Dzieckiem być – dla każdego oznacza coś innego…

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
1 czerwca 2017
brothers-457237_1920
 

To dostawać dużo buziaków i przytulasów od rodziców
To móc liczyć na swoją mamę i tatę w każdej chwili
To tupnąć nogą, głośno krzyknąć sprawdzając granice cierpliwości rodziców.
To dostawać buziaczki na dobranoc i dzień dobry.
To słyszeć słowa matki, że jestem piękna, mądra, dobra i ważna.
To słyszeć słowa ojca, że wszystko co chcę w życiu osiągnąć zależy wyłącznie ode mnie.
To czuć miłość rodziców każdego dnia.
To bycie akceptowanym przez bliskim niezależnie od tego jaki/jaka jestem.
To móc przyjść z każdą sprawą do mamy i taty.
To bycie wysłuchanym z uważnością i szczerym zainteresowaniem.
To niepokój rodziców kiedy nie wracam długo do domu.
To troska o mnie do końca dni rodziców.
To słowa otuchy i pokrzepienia zawsze i w każdej okoliczności.
To radość i smutki przezywane z bliskimi.
To frustracje i ekscytacje przezywane z taką siłą, jakby jutra nie było.
To pierwsze miłości, które na zawsze nas odmieniają.
To czas beztroskiej zabawy do późnego wieczora
To powtarzanie słowa „zaraz” kiedy mama każe wracać z podwórka.
To wspólne wypady do kina u na lody z rodzicami.
To wspólne robienie ciasta i wyjadanie surowego palcami z miski.
To wchodzenie na drzewa i zdarte kolana.
To skakanie, bieganie bez zmęczenia.
To pierwsze rozczarowania.
To pierwsze sukcesy i pochwały.
To śmiać się wszędzie i zawsze, tak jakby nikt nie słyszał.
To umiejętność cieszenia się każdą chwilą.
To spontaniczne decyzje i brak dłuższej analizy.
To niezastanawianie się co pomyślą inni.
To nie analizowanie co będzie jutro.
To bycie TU I TERAZ całym sobą.
To przymierzać szpilki i korale mamy.
To podkradać jej ulubione szminki i błyszczyki.
To mówić i zachowywać się jak tata.
To być bujanym na huśtawce najwyżej, jak się da przez ojca.
To tańczyć i skakać z mamą do ulubionej piosenki.
To śpiewać głośno jadąc samochodem.                                                         To babrać się w błocie i chlapać się w kałużach.                                         To mieć brudną sukienkę i buzię umazaną czekoladą.                             To wspólne gilgotki na dywanie z mamą i tatą. 

To popołudniowa głupawka.
To umiejętność robienia nic i zrobienia czegoś z niczego.
To śmiech i prawdziwe szczęście.
To nauka wartości i naśladowanie dorosłych zarówno świadome, jak i nieświadome.                                                                                                    To kochać i być kochanym. 

Dzieckiem być to największy dar od życia ❤️
Miej zawsze wewnętrzne dziecko w sobie!

Pięknego, radosnego DNIA DZIECKA dla wszystkich małych i dużych dzieci ❤️

A co dla Ciebie oznacza Dzieckiem być?

Zbuduj siebie. Pokochaj siebie. Odkryj swoją wewnętrzną MOC. Zacznij budować lepsze relacje z ludźmi


I cholera! Nie ma zmiłuj! Niech boli! Bo tutaj chodzi o moje marzenia!

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
6 czerwca 2017
Fot. iStock/mihtiander
Fot. iStock/mihtiander
 

Dzień pierwszy, zaczynam nowe wyzwanie! Jadę z wielkim entuzjazmem na kolejne szkolenie, na które już dawno miałam chrapkę. Jadę i myślę sobie, że życie jest piękne. Czuję wdzięczność, że wygospodarowałam czas, fundusze, mam zapewnione wsparcie ze strony męża i jego pełną akceptację.

Słońce świeci, jest ciepło, szybko dojeżdżam na miejsce – do malowniczej podwarszawskiej miejscowości, gdzie czas jakby płynie wolniej, a ptaki śpiewają jakby ze 20 razy głośniej, niż w moim dzielnicowym parku.<

Pełnia szczęścia!

Spotykam nowe kobiety. Trenerkę, która dużo gada i ma sarkastyczne poczucie humoru, które lubię. Wyłączam swoje trenerskie „filtry”, nie oceniam, szybko wczuwam się w rolę uczestnika. Już wiem, że będzie dobrze.

Mój entuzjazm stygnie pod koniec tego dłuuugiego dnia. Niski poziom energii w grupie jest nie tylko wyczuwalny, ale i widoczny gołym okiem. Zmęczenie daje o sobie znać. Ogrom materiału. Praca domowa do wykonania na następny dzień i sporo nauki! Wszystko nowe.

Wiedza, którą jakąś tam miałam – zostaje wywrócona do góry nogami. Nic nie wiem! W rezultacie wracam smutna. Na co ja się pisałam! Na co mi to!? Może lepiej dać sobie z tym spokój? Czy aby na pewno ja się nadaję do tego? W mojej głowie milion wątpliwości, lęk, że nie ogarnę tego i nawet nieśmiała chęć rezygnacji. Bo po co mi to! Po co się tak męczyć!

Męczę się wieczorem, główkując nad pracą domową, ćwicząc to, czego się nauczyłam. Kładę się późno spać. Wczesna pobudka, bo na miejscu trzeba być chwilę po 8 rano. Wstaję zmęczona, niewyspana. Wszystko w pędzie. Jadę….smutna. Nie wiem, czy dam radę.

Przejeżdżam kolejne kilometry w zamyśleniu i nagle, jak grom z jasnego nieba – przychodzi odpowiedź! Przecież to moja podświadomość robi sobie ze mnie jaja! Śmieje mi się bezczelnie w twarz! Jej się po prostu nie chce uczyć nowych rzeczy, bo wie ile wysiłku musi włożyć, aby zdobyć nową wiedzę, przerobić ją i nabyć nowe kompetencje.

Uuuu to jest dużo pracy. A jej się nie chce! Przecież to oznacza wyjście ze strefy komfortu, z wygodnego ciepełka, z bezpiecznej skorupki! Wykonania tego, co dzisiaj wydaje się trudne, niemożliwe. Ach ta nieświadoma i już świadoma niekompetencja! Właśnie na to wpadłam. Właśnie w tym momencie to zrozumiałam.

I również w tym momencie przypomniałam sobie, że zawsze tak się dzieje. Zawsze, kiedy zaczynam realizować zupełnie nowe wyzwanie. Zawsze mój umysł podpowiada mi – zrezygnuj! Nie męcz się! Tak jest z każdym celem, który sobie stawiam. Już przy pierwszej trudności pojawia się myśl o rezygnacji, co wynika z lenistwa mojego umysłu! Mojej rozleniwionej, Pani wygodnickiej – podświadomości!

live-your-dream-2045928_1920

Na szczęście już się nie nabieram na to! O nie! Wiem, co wybiorę i wiem, na ile moja motywacja jest silna, aby iść dalej. Wiem,  ile będzie mnie to kosztowało, wiem jak bardzo będę zmęczona w tym najbliższym czasie. Wiem, że jestem zmuszona do poświęceń  i rezygnacji ze wszelkich pobocznych spraw(kolacyjki z przyjaciółmi, spotkanie towarzyskie nad Wisłą, wieczorne wino wypite w letni wieczór i czytanie nowej książki) Wiem. Wiem. Wiem.

I tak sobie myślę, że skoro podjęłam się czegoś, skoro takie miałam marzenie – to nie odpadnę na pierwszym zakręcie. W pocie czoła, z pełnym zaangażowaniem i poświęceniem – zrobię to! Bo tutaj chodzi o moje marzenie! I cholera! Nie ma zmiłuj! Niech boli! Wytrwam!

Dojeżdżam na miejsce uśmiechnięta i zadowolona. Z otwartą głową i podświadomością, która właśnie dostała porządnego kopa na rozpęd. Jestem w pełni gotowa na kolejny dzień pracy. Konkretnej pracy. Niełatwej pracy.Jakie to szczęście, że tak szybko to wyłapałam. Jakie to szczęście, że przypomniałam sobie, że z każdym tak trudnym początkiem – sukces smakuje tak wybornie!

Właśnie dlatego lubię te trudności. Lubię tę niewygodę. To właśnie w niej dostrzegam największą wartość.

Bo czym byłaby realizacja marzeń bez wysiłku i zaangażowania na 100%? Czy w ogóle możliwe jest zrealizowanie marzeń bez wysiłku? Ciekawa jestem, z czym Tobie kojarzy się realizowanie marzeń.

Bo dla mnie, to jest determinacja + ciężka praca + wyrzeczenia i poświęcenia + wytrwałość w pokonywaniu trudności + świadomość po co mi to (moje dlaczego).Jeśli więc sądzisz, że marzenia spełnia się ot tak, to jesteś w błędzie. Nie wierz tym, którzy mówią, że to takie proste. To nie jest proste. Czasem nawet nie takie przyjemne, jak Ci się wydawało. Ale najważniejsze, że realne i osiągalne. Bo swoje marzenia spełniasz tylko Ty, swoją codzienną pracą i codziennym wychodzeniem ze swojej strefy komfortu.Pytanie, czy jesteś na to wszystko gotowa/y?

Ps. Wejście na ten szczyt – Trzy Korony w Pieninach, z mężem, ze znajomymi oraz czwórką dzieci kosztowało mnie zdarte pięty, zakwasy w udach i łydkach, pot, zmęczenie z powodu zajmowania dzieci wszystkim, czym się dało, aby tylko nie zauważyły, że wchodzą tak wysoko. Trasę pokonaliśmy w 2 godziny wraz z zejściem! Ludzie na szlaku komentowali, jak dzielne są nasze dzieci i zupełnie nie marudzą 😉 Dla tego widoku warto było!

Poznaj holistyczny projekt dla kobiet CRAZY WOMEN GO HEALTHY i odnajdź swoją wewnętrzną MOC


Dziękuję Ci Mamo!

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
26 maja 2017
Fot. iStock / AleksandarNakic
Fot. iStock / AleksandarNakic
 

Kochana Mamo!
Dziękuję Ci, że dałaś mi życie.
Dziękuję, że robiłaś mi kanapki do szkoły i plotłaś warkocza każdego ranka.
Dziękuję, że zawsze czekałaś na mnie z ciepłym obiadem, kiedy wracałam ze szkoły.
Dziękuję, że ratowałaś mnie z opresji.
Dziękuję, że Ty pierwsza zawsze dostrzegałaś zło czające się na mnie.
Dziękuję, że byłaś wyrozumiała dla moich błędów.
Dziękuję, że przekazałaś mi ważne i cenne wartości życiowe.
Dziękuję, że pozwalałaś mi dokonywać własne wybory.
Dziękuję, że radowałaś się ze mną z moich sukcesów i podtrzymywałaś na duchu po porażkach.
Dziękuję, że przetrwałaś wszystkie moje młodzieńcze burze, bunty, fochy i trzaskanie drzwiami, złość skierowaną do Ciebie.
Dziękuję, że o mnie dbałaś.
Dziękuję, że nadal się o mnie martwisz.
Dziękuję, że zawsze mnie wysłuchasz i choć nie zawsze się zgadzamy – potrafimy to zaakceptować.
Dziękuję, że dbasz o moje dzieci i możemy zawsze na Ciebie liczyć.
Dziękuję, że jesteś ze mną na dobre i na złe.
Dziękuję, że mogę się uczyć od Ciebie macierzyństwa.
Dziękuję, że jesteście razem z tatą i daliście mi solidny wzorzec rodziny.
Dziękuję, że jesteś!
Kocham Cię ❤️

A TY, ZA CO CHCESZ PODZIĘKOWAĆ SWOJEJ MAMIE?

Dla pierwszych 5 osób, które napiszą odpowiedź pod tym postem – indywidualna 1h sesja coachingowa za free!