Konferencja dla tych, którzy chcą rozwijać efektywniej swoją firmę

Redakcja
Redakcja
8 listopada 2016
 

Zapraszamy na Konferencję dla przedsiębiorców i przedsiębiorczych – Jak rozwijać i zarabiać na własnej firmie? Konferencja jest przeznaczona dla wszystkich, którzy myślą o założeniu firmy lub mają już firmę i chcą ją szybko rozwinąć.

Konferencja będzie się składała z 4 merytorycznych prelekcji i networkingu, od którego rozpoczynamy dzień. Będzie on prowadzony w taki sposób, żeby ułatwić uczestnikom poznanie jak największej ilości nowych osób.

W pierwszej części, dzięki Monice J.Wiergiles, trenerce biznesu i właścicielce Wydawnictwa Sofijka, dowiemy się jak przygotować się do założenia firmy oraz jak stworzyć model biznesowy, który zarabia.

W drugiej części, Monika Toczyńska, właścicielka firmy Kancelaria Audix Polska,  opowie jaką formę prawną firmy wybrać – działalność gospodarcza czy spółkę z o.o.  Przedstawi zalety i wady prowadzenia spółki z o.o. i działalności gospodarczej. Powie o tym, czego nie dowiesz się od swojego księgowego i zweryfikuje kwestię dotyczącą tego, czy Twoje logo jest faktycznie Twoje.

Po obejrzeniu wystawców oraz przerwie lunchowej wrócimy by poznać biznes dobrze wypromowany. W tej części Beata Tomaszek, właścicielka portalu Ty i biznes,  opowie jak wypromować swoją markę online bez ponoszenia kosztów oraz jak dobrać portal z obszaru social media do swojej branży.

Ostatnia prelekcja poświęcona jest wizerunkowi w biznesie. Podczas tej części Katarzyna Gruk i Tatiana Pałucka, współwłaścicielki projektu Twoja Sesja, podzielą się praktycznymi radami jak poprzez fotografię biznesową zbudować wizerunek eksperta oraz jak wykreować profesjonalny wizerunek biznesowy na zdjęciu.

Cztery merytoryczne prelekcje i networking, który umożliwi poznanie każdego uczestnika wydarzenia oraz przestrzeń na rozmowy kuluarowe.

Wstęp na konferencję jest wolny. Trzeba się jedynie zarejestrować (http://Konferencja-Grodzisk.evenea.pl/).

Konferencja odbędzie się 19.11.2016 (sobota) w Centrum Kultury w Grodzisku Mazowieckim, ulica Spółdzielcza 9, sala na II piętrze
Czas trwania:10.00-16.00

Wszystkie informacje na temat Konferencji znajdują się w wydarzeniu: https://www.facebook.com/events/803690133067830/

Konferecja_19.11.2016


Masz ochotę na Energy Drinka? Twoja wątroba i serce na pewno nie, uwierz

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
8 listopada 2016
Fot. iStock /simonkr
 

Energy Drink, czy jak kto woli bardziej swojsko — napój energetyczny, to pozorne wybawienie od zmęczenia, totalnego braku sił. Jak nazwa wskazuje, ma on pobudzić do działania, dodać energii, gdy mamy coś jeszcze do zrobienia, a kolejna kawa nie przechodzi przez gardło. Wybawienie? Tylko pozorne, w dodatku mogące ciężko uszkadzać wątrobę.

Co znajduje się w napoju energetycznym?

Podstawę Energy Drinków stanowią:

  • kofeina — jest jej tu więcej, niż w filiżance parzonej kawy;
  • tauryna — poprawia wydolność mięśni, także mięśnia sercowego, podnosi koncentrację;
  • witaminy z grupy B — utrzymują sprawność układu nerwowego i poprawiające pamięć.

Brzmi niewinnie, w sumie ten koktajl ma za zadanie podbić zdolność do koncentracji i poziom energii do działania. Ich miłośnicy sięgają po nie często, nawet kilka razy dziennie. A nawet jeden Energy Drink w ciągu dni, wywiera szkodliwy wpływ na organizm.

Energy Drink może uszkadzać wątrobę

Pokazują to zarówno badania naukowe, jak i przypadki miłośników tych napojów, którzy poważnie się rozchorowali.  W British Medical Journal pojawiły się opisy przypadków osób, u których  wystąpiły efekty uboczne regularnego picia Energy Drinków.

50-letni pracownik budowlany, pił cztery do pięciu napojów energetycznych dziennie w ciągu trzech tygodni. W efekcie zapadł na ostre zapalenie wątroby, dręczyły go nudności, bóle brzucha i wymioty, jego oczy i skóra stała się żółta. Lekarze stwierdzili u niego ciężkie zakażenie wątroby. Wg lekarzy, wysoki poziom niacyny (witamina B3) powoduje uszkodzenie wątroby.

Większe ryzyko rozwoju chorób sercowo-naczyniowych

Badania opublikowane na łamach „Journal of the American Medical Association”dowodzą, że nawet jednorazowe wypicie Energy Drinka wpływa na stężenie noradrenaliny we krwi. Noradrenalina jest wytwarzana przez organizm w sytuacji zagrożenia, kiedy podnosi ciśnienie krwi, zmienia rytm pracy serca, przyspiesza oddech. Zmusza do walki lub ucieczki. W przypadku u osób pijących 500 ml napoju energetyzującego zwiększa się ciśnienie tętnicze krwi, a poziom noradrenaliny wzrasta ponad dwukrotnie. To naraża zdrowe osoby na ryzyko rozwoju chorób sercowo-naczyniowych.

Co poza tym?

Poza poważnymi konsekwencjami picia tego rodzaju napojów mogą pojawiać się inne, przykre objawy. Spożywanie większych ilości Energy Dinków powoduje:

  • niepokój, nadpobudliwość, czasami agresję;
  • wzrost ciśnienia tętniczego i przyspieszenie akcji serca;
  • przy znacznym przekroczeniu dopuszczalnych ilości — arytmię serca;
  • bóle głowy, często nawet bardzo silne, wzmacniane dodatkowo podniesionym ciśnieniem.

Energetyków nie powinny pić dzieci, młodzież, osoby starsze i kobiety w ciąży. Lepiej nie sięgać po energetyki wcale, a jeśli naprawdę istnieje taka konieczność, niech to będzie jedynie niechlubny wyjątek od reguły.


źródło: www.womansday.comgadzetomania.plwww.focus.pl


My unikamy lekarzy jak ognia, pacjentów unika NFZ. Na wizytę u endokrynologa czekamy nawet 823 dni… Jak chorować?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
7 listopada 2016
Fot. iStock / monkeybusinessimages

– Przychodzi do mnie pacjentka w ciąży. Po wynikach widzę, że z tarczycą dzieje się coś niepokojącego. Wiem, jakie leki jej zapisać, ale nie mogę, bo NFZ nie uzna mi tej recepty. Daję jej zatem skierowanie do endokrynologa, tyle, że ona na wizytę z NFZ będzie musiała czekać około pół roku… Widzisz gdzieś tu logikę? – to historia, jaką jakiś czas temu opowiadał mi znajomy ginekolog. Od kilku lat przyjmuje tylko prywatnie, zerwał kontakty z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Nie lubimy rozmawiać o chorobach, odsuwamy je zawsze jak najdalej od siebie, a hasło: „najgorzej to zacząć chodzić do lekarzy” staje się naszą myślą przewodnią. Tak, lekarzy unikamy jak ognia. Przychodzi jednak moment, kiedy musimy zmierzyć się z naszą służbową zdrowia. Lekarz rodzinny – oprócz problemów z dodzwonieniem się rano na recepcję właściwie większych problemów nie ma. Chyba, że wypada początek jesieni i przychodnia zapełniona jest kichającymi i pociągającymi nosami dziećmi.

A nam zależy właściwie tylko na skierowaniu. Bo skoro już opłacam te cholerne składki zdrowotne do ZUS-u, to dlaczego mam płacić za wizyty u specjalistów. Ile płacimy za nasze leczenie, z którego oby jak najrzadziej korzystać? Ci na własnej działalności, wiedzą, że jest to miesiąc w miesiąc 288,95 złotych – stawka zmienia się jak w kalejdoskopie. Ci pracujący na umowę o pracę oddają na własne zdrowie ze swojej pensji 9% – przy 4000 brutto, to „tylko” ok. 310 złotych miesięcznie. A jak zarabia więcej? Tu nie działa zasada: więcej płacę, więcej dostaję – każdemu po równo w oczekiwaniu na lekarza.

Może błędnie myślę, ale wydaje mi się, że przy takich wpłatach na służbę zdrowia powinniśmy żyć jak pączki w maśle, w zdrowym maśle. Bo jeśli każdy dorosły pracujący odprowadza co miesiąc kwotę średnio licząc około 300 złotych na służbę zdrowia – no nikt mi nie powie, że to jest mało, zbyt mało na to, by móc udać się do specjalisty, gdy przychodzi taka potrzeba. W końcu niewiele z nas choruje trzy razy w miesiącu i przynajmniej raz korzysta z usług specjalisty. Nie wymagam szpitali ze złotymi klamkami, ale poczucia bezpieczeństwa, że kiedy jestem chora – idę do lekarza po prostu, korzystam z tego, za co płacę. Czy czegoś nie rozumiem?

I tak jak my lekarzy unikamy jak ognia, tak pacjentów jak ognia unika chyba NFZ. Postanowiłam sprawdzić czas oczekiwania na wizytę do lekarzy, którzy nie są tymi pierwszego kontaktu.

ENDOKRYNOLOG – rekord oczekiwań bije województwo dolnośląskie. Termin oczekiwania na wizytę wynosi 823 dni*. Prawie trzy lata. Trzy lata z problemami hormonalnymi, trzy lata z guzkami na tarczycy. Wizyta po trzech latach to właściwie… wycieńczenie organizmu, a w skrajnych przypadkach może i śmierć…

Jak się przedstawia sytuacja w innych województwach?

– mazowieckie – 334 dni

– świętokrzyskie – 150 dni

– opolskie – 476 dni

– wielkopolskie – 230 dni

– śląskie – 271 dni

– dolnośląskie 823

– lubuskie 176 dni

– małopolskie – 247 dni

– podkarpackie – 110 dni

– kujawsko – pomorskie 230

– zachodniopomorskie – 230 dni

– pomorskie – 338 dni

– podlaskie – 195 dni

– warmińsko – mazurskie – 240 dni

– lubelskie 129

-łódzkie – 211

Wizyta prywatna waha się w zależności od województwa od 80 do 150 złotych. To same konsultacje, zerknięcie w wyniki i najczęściej prośba o ich powtórzenie – tym razem ze skierowaniem z prywatnego gabinetu, wiec i za badania zapłacić trzeba. A jeśli doliczyć do tego USG. Znajoma powiedziała, że w Warszawie prywatna wizyta u endokrynologa być może zamknie się łącznie w 400 złotych… A to i pewnie od rodzaju dolegliwości zależy.

Idźmy dalej.

KARDIOLOG

Może i nie zawsze myślimy o sercu. Jakoś się przyjęło, że to częściej problem mężczyzn… A jednak, stres, pęd, gonitwa wpędzają nas w taki kołowrotek, że nasz organizm zaczyna się buntować. I co wtedy, co gdy czujesz ucisk w klatce piersiowej – nie na tyle silny, by jechać na pogotowie, ale od czasu do czasu, może kłucia? Wizyta z NFZ u kardiologa? Proszę bardzo, tylko nie szukajcie wizyty w województwie mazowieckim czy opolskim. Czas oczekiwania średnio to 190 dni.

Tylko w województwie świętokrzyskim do kardiologa można dostać się po 57 dniach oczekiwania. Średnia pozostałych województw to około 100 dni.

Można czekać, gdy nas nic nie martwi, gdy myślimy o rutynowej kontroli – bo wiek, bo warto chociaż raz w roku sprawdzić swoje zdrowie. Tak – na ten raz w roku na pewno się załapiemy czekając cierpliwie.

Wizyta prywatna? Z EKG i echem serca to koszt od 80 do 250 złotych. I oby się po tej jednej wizycie okazało, że nic nam nie dolega.

NEUROLOG

Zawroty głowy, kłopoty ze snem, utrata przytomności? A może ogólne osłabienie organizmy, kłopoty z koncentracją, ze wzrokiem, słuchem? Neurolog to najczęściej specjalista, do którego trafiamy dopiero, gdy odwiedzimy innych. Pytanie, czy mamy cierpliwość czekać kolejne trzy miesiące na wizytę? Jeśli już przebadał nas kardiolog, okulista, ortopeda, to zebraliśmy do puli łącznie jakiś rok oczekiwań na wizyty u poszczególnych specjalistów. Nasz stan się pogarsza, a neurolog z NFZ przyjmie nas w województwie kujawsko-pomorskim, czy mazowieckim za około 115 dni. Chyba, że zdecydujemy się szukać lekarza poza miejscem naszego zamieszkania. Na przykład w zachodniopomorskim czekamy „tylko” 44 dni. Pytanie, czy podróż do Szczecina nie wyjdzie drożej niż wizyta prywatna u specjalisty.

ORTOPEDA?

Proszę bardzo. W województwie mazowieckim czas oczekiwania to około 123 dni, w województwie opolskim 80 dni, najszybciej skorzystamy z państwowej służby zdrowia w tym przypadku w województwie świętokrzyskim – czekania mamy zaledwie miesiąc.

A jeśli dostaniemy skierowanie na REHABILITACJĘ. Cóż trzeba się przemęczyć i odczekać swoje. Chciało się mieć uraz – cierpienie wpisane w życie. Średnia długość kolejki na rehabilitację to około 130 dni. Przy czym w tej walce nieprzynoszącej nikomu dumy wygrywa województwo zachodniopomorskie – 236 dni.

Ja nie choruję, nie chorują moje dzieci, ani nikt z moich bliskich. Nie biegam po przychodniach, nie załatwiam wizyt w prywatnych klinikach, nie zastanawiam się, ile w tym miesiącu wydam na leki i czy w końcu usłyszę, co mi dolega po kolejnej wizycie i kolejnym zrobionym za własne pieniądze rezonansie. Ja nie. Ale wiele innych osób tak.

I jednego nie rozumiem, dlaczego odbiera się nam możliwość decydowania. Bo nie dość, że kolejki do specjalistów współpracujących z NFZ są długie, to jeszcze niekoniecznie lekarz, do którego trafiamy jest tym faktem zachwycony. Znowu przykład ginekologa. Trafiła do niego pacjentka z zapaleniem dróg moczowych, u kobiet dość częsta przypadłość. Przepisane leki, wszystko dobrze. Po półtora roku wróciła ponownie z tą samą dolegliwością – lekarz od NFZ usłyszał, że nie otrzyma pieniędzy za leczenie tej pacjentki, gdyż jest to kontynuacja poprzedniego leczenia. Tego sprzed półtora roku. I jak ma taki lekarz się czuć, który pilnuje, czy w odpowiedni sposób wypełnił dokumenty, zamiast skupić się na tej osobie, która do niego przyszła? A może za chwilę przyjmuje prywatnie i zwyczajnie, po ludzku – tam wie, za jakie pieniądze pracuje?

My wiemy, ile na nasze zdrowie co roku „odkładamy” pieniędzy do państwa. Średnio? Może 3600 złotych. Do tego doliczyć należy wszystkie wizyty prywatne – nasze, naszych dzieci.

A gdyby tak mieć te pieniądze w ręce. Te 3600 złotych i decydować samemu, na jakiego specjalistę je wydam, jakie badanie za te pieniądze wykonam. Gdyby szpitale prywatne miały z góry ustalone stawki, gdzie wchodzę i wiem, na co mnie stać, ile muszę zapłacić i w jakim terminie zostaną mi wykonane badania?

Brzmi jak pobożne życzenie? Pewnie tak, zwłaszcza w obecnej sytuacji, gdzie bliżej nam do upaństwowienia każdego obszaru naszego życia, niż do oddania prawa do decyzji zwykłemu człowiekowi.

Ciężko chorować w takim systemie. W systemie, tak nieudolnym, gdzie szpitale w sprzęt zaopatrywane są przez fundacje, przez chociażby WOŚP Jurka Owsiaka. Jak chorować w państwie, gdzie największe pieniądze na ratowanie ludzkiego życia zbierane są wśród osób prywatnych. Gdzie wsparcie państwa, gdzie opieka, kiedy co chwilę każdy z nas widzi: „Pomóż Oli”, „Szymon zbiera na rehabilitację”, „Monika chce dożyć kolejnych urodzin swojej córki. Pomóżmy jej”.

Konkluzja? Ponad dwa tygodnie temu zwróciłam się z prośbą do Narodowego Funduszu Zdrowia o komentarz w tej sprawie, w kwestii tak długiego czasu oczekiwania do specjalistów. Nie otrzymaliśmy do dzisiaj żadnej odpowiedzi.

Pozostaje mi życzyć nam wszystkim zdrowia.


*dane za Świat Przychodni


Zobacz także

Upokarzają cię, a ty nie protestujesz i nie rezygnujesz. TEST – każdy chce być sławny

Wielka Wymiana Kontaktów

Ostatnia Łódzka Wielka Wymiana Kontaktów w tym roku!

"Czytanie dla rozwoju" Aneta Czerska

„Czytanie dla rozwoju”. Ucząc czytania wspierasz neurologiczny rozwój dziecka i usprawniasz wzrok, słuch oraz mowę