Kiedy boli cię szczęście drugiej osoby. Twój partner nie jest twoim lustrzanym odbiciem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
3 lipca 2018
Fot. iStock / Constantinis
 

To, że ten drugi jest szczęśliwy, zazwyczaj nie jest dla nas bolesne. Z reguły (co jest zdrowe) sukces i szczęście naszego partnera czy przyjaciela napawa nas ogromna dumą i daje nam satysfakcję. Jest to wówczas wspaniałe uczucie, które pozytywnie wpływa na związek, umacnia go. Nierzadko jednak cieniem na naszej relacji kładzie się zazdrość o szczęście drugiej osoby, co może prowadzić do końca miłości. Dlaczego zazdrościmy tym, których kochamy?

Przede wszystkim, wszyscy jesteśmy aż i jedynie istotami ludzkimi, zdolnymi do doświadczania wszelkiego rodzaju uczuć, dobrych i złych, czasem bardzo złożonych. Naszej zazdrości często towarzyszy poczucie winy w stosunku do ukochanej osoby. Z drugiej strony… Być może my również ciężko pracowaliśmy, by osiągnąć sukces, ale nam się nie udało.

Cierpimy, gdy druga osoba jest szczęśliwa, kiedy sami nie czujemy się dobrze. Wierzymy w jej sukces, ale nie możemy zapomnieć o naszym niespełnionym pragnieniu. Nieumyślnie porównujemy jej szczęście z naszym smutkiem i stwierdzamy, że coś jest nie tak. To coś, co czujemy bardzo często, ale nie myślimy o tym zbyt wiele.

Wszystko to dzieje się z nami, gdy widzimy naszego partnera jako nasze lustrzane odbicie. Pomijamy kontekst, w którym nastąpiło jego spełnienie. Koncentrujemy się tylko na wyniku, który osiągnął i wyniku, o którym marzyliśmy dla siebie. Tworzymy narcystyczną projekcję, a nasze ego zostaje zranione i cierpimy, bo on jest szczęśliwy, a my nie. Sekretem jest poszerzenie tej perspektywy. Nie popatrz tylko na to, twój partner zdobył, ale na to wszystko, co musiał zrobić w tym celu, i na to, czego nam brakuje, aby osiągnąć to samo. W ten sposób łatwiej ci będzie dostrzec różnicę między wami.

Uczucie zazdrości o kogoś, kogo kochamy, jest normalne. Nie czyni z nas złej osoby. Tym, czego powinieneś unikać, jest pozwolenie, aby to uczucie rosło i karmiło twój związek podejrzliwością lub urazą.

Czas dorosnąć. Są rzeczy, których pragniemy i których nigdy nie otrzymamy. Rzeczy, o których marzymy, ale otrzymujemy je tylko bardzo się o to starając.

Zazdrości można usunąć, identyfikując ją i akceptując. Miłość powinna zwyciężyć.

 


Czy wiesz dlaczego przed wyjściem z domu powinieneś zostawić na balkonie lub w ogrodzie łyżeczkę?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
3 lipca 2018
Fot. iStock
 

Czy wiesz, dlaczego przed wyjściem z domu powinieneś zostawić w ogrodzie lub na balkonie łyżeczkę wody z cukrem? Wyjaśnił to David Attenborough w swoim niedawnym poście na Facebooku. Nie jest mu obojętny los pszczół, nam też nie powinien. Gdyby te owady zniknęły z powierzchni ziemi, zostałyby nam tylko cztery lata życia!

Sir David Attenborough napisał, że wszyscy możemy zrobić jedną bardzo prostą rzecz, którą możemy zrobić, aby uratować pszczoły i najwyraźniej, samych siebie. O tej porze roku pszczoły mogą wyglądać jakby umierały, choć tak naprawdę daleko im do tego. Zazwyczaj są po prostu przemęczone i nie mają wystarczająco dużo energii, aby powrócić do ula.

Możemy im pomóc przygotowując prosty roztwór z cukru i wody. Wymieszaj dwie łyżki cukru z jedną łyżką wody i zostaw ten napój w takim miejscu, aby pszczoła mogła go dosięgnąć, najlepiej w pobliżu kwiatów w ogrodzie lub na balkonie.

Pszczoły odgrywają istotną rolę w rolnictwie i produkcji żywności, wraz z innymi owadami zapylają trzy czwarte wszystkich upraw. Niestety, według ONZ, wymiera już populacja 37 % gatunków pszczół. W Wielkiej Brytanii zniknęło 13 gatunków, Niemczech wymarło 75% wszystkich owadów latających, w USA około 50% gatunków, a prawie 25% wymiera.

W obliczu tej katastrofy, jedna łyżeczka cukru na naszym parapecie lub w ogrodzie nie wydaje się olbrzymim poświęceniem z naszej strony

Pomóż pszczołom i UDOSTĘPNIJ ten artykuł na Facebooku.


Na podstawie: globalcitizen.org

 


Nie zagwarantujesz mi, że kiedy się wyleczysz ze swoich ran, nadal ze mną będziesz. O mężczyźnie, który nie wiedział na czym polega miłość

Listy do redakcji
Listy do redakcji
2 lipca 2018
Fot. iStock/yacobchuk

Ty i twoje sekrety… Widzisz, dziś przyszedł dzień, kiedy nareszcie zrozumiałam: nie umiem ci pomóc, ale umiem pomóc sobie. To znaczy, umiem cię uratować – raz, drugi, trzeci. Umiem być wsparciem, umiem się poświęcać, zapewniać cię o swojej miłości i opowiadać, jak będzie pięknie, kiedy pojedziemy razem na Mazury. Ale nie uratuję cię. Sam musisz sobie poradzić ze swoimi problemami. Jedyne, co mogę teraz zrobić, to uratować siebie przed tobą. Bo nie dostaję od ciebie nic w zamian. Bo cierpię, gdy raz po raz otwierasz się przede mną, by za chwilę wycofać się z przepraszającym uśmiechem.

Umiem tworzyć wizję naszego szczęścia, naszego domu, naszego „razem”. Tylko dla kogo? Dla siebie samej? Pamiętam, kiedy raz jeden jedyny, otworzyłeś się przede mną. A może wcale się nie otworzyłeś, tylko chciałeś mnie jeszcze mocniej ze sobą związać. Powiedziałeś wtedy: „marzę o domu nad jeziorem. I o tobie, bo tylko przy tobie mogę być sobą.” Wiesz, żyłam tymi słowami przez całe tygodnie. Przecież ty nie mówisz o uczuciach. Twoje „kocham cię” to wydarzenie. Taka deklaracja  wtoich ustach musi znaczyć, że jestem dla ciebie ważna.

Minęło kilka tygodni. To był koniec wspólnego weekendu. Cudownego, wspólnego weekendu. Przypomniałam ci o domu nad jeziorem. O mnie. Trzymałeś mi głowę na kolanach, kiedy oświadczyłeś nagle:  „Mówiłem, że nie wyobrażam, sobie przyszłości bez ciebie? Ale wiesz, to było w żartach. Ja nie wiem, czego tak naprawdę chcę. Ale Cię kocham”.

Zabolało, znowu. Nie wiem, co przeżyłeś w innych związkach, czego się boisz w naszym związku. Nie mówisz mi o tym. Wiem tylko, że twoje uczucia do mnie przypominają wahadło. Wychylasz się, by się do mnie zbliżyć, sięgnąć po bliskość i to, czego potrzebujesz, a potem wracasz do siebie, zamykasz w sobie na nowo. I jeszcze to, że ja sięgnąć po twoją bliskość, tę emocjonalną, nie mogę. Zbywasz mnie, gdy proszę o słowo wsparcia. „Poradzisz sobie” – słyszę.

Dziś znowu to się stało. Napisałeś kilka zdań, że się boisz, że nie spałeś całą noc. Idziesz na jakieś spotkanie ze znajomymi, ktoś się żeni, zaproszono cię. Że boli cię brzuch z nerwów, bo będziesz widział osoby,  z którymi dawno nie rozmawiałeś. Myślę rozsądnie: normalny człowiek tak nie reaguje. Tu musi być „drugie dno”. Pytam. Wprost. Nie odpowiadasz, albo mówisz wymijająco: „to nic takiego, niz niezwykłego”. I jeszcze „nie łatwo mi o tym mówić”. Nie wiem, co się dzieje.

Boję się, coraz bardziej. Nie tak powinien wyglądać związek dwóch kochających się osób. Nie zagwarantujesz mi, że kiedy się wyleczysz ze swoich ran, nadal ze mną będziesz.

Tyle w tobie tajemnic. I nie chcesz się nimi dzielić. Rozumiem to i szanuję. Tylko zobacz, za każdym razem, gdy jest ci źle, bo coś do ciebie „wraca”, jakaś nieuporządkowana sprawa, jakieś emocje związane z wydarzeniami twojego życia, o których nigdy nie powiedziałeś mi nic konkretnego, wysyłasz mi krótkie sygnały: „cierpię, nie radzę sobie, potrzebuję cię”. Angażujesz mnie w swoje emocje, nie dając wiele w zamian i nie tłumacząc, co się z tobą dzieje.

Kochanie, zrób porządek ze swoją przeszłością. Zakończ swoje historie, które tego wymagają. Nie chcę być nagrodą pocieszenia, chwilowym plasterkiem na twoje rany. Nie chcę się domyślać i biec do ciebie „na sygnale”, wymyślać pokrzepiających SMS-ów i zapewniać cię o mojej miłości wiedząc, że i tak nic mi nie opowiesz.

Zasługuję na prawdę, na zaufanie, na szczerość. Na to, by wiedzieć. By móc robić plany.

Kochanie, skończ z przeszłością. Jeśli to zrobisz i poczujesz, że mnie kochasz, wróć. A jeśli uwolnisz się z sukcesem od ran, które ci zadano i zrozumiesz, że byłam w twoim życiu tylko po to, by ci w tym pomóc, bądź szczęśliwy. Dla mnie to o wiele za mało. Ja nie chcę być jedynie „pocieszycielką”.

 


Zobacz także

Facebookowi egocentrycy… Może też nim jesteś

50 rzeczy, które masz i za które powinnaś być wdzięczna, a które bierzesz za pewnik

Socjopata czy psychopata? Jak ich odróżnić i który jest gorszy?