11 sposobów na wzmocnienie więzi pomiędzy rodzeństwem

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
31 sierpnia 2017
fot. iStock/ DzoPhotography
fot. iStock/ DzoPhotography
 

Życie z rodzeństwem bywa trudne. Młodsze bywa kulą u nogi i najchętniej byśmy się go pozbyli, starsze to często istne utrapienie i przyczyna niejednego płaczu. Ale mimo wszystko, pomimo kłótni, skarżenia rodzicom i głupich żartów, to najbliższe i najważniejsze nam osoby, jedne z pierwszych relacji, jakie przyjdzie nam w życiu stworzyć. Świadomość, że gdzieś jest osoba, które zna nas na wylot, rozumie i akceptuje, jest niezwykle cenna. Jak zatem wzmocnić więzi pomiędzy rodzeństwem i pomóc im w zbudowaniu dobrych relacji? Oto 11 cennych wskazówek.

Buduj więź między dziećmi od samego początku

Przygotuj starsze rodzeństwo na pojawienie się na świecie nowego członka rodziny, zaangażuj je w przygotowania – ale na tyle, na ile zechce, to nie ma być niania czy służący! Nie ukrywaj młodszego brata lub siostry i nie separuj dzieci (znam takie przypadki!), ucz ich życia razem od samego początku i pracuj nad stworzeniem rodzinnych więzi. Pamiętaj, że zazdrość o malucha jest czymś normalnym – w końcu nagle jakiś noworodek kradnie uwagę rodziców i wszyscy się nim zachwycają! Chwal dzieci, postaraj się wygospodarować odrobinę czasu sam na sam, przytulaj i zapewniaj o miłości.

Przestań powtarzać im, ze mają się kochać i przyjaźnić

Nawet najsmaczniejsze i najlepsze ciastko przestaje nam smakować, gdy ktoś wciska nam je siłą. Może za często powtarzasz dzieciom, że mają się kochać, zostać przyjaciółmi, zbliżyć do siebie? Taka presja i oczekiwania ze strony dorosłych może wywołać zupełnie odwrotny efekt! Więź między rodzeństwem stworzy się naturalnie, tylko daj dzieciakom odpowiednią przestrzeń i swobodę.

Organizuj rodzinne aktywności

Spędzajcie czas razem, wszyscy, całą rodziną. Gry planszowe, wspólne spacery, kino domowe, wycieczki, mecze, rodzinne gotowanie – co tylko przyjdzie wam do głowy. Jeśli wzmocnicie więzi rodzinne i dacie dobry przykład poprawnych relacji, gestów miłości i zaangażowania, to dzieci nauczą się tego z obserwacji i stosunki pomiędzy nimi ułożą się naturalnie.

Twórz wasze małe rytuały i tradycje

Tradycje i rytuały są bardzo ważne, bo dzięki nim mamy poczucie bliskości, tego, że łączy nas coś wyjątkowego, unikatowego. Przenosimy je z pokolenia na pokolenie, wspominamy z uśmiechem i radością. Postaraj się stworzyć coś, co połączy waszą rodzinę – wspólne śniadania, niedzielne spacery w wyjątkowe miejsce, piątkowe wieczory gier, rodzinne gotowanie w każde święta?

Powierz im wspólne zadania

Nic tak nie łączy jak wspólna praca – może zdarzy im się pokłócić przy jej wykonywaniu, ktoś się obrazi, ktoś będzie nieco lenił, ale ostateczny wynik i duma z pochwał rodziców (nie zapomnij o tym!) połączy dzieciaki bardziej niż prośby i groźby. Daj im szansę na nauczenie się współpracy i współdziałania, wzajemne poznanie.

Jak bracia i siostry wpływają na nasz charakter? 9 rzeczy, które zawdzięczamy rodzeństwu

Fot. iStock / ArthurHidden

Nie wtrącaj się w ich konflikty (w miarę możliwości)

Nie postrzegaj kłótni jako coś złego, strasznego, co nie powinno mieć miejsca. Rodzeństwa się kłócą. Czasami często, nawet bardzo często. Pozwól dzieciom, w miarę ich możliwości, rozwiązywać nieporozumienia samodzielnie – w ten sposób uczą się cennych rzeczy, które pomogą im w relacjach z innymi. Staraj się nie stawać po żadnej ze stron, bo ktoś poczuje się skrzywdzony i oszukany, a to z pewnością nie wpłynie dobrze na stosunki między dziećmi. Wkraczaj dopiero wtedy, gdy widzisz, że naprawdę nie dają sobie rady i sytuacja przybiera zły obrót.

Pozwól na indywidualizm

Choć twoje dzieci mają podobne DNA i to samo wychowanie, to jednak nie muszą być do siebie podobne! Pozwól im na indywidualizm, posiadanie własnych charakterów i odrębnych cech. Nie traktuj jak klony i nie zakładaj, ze skoro Staś lubi czekoladę, to Jaś też musi – nic nie musi, w końcu to zupełnie inny człowiek!

Nie porównuj!

Bo od porównywania na pewno więzi się nie wzmocnią. Jeśli ciągle powtarzasz, że Krzyś mógłby być bardziej jak jego brat, powinien brać z niego przykład albo narzekasz, że jest zupełnie inny od rodzeństwa, to działasz na niekorzyść relacji między dzieciakami. Krzyś zacznie obwiniać o twoje narzekanie brata i zamiast miłości zacznie odczuwać niechęć.

Naucz szanowania granic i przestrzegania zasad

Nawet pomiędzy braćmi i siostrami istnieją pewne nieprzekraczalne granice – każdy ma przecież prawo do swoich spraw osobistych. Trzeba to uszanować i przestrzegać pewnych zasad. Nawet siostrze nie wolno szperać w osobistych rzeczach, brać czegoś bez pytania czy plotkować na jej temat. Brat ma prawo do pobycia samemu, spotykania się ze swoimi znajomymi bez rodzeństwa czy samodzielnego hobby.

Pamiętaj, że są rzeczy wspólne i osobiste

Bardzo często każemy dzieciom dzielić się z rodzeństwem i pamiętać o bracie czy siostrze, ale czasami zapominamy o tym, że przecież nie wszystko musi być wspólne! Jeśli starsze rodzeństwo będzie zmuszone do podzielenia się ukochanymi zabawkami z młodszymi i w zasadzie nie zostawimy im już nic własnego, to nic dziwnego, że nie będą pałać do brata lub siostry miłością.  Naucz dzieci, że nawet w rodzinie są rzeczy wspólne i osobiste.

Dawaj dobry przykład

Cóż, nie od dziś wiadomo, że dzieciaki zrobią tak, jak my robimy, a nie jak im powiemy. Czy dajemy im dobry przykład relacji między rodzeństwem? Czy z własnym bratem lub siostrą mamy dobre kontakty? Może warto spotykać się częściej, dzwonić do siebie nawzajem tak po prostu, bez konkretnej przyczyny, okazywać sobie uczucia? Zorganizuj mały zjazd rodzinny, wspólne święta, weekendowy wyjazd. Powspominajcie stare czasy, rozwiążcie problemy, które dręczą was od dłuższego czasu, postarajcie się wybaczyć minione spory. Życie jest zbyt krótkie, a zdanie „śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” zbyt prawdziwe – zadbajmy o dobre relacje z naszymi najbliższymi i dajmy dzieciakom najlepszy możliwy przykład.


Toksyczna pomoc szkodzi. Czasem, żeby naprawdę komuś pomóc, trzeba przestać pomagać

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
31 sierpnia 2017
Fot. iStock/lolostock
Fot. iStock/lolostock
 

Pomagamy, aby żyć w zgodzie ze sobą, odczuwając taką wewnętrzną potrzebę lub chcąc odkupić własne przewinienia czy spłacić dług wdzięczności. Gotowość do pomagania jest postawą godną pochwały, ale nie zawsze wskazaną. Czasem lepiej zatrzymać się na chwilę i pozwolić komuś na potknięcie.

Czasem, aby pomóc naprawdę, trzeba się wstrzymać od udzielenia natychmiastowej pomocy

Toksyczna pomoc dotyczy sytuacji, w której rozwiązanie problemów innej osoby nie daje prawdziwej szansy stawienia czoła wyzwaniom. W ten sposób rozwiązujemy problem krótkoterminowo, nie dając możliwości nauki samodzielnego działania, a także ponoszenia konsekwencji. Utwierdzamy w przekonaniu, że nie trzeba się starać, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto chętnie pomoże. Nie zawsze wskazane jest bycie dobrym samarytaninem i wyręczanie innych w pokonywaniu wyzwań zwyczajnego życia. Lepiej jest dać przysłowiową wędkę, czyli pokierować, wskazać rozwiązanie problemu, ale nie wykonywać całości pracę za osobę zainteresowaną.

Nie ma sensu zawsze wyręczać drugiej osoby, skoro może poradzić sobie samodzielnie. Dzięki temu podniesie poczucie własnej wartości, wzmocni swoje umiejętności i pokona lęk przed tym, co do tej pory wydawało się takie trudne. Zdejmując zbyt duży parasol ochronny, dajemy szansę na rozwój, mimo że osoba, która najchętniej udzieliłaby pomocy, może czuć się niepewnie w roli obserwatora, a nie wybawiciela.

Poczucie niemocy towarzyszy osobie, która była ciągle wyręczana

Widać to w przypadku relacji rodzica i dziecka, kiedy rodzić często nadmiernie roztacza parasol ochronny, a w dorosłości dzieci wykazują tendencje do dokonywania wyborów takich, jakich dokonywali opiekunowie oraz oglądania się na mającą nadejść pomoc. W ten sposób utwierdza się brak samodzielności i zdolności decydowania o sobie.

Jeśli chcesz pomagać, rób to mądrze. Nie wyręczaj a współpracuj, pozwalaj rozwijać się drugiej osobie. Podpowiadaj dobre rozwiązania, ale nie wymagaj ich zastosowania, proponuj własne umiejętności i wiedzę, ale nie narzucaj się z tym, co chciałabyś zrobić. Popełniane błędy i złe decyzje wcale nie muszę się zemścić w przyszłości.


 

źródło: exploringyourmind.com


„Jeden mocny drink i jej ciało się rozluźniało, znikało napięcie w karku, nogi stawały się bezwładne”. Tego rozluźnienia potrzebowała…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 sierpnia 2017
Fot. iStock/MarinaZg
Fot. iStock/MarinaZg

Alkoholiczka – myślisz – brudna, zasikana, leżąca pod płotem albo szlająca się z jakimiś podejrzanymi typami. Śmierdzi. Tłuste włosy, szara cera i „mocny” w buzi.

Katarzyna ma 57 lat. Nie piła siedem. Nałóg wrócił, a ona nie ma pojęcia, jak z nim walczyć. Czy chce? Całe życie oddana mężowi – alkoholikowi. Wycierała jego rzygi, podawała rano herbatę z cytryną, żeby lepiej się poczuł, po kryjomu przynosiła ze sklepu piwo, kiedy wiedziała, że nic innego nie postawi go na nogi, a do pracy iść musiał. Zresztą, kryła go przed szefem. Dzwoniła, że źle się czuje, że to pewnie od dzieci się zaraził jakimś świństwem z przedszkola. Nie skarżyła się, ale ludzie mówili, że dzielna, że niejedna już dawno by takiego pijaka zostawiła. A ona jak święta przy nim jest. Sama pracuje, jego ogarnia, a w domu jeszcze trójka maluchów. – Chroniłam dzieci, nie chciałam, żeby widziały ojca pijanego. On się na szczęście jakoś bardzo się nie awanturował. Wracał do domu, często zasypiając tuż przed drzwiami. Musiałam go po cichu wciągać, żeby sąsiadów i dzieciaków nie pobudzić. Jak zarzygany, to myłam go już w łóżku. Dzieciom mówiłam, zresztą, jak rodzinie, że on źle się czuje, musi poleżeć. Córka mi kiedyś wykrzyczała, że nie jest głupia i wie, że ojciec chleje. Dostała ode mnie za to w twarz. Nie mogła mówić o swoim ojcu, że jest pijakiem. Alkoholikiem był. Nadal jest, tyle, że trzeźwym, niepijącym. Kiedy przestał pić, rozwiedliśmy się. Dwójka naszych dzieci była już wtedy na studiach, trzecie w klasie maturalnej.

Przestał pić po tym, jak w szpitalu powiedzieli, że jeśli dalej będzie takie życie prowadził, to dużo czasu mu nie zostało. Spanikował, że jak to – dzieci, żona, dom. I praca, cały czas jakimś cudem ją utrzymywał, był specem w mechanice pojazdowej, auta nie miały dla niego tajemnic, pewnie dlatego szef przymykał oko, na jego alkoholowe wybryki. Zresztą, przecież każdy facet pije. Co to za facet, który nie pije, mięczak i tyle. Poszedł na kolejny odwyk, tym razem skuteczny.

Tylko między nimi zaczęło się psuć. Ona sobie miejsca znaleźć nie potrafiła. On zaczął się jej wtrącać w codzienność, wymagać od niej, oczekiwać. Od niej! Po tylu latach poświęcenia? Po tylu latach, które jemu poświęciła, miał prawo powiedzieć: „nie znam cię”! A co, znał ją tylko w alkoholowych majakach? I nagle to jego wszyscy podziwiali, mówili, że dzielny, że się trzyma, że zawalczył o własne życie, o rodzinę. O jaką rodzinę, do cholery!?! – To ja o tę rodzinę walczyłam przez lata, gdyby nie ja, to nic by nie było… Co się stało? W końcu się rozwiedli, on nie mógł znieść jej wiecznych pretensji, ona jego trzeźwości. Najpierw drink wieczorem, piwko z koleżanką. Od koleżanki do koleżanki. Przestraszyły się, jak nie mogły wejść do łazienki. Waliły w drzwi, a ona się nie odzywała. Jak w końcu mąż jednej z nich otworzył, zobaczyły ją leżącą na podłodze w toalecie. Zalaną w trupa. Nie mającą pojęcia, co się dzieje…

Później była równia pochyła. Zwolnienie od psychiatry z pracy na pół roku, później kolejne. Od koleżanek pożyczała pięć złotych, na wino. Miała wyliczone, ile potrzebuje. Dzieci się od niej odsunęły. O to miała największy żal. Bo przecież ona trwała przy ich ojcu, a teraz jej nikt nie pomoże? Nikt się nad nią nie pochyli? Przestała być dla wszystkich ważna, kiedy on przestał pić. A teraz, gdy to ona pije, każdy ma ją w dupie.

Ogarnęła się. Nie chciała stracić życia. Sięgnęła dna. Zasikaną znajdowali ją pod sklepem osiedlowym znajomi. Ktoś mówił: „Kaśka otrząśnij się, dziewczyno, marnujesz życie. Nie szkoda ci”. – A mogli sobie gadać. Co oni wiedzieli, nie wiedzieli nic o moim bólu, o żalu, o poczuciu niesprawiedliwości, o tym, jak to jest przestać być nagle ważnym, niepotrzebnym.

Tydzień temu ktoś znalazł ją na ławce w parku pijaną. Po siedmiu latach bycia trzeźwą. Tak długo walczyła… Czy będzie dla kogoś na tyle ważna, żeby chciał jej pomóc? Czy ona dla siebie będzie na tyle ważna?

Agnieszka – fajna, ładna i zdolna. Kiedyś marzyła o karierze wokalnej, chciała śpiewać w chórze. Ale ciąża i szybki ślub pokrzyżowały jej plany. Nie, nigdy nie żałowała. Zawsze powtarzała, że dzieci, to najlepsze, co mogło się jej trafić. Włożyła dużo wysiłku w to, żeby ukończyć studia. Wiadomo – dzieci (właściwie jedno po drugim), nauka, dom, mąż – nie jest łatwo, zwłaszcza gdy masz niewiele ponad 20 lat. Ale zawsze mogła liczyć na wsparcie swojej matki. Ojciec zostawił je, gdy była mała. Alkoholik, nigdy nie chciała mieć z nim nic wspólnego. On zresztą z nimi też niekoniecznie. Nie miała pojęcia, gdzie jest. Najważniejsze, że jej rodzina była szczęśliwa. Mama zostawała z dziećmi, gdy ona szła na zajęcia na studiach. Chciała uczyć śpiewu, tak chociaż mogła spełnić swoje marzenia.

Dzieciaki dorastały, kiedy jej koleżanki siedziały w pieluchach, ona właściwie już dzieci do szkoły wysłała. Cieszyła się, że jest taka młoda, a dzieci coraz większe, coraz więcej swobody i czasu dla siebie. Małżeństwo, jak małżeństwo. Raz lepiej, innym trochę gorzej, ale w ogólnym rozrachunku było dobrze. Tak się jej wydawało. Bez wielkich fajerwerków, ale bezpiecznie, a o to bezpieczeństwo chodziło jej najbardziej. To poczucie, że ma na kim polegać.

Zmarła jej mama. To był cios. Tabletki od psychiatry, depresja. Nie była w stanie wstać z łóżka. Przychodziła sąsiadka ugotować obiad, głaskała ją po głowie, znała ją, jak jeszcze była dzieckiem. „Tak nie można, twoja mama tam na górze się martwi” – mówiła. A ona nie wiedziała, jak ma żyć bez mamy, jak mogła ją opuścić, jak mogła tak szybko zniknąć z jej życia, jak ona da sobie radę bez niej. Leki działały, chwilę chodziła na terapię, ale zrezygnowała. Dzieci dały jej siłę. Wiedziała, że to dla nich musi żyć dalej.

To wtedy życie ją ostrzegło: „uważaj”. Ale ona już poszła dalej. Rzuciła się w wir pracy, prowadziła chór, to było dla niej najważniejsze, poza rodziną oczywiście. I kiedy wydawało się, że wszystko wróciło do normy, kiedy dzieci pozdawały matury i poszły na studia ona miała zaledwie 40 lat. Życie stanęło przed nią otworem, to teraz mogła odetchnąć pełną piersią. „Krzysiek ma romans” – usłyszała, choć tak bardzo chciała wierzyć, że tylko się jej przesłyszało. Romans. R O M A N S. Rooo- maaansss. Ważyła w ustach to słowo. Chciała je ubrać w muzykę, odebrać mu siłę, zbagatelizować. Nie dało się. On ma romans. Ma romans z ich wspólna znajomą, która przychodziła do niej na kawę, która była, gdy dzieciaki wpadały do domu po szkole, z którą opijała ich zdaną maturę! To niemożliwe! Rooom-aaansss – nieeemmm-ooożżżliiiwee. A jednak. Jak zawsze puzzle się poskładały. Jego nieobecność, chłód właściwie, przegapiła to. Dzieci, matura, wybór studiów, jej praca. I on, którego było coraz mniej, ich było coraz mniej i to od dawna. Odszedł. Kolejny mężczyzna w jej życiu zostawił ją… Nie mogła zasnąć, żadne ziołowe tabletki nie pomagały. Ale w połączeniu z drinkiem było lepiej. Jeden mocny drink i jej ciało się rozluźniało, znikało napięcie w karku, nogi stawały się bezwładne. Ciężko opierała głowę o zagłówek kanapy. Rozkoszowała się tą chwilą, gdy jej ciało opuszczał niepokój… Chciała w tym trwać. Z czasem jeden drink nie wystarczał, dwa, czasami trzy. Budziła się rano na kanapie, w ubraniu, z rozmazanym makijażem, z pustą szklanką i butelką na stoliku. Nienawidziła tego stolika, on jej kupił kiedyś w prezencie, wiedział, że się jej podoba. Pewnego ranka ze zdumieniem zobaczyła, że stolik jest zniszczony, cały podrapany nożem, nie wiedziała, co się stało. Kiedy nie miała siły rano wstać, dzwoniła do pracy z jakąś wymówką, że musi jechać do dzieci, że źle się czuje, że pewnie jakiś rota… Przesuwała próby chóru, zajęcia na uczelni. Instynkt samozachowawczy kazał jej jednak podnosić się. Wypić szybką szklankę wina i iść, i próbować żyć.

„Pani Agnieszko, nic się nie stało? Pani Agnieszko?” – jak przez mgłę widziała swoich studentów. Gdzie była, co się stało. Toaleta w studenckiej knajpie, a ona z majtkami na kostkach, na podłodze. Poszła na zwolnienie. Jedno, drugie. Kolejne. Była sama jak palec. Dzieci miały swoje życie, oddzwaniała do nich, mówiła, że zapracowana… Nie miała nikogo. Dzisiaj można ją spotkać jak przemyka w za dużej bluzie, kapturze na głowie, z reklamówką, w której dźwięczą butelki… Nie patrzy nikomu w oczy, chce by świat o niej zapomniał. Bo ona nie ma odwagi zapomnieć na zawsze.

Alkoholizm wśród kobiet to nadal temat tabu. To przecież tylko lampka wina, butelka. Jeden drink. Kobiety noszą w przepastnych torebkach butelkę z winem. W bidonach na fit napoje chowają drinki. Przecież są piękne, wymalowane, zadbane. A że chwila załamania. Każdy ma do niej prawo. Dlaczego faceci mogą pić? A kobieta to już nie. „Alkohol mnie rozluźnia” – mówimy. A tego rozluźnienia potrzebujemy najbardziej, tego zrzucenia napięcia, poradzenia sobie ze stresem, ze zdradą, z samą sobą, z niepokojem, który w sobie nosimy… Tylko jedna lampka, jeden drink.


Zobacz także

Fot. iStock/_jure

Odkryj w sobie Superwoman. Czy twój język ciała sprawi, że będziesz silniejsza?

10 cech dojrzałości w związku. A czy ty jesteś już dojrzałą kobietą, taką która...

Dojrzały czy nie? Jak rozpoznać osobę niestabilną emocjonalnie?

Nosi w sobie potwora, który zmienia ją i wzbudza lęk. Potwora zwanego schizofrenią

Nosi w sobie potwora, który zmienia ją i wzbudza lęk. Potwora zwanego schizofrenią