Dlaczego to musi tak boleć? Czy kiedykolwiek zapomnę o trudnej i bolesnej przeszłości?

Iwona W.
Iwona W.
7 marca 2016
Photo by Roberto Tumini
 

Wydarzyło się w Twoim życiu coś, co kompletnie Cię odmieniło? Odeszłaś od samej siebie i już nigdy naprawdę nie wróciłaś? „Tak”, odpowiadasz swemu sercu, bo przecież nie mi. To był moment, w którym zrozumiałaś, czym jest prawdziwe cierpienie, dramat „pustych czterech ścian”, zrozumiałaś, że świat naprawdę może się skończyć i zaiste, skończył się dla Ciebie. To był czas, przewartościowania, krótko mówiąc- dojrzałaś, przeżyłaś i teraz jesteś silniejsza, ale… no właśnie, czy kiedykolwiek ta rana całkiem się zagoi?

Wiem, że to, co boli najbardziej to…
…śmierć bliskiej osoby,
…odrzucenie,
…zdrada,
…kłamstwo,
…przemoc,
…upokorzenie,
…poważna choroba i/lub kalectwo,
…własne, błędne, często nieprzemyślane decyzje, które zaważyły na dalszym życiu (naszym lub cudzym).

Pewnie, jeżeli to czytasz, to już wiesz, że to o Tobie. Bardzo dobrze, bo piszę właśnie do Ciebie. Niezależnie od tego, czy dramat, który przeżyłaś, wydarzył się niedawno, czy to raczej tragedia sprzed kilku lat, a może nawet przekleństwo dzieciństwa. Nieważne ile lat liczy już Twoje cierpienie, a wiesz dlaczego?

W każdej chwili możesz wyłączyć przeżywanie cierpienia.

Ból jest reakcją obronną naszego organizmu, ale cierpienie możesz zakończyć, bo cierpienie to wyłącznie Twój wybór. Mówisz, że to nieprawda oraz, że to niemożliwe, a ja Ci mówię, że jednak prawda i jest to w zasięgu Twoich możliwości.

Co tak naprawdę Cię w tym boli?

Być może osoby, która Cię skrzywdziła nie ma dziś obok, ale Ty nadal nie możesz się pogodzić z tym, w jaki sposób zostałaś potraktowana.

Być może masz wrażenie, że wszyscy wokół upadają, podnoszą się i idą dalej, a Ty wciąż żyjesz minionym dramatem. Czujesz, jak z każdym dniem stajesz się coraz bardziej zgorzkniała, rozczarowana, jednocześnie marzysz o tym, jak mogłoby wyglądać Twoje życie, gdyby TO się nigdy nie wydarzyło.

W chwilach zupełnej pustki, uczucia samotności i niezrozumienia przeżywasz wszystko od nowa, czujesz żal do siebie i do losu, że akurat Tobie musiało się przytrafić coś takiego.

Rozmyślasz, przypominasz sobie te „przeklęte” godziny, dni, lata, twarze, miejsca, a może nawet jedną chwilę, która…tak, właśnie ta chwila wszystko odmieniła…
Nagle wyrywasz się z rozmyślań, ocierasz łzy i myślisz „koniec tego, trzeba się czymś zająć, nie myśleć o złej przeszłości i nie dołować się”.

Halo! Czy wiesz, co właśnie zrobiłaś?

Odrzuciłaś siebie po raz kolejny. Odrzuciłaś tą biedną, chorą, zasmarkaną część siebie, która przyszła żebyś ją przyjęła, uznała za swoją, godną szacunku i miłości. Po raz kolejny kazałaś jej wyjść i zdychać w najzimniejszych i najmroczniejszych zakamarkach swego serca. Problem w tym, że ona nigdy nie zniknie, może tam gnić, płakać i marznąć, a możesz ją zaprosić, ugościć herbatą i pozwolić zamieszkać w jedynym, słusznym miejscu: akceptacji.

Lecz się tym, co Cię boli i czego Ci brakuje…

…bo to, co Cię boli w Twojej przeszłości, to odrzucenie. Ktoś Cię odrzucił raz, jednak Ty odrzucasz siebie każdego dnia. Nie akceptujesz tego momentu w życiu, w którym zostałaś źle potraktowana, w którym okazałaś się słaba, popełniłaś błąd, wydarzyło się coś ,na co i tak nie masz już żadnego wpływu. A może w ogóle nie akceptujesz siebie?

Kocha się kogoś kompletnego, bez względu na to, jaka jest jego przeszłość, wady i niedoskonałości. Kochaj siebie kompletną.

Wracając do pytań z początku:

  1. Czy to musi tak boleć? Nie musi.
  2. Czy kiedykolwiek o tym zapomnę? Małe sprostowanie: chodzi tu oczywiście o przeżywanie cierpienia, bo zapominać nie musisz o czymś, z czym nie wiążesz negatywnych emocji. Odpowiedź: To zależy od Ciebie.

Jak to zrobić?

Powiedz cierpiącej części siebie: akceptuję Cię, możesz być ze mną od teraz już na zawsze. Nigdy więcej Cię nie odrzucę. Nie musisz już cierpieć, zapraszam Cię jak najbliżej. Jesteś moją przeszłością i chcę się z Tobą zaprzyjaźnić. Chcę obdarzyć Cię miłością, której nie zaznałaś wcześniej ode mnie. Nie wiążę już z Tobą negatywnych emocji, teraz razem patrzymy w przyszłość.

Tak, kocham Cię.


Wypalenie zawodowe. Wstyd czy zaledwie sygnał dla Ciebie?

Iwona W.
Iwona W.
23 marca 2016
Photo By Kyle Broad
 

Teraz, kiedy myślę o wypaleniu zawodowym, to przed oczami mam dzieło Zdzisława Beksińskiego, przedstawiające postać z zamazaną lub wręcz wypaloną twarzą. Nie wiem czy jest to twarz mężczyzny, czy raczej kobiety, bo artysta, (prawdopodobnie umyślnie) dobrał długość fryzury, która może zmylić odbiorcę. Ten drobny element wykorzystam przy wyjaśnieniu zjawiska wypalenia zawodowego i określę jako…

…bezpłciowość.

Czy taka właśnie się czujesz? Bez twarzy… Dzień za dniem, bez sensu. Zapominasz o swojej kreatywności. Słyszałaś coś o wypaleniu, ale najczęściej w żartach. Czytałaś coś o wypaleniu, ale to były jakieś artykuły w gazecie lub internecie, może nawet pomyślałaś „o, to o mnie”, ale potem wróciłaś do swojej codzienności z głośnym westchnieniem, bo „za coś trzeba żyć”, „tylko na tym się znam”, „takie skończyłam studia”, „ciężko w moim mieście/ sytuacji życiowej o inną pracę”.

A udręka trwa. Wszystko takie mechaniczne. Jest wieczór, ale Ty już myślisz o pracy. Wiesz, co Cię czeka. Znasz ten przeklęty zakres obowiązków, który z każdym dniem coraz bardziej męczy i denerwuje. Codziennie masz mentalne PMS. Wchodzisz do pracy i chce Ci się płakać, wychodzisz i nie czujesz radości dłużej niż godzinę. Czas przyśpiesza. Zanim się zorientujesz, będziesz leżeć w łóżku, z jednej z strony marząc o głębokim, spokojnym (a może nawet wiecznym) śnie, z drugiej strony wiedząc, że niebawem błogą ciszę w Twojej sypialni, przetnie jak strzała dźwięk budzika.Osobiście znam niewiele osób, które lubią rano wstawać, jednak jeśli po ubiciu „dziada”, siadasz na skraju łóżka i uświadamiasz sobie, że Twoje życie jest puste, jałowe, a praca, którą wykonujesz z dnia na dzień zabija w Tobie chęci do życia, to nie jesteś przeciętnie marudna.

1.Na siłę

Słuszne jest stwierdzenie „nic na siłę”, bo może robisz coś, do czego zwyczajnie się nie nadajesz? Nie każdy potrafi być sprzedawcą bez strat mentalnych, nie każdy może być managerem, nawet jeśli ma magistra z zarządzania, nie każdy może być coachem dłużej niż 5 lat i wciąż wierzyć, że się nie ośmiesza, nie każdy może pracować w służbie zdrowia czy korporacji. Nie bój przyznać się sama przed sobą, że się pomyliłaś i musisz zawrócić lub przejść na inną ścieżkę. Wbrew pozorom, obecnie jest łatwiej niż myślisz, bo rynek pracy z roku na rok jest coraz bardziej elastyczny i nastawiony na Twoją kreatywność. Nie bój się zmian.

2.Przestałam to lubić

Ty się zmieniasz, więc zmieniają się też Twoje potrzeby, oczekiwania i zainteresowania.W każdej chwili możesz przestać się czymś pasjonować i to nie znaczy, że tracisz coś ze swej wyjątkowości. Obserwuj siebie. Co Cię teraz kręci? Podążaj za swoim sercem, ono zna Cię najlepiej.

3.Zawsze byłam w tym dobra

No i co z tego? Jeżeli nie odczuwasz radości z wykonywanych zadań, to znaczy, że poza solidną kolumną w poczuciu własnej wartości, nie ma to już pozytywnego wpływu na Ciebie. Nie lubisz tego. Zostaw to innym, którzy zdecydowanie bardziej się angażują. Pieniądze pieniędzmi. Za pieniądze możesz robić cokolwiek innego, co uprzykrzy Ci życie (a może cokolwiek innego ciekawego)?

4.Pomagam innym

Nie pomagaj innym kosztem siebie. To nigdy nie jest dobra droga, zarówno w życiu, jak i w pracy. Pomagając innym z radością zwyczajnie nie czujesz kosztów energetycznych, ale jeśli pomagasz tylko dlatego, że „to dobre i wzniosłe”, to niezwykle szybko staniesz się zmęczona i obciążona poczuciem winy.

5.Robię to od wielu lat

Suma różnych czynników: zmieniasz się; dopiero teraz uświadomiłaś sobie, że zawsze marzyłaś o czymś innym, tylko bałaś się do tego przyznać. Nie tkwij w czymś, co wpływa na Ciebie negatywnie, ale za to sprawia, że czujesz się bezpiecznie. To cichy zabójca, który zna się z koleżanką zwaną depresją. A Ty nie chcesz jej poznać.

6.Nie rozwijam się

Nie musi być to dla Ciebie priorytetem, ale jeżeli jest, to powinnaś pomyśleć o zmianie pracy. Nie bądź kolorowym ptakiem zamkniętym w zbyt małej klatce. Auć, to przecież boli!

7.Jestem znudzona…

Oczywiście zawsze możesz zmienić podejście. Wprowadzić trochę „życia” do swojego codziennego rytmu. Zawsze zakładasz szpilki do pracy? Załóż trampki lub zwyczajnie płaskie buty. Codziennie rano pijesz kawę? Dla odmiany wypij herbatę albo koktajl owocowy. Wróć inną drogą do domu. Pojedź do pracy rowerem. Postaraj się wcześniej kłaść spać. Znajdź sobie nowe hobby, chociażby szydełkowanie. To są techniki, które będą stanowić rozrywkę dla Twojego zniesmaczonego rutyną mózgu. Pamiętaj jednak, że to może zadziałać doraźnie, niekoniecznie rozwiąże Twój głębszy problem (jeśli go masz). Dlatego lepiej uzbrój się w odwagę dla większych życiowych zmian.

Oczywiście z różnych względów życiowych (np. trójka dzieci do utrzymania, brak doświadczenia w wymarzonej dziedzinie, oferty pracy, o której marzysz są sporadyczne) zmiany mogą być rozłożone w czasie, jednak warto żebyś do nich zmierzała!

8…i wstydzę się przyznać komukolwiek

Na pewno nie masz się czego wstydzić. Warto, żebyś porozmawiała o tym z kimś zaufanym, komu opowiesz o swoich odczuciach. Pamiętaj, że jeżeli poza wstrętem do pracy dręczy Cię również bezsenność, brak apetytu, bóle somatyczne i stałaś się bardziej płaczliwa niż zwykle, koniecznie umów się na wizytę do psychologa. Nie powinnaś ignorować sygnałów, które mogą świadczyć o depresji!

9.Co jeśli się wypaliłam?

Przede wszystkim warto, żebyś nie utożsamiała wypalenia zawodowego z wypaleniem SIEBIE. Wypaliła się zaledwie jakaś rola, twarz jaką prezentowałaś w życiu zawodowym. Ty wciąż masz wiele do zaoferowania światu, nawet jeżeli teraz trudno jest Ci w to uwierzyć.

Najważniejsze- niezależnie od wagi problemu, spróbuj spojrzeć z dystansem na swoją pracę i pomyśl:
1. Co tak naprawdę doprowadziło Cię do obecnego stanu? Czy to rzeczywiście wypalenie, czy zaledwie brak urlopu i wynikające z tego zmęczenie?
2. Co możesz z tym zrobić? Czy zmiana pracy jest nieunikniona?
3. Jakie widzisz alternatywy dla obecnej pracy? Kto może Ci pomóc?
4. Jakie są kroki, które podejmiesz w najbliższym czasie?

Koniecznie zrób plan i działaj.

Powodzenia!


Posiadać męża… a może być żoną?

Iwona W.
Iwona W.
3 marca 2016
Fot. Unsplash / Unsplash / CC0 Public Domain

Bardzo dobrze jest mieć oczekiwania względem mężczyzny, właściwie to nawet powinno się je mieć. Jednak w dzisiejszym świecie, w którym „mieć” znaczy często więcej niż „być” naturalne staje się to, że do wszystkiego (ups… i wszystkich) mamy listę oczekiwań. Oczywiście we własnych oczach uważamy się za takie, co to wolą „być”, ale czy na pewno takie jesteśmy?

W pewnym momencie swojego życia sama złapałam się na tym, że gdyby ktoś zadał mi pytanie: „Jakiego chcesz mieć męża?”, „o jakim mężczyźnie marzysz”?, „czego oczekujesz od człowieka, z którym jesteś w relacji?”, wiem że nie musiałabym długo dumać nad odpowiedzią.

Trochę trudniejsza okazała się dla mnie konfrontacja z pytaniem: „Jaką chcę być żoną?” lub „W jaki sposób będę wspierać mojego mężczyznę?” Wymagało to chwili zastanowienia i stworzenia planu, który realizuję do dziś.

Dorzucaj często do ogniska…

Relacja to coś, co powstaje z energii obu stron. Im więcej energii, tym lepiej. Wówczas związek zyska- będzie cieplej, będzie intensywniej, będzie wyraźniej. Gorzej, jeżeli więcej wynosisz, niż wnosisz. A kiedy więcej wynosimy? Kiedy prezentujemy wciąż swoje oczekiwania, dyktując warunki, ale również… wypominając. Wypominanie to wynoszenie chwilę po tym, jak już się wniosło. Tutaj działa święta zasada- lepiej nic nie rób, jeśli masz później wypomnieć.

Może i jednym, ale nie tym samym…

Może przekręcisz teraz oczami „no, jasne, że nie”, ale czy nie zdarza Ci się o tym zapominać?

Widzisz, że Twój ukochany pracuje, a Ty akurat zaczynasz opowiadać o tym, jak minął Ci dzień. Innym razem, on gotuje obiad, a Ty mówisz: „Kochanie, czy mógłbyś jeszcze wynieść śmieci, umyć podłogę, a potem skoczyć do sklepu po czekoladę, śmietanę do zupy i wiórki kokosowe do ciasta, wiesz które, prawda?”

Może to nic nadzwyczajnego dla kobiety, bo w naszym mózgu wszystko jest połączone ze sobą, ale zaufaj mi… dla mężczyzny, to kosmos.
Uniwersalna zasada: Jeden krótki i jasny komunikat, ale nie w momencie, kiedy już coś robi.

Wrzuć na luz…

Skarpety znowu leżą porozrzucane na podłodze a Ty czujesz, że zaraz coś Cię trafi? Mówiłaś mu o czymś 3 razy, a mimo to wciąż tego nie zrobił? Więcej luzu Kobieto! Pamiętaj, że nigdy nie będzie idealnie, poza tym szkoda Twoich nerwów. Oczywiście, że warto z nim o tym porozmawiać, w czasie, kiedy nie będzie niczym zajęty. Do tego czasu zwyczajnie odpuść, chyba że chcesz zamienić się w kłębek nerwów.

Zadawaj pytania, mów o swoich potrzebach…

Nie domyśli się, a Ty tylko będziesz coraz bardziej sfrustrowana. Mów jasno, co Ci leży „na sercu”, nawet jeśli według Ciebie to kompletnie nieromantyczne lub oczywiste. Pytaj go również o jego potrzeby i marzenia.

Bądź Kobietą…

…taką, jaka jesteś, ale też taką, o jakiej zawsze marzył, bo przecież wybrał Ciebie spośród naprawdę wielu innych kobiet, które spotkał w swoim życiu. Ciebie uznał za piękną, wyjątkową, cudowną i seksowną…nigdy nie pozwól mu zapomnieć, że taka przecież jesteś!

Daj mu przestrzeń…

…do pracy, męskich wypadów, do własnych pasji, nawet tych, które uważasz za bardzo niebezpieczne. Pozwól mu być sobą, pozwól mu być mężczyzną. Nie możesz go ograniczać, tak samo jak on nie powinien próbować ograniczać Ciebie.

Spróbuj zrozumieć jego pasje…

Jasne, że nie zawsze jest to coś, co kręci również Ciebie. Ważne jednak, żebyś dała mu jasno do zrozumienia, że wspierasz go w tym, co robi. Pytaj o to, co ciekawego wydarzyło się w pracy, nad czym obecnie pracuje jego zespół oraz w czym zamierza się rozwijać w najbliższym czasie. Oczywiście najlepiej by było, gdybyście mieli chociaż jedną wspólną pasję, dlatego…

…próbuj z nim nowych rzeczy…

Wtedy nie przestaniesz zaskakiwać siebie i jego, bo nie może być wam nudno, jeśli ciągle się rozwijacie, jeśli wspólnie czerpiecie radość z poznawania świata i siebie nawzajem.

Nie ma drugiego takiego i nie będzie…

Najważniejsza zasada, a jednocześnie coś, z czym kobiety w stałych związkach mają ogromny problem. Nieważne, że masz kolegę, który radzi sobie z czymś lepiej niż Twój wybranek. Dla Ciebie powinien być we wszystkim mistrzem świata. Codziennie chwal go za to, co zrobił, czego dokonał, w czym Ci pomógł i jak się zachował… Ktoś poza nim słyszał Twoje słowa pochwały, o tym jakiego genialnego masz męża…?

Żono, robisz to dobrze!