7 stylów nieudanego odpuszczania. Czyli, jak tego nie robić

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
10 lipca 2017
7 stylów nieudanego odpuszczania
Fot. iStock / fcscafeine
 

Przestać, wreszcie sobie darować i odangażować się  – słowa posiadające większą magiczną moc niż tęczowy jednorożec. A jednak nawet, gdy ochoczo rzucamy sobie takie hasła, w praktyce wcale nie tak łatwo jest przestać.

Mało tego, okazuje się, że to nasze przestawanie często z odpuszczaniem ma wspólną tylko nazwę. Jest przynajmniej 7 stylów pozornego odangażowania, które zdarzą się nam wszystkim i bardzo skutecznie oddalają nas od prawdziwej sztuki przestawania.

7 stylów nieudanego odpuszczania. Czyli, jak tego nie robić!

1. Przestawanie z lenistwa

No bo przecież nie na to się z życiem umawialiśmy! Miało być inaczej, czytaj: łatwiej, mniej angażująco, lżej… Sytuacja się zmieniła, a wraz z nią chęci. To co w tym stylu jest bardzo charakterystyczne, to powtarzalność. Osoby reprezentujący ten styl odpuszczania, to osoby o słomianym zapale, porzucają większość podjętych zadań, pod płaszczykiem racjonalnego „odangażowania”.

2.  Przestawanie w imię wyższych idei

Ha! To prawdziwe mistrzostwo gatunku. Każdy, ale to dosłownie każdy ma chociaż jeden taki pompatyczny epizod. Jak go rozpoznać? Bardzo prosto!

Przestawanie podparte jakimś wyższym, szczytnym ważniejszym celem niekoniecznie prowadzi do racjonalnego i emocjonalnego odpuszczenia sobie czy innym. to raczej misrzowska wymówka, która ma uspokoić nasze sumienie i głowę.

„Gdybym nie przestała…”

  • mogłabym wiele stracić,
  • straciłabym twarz,
  • nie byłabym uczciwa, itd..

Przestawanie w nucie imperatywu moralnego, najlepiej ratowania świata albo chociaż jego kawałeczka. W rzeczywistością owa „konieczność: okazuje się bardzo względna lub ma zamaskować to i owo w naszej prawdziwej decyzji.

3.  Przestawanie na niby

Choć dalibyśmy sobie uciąć rękę, że przestajemy, jesteśmy od dzisiaj mistrzami zen i rozpoczynamy drogę do krainy „nie angażuje się w to”, w rzeczywistości wciąż nie potrafimy  zamknąć drzwi do końca. Pozornie odcinamy się od problemu, emocji, relacji, a w rzeczywistości zamiast rozwiązać konflikt, podsycamy go.

Mechanizm przestawania na niby opiera się na tymczasowych rozwiązaniach. Stawiamy granice, wyznaczamy nowe cele, jednak po krótkim czasie wracamy do rzekomo porzuconej relacji lub sytuacji.

Ten mechanizm bardzo często występuje w relacjach między ludźmi – w związkach, relacjach rodzinnych oraz zawodowych. Dobrym przykładem przestawania na niby jest przeciągający się w czasie rozwód. Sytuacja, w której eks partnerzy rzekomo odcięli się od swojej zależności i zakończyli związek, podtrzymują jednak ostatnie łączące ich strzępy wydłużając proces odchodzenia.

Fot. iStock

Fot. iStock

4. Przestawanie króla

Król rządzi, król decyduje, trzyma twardą ręki i… manipuluje. Przestawanie, które pełni rolę demonstracji lub szantażu zazwyczaj wcale nie ma dojść do skutku. „Odejdę, jeśli nie…” – słyszeliśmy o takim emocjonalnym bądź strategicznym szantażu wiele razy. W związku, w firmie.

Ten model opiera się na groźbach przestawania, co jednak stanie się, gdy ktoś pozwoli nam na spełnienie groźby?

Bardzo niezdrowy model odpuszczania, w którym przede wszystkim chodzi o korzyść, jaką jest władza. Często prowadzi do zachowań bierno-agresywnych.

5. Przestawanie magika

Dziś jestem, jutro znikam bez słowa wyjaśnienia. A ty teraz patrz, co się stanie i jakoś sobie uratuj sytuację! O ho ho, takie nagłe zniknięcie z czyjegoś życia, bez jednego słowa, bez uprzedzenia ma być efektowne. Dopiec, wstrząsnąć, ukarać – w myśl zasady „No, teraz to zobaczysz…!” i „Już nigdy się nie dowiesz!”.

Taki styl przestawania nigdy nie jest dobry. Każda ze stron jest niekomfortowej i złej sytuacji. Również nasz tytułowy magik, który pali za sobą wiele mostów. Świadczy to o pewnej samolubności i niedojrzałości emocjonalnej w odchodzeniu.

Znikanie stało się plagą naszych czasów – odchodzenie za pomocą SMS, wiadomości. Znikanie z pracy, z krótką informacją wysłaną mailem („no przecież napisałem/am”) – to wszystko magiczne znikanie, aby uniknąć konfrontacji z drugim człowiekiem.

6. Wielkie bum

To dobrze znany nam moment, kiedy ostatnia kropelka przepełnia czarę. Drobiazg, który popycha do podjęcia decyzji, która już długo w nas dojrzewała.Minus? Wybuch z efektem WOW. O ile sytuacja może prowadzić do wielu konstruktywnych zmian, do zrobienia ważnych kroków, na które długo nie byliśmy gotowi, ma swoje minusy.

Po każdym spektakularnym BUM, ktoś musi posprzątać…

7. Przestawanie ukradkiem

Czyli sytuacja , w której odpuszczenia sobie bardzo się boimy. Kłamiemy, kręcimy, budując coraz to bardziej wymyślne maski. Wszystko po to, by nikt (czasem nawet my sami) nie przyłapał nas na przestawaniu, no bo, jak to tak? Porzucić coś, zmienić zdanie, już nie chcieć? Przestawanie w naszej kulturze bardzo często postrzegane jest jako słabość, więc odruchowo próbujemy je ukryć.

Dlaczego te wszystkie style są dla nas złe? Bo każdy z nich, na swój sposób oddala nas od przestawnia naprawdę. Od tego, co czeka, gdy już uda nam się odpuścić…

Od pójścia dalej, rozwoju, przyszłości. Nieudane przestawanie, to trwanie w tym, przed czym chcemy uciec. To utwierdzanie się w tych samych złych nawykach, które mają się całkiem dobrze w naszych głowach.


Na podstawie książki „Daruj sobie. Przewodnik dla tych, którzy nie potrafią przestać”, Peg Streep, Alan B. Bernstein, PWN

 


Cola nie służy już tylko do picia. Poznajcie nowy, niebezpieczny trend w opalaniu

Redakcja
Redakcja
10 lipca 2017
Fot. iStock / courtneyk
 

Okazuje się, że jesteśmy w stanie wiele zrobić, aby osiągnąć doskonały wygląd. Szczególnie w wakacje pożądamy wspaniałej opalenizny, która poświadczy o udanym wypoczynku i leniwym wylegiwaniu się na plaży. Sama delikatna opalenizna, fundowana skórze z rozsądkiem przy zastosowaniu filtrów przeciwsłonecznych, nie jest taka najgorsza.

Jednak gdy nie tylko rezygnujemy z zabezpieczenia skóry, ale wręcz sięgamy po niebezpieczne metody przyspieszające opalanie, wyrządzamy sobie krzywdę. Ostatnio na zachodzie pojawił się mało bezpieczny pomysł na to, jak przyspieszyć opalanie.

Cola nie tylko do picia

Według pomysłu Brytyjek, aby osiągnąć opaleniznę godną pozazdroszczenia, wystarczy sięgnąć po Colę i wetrzeć ją w ciało. To nie żart! Oblewanie się tym napojem i pozostawienie go na skórze podczas opalania ma sprawić, że opalenizna wyjdzie szybciej będzie intensywniejsza i trwalsza. Osobom, które stosują taką metodę wydaje się, że zawarte w coli składniki znakomicie przyspieszają powstawanie opalenizny. Natomiast dermatolodzy biją na alarm, ponieważ każda opalenizna wynika z uszkodzenia skóry i opalanie nigdy nie będzie w pełni bezpieczne, a już eksperymenty na tym polu, mogą skończyć się tragicznie.

Trzeba pamiętać, że w coli mogą znajdować się substancje fototoksyczne, które jedynie dają wrażenie ciemnej i intensywnej opalenizny. Niestety nie jest to zasługa samego napoju, a jedynie głębszej penetracji skóry przez promienie słoneczne. Czyli mówiąc prościej — powstają mniejsze lub większe oparzenia ciała. Portal Independent, który opublikował informacje o tego typu opalaniu, twierdzi, że problemem mogą być również kwasy zawarte w Coli kwasy złuszczające naskórek, które zwiększają groźby poparzeń słonecznych. Uszkodzenia rozpuszczanej przez kwasy warstwy rogowej skóry, pozwalają promieniom słonecznym docierać do głębszych jej warstw i czynić tam szkody. Trzeba pamiętać, że oparzenia słoneczne podnoszą ryzyko zachorowania na nowotwór skóry aż o 75%. Nie ma sensu dla chwilowej opalenizny ryzykować zdrowiem, a może nawet życiem.

Fot. iStock / stephanie phillips

Fot. iStock / stephanie phillips


 

źródło: kobieta.wp.pl


Wszyscy chcą kochać. Nie sztuką jest powiedzieć – nie wyszło, życie rzuca mi kłody pod nogi. Sztuką jest dążyć do happy endu

Magdalena Lis
Magdalena Lis
9 lipca 2017
Fot. iStock/CoffeeAndMilk

Trzy kobiety, trzy pokolenia. Spojrzysz na nie i pomyślisz – takie szczęśliwe. Każda z mężczyzną u boku – chyba musieli być sobie pisani. Nie wiesz, że jedna była kiedyś samotną matką, druga zranioną singielką, a trzecia to wdowa. Każda z nich jest kobietą, której kiedyś życie rzuciło kłody pod nogi. Bały się. Goryczy życia, ludzi, mężczyzn i tego, żeby się, broń Boże, nie zaangażować. Czym jest wasze życie?- zapytasz ich dzisiaj. – Świadectwem, że nie ma przeszkód, których się nie da pokonać.

Kochana mamo!

Widzisz, jak przeglądamy wakacyjne foldery, porozumiewawczo mrugamy do siebie okiem. Przeszywa nas dreszczyk emocji, kolejna podróż to takie wyzwanie! – Dookoła świata – krzyknę. – Z tobą to nawet na inną planetę. Widzisz, jak oboje wybuchamy śmiechem. Cieszymy się, że złączył nas los, że udało nam się trafić w życiu na siebie. Kochamy autostopy. Niby nic, a tak to się zaczęło, pamiętasz? Z torbą na plecach, ja i on – zmęczeni gdzieś w trasie. Wróciłam i mówiłam ci o nim z wypiekami na twarzy. Chciałaś, bym była szczęśliwa. – Kto zasługuje na to jak nie ty? – powtarzałaś. Wiedziałaś, że zaczynamy się spotykać, że na przemian się peszymy i cieszymy zarazem. Słyszałaś, że dobrze nam się rozmawia, pytałam, czy mogę zaprosić go do nas do domu, na grilla. Pewnie, pomyślałaś! Nie mogłaś się doczekać. Obserwowałaś nas, mówiłaś, że wpadłam mu w oko, to było widać. On mnie adorował, to miłe, wiedziałaś, że mi się podoba, choć nie byłam gotowa. Nie miałam nawet rozwodu, miałam małe dziecko, brak kontaktu z mężem, który był za granicą i się do nas nie odzywał. Nie miałam pieniędzy, rozpad małżeństwa mocno nadszarpnął moje zaufanie. – Jestem kobietą po przejściach – usilnie mu mówiłam. On się nie poddawał. – Mnie to nie przeszkadza.

Zależało mu, widziałaś. Codziennie pokonywał siedemdziesiąt kilometrów, żeby mnie odebrać z pracy i odwieźć do domu. Minęło kilka miesięcy, pamiętasz, że nabrałam powoli zaufania? On uparty jak nigdy, udowadniał na każdym kroku, że nie zawiedzie, że my możemy liczyć na niego. Zdobywał moje serce, któregoś dnia usłyszałaś, że się do niego wyprowadzamy. Pomagałaś, nosiłaś kartony. Piliście herbatę, kiedy usłyszałaś, że mała szepnęła do niego ‘tato’. Wzruszył się. Ty też. Patrzyłaś, jaki jest dla niej opiekuńczy i oddany. Odrabiali razem lekcje, wspólnie jeździli do szkoły. Cieszyłaś się, gdy przybiegłam krzycząc: – Mamo, jestem już po rozwodzie. Minęło kilka lat, a ja nadal mówię ci, że lepszego mężczyzny nie mogłam w życiu spotkać. Nieraz słyszysz, że się posprzeczamy. Ja uparta jak osioł, on ugodowy, zawsze pierwszy wyciąga rękę. Przytula mnie, całuje. Łzy napływają ci do oczu. – Jesteśmy dużo silniejsi – słyszysz dziś ode mnie. – I odporni na zawieruchy – dodajesz.

Najdroższa wnuczko!

Ile to już będzie? Rok? O nie, poprawiasz mnie, że półtora. Lada moment bierzecie ślub, tymczasem już nosicie jednakowe obrączki, na razie srebrne, wciąż czekacie na te ze złota. Pamiętam, jak powiedziałaś mi, że umówiłaś się z chłopcem z portalu randkowego. Miałaś złamane serce, martwiłam się. – Spokojnie babciu, to zwykłe spotkanie. Ufałam ci, wiedziałaś, co robisz. Wróciłaś, pochwaliłaś się zdjęciem. Byłam przerażona, to cudzoziemiec! Odradzałam ci tę znajomość, co on tu robił w Polsce – byłam zaniepokojona. – Babciu, kolor skóry nie świadczy o człowieku. To prawda, zawstydziłaś mnie wtedy. Chodziliście na spacery, lody i do muzeum. On wiedział dużo o Polsce, ty uczyłaś się jego kraju. – Czuję, że mogę mu zaufać. Bałam się, bo za miesiąc miała się skończyć studencka wymiana. Co będzie, jeśli on zerwie z tobą kontakt? – rozważałam. Kiedy wyjechał, nie spałaś po nocach. Wymienialiście wiadomości do czwartej nad ranem. Miesiąc później jechałaś po niego na lotnisko. – Kupił bilet, bo nie mógł wytrzymać. Zatrzymał się u nas, grzeczny, nieśmiały. Łamaną polszczyzną starał się angażować rozmowy, widziałam, że zależy mu na dobrym wrażeniu, że bardzo się stara.

Żyliście od randki do randki, bałam się waszego zderzenia z realnym przyziemnym światem. Takim poza wymienionymi mailami, weekendowym spotkaniem od czasu do czasu. Zakochałaś się.- On też – mówiłaś. – Jego miłość jest szczera. Byliście niczym dobrzy przyjaciele. – Nikt tak nie umie słuchać – szczebiotałaś. Kolejne miesiące to wasze podróże. Kiedy pierwszy raz leciałaś do niego sama – Boże – jak ja się bałam. Zrozum, tyle się teraz słyszy. Tyle zła i niedoli na świecie. – Zrozum, tęsknię. Rozumiałam. Każdy osobno spędzony tydzień wydawał wam się wiecznością. Musiała paść jakaś decyzja. – Zamieszkam w Polsce, z miłości się przeprowadzę. Jak ja się cieszyłam, nie zniosłabym rozłąki z tobą, nie chciałam, byś mieszkała w innym kraju. – Babciu, kto wie jak będzie? – powtarzałaś. Jestem spokojna, Ben znalazł tutaj pracę. Oświadczył się tradycyjnie, jakież to było moje zaskoczenie! Zgodziłaś się bez chwili wahania, nie było końca naszemu wzruszeniu. Trwają przygotowania, ślub będzie huczny, tak zaplanowałaś. – Znaleźć wspólny język z obcokrajowcem, to dopiero sztuka – żartowałaś. Sztuką jest iść razem przez życie kochanie.

Babciu!

Peszysz się, kiedy widzisz mnie przez kawiarnianą szybę. Patrzysz przez moment, machasz mi, chcesz się zapaść pod ziemię. Oszukałaś mnie, mówiłaś, że idziesz do koleżanki. Tymczasem miałaś randkę! – Przecież miłość nie zagląda w metrykę – ciągle ci powtarzałam. Kiedy dziadek umarł czułaś ogromną pustkę. Pamiętasz? Nie sądziłaś, że jeszcze kiedykolwiek ułożysz sobie życie. Chodziłaś na mnóstwo zajęć, sama cię na nie zapisałam. Cóż innego miało wypełnić twoje życie? Wszyscy tacy zalatani. W domu seniora organizowano wycieczkę, zapisało się mnóstwo osób. Kiedy Janek usiadł w autokarze obok ciebie byłaś strasznie zła. Dzwoniłam zapytać jak ci mija droga, napisałaś sms-a, że masz pożal się Boże adoratora. – Stosuje podryw w starym stylu. Śmiałam się. Moja babcia miała szansę na miłość! Na miejscu zmieniłaś zdanie. – Pijemy herbatę, byłam z Jankiem na spacerze. Do domu wróciłaś nazajutrz. – wyglądałaś promiennie. Pytana o towarzysza podróży szybko się oburzałaś. A potem widziałam was na tej kawie…

Zaplanowałaś remont, Janek ci pomagał. Miły starszy pan, gentleman w najlepszym wydaniu. Kiedyś uciekł mu autobus, musiał zostać u ciebie na noc. Pościeliłaś mu w salonie. – Nie chcę robić kłopotu, mogę wynająć hotel. Został. Rano powiedział, że cudnie było się obudzić ze świadomością, że tak wspaniała kobiet jest w pokoju tuż obok. Wasze spotkania stały się coraz częstsze. W niedzielę chodziliście razem do kościoła, wieczorem spacerowaliście z kijkami. Kupiliście karnety, bywaliście na basenie. Zawsze marzyłaś o podróżach, dziadek był pracoholikiem, nigdy nigdzie nie byłaś. A tu nagle w kwiecie wieku zobaczyłaś Grecję, Skandynawię. Z pasją spacerujesz po polskich górach. Nie miej wyrzutów sumienia. Życie toczy się dalej. Nie zapominacie przecież o dawnych życiach, wy w tej ziemskiej podróży jedziecie po prostu przed siebie. Macie w sobie tyle pogody ducha, młodzieńczej świeżości i pasji. Wzruszam się, gdy Jan do ciebie dzwoni. Jesteśmy o ciebie spokojne. W naszej rodzinie siła jest kobietą. Jak ty, ja i mama.

 


Zobacz także

Dzisiaj naprawdę prosty pomysł, jak być dobrą dla siebie. Tydzień drugi, dzień #2

Słonecznie, kolorowo i energetycznie tak w Polsce obchodzono Międzynarodowy Dzień Jogi

Napisz list do swojej mamy, my wyślemy go do niej z upominkiem. Nasza nowa akcja na Dzień Matki

Napisz list do swojej mamy, my wyślemy go do niej z upominkiem. Nasza nowa akcja na Dzień Matki