Perfekcyjni, spięci i wiecznie nieszczęśliwi. Dorośli ludzie, których rodzice nie potrafili odpuścić

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
3 kwietnia 2018
Fot. iStock/franckreporter
Następny

Jeśli zapytać Agnieszkę, czego najbardziej się w życiu boi, odpowiedziałaby, że samotności. Nic dziwnego – nigdy sama nie była. Jej rodzice w dzieciństwie towarzyszyli jej na każdym kroku. Ona i jej brat nigdy nie mogli narzekać na brak zainteresowania. Pomagali im nawiązywać pierwsze znajomości na placu zabaw, organizowali huczne przyjęcia urodzinowe, zabierali za miasto, do kina, doradzali w sprawach ważnych i mniej ważnych. Byli obecni, czego nie można było powiedzieć o rodzicach ich rówieśników. 

„Pamiętam, że nie mogliśmy zrobić absolutnie nic bez zgody matki. Ojciec dużo pracował, więc siłą rzeczy mniej przykładał się do wychowywania nas, ale matka na bieżąco mu raportowała” – opowiada. Za dzieciaka denerwowała się, że nie może pójść z koleżankami na lody, tylko musi wracać do domu. Wkurzało ją, że o wszystko musi pytać i ze wszystkiego się tłumaczyć. Tak naprawdę zaczęła buntować się dopiero jako nastolatka. A to obcięła w tajemnicy włosy, a to z pomocą przyjaciółki przekłuła sobie uszy. Wszystko jednak zawsze kończyło się tak, jak matka mówiła. „Ja wiedziałam, że tobie będzie źle w krótkich włosach” czy „przez twoje głupie pomysły trzeba teraz iść do lekarza po leki, bo ci się babrze to ucho”.

Niewątpliwie matka często miewała rację i Agnieszka szybko sobie to uświadomiła. Była butna i robiła różne rzeczy na przekór, ale głównie po to, by pokazać, jaka jest niezależna. Potem matczyne zaangażowanie okazało się dla niej po prostu wygodne. Nie musiała brać odpowiedzialności za swoje decyzje. A w dodatku, jeśli wszystko robiła zgodnie z planem i podporządkowywała się, mogła liczyć na dobre słowo. Czy była szczęśliwa nie? Ale z drugiej strony sama już nie wiedziała, czego by w życiu chciała i co by ją uszczęśliwiło.

Po skończeniu prawa, które nigdy jej nie interesowało (pamięć zawsze miała dobrą, więc rodzice zasugerowali, że w tym zawodzie jej umiejętność się nie zmarnuje), szybko wyszła za mąż za Igora. Rodzice nie mieli nic przeciwko.

Nie można powiedzieć, żeby była tam jakaś wielka miłość. Polubili się, oboje chcieli szybko założyć rodzinę. „Nie potrafiłam być sama. Prosto od rodziców wyprowadziłam się do Igora” – opowiada. Znowu była pod czyimiś skrzydłami. Bezpieczna, bo ktoś się nią opiekował.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Co robi mężczyzna, gdy już dłużej nie chce być w związku? Czeka, aż go zostawisz

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
3 kwietnia 2018
Następny

Nie każdy rodzaj miłości trwa wiecznie, nie każda miłość, która się skończy, zakończy się rozstaniem bez żalów i oskarżeń. Nie wszyscy mają odwagę, by powiedzieć, że przestali kochać. Badania wykazują, że to kobiety dużo częściej są w stanie wyznać partnerowi, że ich uczucie wygasło, podczas gdy panowie wolą trwać w związku, oddalając się coraz bardziej od partnerki i czekając, aż ona sama zauważy, że „coś jest nie tak” i zakończy za nich tę relację.

Zerwanie jest trudne, ponieważ żadna ze stron nie chce wyjść na „tą złą”.  Wiadomo jednak nie od dziś, że dużo bardziej szkodliwe, głównie po względem psychicznym i emocjonalnym, jest trwanie w związku, w którym nie ma już miłości. Jeśli nie jesteś pewna, co tak naprawdę dzieje się w jego sercu, przeczytaj jakie objawy zwiastują koniec jego uczuć. Oczywiście, zanim wpadniesz w panikę, najpierw zaproponuj szczerą rozmowę.

Duże wahania nastroju

W jednej chwili będzie zadowolony, za chwilę zaatakuje cię z byle powodu. Kiedy nienawidzisz sytuacji, w której się znajdujesz, ale nie masz racjonalnych powodów by ją zakończyć, szukasz konfrontacji, sprzeczki, by zasiać ziarno wątpliwości. Wynajdujesz sobie powód.

Brak przeprosin

Twój partner nie marnuje na nie czasu, skoro wie, że za chwilę i tak wszystko się skończy. Nie świadczy to najlepiej o osobie, z którą jesteś, ale pamiętaj, że zmieniamy się wszyscy pod wpływem emocji i wyrzutów sumienia, które nami targają, a których nie chcemy czuć.

Izolacja

Foch, ciche dni, zablokowanie wiadomości od ciebie… Sposobów jest mnóstwo, a każdy z nich ma na celu wytworzenie dystansu, odcięcie kontaktu z Tobą, czy to osobiście, przez Internet. Jeśli to wasi wspólni znajomi, a nie on sam komunikują ci jakąś ważną wiadomość dotyczącą jego życia, to jasny znak, że się od ciebie świadomie oddala.

Irytacja

Wszystko, co robisz, sposób w jaki to robisz, to, co mówisz… Wszystko go denerwuje, nawet jeśli nigdy wcześniej mu nie przeszkadzało. Nagle znalazł w tobie mnóstwo wad, o których mówi ci otwarcie. Krytykuje, dołuje cię, znajduje problemy tam, gdzie ich nie ma. To jego sposób zna zracjonalizowanie sobie swojej decyzji o zakończeniu związku.

Brak planów na przyszłość

Nie planuje się przyszłości z kimś, kogo się już nie kocha, to dość oczywiste. Dlatego on, nie będzie podejmował rozmów o kupnie większego mieszkania, o wspólnym urlopie, o nowym etapie w waszym związku. Nie będzie też z tobą jeździł do znajomych, czy rodziny i udawał, że jest szczęśliwy. Nie podejmie żadnej głębszej dyskusji. Waszej przyszłości dla niego nie ma.

Brak seksu

Dystans fizyczny uznaje się na jeden z głównych sygnałów wygaśnięcia uczucia, ale oczywiście może mieć on jeszcze inne podłoże. Tu sprawa jest delikatna i podstawą jest dobra komunikacja. Jeśli twój partner wyraznie się od ciebie oddalił, kobniecznie z nim o tym porozmawiaj.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Uważasz, że dajesz z siebie wszystko w związku? Kiedy ostatni raz zadałeś jedno z tych pytań?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
3 kwietnia 2018
Fot. iStock / Thomas_EyeDesign
Następny

Kiedy zaczynamy szukać recepty na wspaniałą miłość, mamy tendencję do pompowania swoich wyobrażeń i oczekiwań. Nadmuchujemy je tak długo, aż małe, zwykłe rzeczy zaczynają przypominać słonia. To samo dzieje się, gdy sami oceniamy swój wkład w związek z partnerem. Co robię dla niego/dla niej? No jak to co! – oburzamy się, bo przecież jesteśmy głęboko przekonani, że wszystko!

Że każdy nasz krok, każda wykonana czynność czy praca są właśnie dla nich. Lubimy tak o sobie myśleć. I lubimy być w związku „bardziej”, bo przecież on/ona wcale nie są tak zaangażowani, nie dają z siebie tak wiele, mogliby…

Eh, a potem otwieramy bardzo szeroko oczy, bo okazuje się, że pomalowanie pokoju (raz na 5 lat), niedzielny obiad, czy kompromis w sprawie wakacji to dla miłości za mało.

I jest nam źle, bo nie rozumiemy. Przecież wciąż wkładamy do tego worka bez dna, a tam… pusto.

Może najwyższa pora odprawić te wszystkie „słonie”, wsadzić sobie w kieszeń swoje wyobrażenia i zastanowić się nad codziennością? Kiedy ostatni raz zadałeś swojemu partnerowi jedno z tych pytań?

5 pytań, bez których trudno mówić o miłości…

Co mogę dla ciebie teraz zrobić?

Teraz.

Nie, nie, nie. Żadnych wielkich deklaracji, wakacji  Paryżu i czerwonego samochodu. Zupełnie nie o to chodzi. Ani o zmianę opon dwa razy w roku. Jak często zadajesz to pytanie? Pomyślałeś kiedyś o tym, byś to ty wyprowadzał rano psa, bo on/ona zaczynają wcześniej pracę? Albo żeby zrobić partnerowi gorącej herbaty, gdy usłyszysz dźwięk domofonu? A może po prostu stań w drzwiach i zaczekaj, tak wiemy, że ma klucz – i co z tego? Miło. Nie bolało prawda?

Czy to odpowiedni moment na…?

Zaplanowaliśmy sobie jak to cudownie będzie i nijak nie chcemy przyjąć do wiadomości, że:

  • ktoś ma fatalny dzień,
  • jest chory,
  • ma sporo pracy,
  • czy zwyczajnie nie jest w nastroju na nasze plany…

… i co? I zaczyna się tragedia. Bo TY  ogóle nie doceniasz tego, co robię. Dramat, łzy, foch i ogromne rozczarowanie. Bo przecież on kupił zajebiście drogą wycieczkę, a zamiast pisków zachwytu pojawiają się pytania. A ona przecież przygotowała już fantastyczny plan na weekend, obiad u ciotki czy zakupy (bo przecież buty trzeba kupić i dzieciom lżejsze kurtki)… i tu ich drogi się rozchodzą, z goryczą. Bo żadne z nich nie pomyślało o tym, że do tanga trzeba dwojga…

A wystarczyło zapytać, czy to odpowiedni moment.

To krótkie pytanie to antidotum na co najmniej połowę niepotrzebnych sprzeczek czy rozczarowań. Choć znamy się łyse konie i wydaje się nam, że czytamy sobie ze wzajemnością w myślach – tak zwyczajnie nie jest, jesteśmy odrębnymi istotami, nawet w tych najpiękniejszych i długich związkach.

Czy możesz mi pomóc zrozumieć…?

Nie rozumiem cię, twoje zachowanie czy myślenie  jest dla mnie nielogiczne i abstrakcyjne – a więc z założenia nie może być słuszne. To zazwyczaj zamyka dyskusję, no bo jak dyskutować, gdy nie ma chęci ani możliwości zrozumienia drugiej strony? Jest za to głęboka rana, bo choć wydaje nam się, że to takie poprawne, że od razu komunikujemy swój problem, tak naprawdę ranimy drugą osobę (w podtekście twoje pomysły są niezrozumiałe/głupie/niewartościowe/śmieszne – nie warte mojej uwagi). I nie wykazujemy choć odrobiny dobrej woli, by jednak temat podjąć.

Czy może mi pomóc zrozumieć? Tak niewiele trzeba, by ie odwracać się na pięcie.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

Jak ułatwić sobie życie za pomocą trzech, prostych pytań

Jak się robi „miłość”? Jak wielki gar zupy, z małych i całkiem niepozornych składników

8 sygnałów, które mówią, że twój partner może przechodzić kryzys wieku średniego