„Masz co chciałaś” – mówiłeś. Mam dzieci, ty swoją ukochaną wolność

Listy do redakcji
Listy do redakcji
28 maja 2018
Fot. iStock/Ridofranz
 

„Masz, co chciałaś. No masz przecież – rozwód, opiekę nad dziećmi. O co ci właściwie chodzi? Czepiasz się, jak zwykle. Zawsze byłaś czepliwa, a odkąd się rozstaliśmy jesteś nie do wytrzymania. Co znowu? Przecież ja też muszę odpocząć, jakoś sobie ułożyć życie. Ja teraz właśnie będę żył. Teraz mam wreszcie czas na swoje pasje, bo przy tobie to nie mogłem nic. Tylko praca – dom, praca – dom. Odzyskałem wolność. To teraz z niej korzystam. Przecież sama chciałaś tego rozwodu, o co ci do cholery chodzi?!”

Fakt, sama tego chciałam. Fakt, tak jest dużo lepiej. Bez awantur, krzyków, wyrzutów, ciągłej niepewności co do tego, co się wydarzy – za pięć minut, za dwa dni, za tydzień, za pięć lat. Bez mojego strachu, iluzji, życia w zawieszeniu. I dzieci spokojniejsze. I życie lepsze, choć mam dużo mniej niż miałam, choć czasem trudno jeszcze związać koniec z końcem. Ale jest nadzieja, jest radość, jest spokój. To, co bezcenne. To, czego nie kupisz za żadne pieniądze.

Umówiliśmy się, że dzieci będziesz brał co drugi weekend, licząc od piątku wieczorem. Odkąd pół roku temu sąd ogłosił rozwód, spędziły u ciebie może cztery soboty i niedziele. Na początku bardzo się starałeś. Walczyłeś o ten czas z dziećmi. Mówiłeś jaki jest dla ciebie ważny, jak ci na nim zależy. Że go nie oddasz, bo jesteś tatą. Że nie chcesz rozbitej rodziny, zrobisz wszystko, by było „normalnie”.

Potem mówiłeś już mniej. Rzadziej dzwoniłeś do syna. Właściwie wcale. Dzieci zaczęły być smutne. „Tata o nas zapomniał?” – pytała starsza córka. Kłamałam, że nie, że masz tyle pracy, że jesteś zmęczony. Dzwoniłam, nie odbierałeś, wysyłałam SMS-y, nie odpisywałeś. Kiedy potrzebowałam twojej pomocy, mówiłeś, żebym poprosiła o nią rodziców. Bo przecież mam to, co chciałam. Powinnam sobie radzić, przecież ustaliliśmy, że w tygodniu dzieci są u mnie.

Potem zjawiałeś się niespodziewanie, z prezentami. Jasne, że drogimi. Zabierałeś dzieci do wesołego miasteczka, na zakupy, do parku linowego. Wszystko to, czego nie robiłeś całe nasze wspólne życie. Ojciec roku. Podobno to bardzo powszechne. Tak mi mówią znajome. Ojcowie zostają najlepszymi ojcami po rozwodzie. Cieszyłam się z tego. I cieszyłam się tymi wyrwanymi od losu momentami, gdy wreszcie miałam moment dla siebie. Zmęczona siadałam w fotelu z kubkiem herbaty. Najpierw tylko zasypiałam spokojnym, błogim snem. Potem zaczęłam planować. A może kino? A może rower? Może jakaś wycieczka za miasto, spotkanie z przyjaciółkami?

Szybko okazało się, że planować nie mogę. Zdenerwowany, odwoziłeś dzieci w środku dnia, bo: zachorowały, pokłóciły się, były niegrzeczne, nie chciały cię słuchać… Źle je wychowałam.

A potem nagle nastąpił moment, w którym zacząłeś maksymalnie żyć swoim własnym życiem. Zrobiłeś sobie tatuaż. Symbol twojego „odrodzenia” – tak mi powiedziałeś. Dzwoniłeś w sobotę i mówiłeś „dziś nie mogę, biegam w maratonie”. OK – myślałam, może chce się zrelaksować, zadbać o formę. Pracuje w tygodniu, jest weekend. Ma prawo odpocząć. Ale w niedzielę byłeś znów zbyt zmęczony sobotnim biegiem, by zabrać do siebie dzieci. „Dziś nie dam rady, bolą mnie plecy” – czytałam na ekranie telefonu.

Potem zrobiłeś się naprawdę nieuchwytny. Wtedy, kiedy dzieci były chore, kiedy ja miałam grypę, kiedy trzeba było je zawieźć do lekarza, albo na zajęcia. Odcinałeś się. Nie odbierałeś telefonów. A kiedy doszło między nami do poważnej rozmowy, wyjaśniłeś mi, że teraz jest twój czas, że teraz będziesz żył, uprawiał sporty, biegał maratony, że kupisz sobie motor, że dziś masz imprezę, więc do widzenia, cześć.

Dziwiłam się. Ty nigdy nie biegałeś w maratonie. Ani nie jeździłeś nocą na rolkach. Ani na motorze. Przynajmniej nie ze mną, nie z nami. My znaliśmy inną twoją twarz. Twoi znajomi zapewne uznają cię za duszę towarzystwa.

Na Facebooku widziałam twoje zdjęcia z różnych weekendowych imprez. Masz mnóstwo nowych kolegów, koleżanek, wspaniałe życie. To chyba dobrze. Nie jestem zazdrosna. Szkoda mi tylko dzieci. Kiedy jestem zmęczona, zaciskam zęby. Czasem mówię im, że już nie daje rady, że potrzebuję odpoczynku. Są coraz starsze, coraz bardziej rozumieją. Coraz mniej szukają cię obok siebie. Coraz bardziej przywykły do tego, że masz nowe życie. I że one niekoniecznie są jego częścią.


Depresja ma swój styl… Po tych słowach można poznać kogoś, kto się z nią zmaga

Redakcja
Redakcja
29 maja 2018
Dzień dobry, nazywam się depresja. Przycupnę sobie tu na fotelu. Dziękuję, nie chcę kawy ani herbaty
Fot. iStock / Alexandra Thompson
 

Depresja jest częstą chorobą, która na swoje ofiary wybiera osoby w różnym wieku i różnej płci, choć dwa razy częściej dotyka kobiet. Nigdy nie ma pewności, że dumnie krocząc przez życie, nie poddamy się jej ciężarowi. Na depresję cierpi kilkanaście procent populacji osób dorosłych, więc nie sposób jest nie zauważać, czy bagatelizować to zjawisko.

Objawy mogą być różne. Najczęściej wymienia się utratę radości życia i odczuwania przyjemności, ograniczenie aktywności życiowej, stopniową utratę dotychczasowych zainteresowań, trudności w podejmowaniu różnych czynności i działań, napływające czarne myśli, które trudno jest od siebie odsunąć, lęk, zaburzenia snu. To oczywiście nie wszystko, ponieważ większość z pojawiających się sygnałów różni się od siebie w zależności od indywidualnych predyspozycji czy nasilenia choroby.

Depresja objawia się w piśmie i w mowie

Wiele osób próbuje tuszować problem, zakładając maskę, która potrafi zmylić nawet bliskich. Ale mimo tych starań można zauważyć subtelne sygnały istniejącego problemu.

Naukowcy dokonali porównania języka używanego przez osoby z depresją oraz zdrowe. Wyłapali dzięki temu charakterystyczne zwroty i słowa, które pojawiają się najczęściej w mowie i piśmie osób cierpiących na depresję.

3 rzeczy, które wyróżniają osoby z tendencją do stanów depresyjnych  

Negatywnie nacechowane przymiotniki — u osób obarczonych depresją znacznie częściej niż u innych pojawiają się słowa takie jak: smutno, źle, niepowodzenia, samotny, niezrozumiany, niechciany,

Zaimki w pierwszej osobie — osoby depresyjne używają więcej zaimków w pierwszej osobie — ja, mój, a zdecydowanie rzadziej — my, nasze, oni. Może to wskazywać na tendencje do skupiania się na sobie i swoich problemach, a nie na innych, stąd częste wycofywanie się z relacji z otoczeniem.

Słowa kategoryczne (absolutne) — słowa takie jak jak zawsze, nic, nigdy, kompletnie, absolutnie, wszystko są chyba najmocniejszym wyznacznikiem istnienia depresji. Wynikają one z pesymistycznego postrzegania rzeczywistości, traktowania wielu sytuacji w ramach ostateczności, końca. Na forach dla osób z myślami samobójczymi pojawiało się o 80% więcej słów kategorycznych niż w grupie kontrolnej.

źródło:  psychiatria.mp.pl, www.psychologiawygladu.pl


„Uwaga, tata” – jak ojciec może zepsuć twoje relacje z partnerem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 maja 2018
Fot. iStock/PeopleImages

Na pewno słyszeliście o toksycznych mamuśkach – zakochanych w swoich synach, zaborczych, wiecznie wtrącających się w jego związki i pokazujące jego ukochanej „kto tu rządzi”. Jednak toksycznych tatusiów roszczących sobie jedyne prawo do uszczęśliwiania swoich córek i traktujących je jak swoją własność również nie brakuje. I potrafią oni skutecznie namieszać w życiu miłosnym własnego dziecka…

Brakuje ci granic w związkach

Jeśli twój ojciec był emocjonalnie odległy i trudno było go zadowolić, a ty zawsze ciężko pracowałeś, żeby mu udowodnić, że jesteś coś warta, przenosisz teraz ten schemat na relacje z mężczyznami. Być może jesteś gotowa zrobić wszystko, byleby on był szczęśliwy, a przy okazji straciłaś szacunek dla samej siebie.

Nigdy nie czujesz się wystarczająco dobra

Jeśli twój ojciec wydawał się być ciągle tobą rozczarowany lub najbardziej skupiał się jedynie na drobnych błędach, które popełniałaś, a nie na twoich głównych osiągnięciach, to traktujesz siebie w ten sam sposób.

Potrzebujesz ciągłego zapewnienia, że ​​jesteś kochana

Bo tak robił twój tata. Przyzwyczaił cię do tego, kazał ci tego wymagać od innych. I nie ma nic złego w okazywaniu miłości, ale kiedy dosłownie „wchodzisz na głowę” swojemu partnerowi, to módl się, żeby miał naprawdę dużo cierpliwości.

Masz ciągły strach przed porzuceniem

Jeśli twój ojciec zmarł w młodym wieku lub opuścił twoją matkę, gdy byłaś mały, to nosisz w sobie bardzo prawdziwy lęk przed porzuceniem, z którym możesz walczyć przez całe życie. Tak bardzo boisz się utraty kogoś, kogo kochasz, albo jesteś zbyt czepliwa, albo całkowicie się odsuwasz, nie jesteś w stanie stworzyć głębokich więzi.

Gonisz za mężczyznami, którzy są emocjonalnie niedostępni

Jeśli twój własny ojciec był emocjonalnie niedostępny i nie mógł stworzyć z tobą na poziomie emocjonalnym, możesz poszukiwać podświadomie mężczyzn, którzy potraktują cię tak samo, ponieważ właśnie to sprawia ci… przyjemność.

Twoje serce należy do … tatusia

I nikt inny go nie zdobędzie, bo od małego słyszysz, że nie ma takiego drugiego jak on, że nigdy nie spotkasz lepszego mężczyzny, że nikt nie jest w stanie zapewnić ci opieki, miłości, takiego domu, jak rodzinny, męskiego ramienia itd, itp. Nic, tylko od ciebie uciekać. No, chyba, że zmądrzejesz.


Na podstawie: thedailynet.com

 


Zobacz także

Zdradzić czy nie, odejść czy zostać? Stały związek też jest wyborem

Jak inaczej powiedzieć kocham?

10 innych sposobów na to, by powiedzieć kocham

Ona cię opuści, gdy zrozumie, że nigdy nie byłeś lekarstwem, a stałeś się trucizną zatruwającą jej życie. List do faceta