7 odkryć psychologicznych, które mogą cię zaskoczyć

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 stycznia 2018
Fot. iStock/vicnt
 

Są takie teorie, które wygłaszane na prawo i lewo wydają się na pierwszy rzut oka prawdziwe, zwłaszcza, gdy jeszcze ktoś z przekonaniem twierdzi, że tak, to na pewno prawda. Tymczasem okazuje się, że wiele rzeczy czy zjawisk, w które wierzymy ot tak, bezrefleksyjnie, daleka jest od prawdy. Jak choćby to, że przeciwieństwa w miłości się przyciągają. Co jest prawdą, a co fałszem?

Nasz mózg jest w pełni rozwinięty w momencie narodzin

FAŁSZ

U noworodków średni rozmiar mózgu wynosi 350 cm3. Średnia objętość mózgu dorosłego człowieka osiąga 1200 cm3. Ponadto kora przedczołowa rozwija się w pełni tylko między 16. a 18. rokiem życia. Mózg rozwija się od łodygi, a kora przedczołowa rośnie jako ostatnia. Jest to ważne, ponieważ ta część mózgu rządzi pewnymi aspektami osobowości, sumienności i hamowania impulsów. Uszkodzenia lub opóźnienia rozwojowe w tym regionie mózgu skutkują problemami z kontrolowaniem emocji.

Ludzie zwykle zakochują się w kimś zupełnie innym od siebie. Przeciwieństwa się przyciągają

FAŁSZ

Istnieją badania dowodzące, że ludzie bardziej są skłonni do przyjaźni i zakochania się w osobach do siebie podobnych, choćby ze względy na wiek, pochodzenie, religię, itp.. Wyobraź sobie, że podczas randki w ciemno dowiadujesz się, że druga osoba nie cierpi muzyki, której słuchasz, filmów, które oglądasz i głosowała na partię polityczną daleką od twoich poglądów. Raczej wątpliwe, że pomyślisz: „Chyba się zakochałam”.

Osoby niewidome mają bardziej wrażliwy słuch i dotyk

PRAWDA

Ludzie niewidomi mają zazwyczaj większą wrażliwość dla alternatywnych zmysłów, ale nie ma nic wyjątkowego w ich sensorycznych receptorach. Receptory czuciowe w rękach i uszach są takie same, ale obszar kory przeznaczonej do przetwarzania pochodzących z nich danych jest większy. Większość informacji wzrokowych jest przetwarzanych przez płat potyliczny w tylnej części mózgu. Ponieważ osoby niewidome nie mają danych wizualnych docierających do tego regionu mózgu, mogą być absorbowane przez inne systemy sensoryczne (dotyk, słuch itp.)

Wszyscy śnią, jeśli śpią wystarczająco długo

PRAWDA

Wszyscy śnią, zakładając, że śpią wystarczająco długo, aby wejść w fazę REM. I choć czasami wydaje się, że nic się nam nie śniło, to nieprawda. Po prostu wiele osób ma problemy z zapamiętaniem swoich snów.

Ludzie używają tylko 10% możliwości swojego mózgu

FAŁSZ

Czy bylibyśmy w stanie normalnie funkcjonować, gdyby usunięto nam 90% mózgu? Dla ludzi, którzy tracą niewielką część kory mózgowej w wyniku operacji czy udaru, konsekwnecje często są katastrofalne. Fizjologicznie wykorzystujemy cały mózg. Tak jak używamy całego prawego łokcia i serca.

Członkowie sekt są głupimi, łatwowiernymi owieczkami

FAŁSZ

Badania pokazują, że członkowie sekt są tak samo inteligentni, jak pozostała część społeczeństwa. Około 95% z nich w swojej historii nie miało żadnych problemów psychicznych. Za to my, jako ludzie, jesteśmy mocno uzależnieni od przynależności do grupy. Jest to potrzeba tak podstawowa i prawdziwa, jak głód lub seks. „Sekciarze” są bardzo dobrzy w werbowaniu ludzi wykorzystując ich chwile słabości i mówiąc to, co oni chcą usłyszeć. Potężni przywódcy sekt potrafią zapewnić bezpieczną przystań, daleką od chaosu świata zewnętrznego, oferując jedno z najbardziej podstawowych ludzkich pragnień: potrzebę przynależności i bycia zaakceptowanym.

Rozszczepione zaburzenie osobowości jest ciężką postacią schizofrenii

FAŁSZ

Schizofrenia i rozszczepiona osobowość to dwa zupełnie różne zaburzenia, choć często błędnie zamiennie są używane te terminy. Schizofrenia jest zaburzeniem mózgu, które obejmuje rozłam (schizma) między zewnętrzną rzeczywistością a jej postrzeganiem. Osobowość dysocjacyjna (osobowość wielokrotna) występuje bardzo rzadko, jest zaburzeniem osobowości.


źródło: Psychology Today

 


„Przecież dam ci na zakupy”- mówił. Nigdy nie zapomnę tego „dam ci”. Mój mąż wmówił mi, że pieniądze to władza, więc ja nie mam nic do powiedzenia

Listy do redakcji
Listy do redakcji
25 stycznia 2018
Fot. istock/themacx
 

Gdyby kilka lat temu ktoś mnie spytał, co najgorszego może się przydarzyć w związku z drugim człowiekiem, z osobą, którą kochasz i której ufasz, powiedziałabym pewnie, że zdrada lub brak miłości. Dziś wiem, że dla mnie to zależność od partnera, który wykorzystuje swoją finansową władzę nad kobietą po to, by ją ze sobą mocniej związać, by kontrolować i uniemożliwić samodzielne funkcjonowanie w małżeństwie. Bo nawet zdrada nie upokarza tak, jak fakt, że musisz prosić swojego partnera o parę złotych na bilet i drobne zakupy, czekając jak zaszczuta na te kilka zdań o sobie, które zaraz wypowie. Zanim poda ci (w najlepszym wypadku) pięćdziesięciozłotowy banknot, usłyszysz jaka jesteś rozrzutna, jak nie umiesz oszczędzać, jak nie można ci powierzyć domowego budżetu. Jak bez niego, jesteś nikim.

Nigdy nie sądziłam, że to przydarzy się właśnie mnie. Przecież pracowałam, odkąd zaczęłam studia. Udzielałam korepetycji, dorabiałam podczas wakacji, oszczędzałam. Dość szybko wynajęłam pierwsze mieszkanie, nieduże, ale dla mnie – idealne. Wiedziałam, od zawsze, jak ważne są pieniądze. Nie najważniejsze, rzecz jasna, ale nie oszukujmy się, nie żyjemy powietrzem.

W poprzednich związkach wspólne wyjście do kina, do restauracji, zakupy na kolację w domu nie stanowiły problemu – wydatkami dzieliłam się z partnerem zazwyczaj pół na pół. Tak było dobrze, wygodnie. I w tym związku było podobnie, dopóki nie zostaliśmy małżeństwem. Póki razem wynajmowaliśmy mieszkanie, wspólnie dokładaliśmy do domowej kasy, opłacając czynsz i drobne czy większe zakupy.

Co się zmieniło po ślubie? Na samym początku niewiele. Mąż przekonał mnie, żeby pensje przychodziły na jedno konto. Nie było w tym nic dziwnego. Ufałam mu. Tak będzie łatwiej, przejrzyściej, tak będziemy mogli lepiej kontrolować wydatki. Od zawsze zarabiał więcej niż ja pracując w dochodowej i dobrze finansowanej branży, ale nie było to nigdy źródłem nieporozumień między nami. Mieliśmy równy dostęp do konta, karty debetowe i poczucie bezpieczeństwa. Ja niestety tylko do momentu zajścia w ciążę, kiedy w piątym miesiącu musiałam pójść na zwolnienie lekarskie. Z powodu mojego złego samopoczucia, mąż przejął większość obowiązków związanych z zakupami, zajął się również opłatami. Ja miałam mieć tylko „spokojną głowę” i odpoczywać. Robiłam listę zakupów, on jeździł do sklepu i płacił. Coraz rzadziej przywożąc dokładnie to, o co prosiłam. Pomyślałam, że może nie chce mnie martwić, że powinniśmy więcej oszczędzać, że jest po prostu odpowiedzialny, więc zaczęłam zawężać listę swoich potrzeb, coraz bardziej i bardziej, do rzeczy podstawowych. Cieszyło go to, a ja skupiłam się głównie na oczekiwaniu na dziecko.

Kiedy urodził się nasz syn, mąż całkowicie przejął kontrolę nad wydatkami. On kupował pieluchy, zawsze w promocji, w określonym sklepie, zawsze w komplecie z tą samą marką mokrych chusteczek. Rozumiałam to, ale to zbiegło się w czasie z jego pierwszymi agresywnymi zachowaniami w stosunku do mnie. Nagle okazało się, że ten sam ukochany mężczyzna, który w ciąży masował mi stopy, potrafi mnie skląć, popchnąć, a nawet złapać za szyję i zacząć dusić.

Zaczął stawać się człowiekiem, którego wcześniej nie znałam. Coraz częściej robił mi awantury o źle odłożoną szczoteczkę do zębów, o naczynia w zmywarce, o smutek i zmęczenie wypisane na mojej twarzy. Coraz częściej mnie przerażał.

Coraz częściej słyszałam: „siedzisz w domu, nic nie robisz, a tu syf i brud”. A ja, jak każda młoda matka, robiłam w domu wszystko. Od opieki nad niemowlęciem, po sprzątanie, gotowanie obiadów i drobne zakupy. Tylko, że… no właśnie.

Zasiłek macierzyński skończył się po roku. Ja zdecydowałam się zostać jeszcze trochę z synem w domu. Mąż zarabiał dużo, o wiele więcej niż dwie osoby razem w przeciętnej polskiej rodzinie. Wydawało mi się, że mam najlepszą z możliwych sytuację i komfort psychiczny.

Dopiero z perspektywy czasu widzę, jak bardzo się pomyliłam.

Nadszedł dzień, kiedy on wrócił z pracy wyjątkowo zdenerwowany. Popchnął mnie na ścianę, zabrał telefon i uciekł do łazienki z moją torebką. Oniemiałam. Strach odebrał mi głos, bo dziś wiem, że już wtedy powinnam krzyczeć na cały głos o tym, co się wydarzyło. A jednak milczałam. Wtedy pierwszy raz zabrał mi kartę debetową na kilka dni, za karę za to, że się do niego odezwałam nie tak, jakby sobie tego życzył. Tylko nie wiedziałam, co było złego w pytaniu: „Jak ci minął dzień”?

Z czasem takiej sytuacje zdarzały się coraz częściej. Bywało, że siłą pozbawiał mnie dowodu osobistego, bym nie mogła pobrać pieniędzy z konta w banku. Zawsze potem przepraszał, przychodził z kwiatami i dawał w kopercie kilkaset złotych. „Przecież dam ci na zakupy”- mówił. Nigdy nie zapomnę tego „dam ci”.

Po kilku miesiącach zaczęłam te pieniądze „odkładać” do „następnego razu”. Że taki nastąpi, wiedziałam już na pewno.  Chowałam te koperty na wypadek, gdyby mąż znowu zechciał odciąć mnie od pieniędzy i zabrać mi dokumenty. Zamiast zacząć działać, przystosowywałam się do sytuacji, żeby przetrwać. I milczałam przerażona, że zabierze mi dziecko.

W kłótni słyszałam wiele. Najczęściej, że nie stać mnie na żaden z pokoi w naszym mieszkaniu. Że nie zarabiałam nawet na kilkanaście metrów tego mieszkania. Że nic, co się w nim znajduje, nie należy do mnie. I że jeśli zdecyduję się odejść, on wynajmie najlepszego adwokata, by odebrać mi syna. Zrobi to, bo go stać.

Ten ostatni argument zatrzymał mnie przy nim na kilka lat. Uwierzyłam we władzę pieniądza, w to, że jeśli masz kasę, możesz z drugim człowiekiem zrobić wszystko. I trwałam w tej sytuacji, jak sparaliżowana, na zewnątrz utrzymując iluzoryczną fasadę idealnego związku, idealnej rodziny.

Kiedy syn skończył dwa lata, wróciłam do pracy. Ale mąż postawił mi warunek. Pieniądze z pensji muszą przychodzić na nasze wspólne konto, on musi mieć pełną kontrolę nad każdą złotówką, którą wydaję. Bo nie umiem wydawać pieniędzy, nie znam się na tym. Zgodziłam się, ze strachu.

Kiedy nastąpił przełom? Pamiętam ten dzień dokładnie. Potrzebuję pieniędzy, żeby kupić bilet na autobus i zawieźć syna do żłobka. Drżącymi rękami liczę drobniaki, które zostały mi po zakupach w osiedlowym sklepie. Brakuje 20 groszy. Podchodzę do szafy i przeszukuję kieszenie kurtek i spodni. Upokarza mnie to. Przecież, do cholery, jestem dorosłą osobą, zarabiam pieniądze! A jednak nic nie jest moje. I to jest najgorsze uczucie, jakiego doświadczam.

W głowie zaczyna rodzić się plan. W następnym tygodniu już pracuję, po kryjomu na zlecenie, a to, co zarobię, wpłacam na założone przez siebie osobiste konto. Po pół roku stać mnie na wynajęcie mieszkania. Przychodzi dzień, w którym nie zawożę syna do przedszkola, tylko pakuję nasze walizki i uciekam.

Od mojej wyprowadzki z domu minął prawie rok. Kiedy myślami wracam do tych wszystkich, upokarzających sytuacji, kiedy w kieszeni brzęczały mi jedynie grosze na bułkę czy na bilet, nie potrafię sobie wybaczyć, zrozumieć, jak mogłam do tego dopuścić. Czas mija powoli i wiem, że w końcu nadejdzie moment, gdy poczucie winy wobec siebie samej minie. Jutro składam pozew rozwodowy.


Rozwój intelektualny dziecka po 1. roku życia. Jak mama może go wspierać?

Redakcja
Redakcja
25 stycznia 2018
Fot. iStock / FatCamera

Mamo, Twój mały odkrywca każdego dnia angażuje wszystkie swoje zmysły w poznawanie świata, a jego mózg pracuje niezwykle intensywnie, starając się zrozumieć wszystko, co go otacza. 1000 pierwszych dni życia to kluczowy okres dla „supernarządu” – mózgu, który wówczas rozwija się najbardziej dynamicznie. Młody organizm ma w tym czasie wyjątkowe potrzeby – dowiedz się, jak możesz o nie zadbać, by wspierać rozwój układu nerwowego dziecka po 1. urodzinach.

  • To ciekawe! Mózg koordynuje wszystkie procesy poznawcze – to dzięki nim dziecko jest w stanie poznawać otoczenie oraz poszerzać wiedzę i umiejętności. Na przykład w wieku 6 miesięcy dziecko chwyta przedmioty, a w okolicach 1. urodzin zaczyna chodzić, a także wypowiadać pierwsze słowa. Dwu- i trzyletnie dzieci potrafią już tworzyć zdania.
  • Czy wiesz, że… możesz stymulować pracę mózgu dziecka, zaczynając od tak prostych rzeczy, jak dobór odpowiednich zabawek? Do działania pobudzą go te o wyrazistych kolorach, rozmaitych fakturach oraz wydające dźwięk. Zabawki nie powinny jednak generować jednocześnie zbyt wielu bodźców dla wciąż kształtującego się umysłu. By dziecku zabawki nie nudziły się zbyt szybko, dobrym pomysłem może okazać się schowanie jednej z nich na tydzień. Po jej oddaniu nabierze ona dla małego odkrywcy zupełnie nowego charakteru i stanie się innym, ciekawym obiektem.
  • Warto pamiętać, żeby do dziecka mówić jak najwięcej od samego początku. Czytanie, opowiadanie i nazywanie otaczających przedmiotów ma ogromne znaczenie, gdyż głos mamy buduje poczucie bezpieczeństwa i poszerza horyzonty dziecka. Ćwiczy ono w ten sposób koncentrację i pamięć, a także zaczyna bardzo wcześnie rozumieć znaczenie często powtarzanych mu słów.
  • Interesujące! Dzieci uczą się poprzez modelowanie, czyli naśladowanie dorosłych. Dotyczy to nie tylko gestów, ale i słów. Takie naśladownictwo ma ogromne znaczenie dla rozwoju – najmłodsi przejmują od dorosłych nawyki i sposób widzenia świata. To dlatego warto zadbać o różnorodność wrażeń dostarczanych dziecku – czytać mu, chwalić je, okazywać mu czułość i uwagę, zachęcać do nowych form aktywności, a także wyboru własnych pasji i zainteresowań.
  • Czy wiesz, że… dla prawidłowego rozwoju mózgu niezbędna jest właściwa dieta? Mózg jest najbardziej energochłonnym organem w organizmie i do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje odpowiedniej ilości składników odżywczych. W żywieniu dziecka zdecydowanie należy uwzględnić kwasy tłuszczowe omega 3, w tym szczególnie istotny dla rozwoju mózgu kwas alfa-linolenowy (ALA).

Poznaj fascynujący proces rozwoju SuperOdporności i MegaMózgu na www.bebiprogram.pl. Dzięki sześciu czytanym przez Krystynę Czubównę odcinkom możesz przenieść się w wyjątkowy świat superbohaterów i obejrzeć rozwój dziecka z innej perspektywy.


 

Ważne informacje: Karmienie piersią jest najwłaściwszym i najtańszym sposobem żywienia niemowląt oraz rekomendowane dla małych dzieci wraz z urozmaiconą dietą. Mleko matki zawiera składniki odżywcze niezbędne do prawidłowego rozwoju dziecka oraz chroni je przed chorobami i infekcjami. Karmienie piersią daje najlepsze efekty, gdy matka prawidłowo odżywia się w ciąży i w czasie laktacji oraz gdy nie ma miejsca nieuzasadnione dokarmianie dziecka. Przed podjęciem decyzji o zmianie sposobu karmienia matka powinna zasięgnąć porady lekarza.


Artykuł powstał we współpracy z Bebilon


Zobacz także

Miłość na przeczekanie. Ile czasu dasz ukochanej osobie na zmiany, które nie nadejdą?

Miłość na przeczekanie. Ile czasu dasz ukochanej osobie na zmiany, które nie nadejdą?

Mężczyźni manipulatorzy. Typowe zachowania na które musisz uważać, jeśli jesteś z natury łagodną i łatwowierną osobą

Im wyżej rozwinięta cywilizacja, tym większy intelekt? Nieprawda! Są rzeczy które degradują nasze IQ