Chcesz odepchnąć od siebie szczęście? Krótki poradnik dla życiowych męczennic i pesymistek

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
11 września 2016
Fot. iStock / lovell35
Fot. iStock / lovell35

Dookoła pełno dobrych rad i metod na to, jak znaleźć szczęście, gdzie go szukać, gdzie się ukrywa i co możemy zrobić, by w końcu je – kolokwialnie mówiąc – dorwać. A co jeśli ktoś nie ma ochoty na baśniowy happy end, chce pozostać smutasem, malkontentem i uniknąć mimicznych zmarszczek od szerokiego uśmiechu? Jest i na to rozwiązanie – by szczęście skutecznie od siebie odepchnąć, musicie po prostu pielęgnować w sobie kilka myśli.

Jestem beznadziejna

Podstawowa myśl, która szczęście odepchnie skutecznie i na bezpieczną odległość. Powtarzaj to jak najczęściej, uczyń z tego codzienną mantrę, aż w końcu w to uwierzysz i będziesz mogła pogrążyć się w swojej rozpaczy i smutku. Mów, że jesteś beznadziejna, gdy popełnisz nawet najmniejszy błąd – nic to, że masz do tego prawo, bo jesteś tylko człowiekiem, nie daj sobie wmówić, że perfekcja nie istnieje! A jeśli wyjdzie ci coś idealnie… no cóż, przypadek, zdarzyło się, sprzyjający splot okoliczności – bo przecież to nie ty, ty jesteś beznadziejna.

Zawsze mam pecha

Kot zawsze przebiega mi drogę, samochód zawsze ochlapie w deszczowy dzień, a policja zawsze stoi tam, gdzie noga mocniej naciska na gaz. Wypatruj znaków pecha dookoła siebie, a pewnie znajdziesz ich całe mnóstwo. Na to, co miłe, dobre i przyjemne zamykaj oczy i uszy – ty jesteś pechowa, więc nie wiesz, co to szczęście!

Na pewno mi się nie uda

Mówisz tak? Dobra pesymistka, oby tak dalej! Zapomnij o wysokiej samoocenie, pozytywnym nastawianiu się i wierze, we własne możliwości – wszyscy powtarzają, że to ważne, ale idź pod prąd i nie daj się „modzie” na pewność siebie i przebojowość. Z góry zakładaj niepowodzenie i porażkę, do tego rób smutną i zrezygnowaną minę, angażuj się na pół gwizdka (bo po co więcej, skoro i tak się nie uda) i demotywuj na każdym kroku. Tylko ta strategia pozwoli na zduszenie szczęścia w zarodku i zapobiegnie wszelkim sukcesom.

Inni zawsze mają w życiu lepiej

Porównuj się z innymi zawsze i wszędzie i w ogóle nie patrz na to, że jesteście różni, macie odmienne doświadczenia, możliwości i potrzeby. Skoro twierdzisz, że inni mają w życiu lepiej to tak pewnie jest – w końcu zawsze masz rację. Nawet, jeśli dobrze kogoś nie znasz, to przyjmuj założenie, że w porównaniu z tobą ma on sielskie życie, zero problemów, opływa w luksusach, kąpie się codziennie w mleku i śpi na płatkach róż (albo na pieniądzach, jak wolisz). Inni mają super życie, ty masz swoją marną egzystencję bez odrobiny szczęścia, radości i uśmiechu.

Z nimi nie mam szans wygrać

Stawiaj się zawsze niżej od innych i broń Boże nie myśl, że w czymś możesz być od nich lepsza- to takie… optymistyczne i trąci wiarą w siebie, fuj! Idealizuj osiągnięcia innych osób, dodawaj im zalet, koloryzuj ich cechy, a przy tym zawsze mów o sobie jak najgorzej, nie przyjmuj komplementów, rób z siebie męczennicę i wiecznego pechowca. Zakładaj z góry, że mniej umiesz, mniej wiesz i poradzisz sobie znacznie gorzej – to najlepszy sposób ochrony przed szczęściem i powodzeniem.

Nawet nie próbuję, bo i tak nic z tego

Od razu skreślaj się już na starcie i pod żadnym pozorem nie dopuść do tego, byś zauważyła nawet najmniejszą swoją zaletę. Nie próbuj i nie podejmuj ryzyka, kategorycznie zapomnij o realizowaniu celów i spełnianiu swoich marzeń – jeszcze się uda, osiągniesz sukces i będziesz miała powody do szczęścia. Pozostań bezczynna, bez motywacji, w nic się nie angażuj – szczęście zazwyczaj omija ludzi z taką postawą szerokim łukiem.

Nie jestem tego warta

Ooo, tego zdania szczęście nie lubi, tak trzymać! Nie zasługujesz przecież na nic dobrego, nie ty. Dla ciebie jedynie marność nad marnościami, resztki ze stołu pańskiego i byle co. Na dobre trzeba zasłużyć perfekcją i ideałem, a tobie do tego bardzo daleko. Wbrew temu, co powtarzają ci inni dookoła i co starają się ci wmówić w popularnej reklamie, trwaj w przekonaniu, że warta jesteś niewiele, w skali od jednego do dziesięciu – mniej niż zero.

Gdybym była chudsza/ ładniejsza, byłoby inaczej

Tak jest, takie myślenie z pewnością doprowadzi cię do nieszczęścia, a kto wie – może nawet rozpaczy i depresji. Nie dawaj sobie pozwolenia na radość dopóki nie pozbędziesz się wałeczków i cellulitu. Nie myśl, że możesz cieszyć się życiem, skoro w kącikach oczu masz dwie zmarszczki, nos trochę za duży, biust za mały, a na torcie więcej niż osiemnaście świeczek. Przecież nie od dziś wiadomo, że szczęśliwi są tylko ci z idealnie symetryczną twarzą, wymiarami 90-60-90 i bez najmniejszych skaz na urodzie, prawda? Nie próbuj też czegokolwiek zmieniać, by poczuć się lepiej we własnej skórze i zyskać na atrakcyjności – po prostu marudź, narzekaj i trwaj w swoim niezadowoleniu.

A tak całkiem na serio…

…to nie dajcie się takim myślom – one mogą się pojawiać w waszych głowach, ale jedynie na gościnnych występach, i to bardzo krótkich! W psychologii znane jest od dawna zjawisko samospełniającej się przepowiedni (lub samospełniającego się proroctwa), które polega na tym, że nasze oczekiwania i przypuszczenia dotyczące jakichś zachowań wpływają na nie w sposób, który doprowadza do ich spełnienia. Nasze zachowanie zmienia się pod wpływem tego, co same sobie wmawiamy – jeśli więc oczekujemy porażki, nieszczęścia i przegranej, to same do niego doprowadzimy, zgodnie z naszymi założeniami. Ale działa to także w drugą stronę – myśląc pozytywnie, wierząc we własne cele i zakładając sukces, łatwiej będzie nam go osiągnąć! Nie umiesz przestawić się na dobre myślenie o sobie i bycie pewną siebie? Fake it till you make it – udawaj, aż stanie się to prawdą i twoim nowym nawykiem. Jedyne, czym tutaj ryzykujesz, jest zyskanie odrobiny szczęścia i poprawa twojej samooceny.


Kosmetyki z arszenikiem i smarowanie twarzy smalcem… Urodowe triki naszych babek

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
11 września 2016
Fot. iStock / Klubovy
Fot. iStock / Klubovy

Od starożytności kobiety troszczyły się o piękny wygląd na miarę ówczesnych możliwości. Wykorzystywały dostępne naturalne produkty, by zadbać o stan włosów i skóry, zatuszować niedoskonałości i podkreślić piękno wg obowiązujących w tamtym czasie kanonów urody. Już Kleopatra była znana z zamiłowania do regularnych kąpieli w kozim mleku, więc te proste zabiegi musiały przynosić dobre rezultaty. 

W zgodzie z naturą dbano o urodę przez wiele stuleci. Do czasu, gdy nadszedł czas na masową produkcję fabrycznych kosmetyków, które powoli trafiały pod dachy wielu kobiet. Zdecydowanie ich receptury i skuteczność różniły się od tego, co współczesne kobiety znajdują w swoich kosmetykach do zadań specjalnych.

Czy wiesz, czym dysponowały nasze prababki i babki?

Rtęć w natarciu

Przed półwieczem była ona rozpowszechnionym składnikiem wielu produktów kosmetycznych. Kobiety, które stosowały np. puder z tym składnikiem, skarżyły się na problemy skórne takie jak wysuszanie się i łuszczenie. Nasze babki nie wiedziały o tym, że związki rtęci, których jony wiążą się z białkami, upośledzają funkcjonowanie tkanek i narządów, a także wpływają na powstawanie zmian zwyrodnieniowych w ośrodkowym układzie nerwowym. Opary rtęci mogą przedostawać się przez skórę czy płuca do organizmu, wyrządzając w nim szkody.

Arszenik we włosach

Włosy to duma nie jednej kobiety. Dziś mamy do dyspozycji przeróżne szampony, maseczki, odżywki, olejki, które dbają o kondycję czupryny. Nasze babki również sięgały po szampony do włosów, które czasem miewały dość osobliwy skład. Np. preparaty do likwidowania siwego odcienia we włosach zawierały zabójczą truciznę — arszenik (tlenek arsenu). Jego duże stężenie może być bardzo niebezpieczne dla zdrowia, ponieważ arsen wiąże się z czerwonymi krwinkami, oraz wnika do organów wewnętrznych. Co prawda w ludzkim organizmie są naturalne śladowe ilości arsenu, ale wchłaniamy więcej tego związku, toksyczność z czasem rośnie. W efekcie uszkadzamy centralny układu nerwowy, układu pokarmowy i oddechowy, przy okazji sprzyjając rozwojowi nowotworów, zwłaszcza skóry, płuc i wątroby.

Tłuste pokarmy na suche włosy

Innym sposobem na pielęgnację, szczególnie włosów suchych, było ich ponad trzytygodniowe niemycie i jedzenie tłustych potraw. To miało natłuścić włosy, podobnie jak wcieranie w skórę głowy oliwy z oliwek.

Czerwień koszenilowa na ustach

Już nasz babki korzystały z barwników, o których pochodzeniu lepiej nie rozmyślać. Czerwień koszenilowa, czyli naturalny barwnik pozyskiwany z mszycy o nazwie koszenila z Ameryki Południowej i Centralnej, nie jest uznawany za substancję szkodliwą, jednak u osób wrażliwych może powodować astmę, nadpobudliwość i reakcje alergiczne. Barwnik stosowany do dziś w kosmetyce może również negatywnie wpływać na płodność, stan wątroby czy nerek.

Fot. iStock / CSA-Printstock

Fot. iStock / CSA-Printstock

Woda i ocet na potliwość

Jeśli kobieta miała kłopot z nadmierną potliwością i niemiłym zapachem ciała, polecano jej codzienne kąpiele w wodzie z octem. Dla lepszego efektu należało praktykować to dwa-trzy razy dziennie.

Smalec na twarz

Posiadaczki suchej skóry mogły radzić sobie z tym problemem w dość oryginalny sposób. Wystarczyło przecierać twarz czystym, świeżym smalcem. Po przetarciu należało usunąć tłuszcz z twarzy, a następnie przemyć skórę naparem ze ślazu lub siemienia lnianego.

Śnieg zamiast kremu przeciwzmarszczkowego

Aby utrzymać jędrność skóry, zalecano zbieranie świeżego śniegu lub lodu, owijania tych bryłek w czystą chusteczkę lub inny materiał i przykładanie kawałek po kawałku, do twarzy. Zabieg należało powtarzać kilkakrotnie, uważając by nie odmrozić sobie twarzy. Na szczęście, kiedyś środowisko było mniej zanieczyszczone jak dziś i bezpieczniej było stosować specyfiki wprost od natury.

Gorący wosk na rzęsach

Ta metoda miała na celu stworzyć wrażenie gęstszych, sztucznych rzęs wokół oczu. Aby rozjaśnić spojrzenie, zakrapiano do oczu cytrynę lub napar z trującej belladonny.

Fot. iStock / Greg Cooksey

Fot. iStock / Greg Cooksey

Wyciąg ze skóry młodych zwierząt

Miał na celu zniwelować zmarszczki i odmłodzić twarz kobiety. Ten cenny wyciąg z komórek skórnych, miał posiadać skład identyczny z żywotnymi składnikami zawartymi w skórze młodej, zdrowej dziewczyny. Grzechem było nie skorzystać!

Ale żeby nie było tego złego…

Sięgano po zupełnie bezpieczne, naturalne środki prosto z grządek przydomowych i pól. Znane były maseczki z siemienia lnianego, ogórka oraz wielu innych warzyw czy owoców. Bywało, że zamiast tracić czas na obkładanie twarzy specyfikami, po prostu przecinano warzywa w pół i masowano nimi twarz, np. rzepą czy surowymi ziemniakami. Stosowano także chętnie olejek różany, który po dziś dzień, w przeciwieństwie do wyżej wymienionych metod, nadal cieszy się powodzeniem.


źródło: kobieta.wp.plkobieta.onet.pl


Red Lipstick Monster: „Makijaż ma być przyjemnością, nie obowiązkiem!”

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
10 września 2016
Red Lipstick Monster
fot. Adrian Błachut

Kiedyś młode dziewczyny makijażu uczyły się od swoich matek. Dziś, zamiast pytać się o porady kosmetyczne mam, włączają YouTube i wyszukują kanał Red Lipstick Monster. Pod dość strasznie brzmiącym pseudonimem kryje się pełna ciepła i pozytywnej energii Ewa Grzelakowska-Kostoglu. Królowa polskiego YouTube’a, ale przede wszystkim nauczycielka wszystkich Polek w dziedzinie makijażu i… pewności siebie!

Agnieszka Sierotnik: Jaki produkt powinna mieć w swojej kosmetyczne każda kobieta, bez względu na wiek?

Ewa Grzelakowska-Kostoglu: Nie ma takiego produktu! Każda z nas może używać czego tylko chce i z czym dobrze się czuje. Jeśli danej osobie odpowiada, aby nie stosować żadnego kosmetyku to nie jest to przecież w jakikolwiek sposób złe! Najważniejsze jest to, aby polegać po prostu na własnych potrzebach.

Większość kobiet boi się występów saute. Pani nie ma z tym problemu. 

Wszystko jest kwestią odpowiedniego dystansu i akceptacji samej siebie. Nie czuję potrzeby, aby zawsze się malować i nie widzę powodów, żeby w takich momentach „nie przyznawać się do swojej twarzy”.

fot. archiwum prywatne Red Lipstick Monster

fot. archiwum prywatne Red Lipstick Monster

Przyznam szczerze – to właśnie Red Lipstick Monster był pierwszym kanałem, który zasubskrybowałam. Uczyłam się z niego wszystkiego: od informacji o moich ukochanych szminkach, po prawidłową aplikację podkładu. Czego jako YouTuberka, ale i pedagog, chciałaby Pani nauczyć Polki? 

Przede wszystkim pewności siebie – ma z nią problem wiele dziewczyn i kobiet w naprawdę różnym wieku. Drugą kwestią jest zachęcenie do postępowania dokładnie tak, by czuć się dobrze sama ze sobą i nie zmuszać się do czegokolwiek. Niezależnie, czy mowa o makijażu czy o innych aspektach życia. Cały czas przekonuję też, że nie ma powodu do strachu przed eksperymentowaniem! Nigdy nie będziemy miały pewności, czy coś nam naprawdę nie odpowiada do póki tego nie sprawdzimy!

Od błędów nie da się uciec, zwłaszcza w makijażu. Jakie my, Polki najczęściej popełniamy? 

Bardzo wiele osób kieruje się zasłyszanymi kiedyś twardymi regułami zapominając, że każdy z nas jest inny i tak naprawdę nie ma uniwersalnych reguł, które znajdą zastosowanie zawsze. Do każdej twarzy trzeba podejść indywidualnie.

W jakich przypadkach możemy sobie pozwolić na kosmetyczny kompromis?

Kiedy tylko czujemy taką potrzebę! Makijaż ma być przyjemnością, nie obowiązkiem!

Red Lipstick Monster to nie tylko kanał na YouTube, ale cała społeczność. Czy czuć  odpowiedzialność za młode dziewczyny, które uczą się makijażu właśnie od Pani? 

Oczywiście! Czuję odpowiedzialność za swoje słowa od pierwszego filmu, który opublikowałam. Zdaję sobie sprawę z faktu, że to, co powiem może wpłynąć na spojrzenie na dany temat u wielu osób.

Jeden z filmów na Pani kanale nosi tytuł „Najlepszą motywacją są zmiany”. Która zmiana była dla Pani najważniejsza, najbardziej motywująca? 

Najwięcej w moim życiu zmienił moment, kiedy postanowiłam zacząć robić coś, na czym zupełnie wtedy się nie znałam i założyłam kanał na YouTube’ie.

fot. archiwum prywatne Red Lipstick Monster

fot. archiwum prywatne Red Lipstick Monster

Tatuaże to w naszym kraju ciągle temat tabu. W jaki sposób radziła sobie Pani z krytyką i schodami, które pojawiały się w Pani życiu przez tatuażową pasję? 

Miałam do tego dystans i przede wszystkim świadomość, że jeśli ktoś ocenia innego człowieka tylko przez pryzmat wyglądu, to świadczy to przede wszystkim o nim samym.

YouTube to coraz częściej sposób na życie. Jakie są Pani rady, jako Królowej Polskiego YouTube’a dla tych kobiet, którym ciągle w głowie siedzi założenie własnego kanału? 

Zawsze warto próbować! Trzeba jednak pamiętać, że prowadzenie kanału na YouTube’ie to bardzo pracochłonne zajęcie. Warto być też przygotowanym na to, że początki potrafią być naprawdę trudne.

Szczerość i wiarygodność biją z Pani filmów. Nie da się wobec nich przejść obojętnie. Czy to cechy, które gwarantują sukces, szczególnie na YouTubie? 

Sądzę, że nie ma takiej rzeczy, która mogłaby zagwarantować sukces na YouTube’ie – lub gdziekolwiek indziej. Szczerość jest tu jednak bardzo istotną kwestią. Widzowie zauważają, jeśli ktoś nie jest autentyczny lub robi coś wbrew sobie. W takiej sytuacji twórca nie będzie w stanie zaskarbić sobie ich zaufania.

Podkreśla Pani, że porażki ukształtowały Pani osobowość i to, kim dziś jest Ewa. Jak dojść do punktu, w którym wiemy, że porażki to po prostu kolejny punkt w drodze do sukcesu? 

Nie poddając się! Nigdy nie jest tak, że każdy pomysł można od razu wprowadzić w życie i wszystkie rzeczy się udają. Porażki są wpisane w sukces. Z każdą przezwyciężoną porażką i z każdym rozwiązanym problemem uczymy się czegoś nowego.

fot. archiwum prywatne Red Lipstick Monster

fot. archiwum prywatne Red Lipstick Monster

Poradnik makijażowy Pani autorstwa okazał się ogromnym sukcesem. Niedługo do naszych rąk trafi kolejna książka spod Pani „pióra”. Jak wygląda proces twórczy w wykonaniu Ewy Grzelakowskiej – Kostoglu? 

Rozpoczynając pracę nad drugą książką miałam wrażenie, że zaczynam tak naprawdę zupełnie od nowa. Było to spowodowane faktem, że druga moja publikacja będzie dotykała zupełnie innej tematyki, niż pierwsza. Metody wypracowane podczas pracy nad „Tajnikami makijażu” nie miały już zastosowania podczas pracy nad drugą książką. Dla mnie proces twórczy oznacza więc ciągłe uczenie się!

Otwarcie mówi Pani o swojej wymarzonej, własnej marce kosmetycznej. Jaka będzie marka by Red Lipstick Monster? 

Zaskakująca, pełna kolorów i stawiająca wysoką jakość produktów na pierwszym miejscu.

Sprawia Pani wrażenie „dziewczyny z sąsiedztwa”, która po prostu bawi się swoją pasją. Czy był moment, w którym chciała Pani rzucić wszystko i wyjechać na koniec świata?

Zdarzają mi się takie momenty, ale chyba każdy z nas ma czasami chwilę zwątpienia, kiedy na głowę spada o kilka problemów za dużo. Wszystko da się jednak przezwyciężyć mając u boku zaufanych i dobrych ludzi.

Jaki jest przepis na sukces według Red Lipstick Monster?

Nie bać się próbować, być pewnym tego, co się robi i ufać własnej intuicji.


Zobacz także

Fot. iStock /  kzenon

Zrozumcie, że są ludzie, którzy czują i wiedzą więcej. Znajoma stawia tarota i mówi – to nie czary, to podświadomość

6 rzeczy, na które warto zwrócić uwagę, gdy kogoś poznajemy. To one budują pierwsze wrażenie

6 rzeczy, na które warto zwrócić uwagę, gdy kogoś poznajemy. To one budują pierwsze wrażenie

Fot. iStock/sankai

Czy każdego można uwieść? Cechy dobrego uwodziciela – sprawdź, czy i na ciebie „zadziałają”