9 zdań, które zdenerwują każdą mamę, która ma więcej niż troje dzieci

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 czerwca 2018
Fot. iStock / romrodinka
 

Co słyszy, czego doświadcza od innych mama, która urodziła więcej niż trójkę dzieci? Uszczypliwe uwagi, ironiczne uśmieszki i niewybredne komentarze to podobno norma… A jakie są wasze doświadczenia? Zdarzyło się wam usłyszeć któreś z poniższych zdań, zebranych przez mamę uroczej, choć i czasem dającej popalić czwórki?

„Czy one wszystkie są twoje?” 

Nie, nie, dwójkę znalazłam na ulicy, wyglądały ładnie, więc je wzięłam…

„Czy to było planowane?”  

Wiedz, że ciąża zaskakuje, ale zawsze mamy wybór, więc tak, to było planowane.

„Czy wiesz, że istnieje coś takiego jak antykoncepcja?” 

Dziękuję, od dziś moje życie będzie inne.

„Czy wszystkie mają tego samego ojca?” 

To pytanie zawsze powoduje u mnie skurcze. A co zmieniłoby, gdyby ojców było dwóch? W końcu mają przynajmniej tylko jedną matkę 🙂

„To musi być skomplikowane ubierać ich i wkładać buty wszystkim, prawda?” 

Spróbuj, zapraszam.

„Czy wy macie w ogóle dla siebie czas?” 

Ludzka wyobraznia bywa naprawdę bardzo ograniczona.

„Wolałbym mieć jedno lub dwoje, ale dobrze się nimi zająć”

Czyli, skoro ja mam czworo dzieci, regularnie zaniedbuje każde z nich.

„Co na to ojciec?”

No cóż, nie wiem, wydaje się, że był całkiem blisko w momencie, gdy te cztery cuda powstawały.

„Czy jest to kwestia religii…?” 

Pewne jest, że religia tych, którzy o to pytają, nie zabrania im mieszania się w życie innych … Szkoda!


Na podstawie: jamais2sans3leblog.com

 


Ginekolożka namawia do spania bez majtek. Akcja #wietrzenienarodowe. Przyłączysz się?

Redakcja
Redakcja
7 czerwca 2018
Fot. iStock/GeorgeRudy
 

Śpicie w majtkach czy bez? I proszę się tu nie śmiać, bo to jest zupełnie poważne pytanie. Co prawda nikt wam pod kołdrę zaglądać nie będzie, a jednak temat cieszy się dość dużym zainteresowaniem, bo okazuje się, że sporo kobiet śpi w bieliźnie. Dlaczego o tym mowa? Na problem zwróciła uwagę Nicola Sochacki-Wójcicka, znana także jako Mamaginekolog, która prowadzi swojego bloga często udzielając praktycznych i ważnych rad, nie ma dla niej w kwestiach ginekologicznych właściwie tematu tabu. 

To właśnie Mamaginekolog zachęca kobiety do spania… bez majtek. Jak sama pisze (cały artykuł – polecamy – można przeczytać TUTAJ), każda kobieta powinna wietrzyć, a raczej suszyć okolice intymne, by ograniczyć produkcję śluzu. Faktycznie coraz częściej jesteśmy przez reklamy zachęcane do noszenia wkładek, tymczasem, jak uprzedza ginekolog, to właśnie one często stają przyczyną infekcji, zwłaszcza, gdy śpimy z wkładkami i w majtkach.

„Błona śluzowa pochwy oraz gruczoły znajdujące się w pochwie, przedsionku pochwy oraz w okolicach szyjki macicy – produkują śluz. To normalne. Ten śluz pełni wiele funkcji – po pierwsze sam fakt, że wciąż się produkuje i „wypływa” – jest mechanizmem samooczyszczenia się pochwy”. Więcej

Okazuje się jednak, że przy ciągłym zetknięciu z wkładkami, czy majtkami śluzu produkuje się coraz więcej. Tymczasem podczas spania bez bielizny wydziela się go mniej, wyprodukowany i wydzielony szybciej schnie, tym samym nie tworzy korzystnych warunków do rozmnażania się bakterii i grzybów w naszej pochwie, które jak wiadomo uwielbiają wilgotne środowisko.

Okazuje się, że to działa. Mamaginekolog dostaje wiadomości od kobiet, które zmagały się z infekcjami czy z nadmierną ilością śluzu, że odkąd rozpoczęły „wietrzenie” ich problemy zniknęły.

Hm. Czy to faktycznie pomaga? Ginekolożka podkreśla, że pewnie nie wszystkim, ale przecież nie zaszkodzi spróbować. Co myślicie za przyłączeniem się do akcji #wietrzenienarodowe?


źrodło: Mamaginekolog

 


Najmodniejsza roślina doniczkowa tego sezonu. Musisz ją mieć w swoim domu

Redakcja
Redakcja
6 czerwca 2018
Fot. iSrock/patnowa

To niezwykłe, jak moda przychodzi i odchodzi. I nie dzieje się tak tylko w przypadku ubrań, jedzenia, muzyki czy stylu w jakim się nosimy. Okazuje się, że dotyczy to także… roślin doniczkowych. 

Jeszcze jakiś czas temu popularna w wielu domach była roślina, której liście kształtem przypominały monety. Później zniknęła z naszych mieszkań, by w ostatnim czasie powrócić w wielkim stylu. Pilea – popularnie zwana u nas pieniążkiem – bo to o niej mowa, to roślina, która przyszła do nas Europy z Chin i Wietnamu. Na początku wygląda niepozornie – drobne listki na długich łodygach przyczepiony do brązowego pieńka raczej nie zachwycają. Jednak pilea rośnie do 30 a nawet 40 centymetrów, gubi liście rosnące nisko na pniu, a te, które zostają na górze układają się w piękną koronę. W swojej dojrzałej formie pilea przypomina małą palmę, co nadaje jej niezwykłej oryginalności.

I choć to najnowszy doniczkowy trend nie szukajcie jej w sklepach ogrodniczych. Cała tajemnica pieniążka polega na tym, że trudno dostać sadzonki tej rośliny. Naprawdę trzeba się dobrze nachodzić i naszukać, by zdobyć to cudo, które tak naprawdę niewiele kosztuje. Co więcej – pilea jest niezwykle łatwa w utrzymaniu. Potrzebuje jasnego miejsca, ale uwaga nie stawiajcie jej na parapecie – nie lubi ostrych promieni słonecznych. Przyjmie się właściwie w każdym podłożu, wystarczy ją podlewać raz na kilka dni. I… gotowe. Nie ma tu żadnego haczyka.

Czy ktoś pamięta ze swojego dzieciństwa pieniążka stojącego w doniczce? A może obecnie jesteście fanami tej rośliny? Jedno jest pewne – jeśli macie w domu kwiaty, pilei na pewno w waszych doniczkach nie powinno zabraknąć.

Fot. iStock/patnowa

Fot. iStock/patnowa


źródło: bezogordek.pl

 

 


Zobacz także

9 pytań, które pomogą ci zrozumieć, czy miałaś toksycznych rodziców i jak oni wpłynęli na twoje dorosłe życie

„Ślepa” miłość. Kiedy nie wiesz jaki naprawdę jest ten, kogo kochasz

Chociaż serce pęka, musisz pozwolić dziecku zmierzyć się z tymi trudnymi przeżyciami