Mediacje to jeden ze sposobów na poprawę komunikacji

Redakcja
Redakcja
4 czerwca 2016
Fot. Materiały prasowe
 

Kampania mediacyjna  „ZGODA – prezent na Dzień Dziecka” skierowana jest do Rodzin.

Zrozumienie i porozumienie się, wyjaśnienie i uregulowanie spraw w trakcie spotkania z mediatorem może stanowić bezcenną wartość dla Rodziny. Trzeba mówić i rozmawiać, wyciszyć czasem emocje,  powiedzieć o swoich oczekiwaniach i usłyszeć o możliwościach, otworzyć się na komunikaty w miejsce niedomówień i ocen.

W zgodzie można budować relacje, w porozumieniu można je utrzymać.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


„Patrzę na ciało i twarz kobiety i wiem o niej wszystko”. Jak mądrze o siebie zadbać

Małgorzata Gąsiorowska
Małgorzata Gąsiorowska
4 czerwca 2016
Fot. iStock/KS_Imagery
 

Kiedyś pomagała kobietom dbać o urodę „inwazyjnie”– jak to dziś nazywa. Odświeżała kwasami, wygładzała peelingami. Ale czuła, że to nie jest dobra droga. Bo to, co widać na zewnątrz to tylko odzwierciedlenie tego, co dzieje się w środku – w emocjach, umyśle, sercu. Z Anną Dąbrowską kosmetolożką, terapeutką ciała, masażystką, właścicielka Holistycznej Pracowni „Zielona Pomarańcza” rozmawiamy o tym, jak czytać swoje ciało i jak mu pomagać.

Małgorzata Gąsiorowska: Jest coś złego w dbaniu o urodę?

Anna Dąbrowska: Nie, wręcz przeciwnie. Często jest jednak tak, że za chęcią zmiany wyglądu zewnętrznego kryje się jakiś brak wewnętrzny, nie rozpoznana potrzeba bądź emocja. Co to może być? Na przykład mówisz „nie podobam się sobie”, a myślisz „czuję się niekochana”. To może być samotność, lęk przed odrzuceniem, presja, którą często same na siebie wywieramy.

Dla ciebie zmiana spojrzenia na pielęgnację urody to też był proces?

Oczywiście. Odeszłam od inwazyjnych metod, bo przestałam je „czuć”. Przestałam widzieć w tym sens. Kiedyś robiłam klientce powierzchownie „dobrze”, ale to była syzyfowa praca, bez długofalowego efektu. Jedyny sens był taki, że mogłam zarabiać pieniądze. Dla mnie to zdecydowanie za mało. Dlatego odeszłam od doraźnych działań i koncentruję się na szerszej pracy z ciałem, na masażu, na medytacji.

foty spa3

Skąd w kobietach bierze się przekonanie, że atrakcyjny wygląd „coś załatwia”?

Dziewczynki były, i niestety wciąż są, oceniane przede wszystkim przez pryzmat urody. Tego jak wyglądają, jak się zachowują, a nie tego kim są, co potrafią, czego chcą. Kobiety też tak się ocenia – nie jest ważne co robią, ale w jakiej formie, jak wyglądają, jak się ubierają. Nie tylko prywatnie. W życiu publicznym czy zawodowym też. Wiele emocji udaje się ukryć pod tą fasadą. Na przykład złość. Dziewczynki są nagradzane za tłumienie złości. Jak bardzo dobrze można ją schować pod uroczym uśmiechem i to przez lata…

I co się z taką skrywaną przez lata złością dzieje?

Różnie sobie radzimy. Część z nas stara się schować ją totalnie, część z kolei ciągle się wścieka. Różne rzeczy z tego mogą się zrodzić, bo nie da się stosować długo żadnej z tych metod. U jednych kobiet złość złość zamienia się w nerwicę, u innych w bierną agresją.  Złość umiejscawia się w też w ciele, napięcie utrzymujące się długo może przerodzić się w stan patologiczny. Coraz częściej mówi się, że tłumione emocją są, na przykład, przyczyną chorób autoimmunologicznych. Obserwuję to u większości moich klientek, kiedy zaczynamy wspólną pracę. Zaciśnięta żuchwa, pospinane ramiona, ściśnięty żołądek. Cała energia skierowana jest na powstrzymywanie się. Ulga przychodzi już po pierwszym masażu. Mięśnie się rozluźniają, a tak jak emocje wpływają na ciało, tak też ciało wpływa na emocje. Zresztą to jest podstawa holistycznego podejścia, w które wierzę – wszystko jest ze sobą połączone. Rozluźnione ciało, to większy spokój, większa otwartość i lepsza komunikacja ze sobą.

Masaż wpływając na ciało wpływa też na psychikę?

Tak, to widać bardzo szybko. Osoba masowana jest wyciszona, łatwiej jej się myśli. Po kolejnych masażach lepiej śpi, spokojniej i głębiej oddycha. Nawet jeśli ma wiele zadań w ciągu dnia umie sobie lepiej poustawiać priorytety. Jest w stanie lepiej ocenić swoje zasoby i możliwości. Mam dwie klientki, które przychodzą od lat, zwykle raz w tygodniu, obie po pięćdziesiątce. Widzę te zmiany, łagodne, powolne, podobne do rozkwitania kwiatu. Najpierw były zmiany fizyczne, za nimi szły inne. Panie, zadowolone ze swojego wyglądu, uspokojone, przypominały sobie marzenia z młodości i nabierały siły, by je realizować. Jeszcze lepsze efekty uzyskuję pracując w grupie, na warsztatach, bo wtedy siłą rzeczy traktujemy się jako całość. Grupa wspiera rozwój. Z moją siostrą, która jest psychoterapeutką stworzyłyśmy warsztat „Sztuka bycia sobą”. Na warsztatach też robię masaż, pracujemy rysunkiem, oczywiście rozmawiamy, medytujemy. Moje najnowsze dziecko to rozwojowe warsztaty fotograficzne. To sesje, w których nie pozujemy specjalnie, by wyglądać ładnie, jesteśmy spontaniczne. Potem analizujemy zdjęcia pod kątem tego co nam się podoba, a co nie w naszych ciałach i zwykle są to wskazówki co dzieje się w naszych emocjach.

foty spa 2

 Emocje widać na zdjęciu?

Nie do końca. To uczestniczka mówi na przykład: „mam straszne plecy”. Dlaczego„straszne”? Szerokie, grube, wielkie, jakieś takie wręcz męskie. Gdy analizujemy to głębiej, pracujemy nad tym, okazuje się, że wzięła na siebie bardzo dużo obowiązków, ma absorbującą pracę, prowadzi dom. Ta cała odpowiedzialność ją przytłacza. Czuje, że weszła w stereotypowo męską rolę – ciągle walczy. To subiektywna ocena zdjęcia, ale niektóre problemy widać też w ciele, na przykład na twarzy. Często osoby bardzo emocjonalne i wrażliwe, a nawet nadwrażliwe mają rozszerzone naczynka. Reagują silnie, są trochę rozchwiane, takie „nieukorzenione” – nie stojące mocno na ziemi, targane emocjami. Z kolei zmarszczki na czole to oznaka, że mamy przymus nadmiernego kontrolowania rzeczywistości, nie umiemy odpuścić i poddać się biegowi wydarzeń. To blokuje, bo czasem tak skupiamy się na swoim planie, że przegapiamy szanse, które niesie nam los. Zaciśnięta żuchwa to inna kontrola – „nie odpuszczę”. Nie bez powodu mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. W depresji na przykład są zgaszone, zapadnięte. Oczywiście upraszczam, ale wieloletnie emocje zostawiają ślady na twarzy.

Skąd w nas kobietach to ciśnienie, ta presja, którą często same na siebie wywieramy?

Żyjemy jak to mówię w świecie „wow!”. Tylko, że on zagłusza nasz wewnętrzny głos, nie słyszymy swoich prawdziwych potrzeb, więc ich nie realizujemy. Katastrofa gotowa. Choroba, stres, problemy w relacjach, brak poczucia szczęścia i spełnienia niezależnie od tego jak wiele wysiłku w to wkładamy. A tak naprawdę wszystkie rozwiązania mamy w sobie. Nie musimy robić nie wiadomo jakich zabiegów, kolejnych szkoleń, czytać kolejnych książek. Mamy wszystko, trzeba tylko w ciszy siebie posłuchać. Natura jest mądra. Wyposaża zwierzęta w mechanizmy samoleczenia, często stres strzepują z siebie dosłownie, na poziomie ciała. Ptaki się tak trzepią albo psy, na pewno zaobserwowałaś. Nas wyposażyła w dość pokrętny umysł, więc dała też mechanizmy regulujące. Problemem jest racjonalna część naszego umysłu, potrzebna oczywiście, ale też hamująca. Jak zahamuje nas raz, potem trochę reagujemy jak psy Pawłowa. Bodziec, reakcja. Kultura, socjalizacja, to też nas pęta. Czasami widzisz na ulicy człowieka, którego chciałabyś przytulić, bo wygląda jak kupka nieszczęścia. Robisz to?

No skąd. Nieznajomego?

No, ale czujesz, że to byłoby mu potrzebne? To dlaczego nie? Właśnie takie rzeczy też nas hamują w rozwoju. Konwenanse. I one nas ograniczają nie tylko w szeroko rozumianym życiu społecznym, ale też w mniejszych grupach, a co gorsze wobec samych siebie. Na przykład nie złościmy się, bo nie wypada. Większość ludzi uważa, że złość to zła emocja. A emocje nie są ani złe ani dobre. One po prostu są. Każda nam coś pokazuje. Jeśli z jakąś czujemy się niekomfortowo to zamiast ją tłumić rozwiążmy wewnętrzny konflikt, który jest jej przyczyną. Często ten konflikt rodzi się gdy wyznajemy przekonania, które tak naprawdę nie są nasze, z naszą najgłębszą świadomością sprzeczne. Często to poglądy czerpane ze zbiorowej świadomości, gdzie sporo tych demonów i lęków hula. Co jest rolą kobiety na przykład? Jak często kobieta „odcina” sobie pewne obszary aktywności, by realizować się w „roli kobiety”? Przykład – kobieta zamyka się w roli matki i żony. Ale ma jakąś ekspresyjną część w sobie, którą ciągnie powiedzmy do podróży. Nie realizuje tego w imię roli, którą uznała za najważniejszą. Nie zachowuje w tym harmonii, bo nie chodzi o to, by na przykład z roli matki rezygnować. Ale akceptacja roli matki nie znaczy rezygnacji z siebie. Takie kobiety są w ciągłym i zwykle długotrwałym konflikcie.

A co z tą urodą?

Jest bardzo fajnym punktem wyjścia do pracy i ja ją tak traktuję. Skomunikowanie się z emocjami, rozwiązanie konfliktów, wewnętrzny spokój wpływa kojąco na urodę. Nagle jest mniej zmarszczek, skóra promienieje, uspokaja się cera naczynkowa. Doświadczyłam tego też na sobie. To trwały efekt. Dla mnie to punkt wyjścia do pracy, bo wygląd jest najłatwiej zauważalny i jest tym, na czym nam najbardziej zależy kiedy przystępujemy do pracy nad sobą. Dbanie o urodę utożsamiamy często z dbaniem o siebie jako całość. Pamiętam w pewnej kobiecej przestrzeni internetowej padło pytanie „co robicie dla siebie?” Przeważały odpowiedzi – dbamy o włosy, paznokcie, robimy treningi. Owszem, były inne, ale niewiele. Żebyśmy się poczuły piękne i szczęśliwe nie wystarczy tylko „zrobić włosy”, warto jeszcze na przykład odpowiedzieć sobie na pytanie co lubimy robić, co jest dla nas ważne, jakie mamy prawdziwe potrzeby i postarać się je zaspakajać. Prawdziwe piękno wypływa z wnętrza i to nie jest truizm.


 

spa fotaAnia Dąbrowska – z wykształcenia specjalista ds. zarządzania i kosmetolog. Z pasji terapeutka pracy z ciałem. Od 2006 roku właścicielka Zielonej Pomarańczy, miejsca w którym towarzyszy ludziom w nawiązywaniu dobrych relacji ze sobą samym, odkrywaniu prawdy o siebie, transformacji tego, co nie służy i ogranicza. Swoją praktykę opiera na uważności i otwartości na drugiego człowieka. Na co dzień szczęśliwa mama dwóch nastoletnich córek, mężatka, starająca się żyć blisko natury.

 


10 (nie)oczywistych przebojów opolskiego festiwalu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 czerwca 2016
Fot. Screen / You Tube

Kto z was z zapartym tchem oglądał jako dziecko Opole? Ja kochałam. Ciepłe kakao, mogłam leżeć pod kołdrą przed telewizorem. Te makijaże, fryzury. A później trochę starsza śpiewałam wiele piosenek na cały głos. Do dziś wiele z tych utworów budzi we mnie mnóstwo wzruszeń i bardzo ciepłych wspomnień, czasami sobie z ich pomocą poprawiam nastrój. Festiwal ma wiele oczywistych przebojów: „Małgośka”, „Kolorowe jarmarki”. Ale są też te perełki, które jak słyszymy to mamy ciarki na plecach.

Dzisiejsze Opole, to wiadomo, że nie to samo co kiedyś. Ale wiecie, wczoraj ze znajomymi spędziliśmy wieczór słuchając Opola. Jak kiedyś nasi rodzice ze swoimi znajomymi. A później odkopaliśmy te stare nieoczywiste hity, trochę przykryte kurzem. I dziwiliśmy się, jak nadal wiele z nich jest na czasie…

Posłuchajcie, jestem pewna, że znajdziecie w tym zestawie utwory, do których się też uśmiechniecie. I które z przyjemnością właśnie dzisiaj odsłuchacie i sobie przypomnicie.

Joanna Zagdańska „Rękawiczki”. Opole 1986

Nie martwcie się, mi też artystka i tytuł nic nie mówił. Ale jak włączycie – przypomnicie sobie na pewno tę piękną piosenkę z cudownym tekstem. Aaa i znowu mam ciarki. Swoją drogą ciekawe co się stało z tą wokalistką…

„Universe” Opole 1988

Kto nie pamięta tego głosu. Nazywany był polski Johnem Lennonem. To niesamowite, że teksty niektórych piosenek zapadają w głowę na lata, a przecież zdarza się, że nie pamiętamy, co mieliśmy kupić w sklepie. Mirosław Breguła popełnił samobójstwo, kiedy dowiedział się, że ma raka na krtani… „Po co wściekłe łzy, lepiej wrócić na start”.

P.S. I Katarzyna Dowbor…

 

Alicja Majewska „Odkryjemy miłość nieznaną”

„Miłowania głodni jak wilcy, nauczymy się w tym kraju od pierwszego dnia”. Przecież nie można tego nie zaśpiewać. Pamiętam wiele wykonań tej piosenki, ale to pierwsze z Opola jest zupełnie niepowtarzalne.

Renata Zarębska „Noc z Renatą”. Opole 1990

To jest hit. Na studiach mieliśmy koleżankę Renatę i zawsze ten utwór musiał być na wspólnej imprezie. Co ja mówię, nawet nie na wspólnej, bo jak jej nie było, to dzwoniliśmy i darliśmy się do telefonu (śpiewem trudno było to nazwać). Kto nie zna – niech posłucha i koniecznie obejrzy. Cudowny i chyba taki, jakiego nie znacie Piotr Polk i Wojtek Malajkat. GENIALNE!

Edyta Geppert „Jaka róża, taki cierń”. Opole 1984

Pamiętam, jak kiedyś ktoś zapowiadając ją w Opolu powiedział: „Kilka lat temu weszła na tę scenę nieznana zupełnie nikomu drobna blondynka… Stanęła i zaśpiewała. Po jej występie przez 30 sekund panowała zupełna cisza, po której artystka zebrała owację na stojąco”. Edyta Geppert za ten utwór dostała wtedy w Oplu wszystkie możliwe nagrody.

P.S. Nie potrafię sobie od razu nie włączyć „Nie żałuję”, choć ta piosenka nigdy nie brała udziału w festiwalowym konkursie

Andrzej Zaucha „Byłaś serce biciem”. Opole 1988

Kocham. Gdzieś ten nasz Andrzej Zaucha zapomniany, choć cudownie odkurzony przez Kubę Badacha i nowymi aranżacjami tych piosenek. Ja osobiście często wracam do Zauchy. Nie sposób nie zatańczyć w kuchni z kawą w ręce.

Krystyna Prońko „Psalm stojących w kolejce”. Opole 1981

Ten utwór pokazuje, jak tekst może być aktualny przez lata. Cudowna Krystyna Prońko i jej „Psalm” – odkurzam, bo to często zapominany opolski utwór, a przecież tak ważny i wtedy i nadal.

Hanna Banaszak „Pogoda ducha”. Opole 1995

Miałam nie lada dylemat. Bo czy „Samba przed rozstaniem” może stanąć w szranki z „Pogodą ducha”? Przecież to dwa niezależne od siebie przepiękne utwory. Daję „Pogodę ducha” na dobry poranek, a wieczorem po obejrzeniu Opola włączcie sobie „Sambę…”

Krzysztof Krawczyk „Za tobą pójdę jak na bal”. Opole 1986

Uczył was tata przy tym tańczyć? Mnie mój uczył. Mam ogromny sentyment do Krzysztofa Krawczyka, a ten utwór niesie w sobie tyle pozytywnej energii, że można akumulatory naładować na cały dzień. Przecież nie tylko „Parostatek” był w Opolu J

Kortez „Od dawna już wiem”. Opole 2016

Mam nadzieję, że jeśli ktoś będzie tworzył listę mniej oczywistych opolskich hitów za 20 lat, to Kortez na tej liście się znajdzie. Wyjątkowy utwór, wyjątkowy artysta. Żeby nie było, że tylko „starocie” są fajne 😉

https://www.youtube.com/watch?v=5RiwnC8piVU

 

P.S.1 Nie no muszę, nie można zapomnieć o tym utworze. Jedna z najcudowniejszych piosenek o miłości!!!

P.S.2 10 utworów to zdecydowanie za mało!!!! Wrzucajcie swoje przeboje – koniecznie!


Zobacz także

Czy dbasz o swoje serce?

Pierwotne Niedobory Odporności – co o nich wiesz?

Bo dzieci są najważniejsze – startuje projekt ŚWIAT DZIECKA