Siła dziecięcej wyobraźni, to więcej niż nam się wydaje. Zobaczcie „Super cienie”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
21 kwietnia 2016
Fot.  Screen z Instagram / jasonratliff/
Fot. Screen z Instagram / jasonratliff/
 

Kiedy jest się „takim małym” świat wydaje się pełnym pięknych tajemnic. W dzieciństwie jest coś niesamowitego – siła dziecięcej wyobraźni potrafi odczarować najsmutniejszy obraz. Po raz kolejny okazuje się, że zachować umiejętność patrzenia na świat oczami dziecka oznacza po prostu widzieć i móc więcej.

Kilka lat temu artysta Jason Ratliff rozpoczął pracę nad serią grafik  „Walking Shadows”. Podczas jej tworzenia jedna praca wywołała szczególne emocje. Zwykły chłopiec w czerwonej pelerynie na swoim cieniu prezentował dumnie wypiętą pierś Supermana. Tak narodziły się grafiki „Super Shadows”. Każda z nich pokazuje jak wiele mogą dzieci. Jak wiele może siła wyobraźni – być dokładnie tym, kim zechcą. Obejrzyjcie koniecznie.

„SUPER SHADOWS”

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Jason Ratliff (@jasonratliff)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

instagram


Stała obok i nagrywała, gdy ktoś gwałcił jej koleżankę. Żeby przez te trzy sekundy błysnąć w Internecie. A że to złe? Nieważne, dziś zło dobrze się sprzedaje

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
21 kwietnia 2016
Fot. Pexels / jeshoots  / CC0 Public Domain
Fot. Pexels / jeshoots / CC0 Public Domain
 

Pamiętam jak w 2001 roku ruszyła pierwsza edycja Big Brothera, oglądałam zastanawiając się dlaczego to oglądam. Nowe zjawisko społeczne – tłumaczyłam sobie. – Ekshibicjonizm medialny – i tak dalej. Prawda jest taka, że oglądałam, bo jak inni lubię podglądać cudze życie. Na tej potrzebie buduje się imperia medialne od wielu lat; w Internecie hulają plotkarskie portale ciesząc się milionowymi odsłonami.  Człowiek jest ciekawy. Ale jego ciekawość prowadzi czasami do piekła.

Czytam dziś o nagraniu gwałconej koleżanki, które umieściła pewna amerykanka. Stała obok, nagrywała i się śmiała. „Ciekawscy” śledzili gwałt na żywo w Internecie, dziękując za tak zaangażowaną relację. Koszmar. Dzikość. Odczłowieczenie. Przypadek ekstremalny oczywiście.

Ale ile jest takich sytuacji, gdy nagrywają nas obcy ludzie? Na ulicy. W pracy. W szkole nasze dzieci i nauczycieli. Nikt nie pyta o zdanie „Można Panią nagrać?”. Po co? Czyj telefon, tego wola. Nagrywani są nauczyciele, niektóre filmy przedostają się do sieci, większość zalega w archiwach komputerów dzieci. Nauczyciele skarżą się, że niemal na każdej lekcji ktoś ukradkiem wyciąga telefon i włącza wideo. Nagrywają nas sąsiedzi, gdy pies zrobi kupę na ich terenie, a trzeba mieć dowód dla straży miejskiej. Nagrywają, gdy za głośno będziemy świętować swoje urodziny albo otwarcie sezonu letniego (bójcie się, gdy mieszkacie obok zwolenników rezerwatów przyrody, którzy chcą przenosić tamtejsza cisze na wasz blok mieszkalny). Nagrywają nas wrogowie, którzy życzą nam najgorzej, chodząc bezczelnie za nami trzymając w ręku aparat i machając nim nam przed nosem. „I co mi zrobisz?” – powiedział do mojej koleżanki syn kobiety, która podejrzewała ją o romans z mężem. „Mam prawo cię nagrywać. Możesz mi nas* na głowę” – podsumował 14-latek.

Nagrywają nas w kawiarni, gdy jesteśmy znani (kategoria „ledwo rozpoznawalny też się załapuje”). Siedzisz i pijesz kawę, a sympatyczny kelner, który nalewa ci kawę i dostanie za to napiwek, na zapleczu wykonuje za dwa grosze telefon do kolegi z aparatem („mam tu tę X z tym Y”). Pstryk i kawa się kończy. Nagrywają w sklepie, gdy zmordowana po tygodniu robisz zakupy z jęczącym maluchem. Nie daj Boże, młody zacznie coś demolować, a materiał gotowy „Pani X nie radzi sobie z dzieckiem”. Przez dwa dni jesteś najgorsza matką w Polsce. Łyk wody, trzy oddechy i żyjesz dalej pewna, że i tak zaraz cię dopadną.

Nie musimy być znani, by nagrywali nas obcy ludzie na ulicy, bo a) mamy śmieszny kapelusz, bluzkę, buty b) coś śmiesznego dzieje się wokół nas, c) potknęła nam się noga i „śmiesznie” walnęliśmy twarzą w beton. Zamiast pomóc znajdą się tacy, którzy zrobią zdjęcie, snapa albo nagrają filmik. Kim trzeba być, by zamiast pochylić się nad drugim człowiekiem, odczuć współczucie, instynktownie podać rękę – myśląc o tym, by wykorzystać ten materiał dla własnych celów? Jakich? Przez te trzy sekundy błysnąć w Internecie. A że to złe? Nieważne, dziś zło sprzedaje się równie dobrze jak altruizm, a może i lepiej.

Dawniej elegancki pan na ulicy zatrzymałby się i nieśmiało zapytał, czy może zrobić zdjęcie, bo tak mu się podoba nasza sukienka. Dziś nikt nie pyta, czy wolno. Nie ma granic. Ta, która nagrywała gwałconą koleżankę, ale także wszyscy ci, którzy bawią się kosztem innych, krzywdzą, ośmieszają, zapomnieli o ludzkiej wrażliwości. Zapomnieli o empatii. Tym, co pozwalało nam ludziom zachować godność w najtrudniejszych warunkach życia.

Dziś człowiek wciąż się boi. Powinien się bać. Nie wiadomo w którą stronę zmierza polityka zagraniczna i czy wojna jest naprawdę tak abstrakcyjnym słowem we współczesnym świecie. Najgorsze, że zarówno w makro jak i mikro skali nie możemy czuć się bezpieczni. Bo nawet metr obok może się okazać, że człowiek człowiekowi wilkiem.


Hej, to ja, twoje poczucie winy. Kocham cię, nie odejdę!

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
21 kwietnia 2016
Hej, to ja, twoje poczucie winy. Kocham cię, nie odejdę!
Fot. iStock / LuckyNastia
 

„Nie powinnaś tak postępować” w słuchawce słychać głos mamy. Głos nie jest toksyczny. Jest ciepły, nawet czuły. No, ale jednak  w treści jest reprymenda. Powinnam inaczej. Chodzi o banalną rzecz, ale już czuję w żołądku skurcz. Nadchodzi, choć już od dawna nie mieszka ze mną na stałe. 

Mówi nawet:

Hej, to ja, twoje poczucie winy,

Przecież się nie wymigasz, tyle razem przeszliśmy. Nie myśl sobie, że puszczę cię wolno. Będę wracać aż się w końcu poddasz i zrozumiesz, że ty  i ja jesteśmy nierozłączni.

Wszyscy mówią ci: „wyluzuj”, „puść”, ale proszę cię, nie bądź głupia. Czy widziałaś, żeby któraś z twoich koleżanek naprawdę puściła. „Nie odchudzaj się” mówi najchudsza. „Nie pracuj tyle” mówi pracoholiczka. „Nie musisz robić wszystkiego” mówi ona, królowa łączenia wszystkiego. Każdy uspokaja cudze demony, żeby tylko nie rozmawiać ze swoimi. Nie bądź naiwna.

Zresztą przecież wiesz. Nieważne co ktoś ci mówi, ważne, że ja jestem. I chcę z tobą być.

Pamiętasz, przyszedłem do ciebie, gdy byłaś dzieckiem…

Brzydko jadłaś przy stole, narysowałaś źle literkę, nie wygrałaś zawodów sportowych, garbiłaś się, byłaś niegrzeczna. No przecież zawsze był jakiś powód. Sama wiesz.

Dorastałem z tobą i mówiłem. O nie, moja miła, nie jesteś wcale taką dobrą uczennicą, nie jesteś najładniejsza w klasie, nie jesteś najchudsza. Chudłaś i starałaś się być „naj”. Niepokoiłem się, gdy byłaś. To było okropnie męczące, ale sama wiesz, że zawsze potrafiłem się do ciebie w końcu dobić. Uderzałem w czułe punkty– dlaczego tak mało uczysz się języków, dlaczego zawody wygrał ktoś inny, a dlaczego nie masz piątki z matematyki. Polski wystarczy? Serio? Co ty taka zadowolona? Lubiłem jak się smuciłaś. Wiedziałem, że się starasz i zacierałem ręce: i tak w końcu przyjdę.

Dorastałaś i wciąż ze mną walczyłaś. Stawałaś się coraz lepsza…

 We wszystkim. Niepokoiłem się, przyznaję. Niepokoiłem się, gdy spotykałaś ludzi, którzy mówili, że jesteś dobra i cudowna. Wkurzałem się, gdy widziałem, że to czujesz. Najgorsze co mogli ci powiedzieć: „Jesteś jaka jesteś. Brr”.

Za pewna byłaś. Potem jeszcze spotkałaś tego dobrego faceta i już serio poczułem, że mnie zdradzasz. Ale na szczęście spotkała mnie nagroda. Urodziłaś dziecko. Och, macierzyństwo kobiety to piękny moment dla mnie. Przecież każda z was chce być matką doskonałą.

Rozpanoszyłem się w tobie jak prawdziwy władca. Nawet czasem żal mi ciebie było. Biedaczka, przez pierwszy rok nie spałaś, latałaś jak w jakimś ukropie. Zacierałem tylko ręce i szeptałem: Naprawdę ten wózek? Czy ten spacer nie powinien być dłuższy? Nie powinnaś już do lekarza? Nie za mało chodzisz do pediatrów? Nie powinnaś dłużej Czy to normalne, że on jeszcze nie siada, nie chodzi, nie mówi? Czy noszę dobrze, tulę dobrze?

Ależ miałem ubaw. Tylko ja wiedziałem co czujesz naprawdę. I tylko ja wiedziałem, że sam ci to funduje. Wybacz, kochana. Lubię być ważny.

A potem wróciłaś do pracy i wciąż miałem wiele do powiedzenia…

Czy nie siedzisz w biurze za długo? Czy na pewno ta niania jest dobra? Czy nie powinnaś jednak wybrać dziecka, a nie siebie? Dołożyłem ci tysiące innych dylematów. Lubiłem atakować cię w nocy. Wciąż zastanawiałaś czy jesteś dobrą matką, czy nie zawodzisz, nie powinnaś inaczej. Uwielbiałem cię taką widzieć. Niepewną i smutną. Wybacz, widziałem jak kochasz dziecko. Jak bardzo się starasz. Jak ci zależy, żeby kiedyś powiedziało: moja matka jest super. Jest cool. Jest dobra.

A przede wszystkim: umie kochać. Więc dręczyłem cię i zacierałem rączki

Potem zaczęłaś dojrzewać, a dojrzałość to dla mnie masakra…

Każda dojrzała kobieta żąda, żebym się wyprowadził. Powiedziałaś: basta, jestem jaka jestem. Trochę wiedziałem, że to są te same sceny co zawsze, ale niepokój jednak był.

Stwierdziłaś, że nie musisz być idealną matką.  Chciałaś się mnie pozbyć. Czasem popijałaś mnie winem, czasem biegałaś za dużo, pracowałaś, czasem rzucałaś wszystko, żeby z dzieckiem.

Wiem, że wiedziałaś, że kochasz po raz pierwszy naprawdę. Bez warunków i oczekiwań. Wyczuwałem twoją siłę.

Uderzyłem więc w twój związek…

Sama wiesz. Czy tak powinno wyglądać małżeństwo? Nie śpicie za mało? On się może za mało stara? Nie ma tej wyjątkowości. No wściekałem się, gdy on ci mówił, że tak cię kocha i żebyś była jaka jesteś. Co za nudna ohyda.

Tłumaczyłem ci więc. Czy tak żyje gospodarna żona? Czy nie powinnaś żyć w większym porządku. Czy odpowiednio dobrze gotujesz? Serio nie powinnaś piec ciast? Jest XXI wiek, dobre sobie. A co babcia mówiła? Och, im bardziej próbowałaś się mnie pozbyć tym bardziej jechałem po bandzie. Tłumaczyłem ci, że jesteś złą przyjaciółką, za mało się starasz, za mało ćwiczysz. Podcinałem ci skrzydła i to było takie miłe. Nawet pracy dotykałem– bo czyż nie powinnaś osiągnąć więcej, być lepsza, doskonalsza?

Na szczęście miałaś rodziców, i czasem mało życzliwe koleżanki. Wspierały mnie.

No a potem nie wiem, kompletnie ci odbiło. Nie krzyczałaś, nie robiłaś scen, powiedziałaś, że rozumiesz, że jestem, ale już nie jest nam po drodze. Tłumaczyłaś, że jestem iluzją,  wymaganiami stawianymi ci w dzieciństwie, że tylko cię krzywdzę i nasz związek już po prostu nie ma sensu. Chciałaś, żebyśmy rozstali się w zgodzie. Czytałaś mądre książki, spotykałaś się z dobrymi ludźmi, odsuwałaś się od tych, którzy chcieli, żebym wciąż z tobą mieszkał. I wciąż mówiłaś do siebie jak jakaś wariatka: wybaczam sobie. Brr.

To wziąłem te cholerne walizki, wyprowadziłem się do młodszej. Dobrze mi u niej, jest taka niepewna siebie. Niedawno urodziła dziecko, łatwiej mi ją urobić. Przychodzę też do wielu innych twoich koleżanek. I nie koleżanek też.

Ale wciąż za tobą tęsknię. I nie mogę zrozumieć– jesteś mniej idealna niż kiedykolwiek i mimo to nie chcesz, żebym wrócił?! A dla mnie kawa raz na jakiś czas to po prostu za mało. Mówisz, że żyje ci się lepiej i jesteś szczęśliwa. Nie ty jedna tak do mnie powiedziałaś. Nie sądzisz, że to okrutne? Tak pozbyć się towarzysza życia?

No dobra, trzymaj się. Jest rano. Idę do mojej młodszej, bo już się stresuje czy dobrze trzyma dziecko, mąż ma focha– coś jej tam poszepczę.

Ale do ciebie będę jeszcze próbował wrócić. Może mamy malutką szansę. Tyle razem przeszliśmy, już niejedna mnie wyrzucała, a potem znów przyjmowała. Wy, kobiety, jesteście takie głupie…

Ściskam (mocnooooo)

Kochające Cię na zawsze Poczucie Winy


Zobacz także

Fot. iStock

„Bo we mnie jest seks!”. Akcja „Oh!Mamo – jestem kobietą” wyzwanie #4

Fot. iStock / NinaMalyna

Eksperymentalny dzień dobra. Dla siebie. Kto z nami?

Fot. Screen z YouTube/ Heineken

#OpenYourWorld. Nowa reklama Heinekena pokazuje, że pomimo różnych poglądów, jesteśmy podobni