50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób #13 – Buduj poczucie własnej wartości oraz wzmacniaj samoocenę

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
28 września 2017
Silne kobiety, te kilka rzeczy robią inaczej
Fot. iStock / Izf

Patrzysz na innych i wydaje Ci się, że wszyscy wokół Ciebie są pewni siebie, mają wysokie poczucie własnej wartości  i mają łatwiej w życiu?

No to poznaj moją historię…

Jako nastolatka doświadczyłam przykrego zdarzenia, które wywarło ogromny wpływ na moje dalsze życie. Śmiejące się dzieciaki, wytykające Cię palcami za coś, co było totalną błahostką! A dzieci potrafią naprawdę dać w kość…

Smutek, wstyd, poczucie winy, złość, frustracja i totalna utrata pewności siebie,  do tego mocno nadszarpnięte zaufanie do ludzi…

To zdarzenie zakotwiczyło we mnie negatyw na długi czas. Nie potrafiłam sobie z nim poradzić, nie wiedziałam również, że mogę po prostu zgłosić się do kogoś o pomoc aby przerobić, to co miałam do przerobienia. W tamtych latach nie było takiej świadomości, że wsparcie psychologiczne jest niezbędne w niektórych przypadkach.  Samotność, poczucie zdrady, brak zaufanej osoby, z którą mogłabym porozmawiać. Bo lęk był znacznie silniejszy…

Te negatywne emocje towarzyszyły mi przez wiele długich lat. Pomimo uśmiechu na twarzy i całej miłości do ludzi, w sercu dominowały ciemne barwy. W środku czułam się małą, niepewną dziewczynką, która nie zasługuje na szacunek czy miłość.

Przez zaniżoną samoocenę oraz brak pewności siebie nie podjęłam wielu wyzwań w swoim życiu, jak na przykład tego, że nigdy nie poszłam do szkoły aktorskiej, chociaż bardzo o tym marzyłam. Bałam się różnych wystąpień i prezentacji szkolnych. Bałam się wyrażać swoje zdanie na głos i często pozwalałam innym nie szanować moich wartości.

Szukałam przeróżnych sposobów, aby sobie pomóc…

Na początku wierzyłam, że długi wyjazd na koniec świata pomoże mi, odmieni moje życie i sprawi, że wrócę odmieniona… Odmieniona wróciłam ale bagaż emocjonalny powrócił razem ze mną.

Był okres, kiedy niskie poczucie własnej wartości skrywałam skrzętnie pod płaszczykiem  nadmiernej pewności siebie. Wydawało mi się, że jeśli będę KIMŚ – będę szczęśliwa. Tym KIMŚ – oznaczało dla mnie bycie najlepszą we wszystkim co robiłam, w późniejszym czasie sądziłam, że posiadanie wysokiego stanowiska w prestiżowej firmie, zarabianie dużych kwot pieniędzy, czy posiadanie super ciuchów i samochodu sprawi, że poczuję się dowartościowana.

Potem przyszły szalone imprezy, niekiedy uciekanie w używki  – bo to pomagało ukoić ból duszy. Pomagało na chwilę, bo już następnego dnia cała pewność siebie mijała i przychodził ból głowy… Powierzchowność, która była totalnie złudna… i zgubna… Ego szalało, a dusza nadal płakała…

W tamtym okresie najczęściej myślałam o sobie źle i całą przeszłość widziałam w negatywnych barwach. Często obwiniałam się za różne zdarzenia, słowa, błędy, które popełniłam. Nawykiem było „biczowanie się” czyli wrzucanie sobie jaka to jestem zła, okropna i beznadziejna.

Wydawało mi się, że już nic mi nie pomoże…

Dopóki nie zaczęłam chodzić na różnego rodzaju szkolenia rozwojowe, które zmusiły mnie do zajrzenia w głąb siebie. Do stawienia czoła swoim lękom, wstydowi i poczuciu winy. Trzem najbardziej destrukcyjnym stanom emocjonalnym, które przez lata próbowałam stłumić, zagłuszyć i wyprzeć.

Praca nad sobą była trudna i bolesna, często dosłownie wyłam i czułam się, jakby ktoś przeciągnął mnie tyłkiem po żwirze. Ale im bardziej bolało, tym większe zmiany się dokonywały we mnie. Tym lżej mi było na duszy. Tym większy ciężar schodził z moich barków. Tym bardziej wzrastała samoocena i poczucie własnej wartości. Tym bardziej stawałam się otwarta i odważna na życie. Tym lepiej radziłam sobie z krytyką i opinią ludzi. Tym więcej działań podejmowałam w swoim życiu. Tym więcej się uśmiechałam, nie tylko na twarzy ale również w sercu.

Dziś, mija wiele lat od momentu rozpoczęcia pracy nad sobą. Piszę ten tekst i czuję ogromną dumę, że te kilka, a może i już kilkanaście lat temu podjęłam walkę ze swoimi demonami, postanowiłam budować  poczucie własnej wartości i wzmacniać samoocenę.

Dzisiaj jestem MOCniejsza, świadoma swoich upodobań, talentów, mocnych stron. Wiem nad czym chcę pracować i co mogę jeszcze bardziej rozwijać w sobie. Mam odwagę żyć pełnią życia, podejmować własne decyzje, ryzyko i skakać na głęboką wodę. Myślę i mówię o sobie wyłącznie w dobrym tonie, natychmiast „ukręcam łeb” czarnym myślom. Czuję się pewniejsza siebie, co pomaga mi w każdym aspekcie mojego życia. Nie wstydzę się swojej przeszłości, ani nie analizuję jej rozkładając na czynniki pierwsze. Nie boję się także przyszłości, bo jestem spokojna w TU i TERAZ, wiedząc, że zawsze sobie poradzę. Nie mam oporów, aby głośno wyrażać swoje zdanie, mówić wprost kiedy coś mi nie pasuje, wybierać znajomych i rezygnować z tych, z którymi jest mi nie po drodze. Nauczyłam się wychodzić ze strefy komfortu oraz robić rzeczy, które były dla mnie trudne i nieosiągalne. Moja pewność siebie jest zrównoważona i nie czuję się ani gorsza, ani lepsza od nikogo, kogo spotykam na swojej drodze.

Nie wstydzę się również mówić otwarcie o tym, że kiedyś miałam niskie poczucie własnej wartości, bo jestem najlepszym przykładem na to, że można zbudować siebie na nowo. Co więcej, dzisiaj najbardziej uwielbiam pracować w tym temacie z innymi kobietami. Bo właśnie z tej ciężkiej pracy nad sobą, zrodziła się pasja, by pomagać innym ludziom, jako coach i trener.

Niech moja historia, pokrótce opisana tutaj, będzie dla Ciebie inspiracją do zmian.  Tym maleńkim bodźcem, który sprawi, że w Twoim sercu pojawi się choćby iskierka nadziei, że możesz zbudować swoje poczucie własnej wartości, podnieść samoocenę oraz czuć się pewniejsza siebie. Każdego dnia!

BO ZASŁUGUJESZ NA TO, tak samo jak ja!

Z miłością.

Ps. A jeśli chcesz podjąć pierwszy krok ku pracy nad budowaniem poczucia własnej wartości oraz samooceny – jedź z nami na wyjazd CRAZY WOMEN GO HEALTHY! Sprawdź szczegóły i zapisz się tutaj


50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób #14 – Mów i przyjmuj komplementy

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
29 września 2017
Fot. iStock / Hramovnick
Fot. iStock / Hramovnick

Poniedziałkowy wieczór. Zaprzyjaźniona sąsiadka pisze do mnie wiadomość, cytując, jak to moja córka zwróciła się do niej w trakcie popołudniowych zajęć tanecznych:„Ciociu, nie wiedziałam, że masz grzywkę. Powinnaś ją nosić częściej, bo ładnie w niej wyglądasz”.  Oczywiście wiadomo, jak miło poczuła się komplementowana ciocia. I jak miło zrobiło się mamie, kiedy to przeczytałam. Pomyślałam: moje dziecko prawi innym komplementy. I to nie pierwszy raz. I wcale się tego nie wstydzi. Super!

Zastanawiam się, czy wynika to z jej odwagi, czy też z tego, że obie, każdego dnia otwarcie mówimy sobie miłe rzeczy. Doceniamy to, jak któraś z nas fajnie się ubierze, jak zrobi ładną fryzurę, jak ciekawie wygląda i jak zrobi dobre jedzenie(tu akurat chodzi o mnie) lub narysuje coś ciekawego. Chwalimy siebie nawzajem za dobre żarty, udany kawał czy fajną niespodziankę. Doceniamy drobne gesty. Prawimy sobie komplementy.

Być może zaraz sobie stworzysz w wyobraźni przerysowany obraz jak to mamusia i córusia codziennie sobie słodzą i spijają z dziubków, mówiąc „SUUUUPER!”. Zapewniam, że nic z tych rzeczy bo i każdego dnia zdarza nam się konstruktywna krytyka i nie zawsze wszystko nam się podoba. Ale o tym innym razem.

Zostawmy sytuację z moją córką.

Pamiętam jak kilkanaście lat temu wróciłam do Polski po roku mieszkania w Australii. W kraju, w którym wszyscy się do Ciebie uśmiechali, pytali jak się masz i hojnie obdarowywali komplementami: „masz piękne oczy”, „masz fajny akcent”, „wow, świetnie mówisz po angielsku”,  „Polki to piękne kobiety” itd.

I tak na okrągło przez cały rok! Od znajomego i nieznajomego. Od mężczyzny i od kobiety.

Nikt nie miał z tym żadnych oporów, a dzięki tym słowom – poczułam się odważna aby codziennie, z każdym i wszędzie mówić po angielsku, niezależnie od tego, czy mówiłam z błędami, czy bezbłędnie.

Nie wspominając już o tym, jak dowartościowałam się jako kobieta. Dzięki tym ludziom otworzyłam się na przyjmowanie miłych słów. A także komplementowanie innych weszło mi w krew i wydawało mi się czymś zupełnie oczywistym, aby powiedzieć koleżance, że ładnie wygląda, kiedy właśnie tak uważałam.

Po powrocie do Polski, niestety zauważyłam, że nie jest to takie oczywiste dla wszystkich.

Kiedy mówiłam komplement koleżance odnośnie jej sukienki – ta odpowiadała: „Eee dzięki, wiesz to stara kiecka”. Albo „Eeee, serio? Nie wyglądam w niej za grubo?” , albo „oj weź nie żartuj!”

Kiedy zdarzyło mi się powiedzieć komplement zupełnie obcej kobiecie – najczęściej dostawałam w zamian „ten wzrok”, który wskazywał, że z pewnością lubię kobiety bardziej niż powinnam, a obdarowana komplementem pani uciekała, gdzie pieprz rośnie.

Ehhh no i weź tu człowieku bądź miły.

Prawdą jest, że nadal mamy problem zarówno z mówieniem komplementów jak i przyjmowaniem ich. A wszyscy ich potrzebujemy.

W przypadku mówienia – często mamy w tyle głowy, że zostaniemy źle odebrani, że ktoś pomyśli, że jestem nieszczera albo, że czegoś oczekuję w zamian.

Jeśli masz szczere intencje i naprawdę kiecka Twojej koleżanki jest super – to powiedz jej to!Tak po prostu. Bo dlaczego miałabyś tego jej nie powiedzieć?

Przecież każdy z nas lubi słyszeć komplementy i nie ma w tym nic złego! Nie świadczy to od razu o naszej próżności czy pysze. Wszyscy potrzebujemy na co dzień wyrazu życzliwości i uznania. Wszyscy w ten sposób budujemy swoje poczucie własnej wartości.

Szczere komplementy dodają nam skrzydeł, energii, poprawiają humor i sprawiają, że czujemy się bardziej dowartościowani. Od razu dzień staje się przyjemniejszy, a twarz rozjaśnia się promiennym uśmiechem. Czujemy się ważni, dobrzy w tym co robimy, ładni. Rośniemy w siłę.

W przypadku otrzymywania komplementu często reagujemy rumieńcem lub zbędnym komentarzem.

Bo nie zawsze potrafimy przyjąć komplement.

Najczęściej reagujemy w dziwny sposób typu: oj przestań! Nie żartuj! Albo tłumaczymy się, że coś jest stare, pożyczone, czy z wyprzedaży itd. Takim zachowaniem obniżamy naszą wartość  i negujemy własne atuty. Krępujemy się, wstydzimy i oblewamy rumieńcem.

A wystarczy, abyś powiedziała tylko: „Dziękuję” i zaakceptowała, to co usłyszałaś. Bez negacji, bez komentowania czy krygowania. Zaakceptuj, uśmiechnij się i idź dalej  :-)

I nie obawiaj się, komplementowania innych. To naprawdę miłe uczucie, widzieć, jak druga osoba rośnie w naszych oczach. A co najważniejsze – tego możesz się nauczyć!

W ramach treningu, zachęcam abyś przez tydzień powiedziała coś miłego komuś znajomemu. Oczywiście nic na siłę! Komplement ma być szczery – inaczej ta druga osoba wyczuje fałsz.

I drugie zadanie dla Ciebie – kiedy otrzymasz komplement – podziękuj i nic więcej nie mów. Zauważ jak się czujesz i jaka zmiana zachodzi w Tobie.

A jeśli masz ochotę podzielić się wnioskami z obserwacji, napisz do mnie lub zostaw komentarz :-)

Z miłością.

Dołącz do holistycznego programu dla kobiet CRAZY WOMEN GO HEALTHYi zadbaj o zdrowe CIAŁO, UMYSŁ I DUSZĘ!


50 SPOSOBÓW NA SZCZĘŚLIWE ŻYCIE. SPOSÓB #12 – Zaakceptuj, że nie masz wpływu na wszystko, co się wydarza

Aleksandra Gelo-Piesta
Aleksandra Gelo-Piesta
12 września 2017
Fot. iStock / Jasmina007
Fot. iStock / Jasmina007

Ostatni czas jest dla mnie niełatwy.  Niedługo, po powrocie z wakacji dopadła mnie tajemnicza choroba, która przez prawie 3 tygodnie daje uciążliwe dolegliwości. Napadowe bóle brzucha, nudności, biegunki, ból głowy, osłabienie, senność. Do tego doszło osłabienie psychiczne. Dół, który nasilał się z każdym dniem choroby. Ja, która daaawno nie miała takiego stanu, poczułam niemoc, bezradność.

Ja – kobieta czynu, ogarniająca kilkanaście rzeczy na raz padłam na glebę. Fizyczny ból sprawił ze siadła mi głowa. Pustka w głowie. Brak celu i poczuje beznadziei, bezsensu i bezsilności. Wszystko co miałam zaplanowane w ostatnim czasie legło w gruzach… Po urlopie miało furczeć z nowymi projektami…

Po licznych perturbacjach i długich wizytach w szpitalach, w przychodniach państwowych wiedziałam jedno. Nie dam za wygraną i znajdę przyczynę dolegliwości. Nie dam sobie wcisnąć ot tak antybiotyku tylko dlatego, że ktoś stwierdził na podstawie krótkiego i lapidarnego wywiadu, że to tak na wszelki wypadek. Szukałam i szukałam, aż dzięki nieoczekiwanej pomocy znajomych trafiłam w kompetentne ręce lekarzy ze szpitala zakaźnego. Seria badań, kilka dni jeżdżenia, trochę czekania i tak oto wczoraj jest diagnoza. Pasożyt. Ma Pani szczęście, że daje o sobie znać. 90% ludzi nawet nie wie, że ma w sobie „obcego”.

Jest diagnoza, jest leczenie. Bez antybiotyku nie da rady. Ale teraz jest uzasadniony.

Leczenie jeszcze potrwa długo, najbliższy tydzień – dwa nie będą lekkie, bo tego skurczybyka trzeba wykończyć końską dawką. Później trzeba będzie ostro zadbać o immunologię.

Po usłyszeniu diagnozy paradoksalnie cieszę się jak głupia i czuję ogromną wdzięczność. Wiem co mi dolega. Znam przyczynę. Bo najgorzej żyć w niewiedzy.

Od razu głowa lepiej pracuje. Przestaje kręcić  filmy z gatunku horrory. Odczuwam radość. I ulgę. Bo wiem, że za niedługi czas moc wróci i ciało będzie znowu dobrze funkcjonowało.

W tym całym dziwnym i niełatwym czasie pojawiają się wnioski.

Po pierwsze – jeśli masz wolę walki i nie dajesz za wygraną, to znajdziesz, to czego szukasz.

Nie miałam w sobie zgody na to, aby łyknąć pierwszą lepszą diagnozę, postawioną przez kogoś, kto w biegu zadał mi 3 pytania, ponaciskał brzuch i nie miał czasu omówić wyników badań. Dzięki Bogu, bo pewnie zaleczyłabym skutek, a nie przyczynę.

Po drugie – bądź zawsze sobą i nie udawaj uśmiechu, jeśli nie masz siły się uśmiechać!

Po wrzuceniu zdjęcia ze szpitala na Fb spotkałam się z opiniami, że takich zdjęć nie można publikować w Social mediach, bo ludzie się martwią i w ogóle nieee! Z pierwszej chwili pomyślałam: „kurde może rzeczywiście to przegięcie. Nie powinnam tego wrzucać”. Ale po kilku dniach rozmyślań zmieniam zdanie. Szanuję opinię, tych którzy uważają to za niestosowne. Ja jednak mam inne zdanie. Nie chcę udawać, że jest super i promować podrasowanego, kolorowego życia, pierdzieć kwiatkami i wiecznie szczerzyć kły, nawet kiedy jest do dupy.

Jestem sobą. Nie potrafię udawać, że jest dobrze jak jest źle. Wolę być prawdziwa i pokazywać również słabe momenty. Bo każdy z nas je ma i nie widzę w tym nic złego aby przyznać się do słabości czy choroby. Spójność jest dla mnie ważną wartością i to będę promować zawsze i wszędzie.

Dzięki temu postowi odezwało się do mnie wiele osób, które pomogły mi dotrzeć do właściwych lekarzy, zarówno medycyny konwencjonalnej jak i niekonwencjonalnej. Wiele osób życzyło zdrowia i mocy, której na prawdę potrzebuję, bo ciało każdego dnia jest okradane z siły przez wrednego robala, a umysł wcale nie pomaga. Te życzenia podtrzymały mnie na duchu. Dziękuję wszystkim, którzy zareagowali i chcieli w jakiś sposób pomóc. Doceniam to z całego serca, chociaż nie wszystkim dałam radę odpowiedzieć osobiście.

Po trzecie i w sumie o tym miał być ten post – nie mamy wpływu na wszystko.

Plany, zadania, cele, zobowiązania w jednej chwili mogą lecieć na łeb na szyję bo Ktoś tam na górze ma inny plan na Ciebie. Bo los płata Ci figla i podrzuca Ci kłody pod nogi.

I w jednej chwili tracisz kontrolę nad wszystkim.

Możemy sobie wszystko zaplanować od A do Z, ale wystarczy moment aby coś pokrzyżowało nam plany.

Może te sytuacje są Ci bliskie…?

Poranek. Spieszysz się na ważne spotkanie, wsiadasz do auta i już masz wyjeżdżać z garażu. Ale tuż przed Twoją bramą rozkracza się właśnie ogromna śmieciara, która przez najbliższe kilka minut będzie opróżniać kontener i zablokuje Twój wyjazd, co w rezultacie spowoduje Twoje spóźnienie na ważne spotkanie.

Wesele. Wszystko idealnie zaplanowane, goście w wytwornych strojach oraz iście szampańskich humorach. Nagle nadciąga burza z piorunami i w sali weselnej następuje awaria prądu, której nie da się zaradzić przez całą noc, bo jak na złość pada również agregat.

Sylwester – chcesz iść do klubu X ale tuż przed wyjściem zmieniasz plany i zostajesz w domu. Po czym dowiadujesz się, że właśnie w tym klubie miał miejsce atak bombowy.

Starasz się o wymarzoną pracę. Wszystko wskazuje, że już ją masz, bo po prostu wiesz, że wypadłaś bardzo dobrze. Ale ostatecznie nie dostajesz jej.

Marzenia, plany, cele, deadliny i codzienne listy rzeczy do zrobienia. Wszystko zaplanowane z najdrobniejszym szczegółem…

Każdego dnia mamy setki spraw do pozałatwiania, ciągle realizujemy nowe cele. Możemy sobie wszystko zaplanować z najdrobniejszą precyzją ale często nasze plany „niweczy” coś lub ktoś co powszechnie nazywamy losem lub Bogiem. Ktoś ma na nas inny pomysł. Bo chociaż mamy ogromny wpływ na swoje życie i od nas samych zależy bardzo wiele, to jednak nie do końca tak jest.

A my się wtedy wściekamy, frustrujemy. Bo zupełnie nie rozumiemy, jak coś takiego mogło się mi przytrafić? I dlaczego mnie?

I tak możemy się szarpać całe życie. I żyć z taką myślą, że ja to zawsze mam pod górkę, biednemu to i wiatr w oczy i zadręczać się pytaniem dlaczego znowu ja?

Ale im szybciej zrozumiesz, że nie mamy takiej mocy aby wszystko kontrolować i odpuścisz – tym lepiej zrozumiesz, że pewne rzeczy dzieją się po COŚ.

Być może, to że nie możesz wyjechać na spotkanie bo na wyjeździe stoi rozkraczona śmieciara ma uchronić Cię przed poważną kolizją, która ma miejsce gdzieś na Twojej zaplanowanej trasie.

Być może, to że w ostatniej chwili zmieniłaś plany i w sumie nie wiesz dlaczego, miało uchronić Twoje życie przed atakiem bombowym.

Być może, to że na Twoim weselu pieprznął prąd, sprawiło, że ludzie nigdy nie zapomną niepowtarzalnej zabawy przy świecach i wraz z mężem będziesz miała co opowiadać wnukom na starość.

Być może nie dostałaś tej wymarzonej pracy, bo czeka na Ciebie lepsza, spokojniejsza, bez konieczności robienia nadgodzin oraz poświęcania życia rodzinnego.

Być może masz inne historie i zapewne, jak się dłużej zastanowisz znajdziesz ich wiele ze swojego życia. Takich momentów, kiedy coś poszło nie po Twojej myśli, kiedy czułaś frustrację, że los pokazał Ci środkowy palec.

Nie mamy do końca wpływu na wszystko i nie wszystko zawsze pójdzie po naszej myśli.

Przemyśl, zaakceptuj i odpuść pełną kontrolę. Znajdź pozytyw w tej całej sytuacji, spróbuj znaleźć odpowiedź PO CO to się dzieje. I bądź szczęśliwa. Nawet w tych momentach, kiedy coś idzie na opak i nie po Twojej myśli. Wiem, że nie zawsze jest to łatwe ale warto chociaż spróbować.

Z miłością i powoli odzyskiwaną MOCą.

Już niebawem kolejny wyjazd dla kobiet. Sprawdź termin i zapisz się! https://www.crazywomengohealthy.pl/wydarzenia