10 niebezpiecznych sygnałów, świadczących o tym, że czas wylogować się z Facebooka. Zrób krótki test

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
27 listopada 2017
Fot. iStock/diego_cervo
 

Nie ma co ukrywać – nasze życie toczy się w mediach społecznościowych. To tam zdobywamy informacje nie tylko o naszych znajomych, ale także wiadomości z kraju i ze świata. Tam pielęgnujemy przyjaźnie i zawieramy nowe. Zdawać by się mogło – normalna sprawa. Uzależnienie od internetu i mediów społecznościowych to jedna sprawa. Gorzej, gdy zaczynamy odczuwać obawę, że jakaś cenną informacja nam umknie. Szczególnie, gdy dotyczy naszych znajomych. FOMO jest już chorobą cywilizacyjną. Jak sprawdzić, czy problem dotyczy także ciebie?

Iza każdy dzień zaczyna tak samo. Jeszcze w łóżku odpala Facebooka. Ostatni raz logowała się tuż przed pójściem spać. Co mogło się wydarzyć przed te ostatnie 7 godzin? Może gdzieś na świecie doszło do zamachu? Może pojawił się nowy viral, który KONIECZNIE trzeba zobaczyć, żeby nie być w tyle? Jej „poranna prasówka” przeradza się w godzinne gapienie się w telefon. Dopiero potem może wstać.

Marta musi wiedzieć, co dzieje się nie tylko na świecie, ale także u jej znajomych (przede wszystkim u tych, których nie lubi). Z chęcią też pokazuje swoje prywatne życie. Każdego dnia udostępnia mnóstwo materiałów, dzięki którym uchodzi za osobę aktywną, oczytaną i ciekawą świata. Ponadto wrzuca zdjęcia swoich stylizacji, lunchu, który zamówiła w knajpie i deszczu za oknem. Lajki poprawiają jej humor, komentarze utwierdzają w przekonaniu, że jej życie jest interesujące.

Czym jest FOMO?

FOMO – angielskiego „fear of missing out”, oznacza silną obawę przed tym, że ominie nas jakaś ważna informacja. To nieprzyjemne uczucie najczęściej kojarzone jest z mediami społecznościowym, gdzie każda wrzutka naszych znajomych jest dla nas cenną wiadomością – gdzie kto spędził wczorajszy wieczór, z kim się bawił i dlaczego ciebie tam zabrakło. To najczęściej przez Facebooka dowiadujesz się, kto spodziewa się dziecka, a kto właśnie się zaręczył. Dzięki udostępnieniom wiesz, że policjanci z Małopolski uratowali małego kotka, a w Hiszpanii rozpoczął się strajk. O ile podchodzisz do wszystkich tych informacji ze świadomością, że bez nich twoje życie się nie zawali, masz szczęście. Coraz więcej z nas cierpi jednak na FOMO – zjawisko, któremu naukowcy przyglądają się z przerażeniem.

FOMO może odnosić się zarówno do faktycznych wydarzeń, jak i komunikacji między przyjaciółmi. Jeśli wszyscy, oprócz Ciebie, znają znaczenie jakiegoś żartu, możesz czuć się nie swojo czy mieć poczucie, że nie nadążasz. To przypomina niepokój, którego doświadczałaś jako dziecko, gdy tylko ty nie miałaś popularnej zabawki lub któraś z koleżanek nie zaprosiła cię na swoje urodziny. Niby nic, jednak powoduje, że większość z nas czuje się społecznymi wyrzutkami.

Czy masz problem?

Andrew Przybylski, naukowiec z Uniwersytetu Essex w Colchester w Anglii, wraz z zespołem badaczy opracował 10-stopniową skalę, umożliwiającą sprawdzenie, czy zmagasz się z FOMO. Naukowcy skupili się głównie na kontaktach międzyludzkich w kontekście Facebooka. Wystarczy przeczytać 10 stwierdzeń i każde z nich ocenić od 1 do 5, gdzie 1 oznacza „wcale mnie to nie dotyczy”, a 5 „doskonale mnie opisuje”.

1. Obawiam się, że inni mają bardziej satysfakcjonujące życie niż ja.

2. Obawiam się, że moi przyjaciele mają więcej ciekawych doświadczeń niż ja.

3. Martwię się, gdy dowiem się, że moi przyjaciele bawią się beze mnie.

4. Denerwuję się, gdy nie wiem, co robią moi przyjaciele.

5. To dla mnie ważne, by rozumieć żarty moich znajomych.

6. Czasami zastanawiam się, czy spędzam zbyt wiele czasu nadążając za tym, co się dzieje wśród moich znajomych i na świecie.

7. Denerwuje mnie, gdy tracę okazję na spotkanie z przyjaciółmi i dowiaduję się o tym po czasie.

8. Kiedy miło spędzam czas, ważne jest dla mnie, by się tym pochwalić w sieci

9. Kiedy nie mogę uczestniczyć w zaplanowanym spotkaniu, jestem zmartwiona.

10. Kiedy wyjeżdżam na wakacje, nadal sprawdzam, co robią moi przyjaciele.

FOMO może zagrażać życiu

Pierwsze ankiety przeprowadzono na grupie 2 tysięcy osób w wieku 22-65 (średnia wieku: 43 lata). Wynik wyniósł 2, co oznacza, że w tej grupie wiekowej FOMO nie jest popularnym zjawiskiem. Inaczej rzecz ma się wśród nastolatków i studentów. Brytyjscy naukowcy sprawdzili to, wykorzystując takie wskaźniki jak: zakres korzystania z Facebooka podczas posiłków, przed pójściem spać i po przebudzeniu. Uczestnicy zostali również poproszeni o wskazanie, jak się czuli podczas korzystania z Facebooka, tworząc ambiwalentną skalę doświadczeń emocjonalnych. Sprawdzano również, jak często uczestnicy korzystali z Facebooka podczas zajęć. Można się domyślić, że osoby bardziej zaniepokojone społecznie, obawiające się, że zostaną pozostawione w tyle, będą wyjątkowo często sprawdzać Facebooka, aby zobaczyć, czy ktoś ich wyklucza z grupy. Jeszcze bardziej ekstremalna była miara sprawdzania Facebooka podczas jazdy. Takie zachowanie jest nie tylko niebezpieczne w rzeczywistości, ale także niepokojące z punktu widzenia zdrowia psychicznego. Przybylski i jego koledzy zauważyli, że ludzie zmagający się z FOMO, znacznie bardziej angażowali się w korzystanie z mediów społecznościowych, a dodatkowo robili to kosztem dobrych ocen i bezpieczeństwa fizycznego.

FOMO a osobowość

David Blackwell z Uniwersytetu w Waszyngtonie wraz ze swoimi współpracownikami sprawdził na grupie 200 osób, czy FOMO ma związek z typem osobowości. Wyniki jego analiz są wyjątkowo ciekawe. Osoby, które są bardziej otwarte, będą prawdopodobnie wykorzystywać media społecznościowe do poszerzania swojego kręgu kontaktów. Neurotycy natomiast bardzo chętnie korzystają z mediów społecznościowych, ponieważ dzięki temu unikają kontaktu twarzą w twarz. Tym, którzy mają tendencję do trzymania się z daleka i nie lubią bezpośrednich interakcji, media społecznościowe pozwalają trzymać ludzi na dystans, pozostając mentalnie obecnymi w ich życiu. Z FOMO zmagają się więc najczęściej ludzie, których niepokoją relacje, ale jednocześnie obawiają się wykluczenia społecznego.

Wewnętrzny przymus ciągłego sprawdzania powiadomień i wiadomości szalenie rozprasza i dekoncentruje. Jesteśmy mniej produktywni i wydolni. Brak umiejętności oddzielania spraw ważnych od nieistotnych sprawia, że stajemy się więźniami własnych telefonów. Taki stres naprawdę jest ci potrzebny?


 

Źródło: Psychology Today/Poradnik Zdrowie


Kumple z dżungli spieszą na ratunek! Czyli na co wybrać się do kina w najbliższy weekend

Redakcja
Redakcja
27 listopada 2017
Fot. Materiały prasowe
 

Przygodowa animacja Kumple z dżungli opowiada historię Maurycego, który wygląda jak pingwin… ale drzemie w nim tygrys! Został wychowany przez tygrysicę i jest  mistrzem Kung Fu. Wraz ze swoimi Kumplami stara się zaprowadzić w dżungli porządek i sprawiedliwość, tak, jak wcześniej robiła to jego mama. Jednak demoniczny koala Igor, wraz ze swoimi najemnymi pawianami, planuje zniszczyć dżunglę… Kumple z dżungli spieszą na ratunek!

W skład misji ratunkowej oprócz Maurycego wchodzą: Rybka Junior – adoptowany syn Maurycego. Miguel, wielki goryl o miękkim sercu – nie należy może do najsprytniejszych kolegów Maurycego, ale jest lojalny i zawsze gotów bić „tych złych”.  Wyrak Gilbert, mózg całej operacji. Ma zawsze w zanadrzu świetne pomysły, które ratują Kumpli z opresji. W Gilbercie skrycie kocha się Batrycja, nietoperzyca, która zawsze gotowa jest ratować słabszych. Tej wesołej gromadzie towarzyszą Al i Bob, ropuchy o całkiem różnych temperamentach. Łączy je namiętność do łykania much. Strzegą kryjówki Kumpli i świetnie gotują.

Źródłem inspiracji dla twórców były filmy, które zapamiętali z dzieciństwa, zwłaszcza amerykańskie i japońskie oraz seriale z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych: Mac Gyver, Drużyna A, Grendizer, Goonies, czy Indiana Jones… oraz ich własne poczucie humoru.

Reżyser tak opowiada o pracy nad powstaniem filmu : Początkowo, podczas pisania pierwszych wersji scenariusza, istniały różne wersje bohaterów, a nawet – różne miejsca akcji. Na przykład w pierwszej wersji Maurycy jest pingwinem zebrowatym i mieszka na sawannie. Jednak ostatecznie został pingwinem tygrysowatym, noszącym wszędzie swoje dziecko w słoiku pod pachą. Stwierdziliśmy, że będzie świetnym przywódcą dla drużyny wariatów, wymierzających sprawiedliwość… Każdy jego towarzysz ma swoje charakterystyczne zalety: na przykład Miguel, który w pierwszej wersji miał być nosorożcem, jest silny, a Gilbert jest inteligentny, ale mają też wady i słabości, jak to w komediach bywa… i tak, stopniowo, narodzili się „Kumple z dżungli”.

Czy Maurycemu i jego kompanii uda się uratować dżunglę będziecie mogli sprawdzić w kinach już od od 1 grudnia.

Kumple z dzungli_B1


Żelki, ciastka, orzechy. Co drzemie w popularnych pojemnikach z żywnością na wagę? Lekarz ostrzega

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
27 listopada 2017
Fot. iStock/JurgaR

Wiadomo – na wagę zawsze taniej. Nie dziwi więc, że ciastka, żelki i bakalie, przechowywane tych ogromnych pojemnikach z dołączoną łopatką cieszą się tak ogromną popularnością. Zanim jednak zdecydujesz się na zakup takich produktów, powinnaś dwa razy się zastanowić. Czy wiesz, kiedy opakowanie zbiorcze zostało otwarte? Jaki jest termin ważności? Ile osób dotykało jedzenia?

Wszyscy wiemy, że o zatrucie pokarmowe nietrudno. Jesteśmy coraz bardziej świadomi zagrożeń dla zdrowia, jakie niesie spożywanie przeterminowanych lub niewłaściwie przechowywanych produktów spożywczych. Chociaż większość z nas dokładnie analizuje skład jedzenia, dostępnego w sklepie czy sprawdza termin ważności, gdy widzimy super okazję „na wagę” – dostajemy małpiego rozumu.

Właściwie w każdym sklepie znajdziemy pojemniki z ciastkami, pralinkami, żelkami i bakaliami na wagę. Różne łakocie można w tej formie dostać także w kinie czy na straganach. Kupowanie „luzem” jest kuszące, ponieważ pozwala zaoszczędzić mnóstwo pieniędzy. Niestety niesie też ze sobą pewne ryzyko.

Włosy, kurz i naskórek

– Wiemy, że osoby zatrudnione w danym miejscu, muszą posiadać aktualne badania sanitarno-epidemiologiczne. Teoretycznie więc na etapie przekładania jedzenia do pojemników nic nam nie grozi. Pytanie jednak brzmi – jak często myte i dezynfekowane są te pojemniki i szpatułki? A to dopiero wierzchołek góry lodowej – wyjaśnia dr Bartosz Pawlikowski, dermatolog i pediatra, konsultant ds. dermatologii w ICZMP w Łodzi.

Nawet w ciągu jednego dnia, po produkty dostępne na wagę mogę sięgać od kilkudziesięciu do kilkuset osób. Pół biedy, jeżeli wszyscy korzystają z dołączonych łopatek. Często jednak nakładamy jedzenie garściami lub najzwyczajniej w świecie – degustujemy. Dlatego też w pojemnikach można znaleźć różnego rodzaju zanieczyszczenia – od kurzu, włosów i naskórka po chorobotwórcze drobnoustroje.

Można oczywiście powiedzieć, że w ten sposób nabieramy pewnej odporności. Takie podejście można jednak poważnie odchorować. Zapewne każdy z nas chciałby, żeby osoby, mające bezpośredni kontakt z jakąkolwiek żywnością, były zdrowe i dysponowały odpowiednimi papierami, potwierdzającymi ten fakt. Dlaczego więc bez żadnego problemu sięgamy po produkty, których mogły dotykać setki osób? Przykre niespodzianki nie powinny więc być zaskoczeniem.

– W ogólnodostępnych pojemnikach możemy znaleźć na przykład włosy, złuszczony naskórek czy roztocza, wprowadzone nieświadomie przez inne osoby. Poza tym, musimy liczyć się z pleśnią lub grzybem, powstałym na skutek niewłaściwego transportu, przechowywania lub upływu czasu – mówi dr Pawlikowski. Nie bez powodu na każdym opakowaniu widnieje nie tylko data ważności do spożycia, ale także informacje typu „po otwarciu przechowywać w suchym i chłodnym miejscu”.

Wymioty, biegunka i szukanie winowajcy

Paranoja? Niekoniecznie. Lista patogenów, które stwarzają poważne zagrożenie dla zdrowia, wywołując szereg nieprzyjemnych objawów, jest dość długa. Pewnie do głowy przychodzi ci głównie Salmonella? No cóż… Na przykład bakteria Clostridium botulinum jadu kiełbasianego czy Campylobacterioza – Campylobacter jejuni powodują gorączkę, osłabienie, bóle brzucha, wymioty i mdłości. – Warto wspomnieć także o Wirusowym Zapaleniu wątroby typu A, gronkowcu złocistym, Listeriozie czy Rotawirusie. Wszystkie te patogeny mogą, w zależności od stanu naszego organizmu, wywołać mniejsze lub większe spustoszenie – ostrzega lekarz.

A co z automatami, w których możemy kupić fabrycznie zapakowane przekąski i napoje w puszkach? O ile spożycie tych pierwszych raczej nie wiąże się z żadnym ryzykiem, puszki warto umyć przed otwarciem. Szczególnie, gdy nie zamierzamy przelewać napoju do szklanki. Swojego czasu wiele mówiło się o krętkach Leptospira, które mogą znajdować się na puszkach w wyniku kontaktu z moczem szczurów. Zamknięcie puszek w automacie zmniejsza ryzyko zanieczyszczenia opakowania, jednak nie można mieć pewności, w jakich warunkach były przechowywane wcześniej i kto ich dotykał. Umycie puszki pod bieżącą wodą jest więc dobrym pomysłem.

Zanim kolejny raz zdecydujesz się na zakup produktów, dostępnych na wagę, dobrze się zastanów. Obyś nie przepłaciła tego zdrowiem swoim i swoich najbliższych.


Zobacz także

po czym poznać kiepskiego kochanka

„Kochana, nie wierz, że on cię nigdy nie porzuci… Ale też nie przejmuj się tym zanadto”. Słowo starszej kobiety do młodszej

Narcyz nie spędza całego dnia przed lustrem. Robi o wiele gorsze rzeczy

Pięć eksperymentów psychologicznych, które zmienią twoje myślenie o sobie