Problem dłużników alimentacyjnych wychodzi z podziemi. Są nowe propozycje zmian prawa, by rodzice w końcu zaczęli płacić na swoje dzieci

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 kwietnia 2017
Alimentacyjny absurd goni absurd, a rząd myśli, że dokonuje przełomu. Śmiech na sali, proszę Państwa
Fot. iStock/ SinanAyhan

Pamiętam pierwsze publikacje na temat alimentów i radość środowisk związanych z zadłużeniem alimentacyjnym. „My już pewnie tych pieniędzy nie odzyskamy, ale może dla innych dzieci się uda” – mówiły założycielki Stowarzyszenia „Dla Naszych Dzieci”, które miały dość siedzenia cicho i pracowania na trzy etaty. Miały dość obserwowania innych kobiet, które nie upominają się o pieniądze należne ich dzieciom, a które stają na głowie, by te nigdy nie poczuły się gorzej, bo tatuś lub mamusia o nich zapomnieli.Znaleźli się ludzie, którzy dotarli do mediów, zrobili wszystko, by nagłośnić problem, by pokazać, że ponad milion dzieci nie otrzymuje alimentów od swoich rodziców. Że są rodzice, którzy po rozwodzie umyli ręce od byłej żony czy męża i od własnych dzieci.

Dotarli do mediów, dotarli do rządu, w którym dłużników alimentacyjnych także można spotkać i którym z pewnością nie na rękę jest zmiana dotychczas obowiązującego prawa. Prawa, które dotychczas chroniło dłużników alimentacyjnych, a pozostawiało ponad milion dzieci bez wsparcia finansowego. Zaczęto pokazywać palcem, że ja i że ty płacimy na te dzieci, to pieniądze z naszych podatków zasilają Fundusz Alimentacyjny, na którego pomoc i tak mogą liczyć nieliczni.

Powoli wszystko się zmienia. Dłużnicy alimentacyjni mogą zostać ukarani grzywną bądź więzieniem, jeśli będą zalegać z wpłatą alimentów. Mówiło się, że dotychczasowe zmiany w prawie, to jedynie zmiany kosmetyczne, z których rewolucji nie będzie, ale rozpędzonej machiny już się nie da zatrzymać. Obecnie resort rodziny pracuje nad kolejnymi projektami dotyczącymi alimenciarzy. Co może się zmienić?

Otóż mówi się o tym, by dłużnicy alimentacyjni trafiali na tak zwaną czarną listę. Dotychczas w systemie widoczni byli jedynie ci mający dług wobec Funduszu Alimentacyjnego, teraz ma się to zmienić i na czarną listę mają trafiać także ci majętni alimenciarze, którzy ukrywają się za plecami swoich nowych żon (pewnie też mężów, jeśli chodzi o kobiety), matek i pracodawców, którzy udają, że ich nie zatrudniają. W Niemczech dłużnik alimentacyjny trafia do „systemu”,w którym jest widoczne jego zadłużenie – ma on problem z wynajęciem mieszkania, ze zmianą pracy, z kupnem samochodu. Może takie działania utrudniające codzienne życie sprawią, że i u nas dwa razy ktoś pomyśli, nim nie zapłaci.

Poza tym w resorcie rodziny pojawił się pomysł sprzedania długu alimentacyjnego do firmy windykacyjnej. Oczywiście nie pozwoli to ściągnąć całości zadłużenia, ale czasami nawet jego część już w dużym stopniu pomoże domowemu budżetowi tych, którzy dzieci utrzymują samodzielnie biorąc za nie całkowitą odpowiedzialność. Nie raz słyszałam o długach alimentacyjnych sięgających ponad 100 tysięcy złotych, w których odzyskaniw matki przestały wierzyć.

Kolejnym sposobem na pokazanie dłużnikom, że ich postawa nie przyniesie im niczego dobrego, jest propozycja prac publicznych. Nie płaci, bo nie pracuje, bo nie ma pieniędzy? Państwo mu pomoże, zleci prace publiczne za odpowiednie stawki i z tego dłużnik spłaci swoje zaległe alimenty. I pewnie są tacy, którzy na propozycję pracy, by się ucieszyli, ale nie oszukujmy się – większość alimenciarzy pracuje, tylko ukrywa swoje zarobki, udaje, że wpada codziennie na kawę na osiem godzin do firmy, w której wcześniej pracował. Przymusowe prace publiczne zmuszą ich do określenia się – gdzie tak naprawdę pracujesz? Może i wtedy pracodawcom się oczy otworzą, że krycie dłużnika nie jest dla nich żadną korzyścią.

Jest jeszcze jeden pomysł, by dłużnikom alimentacyjnym potrącać świadczenia, które otrzymują na swoje kolejne dzieci w nowych związkach, tu idealnym narzędziem może okazać się się 500 plus, którego w domowym budżecie dłużnika mogłoby zabraknąć. Taka konsekwencja obejmowałaby tych, którzy odmówiliby podjęcia pracy proponowanej przez urzędy pracy.

Myślę, że już same rozmowy o tym, jak rozwiązać problem ściągalności alimentów to krok milowy w tej sprawie. W końcu wszyscy usłyszeli głośno, że alimenty nie są na waciki dla byłych żon, ale dla dzieci, które rodzic porzucił, o których zapomniał i nie ma zamiaru brać za nie żadnej odpowiedzialności. Może przestanie obowiązywać zmowa milczenia, może zaczniemy publicznie piętnować tych, którzy nie płacą na swoje dzieci, a nie udawać, że problem nas nie dotyczy i właściwie nie istnieje. Może rząd zaostrzy prawo tak, by każdy, kto zapomina o swoim dziecku, odczuł to na własnej skórze.


źródło: Gazeta Prawna

 


Dlaczego boimy się innych ludzi?

Redakcja
Redakcja
11 kwietnia 2017
Fot. iStock
Fot. iStock

Boisz się kontaktu z obcymi osobami? Co czujesz? Jesteś zdenerwowana, serce ci wali, ręce się pocą. Uświadamiasz sobie, że to zwykły strach. Zazdrościsz wszystkim, którzy na luzie poznają nowe osoby, a nawet traktują to, jako nowe doświadczenie i coś ekscytującego. Ty tego nienawidzisz. Ale nie wiesz kompletnie dlaczego. Nie cierpisz przecież na socjofobię, czyli strach przed ludźmi. Jakie mogą być powody twojego lęku? Aby lepiej ci się żyło, powinnaś rozpoznać przyczynę i w miarę możliwości ją pokonywać.

Odrzucenie przez rówieśników

Psychologowie najczęściej powodów strachu przed ludźmi doszukują się w przeszłości. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak mocno na ciebie wpłynąć może nawet jednorazowe odrzucenie ze strony rówieśników. Pamiętasz sytuację, kiedy podeszłaś do grupy koleżanek i zapytałaś, czy możesz z nimi zagrać w grę? Chórem odpowiedziały, że mają już komplet i że nie potrzebują kolejnej dziewczynki. Kolejnej, czyli konkretnie ciebie – takie przeświadczenie pozostało w twojej podświadomości. Pamiętasz, jak się wtedy czułaś? Złość. I było ci po prostu cholernie przykro. To zdarzenie zostało w tobie. I jeśli w ciągu swojego życia sobie z tym nie poradziłaś, mogło się odbić na twoim podejściu do obcych ludzi. Czyli ludzi, którym nie ufasz i w kontakcie z którymi istnieje możliwość, że mogą ci odmówić. A ty nie chcesz kolejny raz czuć tego, co poczułaś w przeszłości.

Utarte przekonania

To, co zostało nam przekazane gdy byliśmy dziećmi, mocno wwierca się nam w podświadomość. Dzieci są jak gąbki, które chłoną zachowania rodziców, nauczycieli, rówieśników, rodziny i innych osób, wśród których dorastają. Przejmują ich perspektywę, podejście do świata i ludzi. Dlatego, jeśli często słyszałaś „uważaj na obcych”, w twojej podświadomości utarło się przekonanie, że obcy mogą być źli, mogą zrobić ci krzywdę i lepiej ich unikać.

Osobiste doświadczenia

Jeśli doznałaś kiedyś krzywdy od obcych ludzi, zarówno tej słownej, jak i fizycznej, możesz czuć strach przed obcymi. Nikt z nas nie chce ponownie zaznać aktu przemocy, dlatego unika tego, co może być jej narzędziem. Każde złe słowo wypowiedziane pod naszym adresem ma mocny wpływ na nasze dalsze życie i to, jak postrzegamy siebie, świat i ludzi. Dlatego tak ważne jest, aby pamiętać o potędze słowa. Raz rzucony tekst do kogoś, z pozoru nic nieznaczący, może zaważyć na czyimś życiu.

Brak wiary w siebie

Niska samoocena skutecznie może pozbawić się odwagi i chęci poznawania nowych osób. Stając oko w oko z obcym, czujesz, że on cię w tym momencie ocenia. Wiesz, że na pewno nie podoba mu się to, co przed sobą widzi. „Na pewno nie będzie chciał ze mną dłużej rozmawiać, bo przecież jesteś tak mało interesująca…” – myślisz. Niestety, zdarza się tak, że ludzie oceniają nas tak, jak my siebie postrzegamy i pokazujemy to na zewnątrz poprzez naszą postawę, sposób ubioru i język. Ale uwierz – w ocenie samego siebie jesteśmy bardziej krytyczni niż obcy ludzie w ocenie innych. Dlatego przestań myśleć, że jesteś beznadziejna i nie masz nic do zaoferowania. Nie skazuj siebie na pozycję przegranej, której nikt nie chce poznać. Pokochaj siebie i zaopiekuj się sobą.

Zawiedzione zaufanie

Zaufałaś… a ta osoba cię zdradziła. Oddałaś jej całą siebie, swoje tajemnice i kawał życia. Zawód strasznie bolał i ciężko było ci się pogodzić ze stratą. Od tej pory wytworzył się w tobie mechanizm obronny. Nikogo nie dopuszczasz do siebie i już na pewno nikomu nie zaufasz. Dlatego każdą osobę traktujesz z dystansem i boisz się, że znowu cię to może spotkać.

Ktoś cię zaatakował

Szłaś ciemną ulicą, nagle poczułaś mocne szarpnięcie. Nawet nie zdążyłaś zareagować, a złodziej już biegł z twoją torebką. Nic ci się nie stało, na szczęście. Ale od tego momentu bacznie rozglądasz się na boki. Zaczynasz bać się ludzi i starasz się unikać poznawania nowych osób. Od tamtej nocy widzisz w ludziach tylko ich złe zamiary względem ciebie i posądzasz ich, że chcą cię skrzywdzić.

Strach przed poruszeniem tematu

Nie należysz do osób przebojowych i starasz się jak najrzadziej zabierać głos. Zawsze przerażały cię rozmowy z nowymi osobami, bo po prostu nie wiesz, o czym możesz z nimi rozmawiać. Gorączkowo rozmyślasz nad tematem, który możesz rozpocząć. Wydaje ci się, że każdy jest durny i błahy oraz zostanie źle odebrany przez rozmówcę.

Wyolbrzymianie sytuacji

Boisz się, że każdy ma wobec ciebie nieczyste zamiary i chce cię wykorzystać. To jest wręcz twoja paranoja, bo nie potrafisz realnie ocenić intencji poznawanej osoby i wyolbrzymiasz sytuację. Niby masz odebrać od niej tylko przedmiot, który wystawiła na sprzedaż na stronie internetowej, ale ty widzisz, jak cię okrada i wywozi do domu publicznego. Dla każdej sytuacji masz swój okropny scenariusz.

Każda z wymienionych przyczyn jest bardzo poważna. Możesz sama zacząć z nią walczyć, jednak najczęściej potrzebna jest pomoc specjalisty. Dzięki szczerej rozmowie z psychologiem bądź psychiatrą uświadomisz sobie, jak głęboko leży w tobie problem. Znajdziecie wspólnie jego rozwiązanie, a twoje życie stanie się łatwiejsze. Ludzie nie są źli i warto się na nich otworzyć, choć bywa to czasami bardzo ciężkie.


Źródło: quora.com


Anna Lewandowska go uwielbia. Dlaczego warto dodać seler naciowy do diety?

Redakcja
Redakcja
11 kwietnia 2017
Fot. iStock
Fot. iStock

Seler naciowy to prawdziwe bogactwo witamin i składników mineralnych, które korzystnie wpływają na nasze zdrowie i urodę. Naukowcy stwierdzili, że zawiera nawet 86 różnych substancji! Jednak pomimo swoich wielu zalet, jest niedoceniony w polskich kuchniach. I to jest duży błąd, który należy naprawić. Zobaczcie, dlaczego powinien znaleźć się w diecie każdej z nas, a już na pewno w diecie kobiet odchudzających się.

Łodyżka selera najczęściej wykorzystywana jest jako dodatek do sosów i sałatek, rzadko kiedy sięgamy po nią jak po przekąskę. Warto wziąć przykład z celebrytów oraz modelek, wśród których jest prawdziwym hitem. Gwiazdy pokochały ją w szczególności za właściwości odchudzające. Przyspiesza metabolizm i jest sycącą, ale jednocześnie bardzo nisko kaloryczną przekąską – łodyżka zawiera 10 kcal, dlatego sięgaj po nią bez wyrzutów sumienia.

Jeśli się odchudzasz – nie zapomnij, aby spożywać dużo błonnika, który daje uczucie sytości na długo i sprawia, że rzadziej sięgamy po jedzenie. Zamiast brać tabletki, warto wybrać jego naturalne źródło, czyli warzywa. W selerze znajduje się 1,6 g/100 g tego włókna.

Taka dawka błonnika pomaga zmniejszyć ilość złego cholesterolu (LDL). Wystarczy spożywać 1-2 łodyżki selera w ciągu dnia, aby zniwelować negatywne skutki LDL, czyli miażdżycę oraz prawdopodobieństwo chorób serca.

Podczas kuracji odchudzającej powinno zadbać się o odpowiednie nawodnienie organizmu. Dlatego sięgnij po seler, który składa się w 95 proc. z wody! Odpowiednie nawodnienie sprawi, że przyspieszysz trawienie i zapobiegniesz zaparciom. Spożywając seler, dodatkowo oczyścisz organizm z toksyn oraz przyspieszysz spalanie tłuszczu.

Odpowiednie nawodnienie sprawi, że twój organizm będzie ci wdzięczny. Twoja skóra stanie się jędrna, znikną obrzęki i poprawi się twoja cera oraz włosy. Seler jest uznawany za naturalny środek zatrzymujący i przywracający młodość. Wszystko to dzięki zawartości wody, witamin A,C,K i z grupy B oraz wapnia, fosforu, magnezu, potasu i kwasu foliowego, które pomagają ci zachować piękny i zdrowy wygląd.

Możesz spożywać surowe warzywo, lecz możesz także pić odchudzające koktajle np. ten, który poleca Anna Lewandowska. Potrzebujesz: 1 jabłka, 2 łodyżek selera naciowego, 3/4 szklanki przegotowanej wody bądź wody niegazowanej.

Obierz owoc, pokrój jabłko i selera na małe kawałki. Wszystko zblenduj ze sobą.

Pij i jedz selera na zdrowie.


Źródło: draxe.com


Zobacz także

Qashqai Black Edition

Najbardziej kobiecy, koronkowy samochód świata…

Fot. iStock / martin-dm

8 oznak, że twojemu mężczyźnie jest dobrze w waszym związku

Nikt nie pierze tak, jak mamusia. Kiedy trzydziestolatek mieszka ciągle z matką, to wiedz, że coś się dzieje...

Nikt nie pierze tak, jak mamusia. Kiedy trzydziestolatek mieszka ciągle z matką, to wiedz, że coś się dzieje…