50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób nr 6 – Nigdy nie przestawaj marzyć!

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
13 lipca 2017
Fot. iStock / martin-dm
Fot. iStock / martin-dm

Jako dzieci często marzymy…

Śnimy o dalekich podróżach do gwiazd, marzymy o byciu rycerzem, księżniczką, piosenkarką czy aktorką,  o lataniu czy o byciu niewidzialną itd..

Kiedy marzymy jako dzieci, wszystko jest ok. Ponosi nas fantazja. Kreatywność nie zna żadnych granic. Bujna, dziecięca wyobraźnia sprawia, że wszytko jest możliwe, niemożliwe zaś nie istnieje. Części z tych marzeń nigdy nie spełnimy, choćby dlatego, że są nierealne ale część zrealizujemy jeszcze jako dzieci lub już jako dorośli.

Niestety często bywa tak, że w dorosłym życiu zapominamy o czym śniła mała Kasia, Ania lub Ola. Gdzieś w tym całym pędzie w dorosłość gubimy po drodze nasze marzenia i pragnienia pochodzące z głębi duszy. Nierzadko odkładamy je po prostu na półkę aby razem z ulubionymi książkami kurzyły się latami, bo przecież jako dorosłym ludziom nie wypada już śnić o tak „infantylnych” rzeczach, o jakich śniło się będąc dzieckiem… Albo zaczynamy wierzyć, że dorosłym ludziom w ogóle nie wypada marzyć…

Czy aby na pewno? 

A przecież Marzenia są dla wszystkich. I dla małych i dla dużych, niezależnie od wieku każdy z nas może marzyć. Wszyscy potrzebujemy marzyć. Bo marzenia nas nakręcają. Uskrzydlają i sprawiają, że chce nam się chcieć. Dzięki nim bardziej wierzymy w swoją moc, w swoje możliwości. Chętniej podejmujemy działania, częściej wychodzimy ze swojej strefy komfortu.  Sprawiają, że mamy do czego dążyć.

Dlaczego więc, tak wiele z nas porzuca marzenia? 

Główną przyczyną jest strach przed porażką. Przed nieznanym. Przed trudem, który musimy włożyć w realizację marzenia. Bo prawda jest taka, że marzenia się nie spełniają. Marzenia spełniamy my sami. I tylko od nas zależy ich realizacja. Tylko od nas zależy czy wytrwale je realizujemy osiągając sukces, czy też poniesiemy porażkę. Często do głosu dochodzi taki wewnętrzny diabełek, który mówi nam: to głupie, nie dasz rady, nie uda Ci się… I niestety takie właśnie głosy powodują że zatrzymujemy się, że porzucamy nasze marzenie. Ten głos jest tak silny i robi takie spustoszenie w naszej głowie, że się poddajemy, najczęściej tuż przed metą.

Często również porzucamy nasze marzenia bo pozostają jedynie pragnieniami i nie zamieniamy je na cele. Nie mamy konkretnego planu, z konkretnymi krokami, zadaniami oraz wyznaczoną datą realizacji marzenia, które na tym etapie staje się już celem.

Tak właśnie dzieje się z noworocznymi postanowieniami. Dla przykładu wyobrażamy sobie, śnimy o nowej sylwetce, podejmujemy wyzwanie o zgubieniu kilku kilogramów, tylko za tym nic więcej nie idzie. Żadnych konkretów typu do kiedy schudnę, ile i co dokładnie muszę zrobić aby mieć tę wymarzoną sylwetkę. Właśnie dlatego siłownie pustoszeją już w miesiąc po sylwestrze…

A takie działanie z pewnością nie uszczęśliwia…

Co zatem zrobić? 

Sięgaj odważnie po swoje marzenia. Zamień marzenie na cel, określ termin realizacji i zrób konkretny plan działania.

Zapewniam Cię, że zrealizowane marzenie doda Ci skrzydeł i będzie katalizatorem dla kolejnych marzeń.

Spełniaj swoje marzenia i uszczęśliwiaj siebie! I pamiętaj! Nigdy nie jest za późno na realizację marzeń! Nawet tych na pozór wielkich i nieosiągalnych.

Poznaj holistyczny projekt dla kobiet www.crazywomengohealthy.pl i zadbaj o swoje ciało, umysł i duszę.


50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób nr 7 – Przestań narzekać!

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
19 lipca 2017
Fot. iStock/DGLimages
Fot. iStock/DGLimages

Ale gorąco! Ale zimno! Co to za pogoda! Znowu muszę iść do pracy… Dlaczego posłodziłeś mi herbatę – przecież wiesz, że ja nie słodzę! Jak ja nie cierpię poniedziałków! etc… Narzekamy codziennie, na wszystko i na wszystkich. Na pogodę, męża, żonę, dzieci, szefa, pracę, sytuację w kraju, korki, kolejki w sklepach i za małe zarobki. Każdy powód jest dobry aby ponarzekać. Ponoć narzekanie to polski sport narodowy… Ciekawe, że najczęściej narzekamy na sprawy, na które nie mamy żadnego wpływu. Bo czy możemy zrobić coś z faktem, że lato jest bardziej deszczowe, a słońca jak na lekarstwo?

Kiedyś sama należałam do takich „narzekaczy’. Ciągle coś było źle, ciągle coś było nie tak, wstawałam lewą nogą i już od momentu otwarcia oka byłam niezadowolona z pracy, z samochodu, z warunków finansowych, z pogody za oknem i z setek innych spraw. To narzekanie tak weszło mi w krew, że przestałam widzieć jakiekolwiek pozytywy. Nie potrafiłam się cieszyć z tego , co mam. I ciągle chciałam więcej, lepiej, szybciej, inaczej. Co więcej, ponieważ narzekałam ja sama, w moim otoczeniu ciągle znajdywał się ktoś, kto narzekał. A ja narzekałam, że inni narzekają. I takie błędne koło… Nie doszłam, co prawda do takiego etapu jak główny bohater filmu „Dzień świra” – Adaś Miauczyński ale chyba byłam blisko 😉 Jeśli oglądałaś ten film, to wiesz co mam na myśli 😉 Bo ciągłe narzekanie staje się nawykiem. Taką samonakręcającą się machiną, której jedynym celem jest wytknięcie tego, co złe, beznadziejne i słabe. Narzekanie odbiera energię, sprawia, że jesteśmy smutne, nieszczęśliwe, a zamiast działać – tracimy czas na tzw. biadolenie. A przecież taka postawa nam nic nie da. Narzekanie nakręca spiralę negatywnych przekonań, bo przecież wokół wszystko jest złe, świat jest beznadziejny, a wszyscy ludzi mają lepiej ode mnie. Za przekonaniami idą emocje, zachowania i często reaktywna postawa. Czyli brak działania. Narzekacze biadolą ale nic nie robią, z tymi sprawami, na które tak narzekają.

Najgorzej, jak zbierze się cała grupka narzekaczy i zaczną gadać na swój ulubiony temat…wtedy uciekaj gdzie pieprz rośnie! Bo narzekacze lubią narzekać w grupie – to zapewnia im możliwość wygadania się , bycia wysłuchanym i zrozumianym. A, że w grupie siła – to zaraz i Ty sama zaczynasz narzekać. I narzekaniom nie ma końca…

Koniec biadolenia!

Nie potrafię dokładnie sprecyzować jakiegoś konkretnego przełomowego momentu, kiedy przestałam narzekać ale pamiętam, że to wieczne narzekanie zaczęło mnie męczyć. Zrozumiałam, że nie potrafię się cieszyć tym, co mam i że jeśli tak bardzo jest mi źle – to przecież sama mogę wiele rzeczy zmienić. Ok nie zmienię pogody, ale mogę zmienić pracę skoro jej nie lubię. Albo stworzyć ją sobie sama, skoro nie chcę pracować dla kogoś innego. Zrozumiałam, że narzekanie nic nie zmieni, nie polepszy mojego bytu i z pewnością nie będzie dobrze wpływało na moich bliskich. Któregoś dnia obudziłam się, tupnęłam nogą i postanowiłam zmienić sposób myślenia oraz patrzenia na świat. Chciałam za wszelką cenę odzyskać swoje optymistyczne nastawienie, które kiedyś miałam. Na początku nie było to łatwe, bo stare nawyki dawały o sobie znać na każdym kroku. Łatwiej było narzekać, niż nie narzekać ale uparłam się i stwierdziłam, że skoro mózg nauczył się narzekania, nauczy się także pozytywnego myślenia. I tak też się stało. Z czasem zaczęłam dostrzegać małe różnice, jak choćby to, że nie miałam już ochoty przebywać z tymi, którzy narzekali. Zaczęłam doceniać to, co mam i zmieniać to, na co miałam wpływ. Działanie połączone z pokonywaniem własnych słabości zaczęło mnie nakręcać coraz bardziej. Dostrzegłam, jak wiele rzeczy zależy tylko ode mnie. Przyjęłam postawę proaktywną – zmieniam swój byt poprzez działanie. Coś mi się nie podoba – zmieniam to. Coś mnie uwiera – zmieniam to.

I Tobie polecam zrobić to samo! Jeśli należysz do zawodowych narzekaczy, a narzekanie zaczęło Cię już męczyć – zmień to! Zmień sposób myślenia na taki, który zacznie Cię uszczęśliwiać!

A w następnym wpisie – podzielę się z Tobą jak poradzić sobie z narzekaniem i tym samym być szczęśliwszym człowiekiem.


 

Poznaj holistyczny projekt dla kobiet www.crazywomengohealthy.pl i zadbaj o swoje ciało, umysł i duszę.

 


50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób 5 – Odpal wrotki i zaszalej!

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
4 lipca 2017
Fot. iStock
Fot. iStock

Pamiętam dobrze te czasy, kiedy zdrowy tryb życia nie był dla mnie najważniejszy. Kiedy  weekendowe imprezy z paczką znajomych należały do jednych z ulubionych rozrywek.  W tamtym czasie największym zmartwieniem było jak się ubrać i z kim się spotkać. Ulubione hasło studentów: spontan.

Tamte czasy przeminęły, życie przewartościowało się już kilka razy, pojawiły się najważniejsze osoby w moim życiu – mąż i dzieci. Rodzina, obowiązki domowe, zawodowe. Mniej czasu i przestrzeni na tzw. spontan.  Terminy, grafiki, logistyka. Taaak, te zwroty  zdecydowanie wyparły moje ulubione słowo na „S”. Przykładna mama ma inne priorytety . Nie ma już tak siły na weekendowe wypady, dbanie o zdrowy umysł oraz zdrowe ciało stało się zaś jedną z głównych wartości.

Ale nie zatraciłam tego szalonego ducha do końca i nigdy sobie na to nie pozwolę!

Szalona część mojej natury, to istotna część, która wymaga pielęgnowania.

Dlatego raz na jakiś czas dzieci oddaję do dziadków, biorę męża, przyjaciółkę lub znajomych i wspólnie odpalamy wrotki! Świadomie pozwalam sobie na szaleństwo, często kończące się o świcie. Taniec, taniec i jeszcze raz taniec. Wody raczej wtedy też nie piję 😉 A i zapiekanką nie pogardzę nad ranem 😉 Łamię kilka swoich zasad. Świadomie. I z największą przyjemnością. O rany! Zjadasz gluten? Pijesz alkohol???? Zarywasz noc! No wiem! Straszne! Ale jakie zabawne! I ile daje szczęścia!

Zasady są po to, aby je łamać

Więc je łam! Od czasu do czasu. Jeśli złamiesz je kilka razy w roku, nic się nie stanie – a będziesz szczęśliwsza, radośniejsza, pełna nowej energii. Poczujesz się wyzwolona. Wolna. Lekka. Ok, może nie od razu następnego dnia, bo w moim przypadku głowa bywa ciężka, nogi bolą i często również mięśnie twarzy od parogodzinnego śmiechu. Jest dobra wiadomość – ból w końcu minie. Od poniedziałku znowu wrócisz do zdrowego odżywiania, a wspomnień nie zabierze Ci nigdy nikt.  Czyż to nie jest wspaniałe?

Nie daj się wtłoczyć w ramy!

Czy Matka musi być już sztywna, stonowana i zawsze poprawna? Czy kobieta w pewnym wieku nie może wsiąść spontanicznie w samochód i pojechać sama nad morze? Albo skoczyć ze spadochronem? Czy właścicielka firmy lub wysoko postawiona menadżerka nie może wykąpać się nago w rzece, kiedy nikt nie widzi?

O ile nikogo nie krzywdzisz i swoim zachowaniem nie krzywdzisz również siebie – zaszalej!

Znajdź coś, co zawsze chciałaś zrobić i pozwól sobie na odrobinę szaleństwa od czasu do czasu.

Co będziesz wspominać na starość???

Co będziesz opowiadać wnukom? Czy to, że szalałaś na festiwalu przez 3 dni razem z przyjaciółmi, czy to, że zawsze patrzyłaś z zazdrością na tych, którym zdarzało się zaszaleć?

Nie zachęcam Cię oczywiście abyś od razu skakała na bungee, ale zrób od czasu do czasu coś, na co masz ochotę, a czego trochę się obawiasz, trochę wstydzisz, bo nie przystoi.

Nie zrozum mnie źle. Nie namawiam Cię do hulaszczego trybu życia. Nie pomyśl, że od teraz masz być nawiedzoną krejzolką i rzucać się z w wir przygód.

Namawiam Cię, abyś w każdym momencie swojego życia zrobiła coś, co pozwoli przełamać Ci bariery oporu, lęku, wstydu. Abyś odważyła się zrobić coś, czego nie zrobiłabyś normalnie. Albo co zrobiłabyś, kiedy nikt by nie widział.

Ot taki malutki kroczek w stronę szczęścia J A jak malutki on będzie – to już Ty sama wiesz najlepiej J

Z miłością!

Poznaj holistyczny projekt dla kobiet www.crazywomengohealthy.pl Fit umysł, fit ciało.

Dołącz do nas!