5 zachowań, które świadczą o potrzebie aprobaty

Redakcja
Redakcja
19 kwietnia 2018
Fot. iStock / stock-eye
 

Uznanie w oczach bliskich sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, czujemy się na swoim miejscu. Z akceptacją bywa różnie, bo nie zawsze możemy zadowolić wszystkich. Co więcej, nie powinniśmy zadowalać innych na siłę, bo akceptacja powinna wynikać z samego faktu istnienia, a nie natężenia starań.

Cudze opinie nie muszą być takie same, jak nasze i bycie odmiennym nie oznacza bycia gorszym. Są sytuacje, w których jednak brakuje nam tej aprobaty i nawet, gdy tłumaczymy sobie, że to nie jest dla nas tak istotne, możemy przejawiać pewne zachowania, które świadczą, że aprobata jest nam potrzebna.

5 zachowań, które zdradzają potrzebę aprobaty

1. Niezdecydowanie

Mówi się, że tylko krowa nie zmienia poglądów, ale w przypadku gdy, co chwila zmieniamy zdanie, modyfikujemy swoje plany, wprowadzamy mętlik w życie. Być może jest to spowodowane potrzebą wsparcia bliskiej osoby, gdy nie wiemy w jakim kierunku popchnąć swoje działania. Zmienność może być również próbą dostosowania się do wymagań innych, i zdobyciem ich akceptacji.

2. Ciągłe usprawiedliwienie

Próba usprawiedliwiania własnych zachowań może wynikać z tego, że za wszelką cenę staramy się przekonać kogoś, na kim nam zależy do swoich wyborów. Potrzeba zrozumienia i akceptacji przez inne osoby może być bardzo silna, jednak różnimy się i trzeba to zaakceptować.

3. Odczuwanie złości

Często odczuwamy swoją irracjonalną złość, denerwujemy się, gdy ktoś ma odmienne zdanie, nie zgadza się z nami. To kolejny sygnał potrzeby akceptacji, choć może spowodować odmienne konsekwencje.

4. Brak własnego zdania

Bywa, że nie walczymy w pewnych sytuacjach o własną opinię. Błędnie wydaje się nam, że zgadzanie się z opiniami innych osób spowoduje zbliżenie, aprobatę.

5. Koncentracja na świecie wirtualnym

Nagminnie sprawdzanie ilości „lajków”pod postami i zdjęciami na portalach społecznościowych może być wyraźnym sygnałem pewnych niedostatków. Jeśli często udzielamy się pod postami innych osób, staramy się być widoczni, co może świadczyć o desperackiej próbie zwrócenia uwagi na swoją osobę.

źródło: pieknoumyslu.com


Przestańmy zachowywać pozory. Zadbajmy o to, co dla nas najważniejsze

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
19 kwietnia 2018
Fot. iStock/wundervisuals
 

Kiedy ktoś pyta, co jest dla ciebie najważniejsze, właściwie bez zastanowienia odpowiadasz: rodzina, przyjaźń, miłość. A już z pewnością wymieniasz jedną z tych trzech rzeczy.

Jeśli jesteś rodzicem życzysz sobie przede wszystkim zdrowia swoich dzieci. Nie ma ważniejszej rzeczy dla rodzica. Rodzicielstwo jest jedną z najcudowniejszych rzeczy, jaka może się nam w życiu przydarzyć. Obok radości, miłości, euforii, która przychodzi do nas wraz z narodzinami naszego dziecka, pojawia się jednak niepostrzeżenie strach. Kompletnie nie mamy na to wpływu. Ba, nie zdajemy sobie nawet sprawy z jego obecności, dopóki nie zdarzy się coś, co zaburzy nasz spokój – zbyt wysoka gorączka, kolki, ząbkowanie – to na początek, kiedy chcielibyśmy pomóc naszemu maleństwu, a stajemy się zupełnie bezradni. Ile razy myślałyście: „Niech mnie boli, niech ja choruję, byleby tylko jemu/jej nic nie było”.

Często też słyszę: „Jak zacznie mówić, to będzie wiadomo, co mu jest, co boli”. I faktycznie im dzieci starsze, tym my, rodzice, stajemy się spokojniejsi. Odchodzą trochę w niepamięć choroby, ale zaczyna się zupełnie nowy rozdział w życiu naszych dzieci – ciekawość świata.

Z małych brzdąców, dzieci stają się tymi, którzy chcą poznawać wszystko, co wokół, chcą wyjść spod stworzonego przez nas bezpiecznego klosza, wyswobodzić się i ruszyć w nieznane. Pamiętacie jeszcze naukę jeżdżenia na rowerze? A może pierwsze łyżwy, narty, rolki? Zawsze powtarzam, że najfajniejsze w posiadaniu dzieci jest to, że my sami cofamy się do lat dzieciństwa, chcemy też spróbować – rolek, łyżew, chcemy na nowo eksplorować świat. Trochę wtedy usypiamy czujność, którą wybudzają zdarte kolana i łokcie naszych dzieci.

I chociaż głośno deklarujemy, że najważniejsze jest dla nas bezpieczeństwo i zdrowie naszych dzieci, to często mam wrażenie, że kompletnie to ignorujemy. Na lodowisku niewiele dzieci jest w kaskach, na rowerach podobnie. „Nie chce założyć, mówi, że mu niewygodnie” – tłumaczą rodzice, a przecież wystarczy chwila nieuwagi…

Na zlecenie Nationale Nederlanden przeprowadzono badania, które obnaża trochę nas – rodziców i naszą dbałość o bezpieczeństwo naszych dzieci.

I chociaż martwimy się bardzo często i rozmawiamy z dziećmi o zachowaniu bezpieczeństwa, to jednak posiadamy nikłe pojęcie choćby w zakresie udzielania pierwszej pomocy. Chcielibyśmy się doszkolić, ale przyznajmy, że rzadko kiedy robimy cokolwiek, by wziąć udział w kursie, który da nam pewność, co zrobić w przypadku wypadku. W końcu ranę wiemy jak opatrzyć, jak dziecko się zakrztusi niegroźnie, to także wiadomo, jak się zachować. Czy to jednak zawsze wystarczy? Trochę bagatelizujemy wypadki, bo przecież naszemu dziecku one się nie zdarzają. Zresztą same badania pokazują, że niewiele ponad 23% rodziców potwierdza, że ich dziecko uległo wypadkowi – to średnio co czwarte, piąte dziecko. Nieustannie mamy nadzieję, że nasze jest w tej szczęśliwej części, której nic się nie przytrafi.

Zobaczcie, jakie to naiwne. Z jednej strony bezpieczeństwo naszego dziecka stawiamy ponad wszystko, a z drugiej, co robimy, żeby naprawdę mu je zapewnić? 81,3% biorących udział w badaniu deklaruje, że rozmawia ze swoim dzieckiem na temat bezpieczeństwa. Czy jednak sama rozmowa wystarczy? Przecież wiadomo, że dziecko nie uczy się tego, co do nich mówimy, tylko naśladuje nas w naszym zachowaniu. To czyny, a nie słowa są istotne w wychowaniu, a także w nauce bezpieczeństwa. Więc, co z tego, że rozmawiamy z dziećmi na temat bezpieczeństwa, jeśli jedynie 61,9% zapewnia, że zapina dziecko w pasy w foteliku samochodowym, a niewiele ponad 50% pilnuje, by dziecko na rower, rolki, łyżwy zakładało kask? Gdzie tu bezpieczeństwo naszych dzieci? Wśród tych 50% rodziców, którzy biorą udział w zabawach dziecka, mają na nie tak zwane „oko”? Przecież nie będziemy całe życie kontrolować tego, czy dziecko jest bezpieczne.

Czas najwyższy zweryfikować to, co dla nas najważniejsze. Bo jeśli bezpieczeństwo dziecka, to zróbmy rachunek sumienia, jak naprawdę o nie dbamy i czy faktycznie robimy wszystko, by nie doszło do wypadku, którego skutki mogą być naprawdę różne? Niech każdy sam sobie odpowie na to pytanie…


Artykuł powstał przy współpracy z Nationale Nederlanden

 


Jaką rolę odgrywa przeszłość w twoim życiu?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 kwietnia 2018
Następny

Dla wielu osób przeszłość nie jest tym, co pozostawiliśmy daleko w tyle, ale czymś co ma ogromny wpływ na nasze obecne życie.  Nie chodzi o fizyczne skutki przeszłych wydarzeń, ale  spuściznę psychologiczną, znacznie trudniejszą do uporządkowania, o doświadczenia, które trudno przeskoczyć. Skomplikowane relacje z rodzicami w dzieciństwie, zdrada partnera, emocjonalny ból zadany przez inną, bliską osobę… Czy potrafisz ocenić, jak wielką rolę odgrywa w twoim życiu przeszłość? Czy potrafisz sobie z nią poradzić?

Strata i smutek

Traumatyczne doświadczenia często wiążą się z takimi obciążeniami, jak zły stan zdrowia, strach przed wyjściem ze strefy komfortu, nieumiejętność wykorzystania możliwości, które stawia przed nami życie, karmienie się złudzeniami, utrata osoby, z którą mógłbyś być i wiele innych, w zależności od indywidualnych okoliczności. Opłakiwanie tego, co nie jest już możliwe lub dostępne, jest całkowicie naturalną reakcją i nie ma reguły dotyczącej długości trwania i intensywności takiej „żałoby”. Jednakże, jeśli smutek zmienia się w depresję i skutkuje wycofaniem się z życia, twoja sytuacja staje się problematyczna.  Nie staraj się „zerwać” z tym, co się wydarzyło na siłę, ale stopniowo coraz mocniej angażuj się w twoje obecne życie.

Pułapka wyrzutów sumienia

Poczucie winy jest dość powszechną reakcją w sytuacji, gdy mamy świadomość, że nasza przeszłość mogłaby się potoczyć inaczej (a zatem nasza przyszłość również), gdybyśmy (my lub ktoś ważny dla nas) nie popełnili jakiś karygodnych błędów. Do dziś nie potrafimy się pogodzić z tym, że na przykład pozwoliliśmy komuś wyjątkowemu odejść z naszego życia. Emocjonalne więzienie trzyma nas w stanie bezsilnej złości, czasem nawet w poczuciu nienawiści do samego siebie lub myśli o zemście, gdy nie potrafimy wybaczyć.

Odrzucenie poczucia winy – w stosunku do samego siebie – oraz wybaczenie – w stosunku do kogoś – nie są może adekwatne do tego, co się wydarzyło i początkowo nie dadzą ci satysfakcji. Ale pozwalają ci się wyzwolić od tego, co negatywne, zacząć na nowo, odciąć od szkodliwych związków z przeszłością. Przebacz – sobie i jej/jemu. Nie musisz myśleć o tamtej sytuacji i osobie pozytywnie, wystarczy, że będziesz miał stosunek neutralny i zaakceptujesz przeszłość jako fakt. Wtedy dopiero będziesz mógł zacząć od nowa z czystym kontem.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

„Kiedy pies opuszcza swojego właściciela, to nie po to, by pojechać na wakacje”. Spróbujcie się nie rozpłakać, oglądając ten film

8 myśli na temat swojego faceta, których powinnaś unikać jak ognia

Śmierć nie jest końcem. Śmierć powinna nas uczyć o życiu