Kto słowem wojuje, od słowa ginie. Uważaj na to, co mówisz przy dziecku!

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
28 października 2015
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Cisza, spokój, dzieci bawią się w swoim pokoju. Starszy siedzi i grzebie przy zabawkowym motorze i nagle słychać “no nie, tuta mać, no nie”! Zaniemówiłam przez chwilę, po czym upewniłam się, czy mąż słyszał to samo co ja. Słyszał, niestety.

Pierwsza reakcja? Jak dobrze, że nie mówi wyraźnie, bo gdyby tak było, wszyscy wiedzieliby, jaki bogaty zasób słów posiada moje dziecko. Druga myśl i działanie to oczywiście: “Synu, nie wolno tak mówić, to brzydko”! Ale człowiek sam musi się w pierś uderzyć, bo dzieciaki takich słów z kosmosu nie biorą, skądś musiały to słyszeć, a ja przecież dobrze wiem skąd…

Jestem świadomym rodzicem, wiem, w jaki sposób chcę wychowywać moje dzieci. Mam założone, jakich błędów nie będę popełniać, a mimo to z wielką gracją łamię notorycznie własne zasady. No i jak dzieciak nie ma brać przykładu, skoro zakazany owoc smakuje najlepiej, a w dodatku rodzice świadomie lub poza kontrolą robią i mówią to, czego absolutnie robić i mówić nie powinni?

Słowa ciężkiego kalibru

Przekleństwa w ustach małego dziecka powinny kaleczyć uszy i serca dorosłych. To wstyd dla rodziców, jeśli dzieciak posługuje się słownictwem rynsztokowym. Choć dla młodzika to radocha, bo widzi, jaką siłę rażenia ma to, co z taką lubością wypowiada. W dodatku zawsze znajdzie się jeden “mądry”, który  będzie się cieszył, że taki mały, a taki wyszczekany, więc dzieciak jeszcze chętniej powtórzy sławetne  “k*rwa mać” z uśmiechem na ustach.

Ale wracając do normalnych rodzin, i tu się takie kwiatki zdarzają. No bo przyznajcie uczciwie, czy wam się nie przytrafiło zakląć pod nosem bo coś nie wyszło? A może rozemocjonowane rozmawiałyście głośno z przyjaciółką przez telefon, i chcąc nie chcąc leciało mięso w eter? A dzieci są bardzo sprytne i mają wyśmienity słuch. Wystarczy, że raz i drugi użyjesz mocnego słowa, a dziecko bez ostrzeżenia powtórzy to samo podczas zabawy, czy rozmowy z kolegami w przedszkolu.

Przyznam bez bicia, miałam raz zawstydzającą rozmowę z wychowawczynią z przedszkola, bo moje dziecko użyło w sali przekleństwa, więc powinnam o tym wiedzieć. A wiem, bo umówmy się, że raz, może nawet drugi i trzeci starszak słyszał przekleństwo, mimo że mówiłam coś do siebie pod nosem i absolutnie nie z intencją, aby on tego słuchał, a jeszcze gorzej – powtarzał. Co czułam po rozmowie w przedszkolu? Wstyd jak cholera (sic!), wymamrotane “przepraszam, to się nie powtórzy”, ale że człowiek jest tylko człowiekiem, muszę się naprawdę ugryźć w język, bo nie łatwo  jest kontrolować się przez cały czas.

Lubię to!

Jakby nie patrzeć, lubimy przeklinać. Przekleństwa podkreślają emocje, służą za przerywnik. Zgodnie z kąśliwą uwagą, że jedno “k*rwa mać” służy za tysiąc słów. Zaprzeczycie? Ale lubimy też wypić lampkę wina, zapalić papierosa i łamać zasady, choć nie chcemy, aby dziecko robiło to samo. Trzeba więc się hamować, żeby później nie dziwić się, a skąd nasze szczęście stało się wygadane w tak negatywny sposób. Dzieciak zacznie od jednego słowa, a później będzie układał prawdziwe litanie, i to bez zająknięcia! Pomyślcie skoro tak wcześnie się zaczyna, to w jakim punkcie będzie później nastolatek, dla którego to jest norma?

Podam przykład pierwszych zajęć w jednej ze szkół w których pracowałam. Na polecenie moje, aby towarzystwo wyciągnęło zeszyty i podręczniki usłyszałam, jak jeden uczeń mówi głośno do drugiego – “w ch*ju to mam, nie będę się uczył”. Bomba, prawda? Mało nie wpadłam pod biurko, zanim wyszłam z szoku, jak wysłowić się potrafi nastolatek i to przy nauczycielce, KOBIECIE! No ale cóż, myślę, że nie nauczył się przeklinać miesiąc wcześniej.

Przekleństwa to nie wszystko…

Dziecko poza szybką nauką zakazanego, chętnie też powtarza inne prawdy objawiane przez rodziców, szczególnie na tematy innych osób. – Ciocia, a mama mówiła tacie, że ty to jesteś taka puszczalska, bo przy jednym chłopie nie możesz usiedzieć. A czemu nie możesz, bo ja nie wiem?- zaszczebiocze słodkim głosikiem nieświadoma 5 latka. A ciotka poczerwieniała z wściekłości, w trybie natychmiastowym albo rzuci się na ciebie z intencją wydrapania oczu, albo śmiertelnie obrażona wyjdzie ze spotkania. A przecież to nie miało wyjść poza uszy twojego męża! Niestety, dziecko jest jak dyktafon i katarynka w jednym. Co usłyszy to powtórzy, bez świadomości konsekwencji, jakie nastąpią po wyjawieniu tajemnych komentarzy rodzica.

Miej więc z tyłu głowy, żeby pół słówkiem nie zająknąć się w promieniu przebywania twojej pociechy o tym, z czego wolałabyś się później nie tłumaczyć. A sprytne maluchy potrafią powtórzyć, ubarwić i roznieść każdemu, kto nadstawi uszu sprawy, które nigdy nie powinny wyjść poza wasz dom. I nie chodzi już tylko o soczyste przekleństwa. Oszczędź sobie wstydu i zachodu przy odkręcaniu takich sytuacji, bo j osoba o której mowa racze nie uwierzy w wyjaśnienie, że akurat ty tego nie powiedziałaś, tylko  dzieciak ma wyjątkową wyobraźnię. Pamiętaj, kto słowem wojuje, od słowa ginie!


Wiśnie na torcie – moja kalifornijska rak-story

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
28 października 2015
 

W 2013 roku zdiagnozowano u mnie raka piersi. Sprawa jawiła się jako poważna, tumor był agresywny i nietypowy, a ja miałam wtedy 39 lat i oniemiałam ze zdumienia. W tym też stanie swoistej, mentalnej blokady wpadłam w tryby medycznej machiny i zanim na dobre zorientowałam się w sytuacji, byłam po pierwszej operacji i podążałam drogą szybkiego ruchu prosto do „komory chemicznej” na kilkumiesięczne chemo-party.

Świat w jakim się wtedy znalazłam był dla mnie terenem niezbadanym i na mój instynkt, niebezpiecznym. Był przy tym tak doskonale zorganizowany i tak sprawny, że niejednokrotnie chyliłam przed nim czoła. Ten medyczny ul wiedział co robił, a robił wszystko na czas i za niebagatelne pieniądze.

Aby jakoś ogarnąć szalejące w moim życiu tornado, potrzebowałam odzyskać grunt pod nogami. I wtedy zaczęłam pisać. Zapisywałam wszystko co leżało mi na duszy i bolało w ciele. Było terapeutycznie więc powstał rakowy memoir. Pierwsza część mojej przyszłej książki.

Potem przyszedł czas na rozdział drugi. To w nim zapisałam moją autorską pigułkę na raka. Spreparowałam sobie takową, bo niezależnie od medycznych sztuczek, musiałam mieć jakiś własny wachlarz sposobów na raka. Dieta, medytacje i zdrowy tryb życia. Z jednej strony stały się one moją tarczą i mieczem na rako-wojnie, z drugiej zaś, zawiodły mnie do miejsca w duszy, w którym odnalazłam spokój i siłę, o której nie wiedziałam, że we mnie jest. Pojęłam też znaczenie całej tej rako-bzdury i postawiłam na „La Grande Bellezza”, Wielkie Piękno.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

„Wiśnie na torcie” nie o wypiekach lecz o raku traktują. Co ważne, czynią to w sposób, który odziera chorobę z czarnego PR’u, tego samego którym raczy się raka od lat wielu, siejąc postrach wśród żywych, chorych i zdrowych. Rak ma Wielkie Oczy, bo taki dostał profil. Tymczasem z doświadczenia wiem, że i tę chorobę można oswoić i nadać jej barw. Chorzy na raka znacznie bardziej potrzebują barwnego świata niż zdrowi. Moja książka pełna jest więc koloru, zdjęć, cytatów i myśli, które odczerniają raka i zachęcają do kreatywnego spojrzenia na chorobę. Jest zaproszeniem do podróży, metafizycznej podróży w głąb siebie i zachętą do życia, którego jakość, bez względu na chorobę, jest najlepsza jaka może być.

Po to ją napisałam.
Po to wydałam.
I w tym to celu udostępniam tym wszystkim, którzy nie chcą dać się rako-bzdurze.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 


Młodość – czy można ją zachować przez całe życie? Zobacz co nam ją odbiera, a co daje

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 października 2015
Fot. iStock/pixelfit

Wszystkim jest chyba znane powiedzenie, że lat mamy tyle, na ile się czujemy. I nie ma co ukrywać, że bardzo dużo w tym prawdy. Pytanie tylko, jak sprawić, by pomimo jakby nie było upływającego czasu czuć się młodo? Spróbujemy znaleźć odpowiedź, ale przestrzegamy, że stawiamy na proste i sprawdzone sposoby. Nikt nikogo nie będzie namawiał ma odwiedzenie gabinetów medycyny estetycznej. Przynajmniej na razie.

Bo przecież o tym, czy młodość będzie nam towarzyszyć przez całe życie, nie decyduje ilość zmarszczek na twarzy. Czy może decyduje? No dobra, to też jest ważne, ale nie zawsze konieczna jest ingerencja chirurga. Same zobaczcie.

Co nas odmładza?

Śmiech

Śmiej się tak często, jak się da. Czy wiesz, że 1 minuta snu wydłuża nam życie o 10 minut, jest jak 45 relaksu? Do tego, kiedy się śmiejemy pracują niemal wszystkie mięśnie naszej twarzy fundując jej codzienną gimnastykę. Poza tym śmiech zapewnia nam dobry nastrój, a nic tak nie odmładza nas jak radość wypisany na twarzy i błyszcząca w oczach. Śmiech uwalnia endorfiny nazywane hormonami szczęścia, i jak tu nie czuć się młodo.

Sen

Młodość na długie lata może przedłużyć nam sen, bo przecież nic tak nie regeneruje naszego ciała i mózgu. Często o tym zapominamy. A naprawdę warto wcześniej wyłączyć telewizor, zgasić światło, odłożyć na poranek pilnego maila i wyspać się. Co istotne – ważna jest nie tyle długość snu, co jego głębokość, dlatego musimy sobie dawać szansę, by tę najgłębszą część snu wydłużyć. Jeśli masz problem ze spokojnym snem, nie możesz zasnąć, wyjdź na 15 minutowy spacer wieczorem. Z pewnością pozwoli ci to lepiej pospać. A człowiek wyspany, to człowiek szczęśliwy. Z twarzą, która nie wygląda już z samego rana na zmęczoną i wymiętą, wręcz przeciwnie – widoczny jest na niej zasłużony odpoczynek.

Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

Dieta

Tak, wiem, na słowo dieta większość z nas się jeży. Ale tu nie chodzi o to, żeby narzucać sobie jakikolwiek rygor jedzeniowy, ale by zwrócić uwagę na to co jemy. Byśmy w ciągu całego dnia zjedli pięć porcji warzyw i owoców. To może być naturalny sok, jabłko. Przegryzienie na drugie śniadanie marchewki, czy kanapka, w której znalazło się miejsce na sałatę. Tak niewiele trzeba by poprawić kondycję naszego układu pokarmowego, poprawić metabolizm i poczuć się lżej. Jesteś tym, co jesz – to prawda, ja bym do tego dodała: Czujesz się tak, jak jesz. Jeśli jeszcze ciężko i tłusto – tak się właśnie czujesz, ciężko w tym odnaleźć młodość.

Ruch

Uważaj, widzę, jak przewracasz oczami. Ruch to nie znaczy morderczy wysiłek co drugi dzień i wypruwanie sobie żył. Chcesz czuć się młodo – ruszaj się. Zostaw auto dalej od pracy i przejdź się, pojedź rowerem do kosmetyczki, przyjaciółki. Zapisz się choć raz w tygodniu na aerobik, a w weekend zaplanuj długi spacer z rodziną. Ruch to także endorfiny, które motywują nas do działania. I wywołują uśmiech na twarzy, co jak wiemy jest dodatkowym plusem w budowaniu naszego dobrego nastroju. Kiedy zapewniamy sobie ruch na świeżym powietrzem, wspieramy naszą odporność, poprawiamy naszą kondycję, damy o układ oddechowy i krążenie. Tak wiem, że problemy z ciśnieniem i zadyszką jeszcze nas nie dotyczą, więc sprawmy, by nigdy nas nie dotyczyły lub by było to jak najpóźniej.

Co nas postarza?

Chcesz wiedzieć, co sprawia, że wyglądamy na więcej lat niż w rzeczywistości mamy? Może uda się tobie, jeden z tych czynników, jeśli jest twoim udziałem, wyeliminować.

Palenie papierosów

Ci, którzy palą, zawsze wyglądają starzej, nawet gdy z nikotyną pożegnali się przed trzydziestką. Palisz? To niestety twoja skóra ma szary odcień, a zmarszczki szybciej się pogłębiają. Podobno każde 10 lat palenia jest w stanie postarzeć palacza nawet o 2,5 roku.

Chcesz zachować młodość? Nie pal.

Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

Leki na depresję

Kto by pomyślał, że antydepresenaty mogą wpłynąć niekorzystnie na nasz wygląd. Dlaczego? Te właśnie leki sprawiają, że mamy słabsze mięśnie twarzy, zwłaszcza te wokół oczu.

Słońce

To moja słabość. Nie leżę na słońcu, ale też go nie unikam, lubię być opalona. Niestety to jeden z czynników, który w znacznym stopniu postarza naszą skórę. Wysusza ją, sprawia, że na naszej twarzy pojawiają się przebarwienia, zmarszczki. Regeneracją po słonecznym lecie trudno zatuszować wpływ promieni słonecznych na skórę. Niestety…

Rozwód

Czy wiecie, że rozwód może postarzać nas niemal o dwa lata? Dlaczego? Ponieważ jest ściśle związany ze stresem, który rozstaniom towarzyszy. Jeśli dopiszemy do tego smutek, łzy, nieprzespane noce – sprawa jest jasna. Rozwód nie służy, by czuć się młodo. Choć często właśnie po nim, po otrząśnięciu się kobiety nabierają blasku odzyskując radość życia. Więc może tu znajdujemy w naszym samopoczuciu równowagę.

I jakie są wasze odczucia? To tylko szybki przegląd tego, jak w prosty sposób zatrzymać przy sobie młodość. Jeśli chwilę się zastanowić nad tym, co wyżej napisane, to naprawdę niewiele trzeba, by zadbać o siebie i swoje samopoczucie. Spróbujcie!


Zobacz także

Jak wybrać rowerekbiegowy dla dziecka

10 tematów dotyczących bezpieczeństwa, o których musisz porozmawiać z dzieckiem

Jak wychować dziecko tak, by było szczęśliwe w dorosłym życiu? Pokaż mu, że twoje szczęście nie zależy od innych

Suplementacja dla kobiet w ciąży. Jakie witaminy będą odpowiednie dla przyszłej mamy i jej dziecka?