Dlaczego niekochane córki źle wybierają w miłości? Jest co najmniej 9 powodów

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
22 kwietnia 2018
Fot. iStock / Koldunov
Następny

Niekochane córki wpadają w sidła toksycznych związków jak śliwki w kompot. Raz za razem powielają ten sam schemat, te same błędy. I trwa to dopóki nie uświadomią sobie, że bardzo wiele w ich życiu zostało uwarunkowane dawno temu, gdy jeszcze były małymi dziewczynkami. Tymi, które nieustannie musiały walczyć o każdą sekundę uwagi, o każdy ochłap emocji i warunkowe uznanie. Na końcu swojej walki i tak musiały zmierzyć się z rozczarowaniem. Nigdy dość dobre, nigdy niewystarczające. Niegodne miłości, której tak łaknęły.

Bardzo trudno jest zejść z tego rollercoastera. Pierwszy krok, to zobaczyć, że od wielu lat siedzimy w pędzącym wagoniku… Jeżeli zobaczysz u siebie, któryś z tych schematów, będziesz mogła zacząć z nim walczyć i kochać bez dotychczasowego obciążenia.

9 powodów, dla których niekochane córki źle wybierają w miłości

1. Szukają tego, co dobrze znają

Niestety nie zaznały tego, co dobre. Nie mają pojęcia czym jest miłość bezinteresowna, dodająca skrzydeł, wspierająca.  One nie wiedzą – bo skąd?

To czego doświadczamy w dzieciństwie zostaje w nas na zawsze. Jeżeli masz kochającego i wspierającego rodzica, który pokazuje ci dobry i bezpieczny świat – będziesz żyć lekko i bez lęku. Jeśli zaś nie miałaś tego szczęścia, będziesz powielać swój trudny schemat. Ten, w którym świat i ludzie są zagrożeniem, ale który jest dla ciebie „bezpieczny”, bo dobrze znany. Zawsze boimy się tego, co nowe. Niekochane córki boją się „dobra”.

2. Są podatne na bombardowanie miłością

Każdy okruch rzucony w ich stronę jest atrakcyjny. Każde zachowanie choć z pozoru czułe i ciepłe – jest dla nich bogactwem. Iluzja miłości rośnie na tym gruncie bardzo łatwo , szybko sięga nieba – choć z tym prawdziwym niewiele ma wspólnego.

Niekochane córki łatwo padają ofiarą toksycznych relacji – narcyzów i przemocowców. Oni mają sobie równych w tworzeniu iluzji Kopciuszka.

3. Zaślepiają je doświadczenia z dzieciństwa

Taką mamy naturę, że gdy coś boli, chcemy ten ból zminimalizować. To jak z kłamstwem, które posuwa się czasem tak daleko, że sami zaczynamy w nie wierzyć. Magia racjonalizacji. Im dłużej tkwimy w toksycznej relacji, tym mocniej wmawiamy sobie, że wszystko jest w porządku. To, co kiedyś było niedopuszczalne, dziś staje się normą/codziennością. Płynnie i niepostrzeżenie przesuwamy granice. A co, jeśli od samego początku, od dzieciństwa, nasze granice stały w niewłaściwym miejscu?

Niekochane córki są podatne na manipulacje i wszelkie nadużycia. Nie mają żadnych zasobów by się bronić.

4. Szybko siebie obwiniają (często bez powodu)

Bo tego zostały nauczone. Zawsze były nie takie, jak powinny. Nie dość dobre, zdolne, ładne. nie wystarczające by je kochać, chwalić, być dumnym. Wiecznie musiały się starać, by zapracować na uwagę, pochwałę, czas, zadowolenie rodzica. I ta myśl: „co muszę zrobić, by wreszcie zasłużyć na jej/jego miłość” z nimi została. Zawsze za brak miłości i niepowodzenia w relacjach obwiniają siebie.

5. Źle definiują „miłość”

Ponieważ nie wiedzą czym jest ta „prawdziwa”, jaka mogłaby być. Zostały wychowane w poczuciu, że za każdy skrawek miłości, trzeba czymś zapłacić.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Mówił, że jestem naiwną dziwką. „Zabiorę ci dziecko i sprzedam je w Szwecji. Tam jest wielu chętnych” – grozi

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 kwietnia 2018
Fot. iStock
Fot. iStock
 

„Jestem z tobą w ciąży. Nie chcę tego dziecka, jak go nie weźmiesz, zostawię je na śmietniku”. Rozłączyła się. Akurat siedzieliśmy w salonie, mieliśmy obejrzeć jakiś film. K. otworzył wino. I ten telefon. Pięć lat małżeństwa, a tu dzwoni jakaś kobieta mówiąc, że mój mąż jest ojcem jej dziecka?

Świat mi zawirował. Jakbym znalazła się w innej czasoprzestrzeni. W głowie krzyczało mi: „Jakie dziecko?”, „Jaka ciąża?”, „To jakaś pie*dolona pomyłka. Ktoś sobie robi jaja”. Nie robił. K. spotkał ją na jakimś służbowym wyjeździe. Podrywała go. On pijany, impreza. Seks w toalecie i tyle. Tłumaczył, że mi nie powiedział, bo to było kompletnie bez znaczenia. Nie zabezpieczył się. Nie wiedział, ile ona miała lat.

Okazało się, że 18. Młoda, przestraszona dziewczyna, która nie wie, co ma ze sobą zrobić. Była w czwartym miesiącu ciąży, za późno na aborcję, zresztą chciała urodzić to dziecko, ale się nim nie zajmować…

Zdaję sobie sprawę, że to wszystko brzmi nieprawdopodobnie, pewnie nikt by tego nie wymyślił, ale scenariusz napisało życie.

Mi w całej tej absurdalnej sytuacji, załączył się tryb, że najważniejsze jest dziecko. Mój mąż musiał ponieść konsekwencje tego, co zrobił. Na pewno nie bez znaczenia było, że od kilku lat staraliśmy się o dziecko. Nie wychodziło. Ja byłam już po badaniach, problem nie leżał po mojej stronie, za kilka dni mieliśmy odebrać wyniki K. Wtedy nie powiązałam tych faktów, nawet gdy badania pokazały, że ma on 10% szans to, by zostać ojcem. Przecież była dziewczyna, ciąża, seks w toalecie.

„Zgodzę się wziąć to dziecko, jeśli będziemy udawać, że jest nasze” – postawił warunek. Małe miasteczko, on trochę wpływową osobą, nie chciał skandalu. Dzisiaj wiem, jak to brzmi, ale wtedy wydawało się najlepszym wyjściem. W końcu bardzo chcieliśmy mieć dziecko, a przecież ja mogłam wyjechać do szpitala, w którym przeleżałam całą ciążę na tyle daleko, żeby nikt mnie nie chciał odwiedzać – mówiliśmy, że najważniejsza jest  najlepsza opieka. Wszystko wyglądało bardzo wiarygodnie. Przez te miesiące poza domem opiekowałam się 18-latką, która miała za chwilę zostać matką. Czasami wyobrażałam sobie, że to nasza surogatka, że dziecko i tak jest nasze, wspólne.

Byłam przy porodzie, trzymałam Majkę na rękach tuż po narodzinach. Słyszałam jej pierwszy krzyk. A kiedy jej biologiczna matka opuściła szpital zrzekając się wszelkich praw do dziecka, a ja z małą zostałam, bo miała żółtaczkę, poczułam, że mam mleko w piersiach. Mogłam karmić swoją córkę, bo to, że się nią stanie było tylko formalnością. K. odwiedził nas raz w szpitalu, nie był specjalnie zainteresowany ani dzieckiem, ani mną.

Znaliśmy się ponad osiem lat. Między nami bywało różnie, on był bardzo wybuchowy, nerwowy. Potrafił podnieść na mnie głos, rzucić moim telefonem. Nie zdawałam sobie sprawy, w jakim związku tkwiłam. Wydawało mi się normalne życie na takim rollercoasterze – raz spokojnie i z czułością, innym razem w kłótniach, szarpaninach. Nie miałam pojęcia, jak to wszystko odciska się na mojej psychice. Nie zauważyłam, kiedy odsunęłam się od znajomych, przestałam wychodzić bojąc się kolejnych awantur i nie chcąc się tłumaczyć, gdzie i z kim byłam. Cała moja uwaga skupiała się na tym, że chcę mieć dziecko, okazało się, że do tego stopnia, że nieswoje przyjęłam jako dar, od razu uznałam  za moje. Ojcem był K., ja po załatwieniu wszystkich formalności zostałam matką adopcyjną. Nikt niczego nie podejrzewał.

„Jak ten dzieciak się nie zamknie, to wywiozę was do lasu” – K.  darł się w nocy, kiedy Majka płakała. Kiedyś naprawdę nas wywiózł. Kazał się zbierać, wepchnął mnie z małą do auta i zawiózł jakieś pół godziny drogi od domu i zostawił. Moja siostra nas wtedy przygarnęła. Nie chciałam za dużo mówić. Skończyło się na: „Wiesz, w każdym domu zdarzają się awantury”. I tyle. Nic więcej. Zamykał nas w domu, zabierał klucze, żebym nie mogła wychodzić z Majką na spacer, bo nie wiedział, czy z kimś się po drodze, jak to mówił: „nie puszczę”. Zaczęłam się go bać. Bałam się o bezpieczeństwo córki. Zawsze po awanturze, wyzywaniu mnie w nocy, zamykaniu w łazience przyjeżdżał z kwiatami. Przepraszał, płakał, mówił, że sytuacja go przerasta. A ja chciałam wierzyć, że skoro on obiecuje, że to był ostatni raz, że pójdzie po pomoc do specjalisty, to naprawdę tak będzie. Do kolejnej awantury…

Kiedy Majka miała pół roku dostałam maila, od jej matki biologicznej. „Cześć. Mam nadzieję, że u was wszystko w porządku, ale muszę ci o czymś napisać. Nie dawało mi spokoju, jak powiedziałaś, że K. ma 10% szans na zostanie ojcem. Policzyłam dokładnie i faktycznie twój mąż nie może jednak być ojcem Majki. Wiem jednak, że jesteście fajną rodziną, ciebie zdążyłam poznać, na pewno jesteś dla niej najlepszą matką na świecie. Pozdrawiam”.

Do maila załączony był ten wysłany do K., w którym informowała go, że nie jest ojcem… To wszystko brzmiało jak jedna wielka cholerna pomyłka. Jakbym brała udział w jakimś reality show i nagle ktoś wyskoczy zza zasłony i krzyknie: „Mamy Cię!”.

Było coraz gorzej. Jakiś pieprzony matrix. On wracał do domu ze służbowych kolacji podpity i mówił, że nie chce tego „bachora”, że to nie jego, że ja jestem nawiną dziwką, która dała się na to wszystko nabrać, a może nawet sama to wymyśliłam. Siedziałam cicho, ale kiedy zbliżał się do łóżeczka rzucałam się na niego, obrywałam za każdym razem, ale to działało, bo K. odpuszczał, skupiał się na mne. Byłam w potrzasku, nie miałam pojęcia, co robić, a strach odbierał mi zdolność racjonalnego myślenia. Kiedy rzucił we mnie Majką, którą ledwo co złapałam, wiedziałam, że muszę uciekać. Zadzwoniłam do siostry, zabrała nas, ale to był dopiero początek.

Od dwóch lat toczy się w sądzie sprawa o prawo opieki nad Majką. Nadal nikt nie wie, że K. nie jest ojcem, a o mnie sędzia potrafi powiedzieć: „Przecież pani jest jedynie matką adopcyjną”. Jedynie? Przecież wyrokiem sądu tą mamą zostałam, dlaczego teraz nie ma to większego znaczenia? K. chciał opieki naprzemiennej. On, który nigdy dłużej niż 5 minut Majki nie trzymał na rękach, nigdy jej nie zabrał na spacer? Pewnego dnia wysyczał mi: „Zabiorę ci ją, wywiozę do Szwecji, sprzedam i tyle ją będziesz widzieć”. Boję się. W prokuraturze złożyłam dokumenty dotyczące zaprzeczeniu ojcostwa. Są tam zeznania świadków, oświadczenie biologicznej matki, wyniki badań K., opinia biegłego, który na podstawie badań wydał opinię i nikłym prawdopodobieństwie ojcostwa. Prokurator jednak nic nie robi, zbywa mnie, a chodzi tylko o skierowanie K. na badania DNA. To załatwiłoby całą sprawę, ucięłoby jego rzekome starania się o córkę.

Oprócz ustalenia opieki nad dzieckiem, toczy się sprawa karna przeciwko K. o znęcanie się nade mną i dzieckiem. Sędzia ma dwie godziny nagrań, jak K. mnie obraża, poniża, jak mi grozi, słychać jak odzywa się do dziecka i co o nim mów. Ma moją obdukcję, świadków. I cisza, sprawa się przeciąga. Kiedy sędzia wysyła się nas na badania, biegłe psycholog piszą, że ojciec ma z dzieckiem wyjątkową więź i powinien mieć z nim stały kontakt?!? One nie słyszały, jak Majka przez pół godziny z ojcem w sali zbaw non stop płakała? Uspokoiła się dopiero, kiedy wzięłam ją na ręce. Biegła niezależna psycholog wydała opinię, że moja córka jest dzieckiem, które doświadczyło przemocy, a sąd chce dać ją ojcu, który de facto ojcem nie jest?

Dlaczego to opowiadam? Bo czuję się bezsilna, bezradna, bo już nie wiem, gdzie mogłabym pójść, żeby udzielono mi pomocy i uwierzono, że mąż się nade mną znęcał, że ofiarą przemocy jest także dziecko. Ale przecież nie mogę się poddać, nie mogę odpuścić, choć coraz częściej mam wrażenie walki z wiatrakami. Ostatnio usłyszałam, że za szybko i zbyt nerwowo mówię, trochę jak nienormalna… I to z ust prokuratora. Sędzia twierdzi, że to mój były mąż jest zrównoważony, opanowany, a ja zachowuję się histerycznie. Ludzie! On mnie bił, upokarzał mnie, groził mojemu dziecku, jak mam być spokojna, skoro każdej nocy drżę, że zabiorą mi córkę i już nigdy jej nie zobaczę. Jemu nie zależy na dziecku, on chce kontrolować moje życie, chce być w nim obecnym, chce mnie zniszczyć. Naprawdę tak trudno to zauważyć?

Za kilka dni kolejna rozprawa. Trzymajcie proszę kciuki, żeby wszystko się dla mnie i Majki dobrze skończyło. Chcę wyjechać z tego kraju, jak będzie po sprawie. Nie chcę żyć tu, gdzie ofiara przemocy nie doświadcza pomocy, a wierzy się tylko mężczyźnie.


wysłuchała: Ewa Raczyńska

 


Jak nie znajdziesz prawdziwej miłości. Wszystkie błędy, które popełniasz, a do których się nigdy nie przyznasz

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
22 kwietnia 2018
Fot. istock/m-gucci
Fot. istock/m-gucci

To nie jest kwestia tego, że „nie masz szczęścia”, że spotykasz na swojej drodze niewłaściwych ludzi. Przecież nikt nie każe ci ich zaraz wybierać. Jedyną osobą, która przeszkadza ci znaleźć prawdziwą, dobrą miłość jesteś ty sam.  Możesz być typem osoby, która po prostu zatraca się w toksycznych w związkach. A może nie wierzysz w siebie; nie uważasz, że jesteś wystarczająco dobry by zasługiwać na miłość. Albo poddajesz się za wcześnie, gdy tylko pojawiają się pierwsze kłopoty, jakiekolwiek wątpliwości. Uciekasz, gdy tylko zauważasz jakieś przeciwności. To ty podejmujesz decyzje. Ty budujesz swoje życie – z kimś lub samotnie.

Otwórz się na ludzi, ale nie wiąż się z byle kim. Zainteresuj się bardziej sobą, tym, kim jesteś, postaw bardziej na swój rozwój, szukaj odpowiedzi na pytanie, co sprawia, że jesteś szczęśliwy. Mówi się, że miłość jest z natury złożona i trudna. Wielkie uczucie nie zawsze wystarcza, by stworzyć dobry, trwały związek, by wszystko samo się ułożyło.

Pewnie nie znajdziesz tej prawdziwej miłości za pierwszym razem. To się udaje bardzo rzadko. Może popełnisz w miłości kilka razy ten sam błąd. Ważne, byś go dostrzegł i zrozumiał.

8 błędów, które popełniasz, kiedy szukasz prawdziwej miłości

1. Nie wierzysz, że zasługujesz na miłość

Abyś mógł znaleźć miłość, na którą zasługujesz, musisz najpierw uwierzyć, że jesteś jej wart. O wiele trudniej sprawić, by ktoś cię pokochał, kiedy nie kochasz samego siebie. To samo dotyczy innych, życiowych kwestii. Jeśli czegoś pragniesz, chcesz coś osiągnąć, uwierz, że na to zasługujesz.

2. Wybierasz związki, które są dla ciebie szkodliwe

Miłość nie jest czymś, na co się godzisz. Jest to coś, do czego dążysz i nad czym pracujesz niestrudzenie, ale  z drugą osobą. Więc nie przestań godzić się na byle jaką miłość, tylko po to, by z kimś być. Nie pozwalaj się ranić.

3. Nie otwierasz się na innych

Boisz się wyjść ze strefy komfortu, nawet jeśli pociąga cię ktoś „inny niż zazwyczaj”. Otwórz się bardziej na ludzi wokół ciebie. Poznawaj ich, zastanawiaj się co w nich lubisz, co podziwiasz, co mogłoby sprawić, że byłbyś szczęśliwy.

4. Nie potrafisz wyjść z przeklętego kręgu tych samych mechanizmów

Poznajesz kogoś, natychmiast się zakochujesz i nie zwracasz uwagi na żadne znaki ostrzegawcze. Po jakimś czasie okazuje się, że ten związek nie różni się niczym od twoich poprzednich, toksycznych związków, w których cię wykorzystywano. Zmarnowałeś kolejne kilka tygodni, miesięcy, lat.

5. Nie uczysz się na błędach

Na przykład, wiedząc jak destrukcyjną siłę ma twoja zazdrość, w żaden sposób nie pracujesz nad tą słabością i pozwalasz jej niszczyć kolejne związki. Oczekujesz, że to druga osoba się do ciebie dostosuje.

6. Boisz się

Miłość to ryzyko. Możesz zostać zraniony, odrzucony. Możesz cierpieć, tęsknić, pragnąć niemożliwego. To wszystko prawda, ale z drugiej strony, miłość to także możliwość przeżycia czegoś wspaniałego i pięknego. Warto zaryzykować.

7. Myślisz, że musisz stosować jakieś „sztuczki”, żeby wygrać miłość

Miłość nie jest grą – i nie powinieneś grać, aby wygrywać. Bawiąc się uczuciami i emocjami ludzi, krzywdzisz ich i odbierasz sobie szansę na znalezienie szczęścia. Miłość to prawda, szczerość, wolna wola.

8. Tkwisz w związku z niewłaściwą osobą

Nie bój się odejść, jeśli wiesz, że się pomyliłeś, że popełniłeś błąd. Nie pozwól, by strach przed samotnością lub lęk przed zerwaniem uniemożliwił ci odnalezienie dobrej, prawdziwej miłości. Życie jest tylko jedno.


Na podstawie: relrules.com

 


Zobacz także

fot. iStock/ Petar Chernaev

Dlaczego on nie mówi „kocham”?

Iza Kaźmierczak i Ewa Tyralik z projektu Jestem Bogata

Pieniądze to tabu – o nich się nie rozmawia, pieniądze się po prostu ma. One wiedzą jak rozmawiać i jak na pieniądzach zarabiać

Fot. iStock/lolostock

7 produktów idealnych na śniadanie. One skutecznie cię rozbudzą