnym miejscu pośrodku lasu. Mariusz bardzo ją polubił i rozgadał się przy niej na dobre… zwłaszcza jak na zamkniętego w sobie faceta, jakim był. Alicja słuchała go, co umiała robić doskonale, jednak po jakimś czasie Mariusz niemało się zdziwił, gdy dziewczyna wkładając rękę pod koc, rozpięła mu spodnie. Nie musiała długo szukać. Wyczuła w dotyku, że ma do czynienia z nie byle jakim penisem. Alicja tak dawno tego nie robiła. W porywie namiętności zapomniała o wszystkich zasadach swojego szarego życia i jak dzika lwica zrzuciła z siebie ciuchy i rozkazała dziesięć razy silniejszemu od niej facetowi, w jego samochodzie, by ssał jej sutki. Później ugryzła go w szyje i krzyknęła : –Zabiję cię! Mariusz ogromnie podniecony wziął ją w swoje silne ramiona i przewrócił na plecy na tylnym siedzeniu. Zaczął ssać jej całe ciało, gdy poczuł, że między jej udami nastaje powódź, wsadził coś, co rosło mu od dłuższego czasu, tak że nie mógł już sobie z tym poradzić. Alicja zawyła:

– K*rwa, jaki wielki!

– Cicho bądź księżniczko, atak nadchodzi – pocałował ją w usta i zaczął wywoływać w niej uczucie, którego już nie pamiętała.

Alicja wyła jak nigdy. Z rozkoszy. Czy to utracona praca, wredna przyjaciółka dały jej to poczucie?

Mariusz był również niewyżyty. Po zerwaniu z modelką, pogrążony w pracy, zapomniał o tym że istnieją kobiety i że można się z nimi kochać z dziką rozkoszą. Teraz przypomniał to sobie ze wzmożoną siłą. Alicja w życiu nie czuła w sobie tak ogromnego członka. W dodatku nieznany kierowca dotykał ją dokładnie tam, gdzie chciała. Sapała, wyła, krzyczała, całowała go w usta. Mariusz pieścił ją, obezwładniał jej ciało, traktował je z taką mistycznością, że choć czuła, że już nie daje rady, jego spojrzenie, dotyk i głos podniecały ją na nowo. Gdy dochodziła do siebie po kolejnym orgazmie, zauważyła:

– Chyba już świta…

– Faktycznie – potwierdził Mariusz. – A miałem się przespać… -Było doskonale – wzdychała Alicja.

– Dla mnie też. Jak dobrze, że cię zabrałem. Z reguły nie robię tego z pierwszą lepszą, ale czekaj…to ty zaczęłaś…

Roześmiali się oboje. Alicja tej nocy krzyczała. Pierwszy raz użyła ekspresji. Był to dla niej jakiś przełom. Dziewczyna postanowiła wrócić do mieszkania. Przygoda tej nocy była dla niej wystarczająca. Poprosiła Mariusza, by podwiózł ją tylko na przystanek, skąd złapie do siebie autobus, ale ten upierając się, że interesy mogą poczekać, postanowił zawieść ją pod sam dom. Droga powrotna przebiegała bardzo błogo. Muzyka Boba Dylana wypełniała cały samochód. Alicja siedziała rozmarzona, trochę przysypiając, a Mariusz, któremu bardzo waliło serce…czy to od nowej nieznajomej, czy trzech napojów energetycznych… nie musiał się denerwować że zaśnie za kierownicą. Gdy w końcu Alicja wysiadła z audi, podziękowała Mariuszowi za wszystko i uśmiechnęła się! Kolejny przełom. Między pierwszą częścią szarego życia, a drugą musi być jakiś przełom.

Gdy Alicja przyszła do mieszkania, wydawało jej się ono nawet piękniejsze, niż gdy z niego wychodziła, ale przypomniała sobie, że przecież dała je na sprzedaż… Otworzyła pocztę by sprawdzić czy są jakieś odpowiedzi w tej sprawie. Była jedna. Postanowiła, że skoro już podjęła decyzje o sprzedaży nie będzie teraz się wycofywać z powodu jakieś głupiej erotycznej przygody. Podała w odpowiedzi możliwe terminy oglądania mieszkania.

Dwa dni później potencjalny współlokator zadzwonił do drzwi. Jakieś było zdziwienie Alicji, gdy był to Mariusz!

– Cześć… – powiedziała zdziwiona. – Wejdź obejrzeć mieszkanie.

– Nie trzeba – odrzekł Mariusz. – Ja i tak chcę je kupić. Ale pod jednym warunkiem.

– Jakim?? – spytała zdumiona Alicja.

– Że zamieszkasz w nim ze mną.

autorka: Kinga Czerwińska


Akcja „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię”

Zadanie konkursowe: jeśli chcesz wziąć udział w akcji „Kwiecień-plecień, czyli upleć nam ciekawą historię” prześlij do nas swoje opowiadanie, nie narzucamy formy, tematyki – napiszcie o tym, co wam w duszy od dawna, a może właśnie w kwietniu gra. Na wasze prace czekamy pod adresem: kontakt@ohme.pl. Najciekawsze z nich opublikujemy i nagrodzimy.

Prosimy o dołączenie do wiadomości poniższego oświadczenia:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Akcja potrwa od 12 kwietnia do 8 maja. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 18 maja 2017 roku na stronie www.ohme.pl

Nagrody:

Foksal_logoWAB-nowe-logo_wab

10 x zestaw książek, skłądający się z:

Steczkowscy. Miłość wbrew regule

SteczkowskaSteczkowscy

Postawili wszystko na jedną kartę – sprzeciwili się tradycji, zasadom i kościelnej regule. Wybrali siebie i miłość. Nikt ich nie wspierał, wszyscy się odwrócili. Było ciężko, ale wygrali swoje życie.

W latach sześćdziesiątych młody Stanisław Steczkowski jest księdzem w Duląbce, niewielkiej wsi w województwie podkarpackim. Charyzmatycznym, tryskającym energią, uwielbianym przez wiernych, dyrygentem chóru przykościelnego aktywizującego parafian. Danusia Wyżkiewicz, młodsza od niego o siedem lat, mieszka w tej samej wsi i śpiewa w chórze przykościelnym. Od dawna jest zakochana w Stanisławie, okazuje się, że z wzajemnością.

Ta książka mówi o pięknej miłości, ale też o borykaniu się przez całe życie z bytem, akceptacją społeczną, Kościołem i aparatem władzy, o nieustannym życiu poza nawiasem. Jest to też opowieść o bezprzykładnej walce o uznanie tej miłości przez Kościół, o dyspensę od ślubów kapłańskich i ślub kościelny. Walce wygranej na trzy lata przed śmiercią Stanisława.

Costello. Przebudzenie

Hermez_Costello

Drapieżna, bardzo zmysłowa próba zmierzenia się z cielesnością. 

Czy w obecnych czasach możliwe jest pełna akceptacja własnego ciała? Czy przyjemność z własnej cielesności zarezerwowana jest dla pięknych i młodych? Co z ciałami ułomnymi, niedoskonałymi, starzejącymi się, które nasza kultura skazuje na niebyt?

Elizabeth Costello, postać wykreowana przez J.M. Coetzeego, jest znaną pisarką. Do tej pory w swoich wykładach, wygłaszanych w uniwersyteckich aulach i podczas spotkań autorskich koncentrowała się na prawach uciskanych mniejszości, słowa służyły jej do stawania w obronie Innego. Żarliwie walczyła również z zabijaniem zwierząt.

Teraz, gdy odbywa serię spotkań w Europie, odkrywa zupełnie nowy rys swojej osobowości. Zaczyna na nowo doświadczać własnej cielesności, emanuje erotyzmem, zaraża nim. Prowokuje i buntuje się przeciwko ograniczeniom, jakie w tej sferze narzuca ludziom kultura, religia, ale i język, zazwyczaj tak giętki i bogaty, a tak ubogi w opisywaniu ludzkiej seksualności.

Noble Health logotyp kolor_jasne tło_CMYK

3 x Class A Collagen Complex

Zestaw Collagen COMPLEX

4 x Detox na Maxa 

zestaw Detox na Maxa

2 x Detox Tea + kubek

NH_zestaw_herbata+kubek

1 x Żelkowe love

NH_żelki

Regulamin akcji znajduje się tutaj.


Zobacz także

Fot. Jakub Ociepa/Aleksandra Budzyńska

„Żyjemy w czasach, kiedy w każdą minutę musimy coś wcisnąć. Trzeba usiąść i odważnie przyznać, że wcale nie chcę robić wszystkiego”

Fot. iStock / Pilin_Petunyia

Rak na emigracji potrafi być okrutny i bardzo samotny

Fot. Pixabay / CC0 public Domain

Chcesz wychować fajnego mężczyznę? To zostaw go mężczyźnie!