5 (nieoczywistych) sposobów na zwiększenie siły woli

Adam Zadrożny
Adam Zadrożny
22 października 2015
 

Każdemu z nas zdarza się ulegać jakiejś przyjemnej pokusie. Ja ostatnio zamiast usiąść do tekstów, które dotyczą tematu mojej magisterki wolałem dowiedzieć się, co się zdarzy w kolejnym odcinku serialu Homeland. Jakaś tajemnicza siła odciągnęła mnie od książki  i posadziła przed ekranem telewizora, aby spotkać się z ciekawszymi niż powolne wywody profesorów Nicholasem Brody i Carrie Matison. Ta perspektywa jest przyjemniejsza, ale wydaje się mniej prawdziwa, niż ta, która po prostu wskazuje na moją słabą wolę. Pomimo tego, że miedzy ramionami mamy jeden mózg, jesteśmy czasem świadkami walki pomiędzy sobą numer jeden, które chcę przyjemności teraz, a sobą numer dwa, które na przyjemność może spokojnie poczekać, aż zostaną zrobione rzeczy naprawdę ważne.

Postaram się dzisiaj przedstawić wam 5 nieoczywistych sposobów na zwiększenie prawdopodobieństwa wygrania tej walki na rzecz długotrwałych celów. Nazywam je nieoczywistymi, ponieważ prawie każdy z nas wie, że dobrze jest się wyspać, zjeść pożywne śniadanie i uprawiać sporty. Te rzeczy na pewno wam pomogą, ale są również sposoby, żeby nie zaprzepaścić swoich planów, nawet jeśli nie mamy czasu na 8 godzin snu, bezglutenowe śniadanie i trening crossfitu.  Oto ta wspaniała piątka:

 1. Dobrze poznaj swoje trzy siły: chcę, nie chcę oraz pragnę

Kelly Mcgonigal psycholog z Uniwersytetu Stanforda dzieli siłę woli na trzy części. Pierwsza z nich dotyczy wszystkich rzeczy, które chcemy zacząć robić. Na przykład jeśli rzadko wychodzimy na dwór, możemy postawić sobie cel wychodzenia na spacer do lasu raz w tygodniu. Kolejną siłą jest siła „nie chcę”, która dotyczy zachowań, które chcemy wykluczyć ze swojego życia. Nie musimy być oryginalni, więc może ona na przykład dotyczyć rzucenia papierosów, zaprzestania przeklinania, czy plotkowania o innych. Ostatnia z sił, czyli „pragnę” jest skoncentrowana na wszystkim co wiąże się z naszymi wielkimi celami, które chcemy osiągnąć za rok, dwa lub dłużej. Tutaj kwalifikują się takie rzeczy jak: znalezienie wymarzonej pracy, wybudowanie domu i podróż dookoła świata.

Jeśli uda Ci się znaleźć twoje trzy siły, postaraj się odpowiedzieć na następujące pytania:

  1. Jak skorzystasz z tego, że osiągniesz swój wymarzony cel?
  2. Jak inni na tym skorzystają?
  3. Jakie przeszkody na ciebie czekają?
  4. Jak sobie z nimi poradzisz?

2. Zaprzyjaźnij się ze swoim przyszłym JA

Badania przeprowadzone przez Hershfield z 2010 roku polegały na zaaranżowaniu rozmowy studenta ze stworzonym awatarem, który przedstawiał jego samego postarzonego o 30 lat. Okazało się, że nawet kilku minutowa interakcja ze swoim przyszłym Ja zdecydowanie zwiększa siłę woli w kontekście oszczędzania na emeryturę. Im mniej ludzie zdają sobie sprawę z tego, że oni sami za parę lat to jest właśnie ta osoba, którą kiedyś będą, tym częściej będą dążyli do natychmiastowej gratyfikacji. Jednym ze sposobów na większe utożsamienie się ze swoim wewnętrznym starcem jest wysłanie do siebie listu na przykład z 2030 roku. Okazało się, że nawet nie trzeba poruszać tematów z którymi się teraz zmagamy. Wystarczy opisać zakupy w futurystycznym TESCO, gdzie roboty masują twoje plecy, kiedy wydajesz rozkazy co włożyć do twojego koszyka.

 siła woli 1280 x 720

 3. Bierz przykład z Corteza i spal wszystkie statki!

Hernan Cortez de Monroy Pizarro Altamirano w skrócie Cortez był hiszpańskim konkwistadorem znanym przede wszystkim ze zdobycia Meksyku. Kiedy w 1519 roku dopłynął ze swoimi oddziałami do miejsca, gdzie dzisiaj leży Veracruz miał świadomość, że jego żołnierze nie są skorzy do walki z poddanymi Montezumy. Nie chciał, żeby waleczni Hiszpanie stchórzyli przed dzikusami , więc od razu, kiedy znaleźli się na lądzie nakazał spalić wszystkie łodzie, na których mogli wrócić do domu. W tym momencie nie było innej możliwości, niż zdobyć Meksyk. Każdy z nas może skorzystać z Cortezowej strategii. Jeśli chcemy się odchudzić, ale nie czujemy wystarczające motywacji, możemy wyrzucić większość naszych ubrań i kupić o dwa numery za małe. Jeśli nie schudniemy, to nie będziemy mieć w czym chodzić. To może być dobra motywacja.

 4. Kontroluj poziom dopaminy, aby nie skończyć jak pewien Koreańczyk

Są takie dni, że jesteśmy bardzo zmęczeni i wyglądamy jak zombie. Snujemy się po świecie jak Buka z muminków. Szukamy wtedy jakiejś rzeczy, która mogłaby nas choć trochę pobudzić. Może zaczniemy grać w Call of Duty, obejrzymy serial albo zaczniemy surfować po internecie. Możliwe, że właśnie w takim stanie był Koreańczyk Lee Seung Seop, który zmarł po 50 godzinach grania non stop w Star Crafta. To właśnie dopamina sprawa, że nie jesteśmy w stanie się od czegoś oderwać, ponieważ daje nam obietnicę nagrody, a ona sama jest mylona przez nas z przyjemnością lub szczęściem. Właśnie ta prawidłowość jest wykorzystywana przez większość marketingowców, którzy obiecują nam nowe, lepsze życie, od razu wtedy, kiedy kupimy ten produkt. Oczywiste jest, że ciągłe uleganie dopaminowym skokom nie będzie korzystne dla naszej siły woli. Dlatego zachęcam ci do wypisania sobie wszystkich sytuacji, w których robisz coś wbrew swojej woli i oddajesz się natychmiastowej przyjemności, zapominając o swoich wcześniejszych postanowieniach. Ich świadomość może pomóc w takim planowaniu swojego dnia, żeby nie musieć wystawiać się na pastwę losu i złego środowiska.

5.Pozwól sobie zgrzeszyć (od czasu do czasu)

Powiedzmy sobie szczerze: przyjemnie jest czasem odpuścić. Lubimy tłusty czwartek, święta i imprezę w piątek. Jak twoja babcia zrobi pyszną szarlotkę, aż żal nie zjeść trzech kawałków i wychwalać ją nad niebiosa. Badania Baumeistera wykazały, że siła woli jest jak zbiornik, który ma swoje ograniczenia, dlatego warto jest je poznać, zanim zaczniemy wieszać na sobie psy z powodu kolejnej sromotnej porażki. Jeśli chcesz wprowadzić jakiś nowy nawyk warto jest robić to stopniowo i dawać sobie czasem możliwość pofolgowania. Jeśli będziesz się trzymał kurczowo każdego postanowienia, może się okazać, że nie starczy ci siły na nic innego. Myślę, ze wielu ludzi jest dla siebie zbyt surowych i nie jest w stanie sobie wybaczyć nawet najmniejszej porażki. Jednym ze sposobów na zmianę takie reakcji jest wyobrażenie sobie jak byśmy zareagowali na porażkę kogoś kogo bardzo kochamy i zastosowanie tego do samego siebie. Sądzę, że zamiast chęci ukarania, wstydu i winy będzie tam więcej współczucia, zrozumienia i zachęty do spróbowania jeszcze raz.


Przeżyj jeden dzień, tak jakbyś nie miał wolnej woli. Czyli dlaczego wiewiórki nie zasługują na więzienie?

Adam Zadrożny
Adam Zadrożny
16 listopada 2015
Fot. Pixabay/ Oldiefan /
Fot. Pixabay/ Oldiefan / CC0 Public Domain
 

Parę dni temu na spacerze z moją dziewczyną spotkaliśmy uroczą wiewiórkę trzymającą w swoich łapkach mały skarb. Chwilę patrzyliśmy jak krząta się po okolicznych krzakach, aż w końcu przystanęła i zapozowała jak prawdziwa modelka. Pstryk i poszliśmy dalej. Nie jestem żadnym ekspertem na temat wiewiórczych zachowań, ale wydaję mi się, że stosunkowo rzadko podnoszą swój tułów do góry.  Przeważnie zajmują się skakaniem po drzewach w warszawskich Łazienkach i kolekcjonowaniem nasion. Mało kto zastanawia się, czy taki miły gryzoń mógłby komuś wyrządzić krzywdę, a co dopiero, czy powinno się zaprowadzić to rude stworzenie na ławę oskarżonych. Oczywiście jest, że one nie mogą popełnić przestępstwa, przecież nie są odpowiedzialne za swoje czyny. Jednak historia pokazała, że nie wszyscy tak sądzili. Cofnijmy się w czasie o parę wieków…

Jesień 1379 roku

W Europie wydarzył się pewien straszny wypadek. Otóż w jednym z francuskich klasztorów trzy świnie zabiły człowieka imieniem Perrinot Muet. Okolicznym sędziom nie były potrzebne żadne wyjaśnienia na temat przyczyn owej zbrodni i świnie zostały skazane na śmierć. Zapiski nie ujawniają, czy w tym przypadku działała zasada domniemania niewinności oraz, czy został przydzielony adwokat z urzędu. Inne przypadki mówią o nakazaniu wszystkim owadom opuszczenia miasta oraz zamykania ich w więzieniach.  Takie sytuacje pokazują nam kolejny powód, dlaczego średniowiecze nazywamy wiekami ciemnymi. Dla nas jasne jest to, że zwierzęta w przeciwieństwie do ludzi nie mają wolnej woli i działają zgodnie z własnymi popędami, więc nie powinniśmy ich skazywać za popełnione czyny.

Jednak nie wszyscy podzielają to zdanie. Jeden z amerykańskich filozofów Sam Harris twierdzi, że ludzie nie mają wolnej woli, właśnie tak samo jak inne zwierzęta. Większość ze znanych mi ludzi, kiedy usłyszy, że nie mają wolnej woli, odpowiada w następujący sposób: to nie może być prawda. Ja wiem, że mam wolną wolę, ponieważ wielokrotnie podejmowałem decyzję na dany temat, po rozważeniu różnych za i przeciw. Harris w jednym ze swoich wykładów przytacza pewne badanie, w którym osoby były podłączone do elektroencefalografu i miały za zadanie wybrać, czy podniosą lewą, czy prawą rękę oraz nacisnąć czerwony przycisk dokładnie w momencie, kiedy podejmą świadomą decyzję.

Badanie były replikowane kilka razy i pokazało, że badacze wiedzieli, która ręka zostanie podniesiona nawet na kilka sekund przed deklaracją badanego. Wybaczcie to dziwne schizofreniczne sformułowanie, ale można z tego wysnuć wniosek, że mózg zna decyzję jeszcze wcześniej, niż my sami jesteśmy jej świadomi. Poruszając się w świecie, w którym działa prawo przyczyny  skutku, nie możemy mówić w ogóle o wolnej woli.

To, jacy jesteśmy i jakie podejmujemy decyzje jest spowodowane wieloma czynnikami od tego, gdzie i kiedy się urodziliśmy, jakich mieliśmy rodziców oraz przez to, co zjedliśmy dzisiaj na śniadanie. Z powodu wielości tych czynników możemy mieć poczucie, że podejmujemy autonomiczne decyzje, jednak nie jesteśmy w stanie wyjść ze strumienia przyczyn i skutków. Nawet jeśli postanowisz zabić swojego sąsiada po wielu godzinach debat ze swoimi przyjaciółmi, to wcale nie oznacza, że to  właśnie ty jesteś przyczyną swojego zachowania, a wpłynęło na to setki, jeśli nie tysiące różnych przypadków w przeszłości. Z jakiegoś powodu masz umysły mordercy. Nie jesteś za to odpowiedzialny, nie bardziej niż niedźwiedź jest odpowiedzialny za to, że jest niedźwiedziem – podsumowuje Harris.

Wyobraźmy sobie złego człowieka – najgorszego jakiego tylko możemy. Załóżmy, że budzi się codziennie rano i zabija tysiące ludzi każdego dnia bez powodu i sprawia mu to ogromną radość. Oczywiście czujemy do niego odrazę i w pełni go potępiamy. Któregoś razu popełnia samobójstwo zostawiając list w którym podsumowuje swoje życie, że wcale nie chciał zabić tylu ludzi, ale z jakiegoś nieznanego mu powodu nie mógł się przed tym powstrzymać. Następnie, na sekcji zwłok okazuje się, że tuż przy jego układzie limbicznym miał duży nowotwór i to właśnie on był przyczyną, dla której popełnił te wszystkie zbrodnie. Miał po prostu ogromnego pecha.

Harris twierdzi, że właśnie z tego powodu nienawiść do drugiego człowieka nie ma żadnego sensu. Skoro nie czujemy nienawiści do chmur, które powodują deszcz, do psa, który nasikał na dywan, to irracjonalne jest czuć nienawiść do człowieka, który wyrządził nam krzywdę. Oczywiście, że bardzo łatwo jest tak powiedzieć, a trudniej jest rzeczywiście tak czuć.  

Zrób eksperyment

Niezależnie od tego, czy zgodzimy się z perspektywą Sama Harrisa i uznamy nasze wybory za tak samo uwarunkowane, jak wybory wiewiórki w warszawskich Łazienkach, czy może wierzymy w nieśmiertelną duszę, która w każdej chwili może podejmować autonomiczne decyzje, uważam, ze warto jest wykonać pewien eksperyment. Polega on na tym, żeby przeżyć jeden dzień tak, jakbyśmy nie mieli jakiejkolwiek wolnej woli, a następny z pełną wiarą w samodzielne podejmowanie kroków. Ciekaw jestem, czy któryś dzień spędzicie leżąc w łóżku, objadając się słodyczami i oglądając seriale myśląc: ale ja już taki po prostu jestem… no trudno.