Dorosłe dzieci i rodzice. Jak naprawić relacje i wybaczyć kiepskie dzieciństwo?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
6 stycznia 2018
Fot. iStock/wundervisuals
 

Co, jako pierwsze, przychodzi ci na myśl, gdy wspominasz okres dzieciństwa i czasy, gdy byłaś nastolatką? Czy są wyłącznie miłe rzeczy, jak zapach szarlotki i łaskotanie, które mama fundowała ci każdego wieczoru tuż przed snem? A może było to nieustanne strofowanie i wieczne niezadowolenie, kary, szlabany i potrzeba akceptacji?

Jak oceniasz swoje relacje dzisiaj? Czy jesteś zadowolona z kontaktu z rodzicami? Masz w nich oparcie i zwracasz się z każdym problemem, a może wciąż szukasz aprobaty i choć na co dzień uchodzisz za silną, pewną siebie kobietę, w domu rodzinnym znów stajesz się małą, nieudolną pokraką, która niczego nie potrafi zrobić dobrze?

Pewnie zastanawiasz się, czy teraz, jako dorosła kobieta, mogłabyś w jakiś sposób naprawić wasze relacje. Nawet jeśli nie były one koszmarne i nie przeżyłaś w dzieciństwie żadnej traumy, z pewnością  jest coś, co chciałabyś zmienić lub o czym chciałabyś zapomnieć, wybaczyć.

Bardzo trudno jest zmienić nawyki i schematy, które towarzyszyły waszej rodzinie przez te wszystkie lata. Ale nie oznacza to, że nic nie można zrobić.

Zła wiadomość? Czeka cię dużo pracy.

Dobra wiadomość? Może się okazać, że najlepsze chwile dopiero przed wami.

Zrozum, że mogli się mylić

Kiedy jesteśmy małe, wydaje nam się, że rodzice wiedzą wszystko i zawsze mają rację. Gdy krytykowali nasze zachowanie, postawy lub cechy charakteru, byłyśmy świecie przekonane, że trzeba im wierzyć. Nadszedł czas, byś zrozumiała, że są tylko ludźmi z własnym bagażem doświadczeń i systemem wartości. Co więcej, mogli się mylić i pewnie w wielu kwestiach się mylili. Jeśli chcesz, by przeszłość i teraźniejszość miały mniejszy wpływ na ciebie, musisz to zrozumieć i przestać traktować ich jak wyrocznię.

Stań w swojej obronie

Jeżeli rodzice nadal rujnują twoją samoocenę, zacznij stawać w swojej obronie. Powiedz, że bolą cię ich słowa i osądy. Wspomnij też o sytuacjach z dzieciństwa, których do tej pory nie potrafisz przepracować. Nie chodzi o to, żeby teraz cię przepraszali, choć na pewno byłoby miło. Chodzi o to, byś umiała się przeciwstawić. Muszą wiedzieć, że oczekujesz zmiany ich zachowania.

Zaakceptuj ich ograniczenia

Jeżeli nie potrafią zrozumieć twoich poglądów, twoje racje do nich nie docierają, przestań im cokolwiek udowadniać. Zrozum, że na pewne tematy lepiej nie rozmawiać i ciesz się z tego, co masz. Pielęgnuj te cechy, które w nich kochasz. Na pewno znajdziecie inne tematy do rozmów i inne sposoby spędzania razem czasu. Bierz od nich to, co cię buduje i uodpornij się na to, co cię niszczy.

Uodpornij się na krytykę

Rodzice lubią decydować o swoich dzieciach nawet wtedy, gdy te są już dorosłe. Jeżeli nie mogą ingerować w sprawy ważne, mogą próbować w trącać się w te mniej istotne, na przykład krytykując wystrój twojego mieszkania czy twoją nową fryzurę. Wpuszczaj jednym uchem, a wypuszczaj drugim – to najlepsza metoda. Po co się obrażać i wszczynać awanturę z takiego powodu. Jak pierwszy, drugi, dwudziesty raz zobaczą, że mówią do lampy, przestaną pozwalać sobie na takie uwagi, bo zobaczą, że niczego tym nie osiągają.

Bądź uważna

Staraj się panować nad swoimi emocjami, ale też uważnie obserwuj reakcje swoich rodziców. Wybieraj dogodne momenty, by rozmawiać na trudne tematy. Szczególnie gdy wiesz, że mogą się z tobą nie zgadzać. Pamiętaj, że masz wpływ na swoje emocje, a co za tym idziesz, także i na cudze.

Ogranicz kontakt, jeśli potrzebujesz

To relacja jak każda inna i jeśli ktoś się krzywdzi, masz prawo odejść. Oczywiście, jak zawsze warto walczyć, próbować. Być może wystarczy ograniczyć nieco kontakt i nie pozwalać sobie włazić na głowę? Może to będzie sygnał dla nich, że masz już dość pewnych zachowań i rozmów? Nie miej wyrzutów sumienia. Naprawdę wielu rodziców nie potrafi kochać swoich dzieci, mają cechy narcystyczne, manipulują nimi lub brakuje im empatii.

Nie pozwól, by trudne relacje z rodzicami determinowały twoje dorosłe życie. A przede wszystkim postaraj się, by nie powielać tych samych schematów wobec swoich dzieci. Skoro już wiesz, co jest destrukcyjne, będzie ci łatwiej.

Źródło: Bustle


Pobawił się, pomacał, ale tyle dobrego. A ty głupia myślałaś, że on na serio? No bez przesady

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
6 stycznia 2018
Fot. istock/Dreamerjl83
 

Paula czuje jakby uciekło z niej powietrze. Jest niespokojna, ale sama nie wie czemu. Coś nie gra, coś uwiera, drapie. Może nawet intuicyjnie coś ją powstrzymuje, by zakończyć grę. Gwałtownie, z dnia na dzień, nacisnąć hamulec i wysiąść z tej karuzeli. Co z tego, że ta karuzela wzbudza tyle emocji, że jest niebezpieczna, że z Radkiem za bardzo ją rozkręcili. Sam fakt, że w ogóle na nią wsiedli jest hardcorem. A co dopiero przejażdżka nią. Ich jazda była ostra. Mega przyjemna, przyprawiająca o zawroty głowy, czasami na granicy zdrowego rozsądku, ale jednak nielegalna, ryzykowna, grożąca bolesnym upadkiem. Mimo to Paula nie chce z niej schodzić. Jest przekonana, że Radek też nie zejdzie. Przecież tyle mówił, obiecywał. No może nie zawsze tak bezpośrednio, ale przecież kumała o co chodzi, nie?Teraz trochę się denerwuje. W sklepie nie może się skupić. Radka nie ma. Telefon raz zasięg ma, raz go traci. To pewnie jedzie. Jedzie do niej i po nią. I już będą razem. Żaneta patrzy na nią z politowaniem. Klaudia odpisała. Radzi jak Żaneta, by odpuścić, dać sobie spokój. Było miło, ale się skończyło. Dziewczyno, on ma dzieci, żonę, kredyt pewno. No nie łudź się, że to zostawi. Że dla jakiejś laski ze wsi prawie rzuci miastowe życie. No stara, ogarnij się. Pobawił się, pomacał, ale tyle dobrego. A ty głupia myślałaś, że on na serio? No bez przesady. Alimentów się przestraszy jak żona zażąda. I pewnie jeszcze mu opiekę ograniczy. Ona widziała w tiwi, jak raz jedna taka męża z torbami puściła.

Pauli już się nie chce gadać. Płakać się jej chce, ryczeć nawet. Wyć. To mają być przyjaciółki. Lof forewer?! No cholera, pocieszać miały. Tak jej zazdrościły, że ona ma dojrzałego faceta, a nie jakiegoś palanta  dyskoteki, co to tylko rozpiąć rozporek chce i włożyć. I wyjąć szybko, żeby zdążyć, choć najczęściej jest tak napalony, że nie zdąży.

Na pewno jej zazdroszczą i tak gadają, by se ulżyć. A Radek tu będzie. Napisze do niego. I do tej pieprzonej żony też. Niech se nie myśli za dużo. Niech nie będzie taka pewna. Radek jej nie kocha. Może boi się trochę o kontakt z dziećmi, to wszystko. A Radek do wieczora się zjawi. I ona w końcu mamie powie, że męża znalazła, że niedługo pewnie ślub. Albo zaręczyny chociaż. Tylko te dziewczyny tyle gadają. Cały sklep już wie. Ale Paula jest pewna, że Radek wybierze ją. Nie omieszkała nawet o tym napisać Sylwii. Nie przebierając w słowach. A szkoda, bo jakby jednak przebierała to może kolejne fale tsunami byłyby łagodniejsze…

Sylwia

Mało co nie rzuca telefonem o ścianę. Smsy przychodzą jak szalone. Ciurkiem, jeden za drugim. Taśmowo. I każdy to gorszy. Te do Radka lepią się od słodyczy, miłosnych wyznań na poziomie nastolatki. Nawet nie są zabarwione erotyzmem. Wręcz nim ociekają, przybierając wulgarny wydźwięk. Te do niej są pełne agresji, wściekłości i wyzwisk. Żal i gorycz może i można by zrozumieć, ale nie chamstwo. Każdy ją obraża jako matkę, żonę i kobietę. Każdy sms rani, wbija się głęboko.

Paula wie, gdzie uderzyć. Zna czułe punkty Sylwii. Strzela jak oszalała, na oślep. Byleby zranić i pokazać, kto tu jest górą. Sylwia ma ochotę odpisywać. Nie będzie jej gówniara obrażać. A najlepiej zadzwonić i ostro odpowiedzieć, na jej poziomie. Sylwia taki zna. Wychowana w małej miejscowości musiała umieć się odszczekać. Bywała pyskata. Dopiero studia ją poskromiły. Tam nauczyła się ładniej wysławiać, hamować emocje. Uspokoiła się, co było bardzo potrzebne w kontakcie z pacjentem. Nawet tym trudnym. Marta, jej najlepsza przyjaciółka zawsze powtarzała, że trzeba mieć klasę. Faktycznie, czasem się to przydawało. Jednak dziś, teraz Sylwia nie miała ochoty na żadną Francję elegancję. Za dużo jak na jeden dzień. Wszystko się wali, a ona ma z gracją znosić jak jakaś gówniara robi jej z życia pogorzelisko? Jak zabiera jej męża, godność, poczucie bezpieczeństwa? Jak rozpieprza jej życie?

Jeśli jeszcze raz zadzwoni, to odbierze. Zwyzywa ją. I po sprawie. Będzie krótko i konkretnie, nie do końca z klasą. Znajomość łaciny podwórkowej czasami w życiu się przydaje. No i dzwoni. Pijawka jedna. Sylwia odbiera, krzyczy do telefonu. Potok słów różnorakich wylewa się z jej ust. Z jadem, wściekłością, nienawiścią. Wykorzystała chyba cały limit przekleństw na kilka lat. Dawno nie zniżała się do takiego poziomu. Nagle ktoś wyrywa jej z ręki telefon. Nie, to nie Radek. To Marta. Weszła nie pukając. Znają się z Sylwią jak łyse konie. Są jak siostry. Zabrała Sylwii telefon. Zanim się rozłączyła zdążyła powiedzieć, że pani Sylwia nie życzy sobie już nękania. Że będą poważne konsekwencje, jeśli nie posłucha. A póki co, żegna ozięble. Sylwia nie wie, o co chodzi. Poczuła ulgę, gdy wykrzyczała, co czuje.

W pierwszej chwili była nawet zła na Martę. Potem dopiero dojdzie do niej, że Marta ma rację. Bo po co wchodzić z lafiryndą w dyskusje. Najlepiej uciąć wszystko od razu. Bez względu na to, czy będzie z Radkiem czy nie. Albo Sylwia albo Paula. Nieważne. Grunt nie reagować. To tę gówniarę wkurzy najbardziej. Póki Sylwia reaguje, Paula ma przewagę. Prowokuje i wygrywa. Ignorowanie świadczyć będzie o totalnej obojętności. A to boli najbardziej. Jedyną osobą natomiast, która ma walczyć ewentualnie jest Radek. Jeśli nie o żonę, to choć o dzieci. Marta tłumaczy to Sylwii cierpliwie, choć Sylwia początkowo nie przyznaje jej racji. Nie musi. Ma prawo mieć inne zdanie. Byleby nie zrobiła niczego głupiego. Nie wiadomo co tamtej gówniarze chodzi po głowie. A to one są starsze, dojrzalsze i mądrzejsze. Marta doskonale rozumie położenie Sylwii. Tak niedawno sama wyła, gdy zdrada męża rozrywała jej serce. Nie będzie namawiać Sylwii do niczego. To ona musi podjąć decyzję, co robić dalej. Teraz chodzi jedynie o to, by nie szalała, by skupiła się na sobie i dzieciach. By nie narobiła sobie problemów. Sylwia jednak ma inne zdanie. Z jej oczu bije złość. Ogromna. Dzikość, wściekłość, gniew.

Dobrze, że jesteś. Mówi do Marty.

Pomożesz mi. Chcę ją zniszczyć. Mówi spokojnie, choć drżą jej ręce.

Nie daruję…Cdn.


Autorka: Poli-Ann

 


Poseł PiS ma przepis na „idealną żonę”. Tak właśnie panoszy się przemoc w polskich domach

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
6 stycznia 2018

Monika Zbonikowska, żona posła Prawa i Sprawiedliwości Łukasza Zbonikowskiego gdy odkryła jego zdradę, przeszukała dom by znaleźć dowody. Jeden z nich wyjaśnił jej więcej niż lata spędzone pod jednym dachem.

W znalezionym rękopisie polityka PIS opisuje on wymyśloną przez siebie instrukcję na żonę „”ma być ładna, żeby seks nie był przymusem. Niewysoka, z płaską głową, żeby można było na niej postawić szklankę z piwem. Do tego posłuszna, inteligentna i w miarę majętna. Powinna być katoliczką – by wiedziała, gdzie jej miejsce. Dobrze, aby była naiwna, bo uwierzy w co trzeba”. „Śmieszne”, prawda? (Taki żart co to powtarzają sobie panowie z płaskimi czaszkami, między jednym piwem a drugim wypluwając z siebie swoje frustracje małżeńskie).

Zbonikowski to kolejny po Piaseckim damski bokser, który z różańcem pozuje do zdjęć, a gdy zapada noc okłada pięściami żonę. To kolejny, który mimo przecieków, że daleko mu od moralności zostaje wystawiony z numerkiem na liście wyborczej i wygrywa. Hipokryzja do kwadratu. Hipokryzja, która zalewa nie tylko korytarze parlamentarne, ale także własnego podwórka. Bardziej winni niż koledzy od piwka są sąsiedzi, rodzina, przyjaciele. Wszyscy ci, którzy widzieli, słyszeli i milczeli.

Tak właśnie panoszy się przemoc w polskich domach. Jest arogancka, pyszna, wszechwładna. Człowiek, którego dotyka najczęściej jest pozostawiony samemu sobie. Ci, którzy wiedzą, milczą jak zaklęci. Podają potem tysiąc argumentów na to, że nie mogli/nie chcieli/nie wypadało. A ofiary? Najpierw nie mogą uwierzyć, że to się dzieje. Potem tłumaczą sobie, że to ich wina, tłumaczą sobie, że to na pewno ten jeden raz, no może dwa, ale na pewno tak nie będzie zawsze. Czasami próbują się komuś zwierzyć, ale po drugiej stronie dostrzegają panikę, czasem irytację. Orientują się więc, że inni wiedzą, ale też mieli nadzieję, że wszystko rozpłynie się w miłości, która tych dwojga połączyła. Ale przemoc nie ma nic wspólnego z miłością, niewiele ma wspólnego z tym spotkaniem w autobusie lub w parku, nie ma nic wspólnego z marzeniami i planami. Przemoc się dzieje. Rozwija. Niszczy. Pod warunkiem, że… jest na to przyzwolenie społeczne. Czy jest?

Niby nie. Wiemy, że tak nie wolno, ale gdy dzieje się obok nie podnosimy głosu. Najgorsze jest czytanie komentarzy. Pod Piasecką, teraz Zbonikowską. Bo przemoc ma jedną słabość, nie odcina sprawcy od samoświadomości. Ten kto bije, wie, że to zło. A więc co robi? Szuka usprawiedliwienia. Wśród komentujących są tacy, którzy śmieją się z żartu o przepisie na żonę. Jakby sprawiało im to niemal orgastyczną przyjemność. Są tacy, którzy komentują, że jak jedna coś powie (kobieta), to zaraz inne też jej wtórują. Inni piszą coś o złości wynikającej z zabranej kasy na waciki. Szkoda gadać. Ci, którzy biją, poniżają, zdradzają – mają (czasami) wyrzut sumienia i chętnie znajdą argument, by się go pozbyć. To oni zasilają w tego typu komentarzach internetowe fora i toasty przy piwku.

Ale niestety to przecieka Panowie… To widać, słychać i czuć.


Zobacz także

Neurotyczna osobowość

Neurotyczna osobowość naszych czasów. Prawdziwy obraz nerwicy jest zupełnie inny, niż nam się wydaje

Bycie ojcem to wybór. Dekalog świadomego ojcostwa

Niekochani dorośli – jak brak miłości w dzieciństwie wpływa na nasze życie