5 cech osobowości ludzi, którzy długo żyją (i szczęśliwie)

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
13 września 2018
Fot. iStock / PeopleImages
 

Jesteś sumienny, życzliwy i otwarty? Gratulacje, według wielu badań z całego świata, ludzie o takich cechach osobowości skradli sekret długowieczności. Jest tylko jedno „ale” – również według badań – okazuje się, że mamy problem w samodzielnym rozpoznaniu tych cech, więc jeśli chcesz sprawdzić, czy ty też będziesz żyć dłuuugo (i szczęśliwie) najlepiej przeczytaj ten tekst ze swoim przyjacielem.

5 cech osobowości ludzi, którzy długo żyją

Sumienność

W trwającym 75 lat badaniu wzięło udział 300 zaangażowanych par przyjaciół, które zapisały się do badania w połowie lat 20-tych. Naukowcy odkryli, że mężczyźni, których przyjaciele uważali za bardziej świadomych – co oznacza, że ​​byli mniej skłonni do podejmowania ryzyka, ale także mieli tendencję do bycia bardziej dokładnymi i wydajnymi – żyli dłużej.

Uczestnicy badania wybrali garstkę przyjaciół, aby ocenić ich osobowość za pomocą 36-stopniowej skali, stworzonej przez psychologa E. Lowell Kelly w 1940 r.. Aby sprawdzić, czy jest ona nadal aktualna, naukowcy porównali ją ostatnio z kilkoma innymi testami osobowości z przeszłości.

Pytania w skali wahały się od ogólnych pytań typu: „Czy jest osobą energiczną?” do bardziej osobistych takich, jak „Jak przyjaciel spełnia swoje obowiązki?”.

Powtórzone później badanie (w latach 1930 r. – 2000 r.) potwierdziło wyniki.

Zarówno kobiety jak i mężczyźni, oceniani przez swoich przyjaciół, jako „sumienni” już w dzieciństwie, żyli dłużej od pozostałych uczestników badania.

Otwartość

W tym samym 75-letnim badaniu wyłoniła się druga cecha związana z długowiecznością. Mężczyźni, którzy wysoko cenili sobie „otwartość” – co oznacza, że ​​byli gotowi poznawać i odkrywać nowe i odmienne pomysły, uczucia i koncepcje – mieli tendencję do dłuższego życia.

Badanie z 2006 roku przeprowadzone na ponad stuletnich Japończykach (osoby w wieku 100-106 lat) również sugerowało, że otwartość związana jest z długowiecznością .

Zdaniem naukowców otwartość i większa wyobraźnia pomagają również dostosować się do strat ponoszonych w podeszłym wieku – pożegnania odchodzącej rodziny, przyjaciół i akceptacji pogarszającego się zdrowia.

Stabilność emocjonalna

75-letnie badanie długowieczności miało nieco inny wydźwięk w odniesieniu do kobiet. Wśród uczestniczek badania najsilniejszym warunkiem długiego życia, była stabilność emocjonalna. Może to częściowo wynikać z tego, że po rozpoczęciu badania (w latach 30. XX wieku), kobiety były stereotypowo przedstawiane, jako wysoce niestabilne emocjonalnie. Być może zaważyło to, na przypisaniu tej cechy jedynie kobietom.

W nowszym badaniu wynik się potwierdził jednak stabilność emocjonalna jako cecha długowieczności dotyczyła zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Życzliwość

Drugą cechą związaną z długim życiem dla kobiet okazałą się życzliwość. Wynik został potwierdzony nowszymi badaniami, przeprowadzonymi wśród 243 mężczyzn i kobiet, w wieku od 95 do 100 lat (z których 75% to kobiety). Badani oceniali w nim siebie, jako osoby „lekko” przyjmujące życie i rzeczywistość, żyjące na luzie.

Zdolność do wyrażania uczuć

Ostatnią cechą mającą zagwarantować długie życie jest zdolność do wyrażania uczuć. Według najnowszego badania osób w wieku  od 95. do 100. lat, osoby te swobodnie wyrażały swoje emocje, śmiały się i były ekstrawertyczne. Jednak ponieważ badanie zostało przeprowadzone jedynie na grupie osób w podeszłym wieku, nie można jednoznacznie ocenić, czy ta cecha nie była związana tylko z wiekiem badanych.

Jaki z tego morał? Żyj lekko, bądź otwarty i życzliwy wobec innych. Śmiej się i płacz, gdy tego potrzebujesz – a będziesz żyć długo i szczęśliwie. Nie trzeba 70-letnich badań, by z tego skorzystać. A jeśli w to nie wierzysz, mimo wszystko spróbuj – w końcu zostało to udowodnione naukowo!


źródło: businessinsider.com


Apel grubasa. 7 rzeczy, których nie chcą słyszeć otyli ludzie

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
13 września 2018
Fot. iStock / shironosov
 

Ala, 31 lat, nauczycielka

– Szlag mnie trafia, gdy kolejny raz słyszę: wcale nie jesteś gruba… Naprawdę mam lustro i wagę w domu, a ta nie wskazuje 60 kg… tylko prawie 40 kg więcej. Naprawdę tak trudno czasem się powstrzymać? No ja pitolę, a co, jestem puchata, nadmuchana jak żaba czy jakby osa mnie użądliła i spuchłam?

– Nie przesadzasz? Przecież chyba nikt cię nie wita hasłem: „wcale nie jesteś gruba”? Może zaczepiasz?

– (śmiech) Nie, nikt mnie nie wita w ten sposób, ale chyba każdemu zdarza się gorszy dzień. Nie może mi się wypsnąć: „Boże, ale jestem gruba” przy koleżance tak jak innym kobietom: „Ale mam wory pod oczami”? Rozumiem, że ktoś chce mnie pocieszyć, ale na miłość boską, to trochę jakby komuś łysemu mówić: „Nie stary, przecież ty nie jesteś wcale łysy”…

Kasia, 41 lat, księgowa

– Najbardziej nie lubię tego gapienia, szczególnie jeśli gdzieś wychodzę z mężem. Zamiast być na randce, ciągle napotykam speszone spojrzenia. Mam wrażenie, że ludzie nagle uciekają wzrokiem, bo jeszcze sekundę wcześniej myśleli: „Ale gruba, Jezu, ciekawe, co zeżre…”. Nie przesadzam. Niektórzy się nie krępują i dyskutują o tym przy stoliku… A wiesz, co się dzieje, jak grubas publicznie je warzywa? „Tja, sałatka, a w domu sobie poprawi… jakby jadła sałatki, to by taka tłusta nie była”.

Jola, 46 lat, przedstawiciel handlowy

– To wkurzające, dla grubasa jest dużo takich irytujących rzeczy. Bo grubas nie jest upośledzony umysłowo, rozumie, wie, słyszy, zazwyczaj ciągle z czymś walczy. Ale dla ludzi jest osobliwością i własnością społeczną, zupełnie tak jak traktujemy w naszej kulturze ciężarne kobiety i młode matki.

Bo skoro grubas jest gruby (ojej, jakie to nieładne słowo), to znaczy, że nie wie, jak już grubasem nie być lub, co gorsza, lubuje się w swoim tłuszczu.

Jestem eks-grubaską, wiem i rozumiem, jak można się doprowadzić do „takiego stanu”. Wiem, jak trudno to zmienić, zrozumieć, znaleźć pomoc i siebie samego – gdzieś tam na dnie tych wszystkich fałd i kompleksów. I wiem, jak łatwo jest chrzanić głupoty, jeśli nigdy w podobnej sytuacji się nie było. Po latach większość tych rzeczy spływa po mnie jak po przysłowiowej kaczce. Na szczęście „gruba skóra” została.

*

Każda z nich jest inna. Ma inne życie, inne cele. Każda na planecie Dieta była milion razy i spotkała niekończące się rzesze dobrych Samarytan, którzy przecież tylko chcieli pomóc, pokrzepić i być miłym. Zazwyczaj tylko po to, by w domowym zaciszu lub w towarzystwie móc pochylić się nad smutną historią kolejnego ohydnego grubasa, a fuj.

Znam je. Wspaniałe matki, kobiety, zdolne graficzki, wytrwałe nauczycielki, zmęczone, samotne i te kochane miłością, godnej pozazdroszczenia. Ekonomistki, psycholożki, pielęgniarki, kwiaciarki – dla innych to bez różnicy, dla obcych zazwyczaj są tylko „tą grubą babą” z kadr, poczty i apteki…

„Taka wykształcona, a tak się zapuściła”.

„Ciekawe z czego jest taka gruba, przecież oni nie mają pieniędzy ciągle”.

„Jak można być takim grubym przy małych dzieciach, ja nawet na pięć minut nie mogłam usiąść…”.

Ile razy słyszeliście podobne zdania…?

Tak bardzo boimy się grubasów, że chcielibyśmy ich za wszelką cenę uleczyć. Nie przeszkadza nam w tym nawet fakt, że żaden z nas doktor House. Czasem lepiej ugryźć się w język i uzmysłowić sobie, że nasze dobre rady – to jedna wielka bujda na resorach. Porozmawiałam z kilkoma kobietami, tymi otyłymi i z nadwagą, i tymi, które zapłaciły bardzo wysoką cenę, za powrót do zdrowia. Tak powstał „Apel grubasa”. Zapamiętaj, że grubas, którego się boisz, naprawdę nie chcę słyszeć tych zdań!

Apel grubasa. 7 rzeczy, których nie chcą słyszeć otyli ludzie

Nie rozumiesz mnie, jeśli nigdy nie byłeś grubasem. Zazwyczaj też mnie nie znasz, a jednak nie przeszkadza ci to się nade mną litować lub rugać mnie, jak nieposłuszne dziecko. Tak jestem otyła, a jednak nie przestaje przez to być człowiekiem. Takim, jak ty – choć to porównanie przyprawia cię o gęsia skórkę. Ale pomimo tego wszystkiego, na co się wzdrygasz, nigdy nie mów mi proszę:

„Wcale nie jesteś gruba”

Wiem, że jestem gruba i ty to wiesz, i ten pan – o tam w kącie, też to widzi. Rozumiem, że to dla ciebie kłopotliwe, jeśli nie wiesz, jak zareagować – przemilcz to. I zrozum, że twoje „wcale nie jesteś gruba” nie jest dla mnie ani miłe ani budujące. Też czuje zakłopotanie. Przecież stoimy naprzeciw siebie i oboje wiemy, że kłamiesz…

„ALE jaką masz ładną buzię / piękne oczy”

Dlaczego to nie jest taktowne? Za każdym „ale jesteś”… kryje się: „jesteś bardzo gruba, wszyscy o tym, myślimy, ale z pewnością, znajdzie ktoś, kto coś w tobie kiedyś polubi”. Szczególnie, gdy pocieszanie ma na celu posklejanie złamanego serca.

Mąż cię zdradza i wyzywa od tłustych – nie szkodzi, przecież masz piękne oczy… – czy teraz mnie rozumiesz? My naprawdę jesteśmy napiętnowani.

„Chyba schudłaś?”

No właśnie nie, ale zapewne jestem tak bardzo gruba, że nie możesz przestać o tym myśleć. Czy naprawdę nie ma we mnie niczego, co można komplementować, jeśli tak bardzo chcesz to zrobić?

Jeśli chcesz mi sprawić przyjemność, po prostu powiedz, że ładnie/dobrze wyglądam. Jeśli będę chciała rozmawiać o mojej wadze, z pewnością pochwalę się sukcesem.

Jestem czymś więcej niż kilogramami… zauważ to.

„Ale z niego oblech/tłuścioch/prosię”

Nie chcę byś w mojej obecności wyśmiewał się z grubasów, bo jak mam się poczuć? Nieważne, że TY byś o MNIE nigdy tak nie powiedział. Za każdym razem, kiedy komentujesz „tę grubą świnię” dajesz mi gwarancję na to, że świat taką mnie widzi. Że dla kogoś ja jestem obleśna, tłusta i głupia. I tych ktosiów, jest bardzo dużo…

To kwestia kultury osobistej, czy oceniasz i wykorzystujesz jako broń czyjś wygląd. A ta nie działa wybiórczo.

„Najważniejsze, że tobie to pasuje”

Z pewnością każdy grubas już od przedszkola marzył o tym, by grubasem zostać. Zastanów się czasem zanim mi to powiesz. Skąd to przeświadczenie, że wiesz, co czuję i czego chcę? Przecież to zdanie rani głęboko ukrytym znaczeniem prosto w serce.

Czy mam je rozumieć właśnie tak: „Taki jestem tolerancyjny, że nawet twoja okropna tusza mi nie przeszkadza”? Czy to łaska?

„Powinnaś wiedzieć, że nie chodzi tylko o wygląd!”

„Nie możesz tego jeść, zabijasz się”,  „A próbowałaś tej diety, bo znajoma to na niej 10 kg zrzuciła…”- możesz mi uwierzyć, że większość z nas ma olbrzymią wiedzę na temat żywienia, diet i ćwiczeń. Zapytasz, dlaczego w takim razie wciąż jesteśmy grubi? To trochę tak, jakbyś dziwił się choremu na depresję, że się smuci, skoro wie, że to niezdrowe. A ty, dlaczego nie rzucisz palenia, nie przestaniesz pić. Nikt nie podchodzi do ciebie w restauracji, gdy zamawiasz kieliszek wina, z wizytówką grupy AA. Dlaczego więc obcy ludzie potrafią bez skrępowania wykrzykiwać mi numer telefonu do świetnego dietetyka, gdy idę ulicą?

To jest głęboko w głowie i zapędza cię w miejsce, z którego trudno jest wrócić. Nagle okazuje się, że,  aby schudnąć, powinieneś rzucić absolutnie wszystko: pracę, opiekę nad dziećmi, szkołę, wszystko. I z tym olbrzymim ciężarem, który na każdym kroku pokazuje ci, jak marne masz szanse na sukces, ćwiczyć, liczyć kalorie, ćwiczyć. Otyłość, dieta 800  kcal i trzy godziny ćwiczeń na siłowni – codziennie, czy potrafisz sobie to wyobrazić, jak sprawny i zdrowy człowiek miałby temu podołać? Tygodniami, miesiącami, bez odpoczynku. A niesprawny grubas? To nie wymówki, ale to, co dla ciebie jest meczące, dla mnie bywa barierą nie do pokonania.

I nie piszcie mi proszę, że skoro chcę być gruba, to nie powinnam się tak oburzać, że promuje chorobę. Czasem jesteśmy chorzy, czasem zagubieni, innym razem ukrywamy pod tuszą mroczne sekrety, z których pokonaniem nie radzą sobie najlepsi terapeuci. Ale prawie wszyscy ogromnie w tym cierpimy. Całe grube życie próbujemy zasłużyć na bycie ludźmi.

Zawsze i od zawsze walczymy ze sobą. Kobiety tyją duszą… Najpierw trzeba tę duszę odzyskać, by jakakolwiek dieta pomogła.


Wysłuchała: Hanna Szczygieł

Imiona bohaterek zostały zmienione.

 


Kiedy serce nie płacze, szlocha twoje ciało. O emocjach

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 września 2018
Fot. iStock/eclipse_images

Ktoś kiedyś powiedział, że nasze emocje są częścią naszego ciała. I jest w tym powiedzeniu mnóstwo prawdy. Zaburzenia lub zmiany w obrębie naszego organizmu i ciała mogą objawiać się na różne sposoby i być bezpośrednio związane z czynnikami psychologicznymi.

I tak, na przykład, zdaniem psychologów, choroby układu trawiennego, takie jak zespół jelita drażliwego są związane z gniewem i agresją. Choroby sercowo-naczyniowe przypisuje się częstym histeriom, zbytniemu podekscytowaniu, nadwrażliwości i ogólnej nerwowości. Zaburzenia układu oddechowego wiążemy z depresją, bo gdy cierpimy z powodu tej choroby oddech jest często płytki, a lęk staje się duszący. Choroby endokrynologiczne są spowodowane zaburzeniami równowagi emocjonalnej, takimi jak lęk, sceptycyzm i chorobliwa zazdrość.

Choroby układu moczowo-płciowego wiążą się ze strachem, brakiem poczucia własnej wartości, nieśmiałością i rozpaczą. Choroby dermatologiczne rozwijają się, gdy mamy trudności z komunikacją lub zbytnio dominujemy nad innymi.

Kiedy emocje są ciche, ciało krzyczy

Fizyczna manifestacja choroby i jej dalszy rozwój zależą od naszego nastroju i sposobu, w jaki stawiamy jej czoła. Dowiedziono, że w przypadku nowotworów uczenie się radzenia sobie z emocjami i odzyskanie pewnej równowagi emocjonalnej pomaga pacjentowi wyzdrowieć.

Blokowanie emocji sprawia natomiast, że cierpimy jeszcze mocniej. To, co ma nas chronić przed cierpieniem, być barierą, odrzuceniem, powoduje, że jeszcze mocniej zamykamy się w sobie, a nasze ciało silniej odczuwa ból i zmęczenie fizyczne. Takie zachowanie nie chroni ich, ale ma poważne konsekwencje kliniczne i społeczne.

Warto podjąć naukę radzenia sobie z trudnymi emocjami, zamiast ich unikać. Taka umiejętność zaprocentuje lepszym samopoczuciem psychicznym, ale także lepszą kondycją fizyczną.


Na podstawie: nospensees.fr


Zobacz także

Idealny hummus? Przygotuj go sama w domu

Opublikowano czarną listę kosmetyków. Mogą zawierać substancje toksyczne, które powodują silne alergie i podrażnienia

„Cierpienie uczyni mnie lepszym człowiekiem.” Dlaczego karzemy – siebie i innych ?