Przyjaciel może być bliżej niż myślimy. Zostań nim, od dziś na zawsze. Akcja „Prawdziwa przyjaźń”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
9 lipca 2016
Fot. iStock / nullplus
 

Jest sobota, weekend przed nami. To doskonały moment, żeby zrobić coś razem. Zaplanujecie wspólny dzień i popielęgnujcie swoją przyjaźń – tę niezwykłą, między dzieckiem a rodzicem. Wybierzcie się do kina, poczytajcie razem, idźcie na lody, pograjcie w piłkę w parku i po prostu pogapcie się w chmury. Bądźcie razem – to dzisiejsze zadanie! Przyjmujecie wyzwanie – zero wymówek, telefonów, maili? Dziś liczy się to, co między wami.

Nie oszczędzajcie czasu, tego który poświęcacie dziecku – zawsze warto!

Napiszcie w komentarzach, jak spędziliście ten dzień. Najfajniejsze komentarze nagrodzimy.

Akcja „Prawdziwa przyjaźń rodzi się w dzieciństwie”

Prawdziwe przyjaźnie rodzą się często w dziecięcych głowach, jeszcze na długo przed tym, gdy zmaterializują się w przedszkolu czy szkolnej ławce. Bądźcie z nami, od dziś będziemy wspierać was i wasze dzieci w poszukiwaniach prawdziwej przyjaźni w bardzo miłym towarzystwie BFG, czyli Bardzo Fajnego Giganta. Bo to właśnie tacy bohaterowie jak Sophie i BFG, zamieszkują w naszej wyobraźni, gdy jesteśmy mali i prowadzą nas trochę jak przyjaciel, trochę jak przewodnik do dorosłości. Sprawmy, by ta była wypełniona szczęściem – nie goryczą!

Co trzeba zrobić?

Trzy razy w tygodniu bedziemy przygotowywać dla was mapę naszej przyjacielskiej podróży, bądźcie z nami – piszcie w komentarzach do artykułów, jak udało wam się wspólnie pokonać kolejny jej odcinek! Jak szukacie z dzieckiem prawdziwej przyjaźni. Opowiedz nam, jak z wprowadzasz dziecko w świat przyjaźni. Najfajniejsze komentarze nagrodzimy.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Nagrody:

3 x razy zestaw 6 książek autorstwa Roalda Dahla, z urodzinowj edycji

Fot. Materiały prasowe

linia 2px

BFG – Najnowszy film od ludziołków, którzy stworzyli E.T. oraz od autora Charliego i fabryki czekolady i Matyldy. Bardzo Fajny Gigant nie jest takim sobie zwykłym olbrzymem. On jest aż nadto miły i w dodatku mocno zakręcony. Sophie doprawdy ma szczęście. Gdyby w środku nocy porwał ją inny gigant, szybko zostałaby jego śniadaniem. Gdy Sophie dowiaduje się, że olbrzymy knują niecny wypad, razem z BFG postanawiają raz na zawsze położyć temu kres.

Akcja trwa od 01.07.2016 – 14.07.2016 roku. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 26.07.2016 roku.


Żyjemy w koncepcji uciekającego czasu i zachwianych priorytetów… na wiecznym, cukrowym głodzie

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
9 lipca 2016
Oto człowiek współczesny. Pełen zdrowotnych problemów, ważący tonę ale niedożywiony i do tego na wiecznym, cukrowym głodzie.
Fot. iStock / knape
 

Nie należę do tych, które gotowanie z mlekiem matki wyssały. Jakieś inne to mleko było i do gotowania nigdy pasji nie wykazywałam. Jeść jadłam, ale jak mi ktoś smacznie ugotował. Nawet chłopaka raz sobie takiego dobrałam, żeby to on balety w kuchni wyczyniał. Ja wolałam pokój pomalować. Jak facet gotować nie chciał, czy zwyczajnie nie umiał, do restauracji chadzałam na obiady i kolacje. No i wstyd się przyznać ale obiady od mamy też zwoziłam w weekendy. Do zamrażalki i było co jeść przez prawie tydzień! Zupki, pierogi, mięsko w wekach… wystarczyło sałatę i pomidor kupić, a jedzenie było domowe i prawie gourmet! Do tego przekąski. Co się nawinęło bo akurat taki był smaczek. Drożdżówki, banan, kawałek kabanosa. Podjadałam sobie w przerwach. A że nie tyłam od tego wszystkiego (z jakiś niewyjaśnionych powodów, zwłaszcza że cukru to ja jadłam na kopy) to i jadłam sobie jak chciałam i na co mi akurat ochota przyszła.

Potem wyjechałam do Ameryki. I nagle jak mi 15 kilo nie przybyło w mgnieniu oka! Drugi podbródek prawie zaczął mi się kształtować, o spodniach, spódnicach i kieckach nie wspomnę, że się jakieś takie ciasne zrobiły. Co do podbródka, to ignorowałam go przez chwilę. Co do ciuchów, z radością pomknęłam na zakupy. Aż zobaczyłam to zdjęcie z Sylwestra i pomyślałam… w dobrym kierunku to wcale nie zmierza. Ruchu mi trzeba bo się w amerykański przypadek otyłości zamienię. O jedzeniu nie pomyślałam. Dalej restauracje, kupowanie na zamówienie, jak zrobiłam sałatę to miałam poczucie, że bardzo zdrowo jem.

Aż dopadł mnie rak. Rak piersi z serii masakra. Poszłam pod nóż i na chemię rzecz jasna. Wróciłam do wagi sprzed 10 lat, po pierwsze ze strachu, po drugie dlatego, że choroba zmusiła mnie do zweryfikowania diety. Z początku ciężko było, bo przecież przyzwyczaił się człowiek. Do jedzenia gotowego, szybkiego, pełnego smaku nie wiadomo skąd. No i do słodkości wszelakich. Coca colę, Sprite i inne sody też się nieraz spożywało, nie powiem. Nowa dieta tymczasem o tyle straszna mi się wydała, że do kuchni zaprosiła mnie w głębokim ukłonie. Obszar niezbadany, obcy, wrogi. Weszłam jednak, choć nieśmiało, a tam sprzęty science fiction! Piec, piekarnik, wyciskarki, blendery, przyprawy z piekła rodem, chyba! Lodówka, do tej pory przyjazna, nagle wypełniła się jedzeniem żywym niemalże! Kurczaki bez hormonów, z hodowli przyjaznej dla ptaka, jajka biologiczne, warzywa z organicznych certyfikowanych farm z całą bandą około towarzyszących ślimaków z tzw. symbiozy. Owoce też przestały być idealne w swych kształtach, w jabłkach odżyły robale z czasów kiedy dzieckiem u babci będąc, z drzewa zajadałam zielone guguły.

Wyzwanie największe to jak to wszystko do kupy poskładać, żeby posiłek jakiś logiczny wyszedł i żeby, błagam Cię dobry Boże, obiad smak jakiś miał. Straszny to był początek. Zupki na wodzie i na warzywach, zero Knorra, vegetty, glutaminianu sodu. Jak na patelnię rzucałam, to na olej kokosowy albo ten z awokado, bo każdy inny albo wydzielał jakąś tam śmierć albo temperatury nadmiernej nie znosił. Tak mędrcy mówili, więc ich słuchałam. Soli niewiele, chyba że morska była. Ale i tej morskiej też tyle co kot napłakał. Warzyw za to aż po horyzont, owoców równie wiele, przypraw ile dusza zapragnie, a wszytko świeże, pachnące, wibrujące kolorem, smakiem, soczystością zachwycającą. Bo tak się złożyło, że oto nagle, jedzenie prawdziwe, takie z natury wytargane, jak tęcza się rozwinęło paletą smaków i zapachów. Tak oto zaczęłam gotować. Zaczęłam oswajać kosmiczny ten statek kuchenny i powolutku Kuchenna Moja Odyseja zamieniła mi się w Samych Swoich. Alleluja, dzięki ci Panie.

Rozpisuję się na ten temat całkiem nie bez powodu. Jedzenie bowiem, to wielka część naszego codziennego żywota i zdaje się, że jako takie winno mieć jakieś tam poważanie. Tymczasem, większość ludkości je byle jak. Je byle gdzie. Je jak chwilę czasu skradnie, a i wtedy je na szybko i najlepiej w okolicznym fast foodzie. Także w domu wielu wcale w podróż kulinarną nie wyrusza, zamiast tego przeprocesowane pseudo żarcie wrzuca do mikrofali. Bez zastanowienia i bez jednej myśli o konsekwencjach, jakie za tym wszystkim idą. A idą.

Coraz częściej niestety przestajemy traktować posiłek jako swoisty rytuał. Żyjemy w koncepcji uciekającego czasu i zachwianych priorytetów. Wydaje nam się, że milion rzeczy nie może zaczekać, więc gonimy własny ogon jak zwariowane szczenię. Jedzenia w żadnym razie nie uważamy za sprawę ważną. Raczej wrzucamy w siebie cokolwiek i tak zaspakajamy głód. Kuchenne rytuały babek i prababek są nam prawie nieznane, wspominamy je jak  te sprawy z przeszłości, lekką melancholią podszyte. Ach te pierogi babci Marii, mówimy, zajadając pizzę z kolą. A tak po prawdzie, to wcale nie pamiętamy, ani smaku, ani zapachu, nie tylko pierogów, ale i całej sztuki ich robienia. Tak umiera tradycja. Przez pośpiech, wieczne zmęczenie i znużenie. Razem z nią zmienia się nasz smak.

Fot. iStock / HultonArchive

Fot. iStock / HultonArchive

Nasze kubki smakowe zapominają jak smakowało jedzenie przygotowane z prawdziwych i pożywnych składników. W ich miejsce wchodzi chemia. Pyszna, bo tak zaprojektowana, przez zainteresowane w zyskach korporacje. Zajadamy więc chipsy, mrożonki i hamburgery, na deser lukrowane ciastka i szklanka słodkiej jak diabli sody. Do tego kawa i energetyki, bo energię przecież mieć musimy. Zamiast energii jednak, lądujemy w szpitalu. Z rakiem, z cukrzycą, cholesterolem albo z ciśnieniem jak w samowarze. Oto człowiek współczesny. Pełen zdrowotnych problemów, ważący tonę ale niedożywiony i do tego na wiecznym, cukrowym głodzie.

Na szczęście dla tego człowieka, świat jakby powoli zaczyna się orientować. W sklepach obok żywności wysoko procesowanej, pojawiają się produkty w swojej postaci oryginalnej. Niektórzy idą jeszcze dalej zwracając uwagę na pochodzenie tychże produktów z upraw zdrowych, świadomych i organicznych. Ogarnięcie takiego pożywienia to właśnie owa sztuka. To rytuał, poniekąd właściwy człowiekowi przecież, który praktykowany z pasją i swoistą czułością, objawia się niebem w gębie. Takim, jakiego żadne sztucznie przetworzone pożywienie nie jest w stanie się pochwalić.

Fot. iStock / sestovic

Fot. iStock / sestovic


Pielęgnacja włosów latem – poznaj kilka prostych zasad

Joanna Fizia
Joanna Fizia
9 lipca 2016
pielęgnacja włosów latem
Fot. iStock / AlekZotoff

Słońce, wysoka temperatura, wiatr, słona – morska woda lub chlorowana w basenie – to bezlitośni wrogowie, zarówno dla Twojej skóry, jak i włosów. Musisz się więc przed nimi bronić, inaczej Twoja czupryna wypłowieje, straci blask, stanie się sucha, szorstka i łamliwa. 

Odpowiednia pielęgnacja włosów latem to konieczność i powinna wejść w nawyk, każdemu kto chce długo cieszyć się piękną, zdrową i lśniącą fryzurą. Tym bardziej, że to nic trudnego, wystarczy zastosować kilka prostych trików.

Zacznijmy jednak od faktów…

Dlaczego słońce szkodzi włosom?

Najbardziej zewnętrzna część włosa zbudowana jest z nachodzących na siebie komórek (łusek). Ich podstawową funkcją jest ochrona włosa przed szkodliwymi czynnikami środowiskowymi oraz przed nadmierną utratą wody. Latem, intensywnie działające słońce powoduje, iż owe łuski się odchylają, odsłaniając tym samym warstwę korową włosa i pozwalając by promienie słoneczne wnikały w jej wnętrze, niszcząc przy tym keratynę (białko, z którego zbudowany jest włos).

Jakie włosy są bardziej narażone na szkodliwe działanie słońca?

Na szkodliwe działanie promieni UV bardziej podatne są jasne włosy – blond i siwe, a także farbowane, ponieważ zawierają mało melaniny – barwnika, który stanowi naturalną ochronę przeciwsłoneczną. Im tego barwnika jest więcej, tym ochrona jest lepsza.

Jak chronić włosy przed słońcem i innymi szkodliwymi czynnikami?

1. Nakrycie głowy

Kapelusz, czapka, chustka – cokolwiek co zakryje głowę to podstawa i powinno stanowić obowiązkowy element każdej letniej stylizacji. Po pierwsze – uchroni ono bowiem przed udarem słonecznym, a po drugie – zminimalizuje ryzyko uszkodzeń struktury włosów, które powodują m.in. ich suchość i łamliwość.

2. Kosmetyki z filtrami UV

Włosy, tak samo jak skórę całego ciała, należy bezwzględnie chronić przed wpływem promieni słonecznych, stosując w tym celu kosmetyki z filtrami UV. Na sklepowych półkach można znaleźć całą ich gamę – mgiełki, olejki, kremy, maski oraz odżywki. Produkty te oprócz filtrów UV, zawierają również składniki nawilżające i regenerujące, takie jak: ceramidy, witaminy A, E, H i z grupy B, a także kolagen morski czy olejki roślinne.

3. Mycie

Latem wysuszona skóry głowy może się bardziej łuszczyć, podczas upałów mocniej pocić, zaś włosy traktowane ochronnymi produktami, typu olejki, mogą się szybciej przetłuszczać. Dlatego ważne jest aby je często i staranie myć, odpowiednimi szamponami. Warto przy tym pamiętać, że do samego mycia zalecana jest ciepła woda, która dobrze oczyści włosy z różnego rodzaju brudu, tłuszczy i resztek kosmetyków, natomiast do płukania, najlepiej używać letniej wody, która zamknie łuski włosa.

4. Suszenie

Włosy powinny wysychać samoistnie, bez pomocy suszarki. Nie zaleca się również by wychodzić z mokrą głową na dwór – na wiatr i słońce, gdyż mokre włosy są podatniejsze na urazy, a znajdujące się na nich krople wody działają jak soczewka, która skupia promienie ultrafioletowe, przyczyniając się tym samym do niszczenia struktury włosa.

Fot. iStock / Volodina

Fot. iStock / Volodina

5. Odżywianie

Stosowanie odżywczych masek po umyciu włosów, powinno nam wejść w nawyk i tym samym, dobrze by było aplikować je przynajmniej 1-2 razy w tygodniu.

6. Ochrona przed morską i/lub chlorowaną wodą

Najlepiej jest w ogóle nie moczyć włosów w słonej i chlorowanej wodzie, ponieważ wykazują one szkodliwe działanie. W tym celu warto wiązać włosy wysoko, na czubku głowy, w kucyk lub kok. Jeśli jednak chcemy popływać i zmoczenie głowy jest nieuniknione, warto przed kąpielą nałożyć na włosy olej: z pestek malin, kiełków pszenicy, orzechów laskowych, awokado, kokosowy, marchewkowy lub masło shea. Zawierają one bowiem naturalne filtry przeciwsłoneczne.
Po każdej kąpieli natomiast, zaleca się dokładnie spłukać głowę pod prysznicem.

7. Dieta

Włosy zbudowane są m.in. z białek i mikroelementów. Jeżeli w naszym organizmie występuje ich niedobór, logiczne jest, że następuje ich spadek również we włosach. Dlatego kluczem do sukcesu jest zbilansowana dieta, bogata w białko, żelazo, cynk, selen, witaminy (A, B, C, D, E, H) oraz kwasy tłuszczowe omega-3. Wprowadź więc do codziennego jadłospisu: owoce, warzywa, orzechy, chude mięso, tłuste ryby, produkty pełnoziarniste, a także rośliny strączkowe.

8. Nawilżanie od wewnątrz

Nie od dziś wiadomo, że nawilżać należy się nie tylko z zewnątrz, ale i od wewnątrz. Dostarczaj więc organizmowi dużo płynów, najlepiej w postaci niskozmineralizowanej wody niegazowanej. Podziękuje Ci za to całe Twoje ciało, skóra i włosy.

Reasumując, w słoneczne dni chroń włosy przed szkodliwym promieniowaniem UV, ukrywając je pod nakryciem głowy. Po powrocie z plaży lub basenu, dokładnie umyj włosy, nanieś na nie odżywkę, a co 2-3 dni zaaplikuj maskę – najlepiej jest używać produkty z tej samej serii, bowiem wzajemnie się one uzupełniają. Zadbaj o urozmaiconą dietę. Pij dużo wody i ciesz się piękną lśniącą czupryną!


Zobacz także

Pesymizm ma swoje dobre oblicza. Warto docenić pesymistów, dla tych kilku cech

Sephora University

Przygotuj się do rekrutacji z Sephora University!

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o zdrowym odżywaniu, ale nie wiecie, kogo zapytać i gdzie szukać