12 rzeczy, które tracisz próbując zadowolić wszystkich wokół

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
1 sierpnia 2017
12 rzeczy, które tracisz próbując zadowolić wszystkich wokół
Fot. iStock / Tharakorn
 

Masz czasem wrażenie, że to całe bycie miłym dla innych zaczyna cię zjadać? Że każdy napotkany człowiek próbuje wyssać z ciebie, jak najwięcej się da? Być może wina jest i po twojej stronie. Jeśli skupiasz całe swoje życie wokół innych, ci chętnie z tego skorzystają. A ty?

A ty stracisz więcej, niż możesz się spodziewać próbując zadowolić innych ludzi.

Znasz takich ludzi, którzy nie potrafią znieść myśli o nieprzychylności drugiego człowieka? Potrafią postawić w stan gotowości cały świat, wylać siódme poty i oddać wszystko, byleby tylko poczuć się lubianym. Zdarzają się wszędzie. Czasem sami nimi jesteśmy – na chwilę lub na dłużej.

Bywa, że przez tych parę chwil rozpaczliwej walki o uznanie czy akceptację w nowej grupie, tracimy więcej niż przez całe dotychczasowe życie. Cierpimy, bo w takim życiu dla innych nie ma już miejsca na życie dla nas. Nasze życie. Prawdziwe.

Z wartościami, które są dla nas ważne. Z ulubionym deserem, filmem w kinie i pomysłami na zebraniu w pracy. Z porażkami i świadomością, że są na tym świecie osoby, które nigdy nas nie polubią i nie muszą. Gorzej, gdy z tych wszystkich rzeczy, nieświadomie rezygnujemy na bardzo długi czas, na zawsze. Gdy całe swoje życie podporządkowujemy innym.

Wtedy tracimy znacznie więcej niż „charakter”.

12 rzeczy, które tracisz próbując zadowolić wszystkich wokół

Tracisz niezależność

Jesteś celem manipulacji i będziesz tak długo, jak długo nadmiernie będziesz próbował zdobyć sympatię całego otaczającego świata. Kogoś, komu bardzo zależy, bardzo łatwo jest zmanipulować. Wystarczy tylko odpowiednia marchewka

Tracisz spokój

Trudno ci się zdystansować i z ochotą bierzesz na siebie odpowiedzialność za cudze emocje. To nie działa. Odpowiedzialność za cudze zachowanie i uczucie nie może być twoja. To niszczy.

Tracisz siebie

Zawsze twoje potrzeby i przyjemności lądują na szarym końcu. Przedkładasz potrzeby innych nas swoje. Zawsze.

Tracisz energię

Kto by jej  nie stracił, robiąc tyle nadprogramowych rzeczy.

Tracisz swoje wartości

Tak wiele cudzych wartości i priorytetów już wrzuciłeś sobie na plecy, że czasami na twoje już nie starcza czasu, siły, chęci. Właściwie trudno ci bez zastanowienia odpowiedzieć co jest najważniejsze DLA CIEBIE, a nie wszystkich wokół.

Tracisz czas

Bo ciągle biegasz z listą zadań do wykonania. Dlaczego? W końcu, zawsze jest coś, co musisz DLA KOGOŚ zrobić…

Tracisz wolność

Masz ciągłe poczucie obowiązku i odpowiedzialności. Za innych, ich sukcesy i porażki.

Tracisz asertywność

Przecież, jak mógłbyś odmówić, szczególnie, gdy ktoś przeżywa trudny lub ważny moment w swoim życiu.

Tracisz stanowczość

Zaczynasz za wszystko przepraszać, tak jest bezpieczniej i łatwiej zjednać sobie ludzi. Ciągle zastanawiasz się, czy niechcący kogoś nie uraziłeś.

Tracisz pewność siebie

Ciągle zbyt surowo się oceniasz, wciąż czegoś od siebie wymagasz. nie dla siebie, dla innych. Przecież wiesz, że gdybyś się postarał, mógłbyś dać z siebie jeszcze więcej.

Tracisz radość

Gdzieś głęboko czujesz żal, czujesz się wykorzystany przez życie. Dajesz i dajesz, hojnie, bez pytań i zastanowienia – a jednak w zamian nic do ciebie nie przychodzi.

Tracisz motywację do własnego rozwoju

Bo to kim TY jesteś, przestaje być priorytetem. TY możesz zaczekać, na „swój czas”.

Tracisz…

… i będziesz tracić coraz więcej. Ten wyścig o uznanie innych, nie ma swojej mety. 

Czasem najtrudniej zauważyć, że żyjesz już dla innych, nie dla siebie. Dobro zawsze wraca, ale dotyczy to też dobra, które czynisz dla samego siebie. Nie próbuj zadowolić wszystkich wokół, nie ma to najmniejszego sensu. I tak, zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony.

Jeśli czujesz, że twoje życie zmierza w takim kierunku i mógłbyś się podpisać pod tymi stratami, uważaj. Każdego dnia coraz mniej miejsca zostawiasz dla siebie, jesteś jak kameleon, który musi dopasować się do otoczenia. A przecież w życiu nie o to chodzi. Od dziś zacznij szukać siebie.


Poruszający film, który pokazuje, że w miłości – bez względu na orientację seksualną – warunki dyktuje nasze serce

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
1 sierpnia 2017
fot. screen z YouTube/ In a Heartbeat Animated Short Film
 

Pierwsze, szczenięce miłości to nie tylko wielkie porywy serca, ale także niepewność i strach przed odrzuceniem. Jeszcze trudniej jest, gdy jesteś nastoletnim chłopcem, który zakochuje się w swoim koledze i musi skonfrontować się nie tylko z obiektem swoich westchnień, ale także wrogo patrzącym otoczeniem. Pięknie pokazali to twórcy krótkometrażowego filmu „In a heartbeat”, który wzruszył internatów i udowodnił, że miłość nie potrzebuje (wielkich) słów.

Wobec miłości i zauroczenia drugą osobą wszyscy  jesteśmy bezbronni – bez względu na nasz wiek, pochodzenie, status społeczny, doświadczenia czy orientację seksualną. Nasze serce zaczyna dyktować warunki i decydować za nas – lub tak jak w tej krótkometrażówce, wyrywa się nam z piersi i zmusza nas do podążania jego śladem. Choć w filmie nie pada ani jedno słowo, to nic nie pozostaje niedopowiedziane i trudno jest się nie rozczulić i wzruszyć.

Twórcy animacji Beth David i Esteban Bravo stworzyli swój projekt w ramach pracy dyplomowej w college’u. W swoim filmie odwołują się do wielu emocjonalnych przeżyć, z którymi mogą utożsamiać się widzowie –  bezradność szczenięcej miłości i pierwszych zauroczeń, nastoletnie przerażenie, że zostanie się uznanym za homoseksualnego, krytyczne opinie rówieśników, gdy zdecydujesz się na comingout, a także komfort wynikający z przekonania, że nie jesteś sam.

fot. screen z YouTube/ In a Heartbeat Animated Short Film

fot. screen z YouTube/ In a Heartbeat Animated Short Film

Twórcy są zaskoczeni i zadowoleni z pozytywnego odbioru, który udowodnił im, że istnieje potrzeba poruszania tematów LGBT (z ang. Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender, czyli dotyczących Lesbijek, Gejów, Biseksualistów oraz osób Transgenderycznych) w sposób bezstronny i pozytywny. Mają tez nadzieję, że film przyczyni się do większej otwartości, tolerancji i akceptacji w tym temacie.

Bez względu na intencje twórców, ta czterominutowa animacja w piękny sposób pokazuje jak rodzi się miłość i jak bardzo na nas oddziałuje. Bez względu na poglądy i orientację seksualną, warty jest zobaczenia.

Na podstawie: www.upworthy.com


Odchodząc od niego bądź uczciwa wobec siebie, odpowiedz sobie szczerze na kilka pytań. Czy na pewno to najlepsza decyzja?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
31 lipca 2017
Fot. iStock/Neustockimages

To już pewne, decyzja zapadła. Odchodzę. O D C H O D Z Ę. Cedzisz w myślach, mówisz głośno, choć nadal w tobie mnóstwo wątpliwości, których usłyszeć nie chcesz. Bo jeśli je tylko do siebie dopuścisz, to wiesz, co się stanie, będzie tak jak zawsze – nagrozisz się, naobiecujesz, że teraz już naprawdę znikasz z jego życia i… nic się nie zmieni.

Dlaczego? Bo nie wiesz, czy na pewno tego chcesz, bo być może nie ufasz sobie i boisz się, że źle nazywasz uczucia, mało trafnie ponownie oceniasz sytuację. Odejść od kogoś po latach związku, to zawsze trudna decyzja, ona nigdy nie przychodzi łatwo, nigdy nie dzieje się tak, że budzisz się rano i masz 100% pewność, że właśnie dzisiaj, właśnie w tym dniu spakujesz się i wyjdziesz, porzucisz ostatnie lata swojego życia, przyznasz się do porażki i pogodzisz się ze stratą. Bo każde odejście to strata, strata marzeń, oczekiwań, wyobrażeń o tym, jak będzie wyglądać nasze życie za rok, za pięć lat, za dziesięć. To też porażka, bo choć najchętniej całą winą obarczyłabyś jego, to jeśli dojrzałaś do rozstania, wiesz, że to nieprawda, że wina leży gdzieś po środku, że tak naprawdę oboje prowadziliście ten związek tak, by stanął w miejscu, w którym jesteście dziś. A dziś już nie ma fajerwerków, już nie ma radości, zabawy, nie ma nawet łez i pretensji, jest obojętność, pogodzenie się z tym, że się nie udało, że nie daliście rady udźwignąć wspólnego życia, że rozczarowaliście się sobą nawzajem. To jest cholernie trudne.

A ty masz prawo mieć wątpliwości. Często od tej jednej decyzji nie ma odwrotu, zamykacie za sobą drzwi i koniec, przekreślacie wszystko to, co między wami było, a przecież nie było tylko źle…

Nim odejdziesz, nim zdecydujesz się na ten ostateczny krok, odpowiedz sobie na kilka pytań:

Czy zrobiłaś wszystko, żeby ratować ten związek?

Choć w pierwszy momencie możesz się oburzyć, powiedzieć, że zrobiłaś wszystko, że dlaczego to ty masz coś robić, a nie on się starać? Okej, zgadza się, ale to ty będziesz żyła dalej z poczuciem, że być może można było coś jeszcze zrobić, spróbować porozmawiać, iść na terapię albo zmienić terapeutę. Nie rozliczaj, ile on zrobił, myśl o sobie, bądź wobec siebie uczciwa. Jeśli masz poczucie, że nic więcej już nie możesz, że zrobiłaś absolutnie wszystko, wszystko, żeby ten związek uratować – odejdziesz bez poczucia winy, że być może gdzieś jakąś szansę przegapiłaś.

Jakie uczucia towarzyszą ci przy odejściu?

Nie ma co ukrywać, że decyzja o odejściu pada w afekcie. Kiedy jesteś zła, rozżalona, rozczarowana, kiedy przez niego płaczesz lub gdy jesteś tak wściekła, że trudno nad złością ci zapanować. Jest jedna rada: poczekaj. Prześpij się z tą decyzją jedną, może nawet kilka nocy. Zdradził cię, skrzywdził, flirtuje z innymi kobietami, a ty się właśnie o tym dowiedziałaś i od razu podjęłaś decyzję o zakończeniu związku? Nie odchodź pod wpływem emocji, działając kompulsywnie, choćby nie wiadomo, co się zdarzyło, choćby ci się wydawało, że w jednej minucie świat ci się zawalił, poczekaj. Złap oddech i pomyśl na spokojnie, co w tej sytuacji jest dla ciebie najlepsze.

Czego brakuje ci w tym związku?

Spójrz na wszystko, czego w swoim związku nie lubisz. Potrafisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czego ci brakuje? Czego nie wystarcza? Te pytania mogą cię wkurzać, ale odpowiedzi na nie pokażą ci, czy coś z deficytami możesz zrobić, czy są one pod twoją kontrolą. Jeśli nazwane problemy leżą tylko i wyłącznie po stronie twojego partnera, nie masz na nie wpływu. Jeśli on nie chce (w przeciwieństwie do ciebie) zmobilizować się do działania, do zmiany, do wyjścia naprzeciw twoich potrzeb, możesz wyjść, ale możesz też to zaakceptować – to co wybierzesz, będzie dla ciebie najlepsze.

Dlaczego tak naprawdę odchodzisz?

Czy wiesz, czemu odchodzisz? Czy kiedykolwiek odpowiedziałaś sobie szczerze na to pytanie? Każda ważna decyzja w twoim życiu musi być zgodna z tobą, z tym co czujesz, musi nieść spokój, a nie strach i ucisk w żołądku. Powodów odejścia mogą być dziesiątki, możesz odchodzić, żeby jemu zrobić na złość, by go skrzywdzić, dla dzieci, by pokazać światu, że można. I okej, ale jaki powód jest twój, dlaczego to robisz dla siebie? Znasz odpowiedź? Czy potrzebujesz jeszcze trochę czasu?

Wyobraź sobie siebie za pięć lat

Wierzę w takie wizualizacje, w wyobrażanie sobie, jak – gdy podejmę taką, a nie inną decyzję – będzie wyglądać moje życie za pięć lat. Czy będzie we mnie nadal żal i złość, czy może będą bardzo daleko od miejsca, w którym jestem dzisiaj? To bardzo ważne zobaczyć siebie za te kilka lat, przyjrzeć się uważnie swoim emocjom, planom, by świadomie wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje.

To nigdy nie jest łatwe. Znam kobiety, które odchodziły bardzo długo, znam takie, które odeszły pod wpływem chwili. Są te, które czasami żałują, że nie zawalczyły, że nie dostrzegły tego, co w ich związku było dobre, tylko skupiły się na brakach. Znam też te, które dzisiaj są szczęśliwe i uważają, że odejście było najlepszą decyzją w ich życiu. A ty? Stoisz przed taką decyzją? Warto przemyśleć ją w szczegółach, rozłożyć na czynniki pierwsze, by móc pójść dalej – albo samej, albo walcząc o to, co może jeszcze wami się tli


Zobacz także

Jak powoli tracisz swoje życie. 20 sygnałów współuzależnienia

10 rzeczy, w które powinny zainwestować pary, by poprawić swój związek

8 najczęstszych, toksycznych przekonań, których większość z nas uważa za coś normalnego