Mikołajki w żłobku i przedszkolu. Co zrobić, by kojarzyły się dziecku z zapachem cynamonu czy imbiru, a nie z czekoladowym Mikołajem? [PRZEPISY]

Redakcja
Redakcja
1 grudnia 2017
Fot. iStock / evgenyatamanenko
Następny

Za nami pierwszy śnieg, przed nami okres mikołajkowych zabaw w żłobkach i przedszkolach. Wspólne świętowanie z Mikołajem jest dla dzieci niezapomnianym przeżyciem. Warto jednak pamiętać w tych wyjątkowych dniach o zdrowiu maluchów. Jak sprawić, by to szczególne wydarzenie w żłobku czy przedszkolu kojarzyło się dziecku z zapachem cynamonu czy imbiru, a nie z czekoladowym Mikołajem, podpowiadają edukatorzy żywieniowi programu „Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy”.

Zdrowe alternatywy dla słodyczy

Wyzwaniem dla opiekunów dzieci w żłobkach i przedszkolach jest takie zaplanowanie menu imprezy mikołajkowej, by uniknąć nadmiernego spożywania przez dzieci czekolady czy innych słodyczy. Często rodzice przynoszą smaczne przekąski, warto jednak uprzedzić ich, że powinny być one także zdrowe. Bożena Moćko, edukator żywieniowy programu „Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy”, poleca najprostsze zestawy przekąsek: półmisek świeżych owoców z dodatkiem ziaren słonecznika czy płatków migdałowych lub zestaw suszonych owoców, takich jak rodzynki, żurawina, plastry jabłek, gruszek, śliwki. „Suszone owoce są słodkie, smaczne i pełne składników odżywczych. To prawdziwa kopalnia antyoksydantów, dzięki zawartości polifenoli. Zawierają też substancje bioaktywne o właściwościach antybakteryjnych. Regularne spożywanie suszonych owoców reguluje funkcjonowanie przewodu pokarmowego oraz zmniejsza ryzyko chorób krążenia, cukrzycy, otyłości oraz innych chorób przewlekłych. Należy wybierać niesiarkowane owoce suszone” – podkreśla Aleksandra Janik, edukator żywieniowy programu „Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy”. W okresie świątecznym świetnym rozwiązaniem na przekąskę będą też orzechy. Warto, by stanowiły element diety dziecka, należy jednak pamiętać, że mogą mieć silne właściwości alergizujące, dlatego powinny być ostrożnie wprowadzane do diety. Z podobnych względów należy też uważać na mak i miód.

Pierniczki – obowiązkowo!

Warto samodzielnie przygotować przyprawę do pierników. „Gotowe przyprawy piernikowe w swoim składzie najczęściej mają mąkę pszenną, konserwanty, odrobinę cynamonu chińskiego czy imbiru oraz trochę kakao, by zabarwić mąkę. Zdecydowanie polecam przygotować domową przyprawę korzenną do pierniczków, której skład będzie nam znany. Poza tym przyprawy korzenne są aromatyczne i mają działanie prozdrowotne” – tłumaczy Agnieszka Gruszka, edukator żywieniowy programu „Zdrowo jemy, zdrowo rośniemy”. Podaje też przepis na domową przyprawę korzenną.

Domowa przyprawa piernikowa autorstwa Agnieszki Gruszki:

Składniki:

3 łyżki mielonego cynamonu cejlońskiego (lub 3-4 kawałki kory), 3 łyżeczki mielonego imbiru, 2 łyżeczki całych goździków, 1 łyżeczka mielonego kardamonu (albo wyłuskanych ziaren), 3 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej (albo 2 starte kulki), 1 łyżeczki mielonej kolendry, 5-6 ziarenek ziela angielskiego, 4 ziarenka pieprzu czarnego lub ok. ½ łyżeczki mielonego, 1 gwiazdka anyżu, 1 laska wanilii (albo 1 łyżeczki mielonej)

Wykonanie: Całe przyprawy, takie jak goździki, kolendra, ziele angielskie i anyż, zgnieść w moździerzu. W przypadku całej gałki muszkatołowej czy kory cynamonu, należy zetrzeć je na tarce o drobnych oczkach. Rozdrobnione przełożyć do młynka do kawy i zmielić na proszek. Dodać pozostałe przyprawy sypkie, wymieszać i przełożyć do słoiczka. Przechowywać szczelnie zamknięte.

Z domowej przyprawy korzennej można przygotować nie tylko pierniczki, ale także brownie z fasoli, świąteczny pudding czy piernik na bazie marchwi albo dyni, a nawet owsiankę.

Pomysł na wspólną zabawę

Dekorowanie pierniczków może być świetną zabawą podczas imprezy mikołajkowej w żłobku czy przedszkolu. Barwniki spożywcze często zawierają substancje niewskazane dla dzieci, dlatego warto zrobić je samemu, wykorzystując naturalne składniki. Podstawowy biały lukier można przygotować na dwa sposoby: przy użyciu cukru pudru i białka jaja albo cukru pudru i wody. Dzieci mogą też pomóc dorosłym zabarwiać lukier. Aleksandra Janik podaje przepis na lukier we wszystkich barwach. By nadać odpowiedni kolor, należy dodać do cukru pudru:

  • sok z jagód – by uzyskać niebieski kolor;
  • sok z brzoskwini – by uzyskać żółty kolor;
  • sok z buraków – by uzyskać czerwony kolor;
  • sok z malin, przetarte maliny – by uzyskać różowy kolor;
  • sok z liści szpinaku, zmielone liście mięty – by uzyskać zielony kolor;
  • sok z pomarańczy lub marchwi – by uzyskać pomarańczowy kolor.

Należy pamiętać, że naturalne barwniki nie są neutralne! „Przygotowując lukier, znajdź równowagę między kolorem a smakiem” – zaznacza Agnieszka Gruszka.

Świąteczne napary

W okresie jesienno-zimowym warto podawać dzieciom owocowe herbaty. „Dla maluchów polecam herbatki z naturalnych suszów owocowych, szczególnie: malinę, aronię, czarny bez, porzeczkę, dziką różę, czarną jagodę, hibiskus i jabłko” – radzi Agnieszka Gruszka. Dziecku można podać też rooibos z owocami. Napar ma naturalnie słodki smak i kwiatowy aromat, nie zawiera kofeiny i jest bezpieczny dla młodego organizmu. Posiada właściwości przeciwzapalne, działa kojąco na bóle brzucha i kolki. Ponadto ma właściwości przeciwbakteryjne i antywirusowe – dodaje edukatorka.

Garść mikołajkowych inspiracji od edukatorów żywieniowych:

Strona 1 z 2

Przejdź do następnej strony

„Wydamy Stanisławę jak najszybciej za mąż za 10 lat starszego kuzyna. Najważniejsze, żeby jego majątek nie przepadł i pozostał w rodzinie”

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
1 grudnia 2017
Fot, iStock/hipokrat
Fot, iStock/hipokrat
 

Bruno napisał do mnie w niedzielę z samego rana: „Cześć, chciałbym opowiedzieć Ci o mojej babci. To będzie historia w temacie silnych kobiet. Kobiet, zmuszanych do ślubów, tak żeby majątek pozostał w rodzinie. Kobiet samotnie wychowujących dzieci. Kobiet ciężko pracujących. Czy to było by dla Ciebie interesujące? Taka kobieta z przeszłości?”.

Bruno to niezwykle konkretny ale i ciepły facet, znamy się jeszcze z dawnych, bardzo dawnych czasów. W piątek umówiliśmy się w gliwickim Kafo. Bruno jak zawsze przygotowany, przyszedł z zeszytem, w którym jego mama spisała historię swojej mamy. (Ach, jak mnie korciło, żeby zajrzeć do tego zeszytu, ale czułam, że to trochę taka pamiątka rodzinna jest i być może nie wypada o to poprosić…)

Łyk kawy i zaczynamy … (w tle słychać wczesno południowy gwar gliwickiej kawiarni)

„Niezwykle konkretna, ale też przerywana chwilami wzruszenia opowieść o babci Stanisławie”*

Babcia Stanisława to mama mamy Bruna. Była najmłodszą córką w rodzinie. Jej ojciec zmarł na epidemię cholery. Mieszkali we Lwowie.

Z dzieciństwa babcia Stanisława zapamiętała następujące zdarzenie: upalne lato (ale to równie dobrze mógł być pachnący babim latem ciepły wrzesień, taki jaki nie trafił nam się w tym roku…). Ojczym, (który przepił potem część majątku rodzinnego) kupił swojej czwórce dzieci czekoladę. (Starszym-pasierbom nic nie kupił.) Czekolada topi się w dłoniach. Pachnie oszałamiająco. Dzieci wyrywają ją sobie głośno krzycząc:

– Ja, ja pierwsza! Tato! A ona ugryzła więcej!

Stanisława stoi z boku, jej wolno co najwyżej zlizać resztki czekolady z dłoni tamtych dzieci. Wdycha mocny czekoladowy zapach, który pozostał po niespełnionej uczcie.

Dzieci ojczyma mają własne obuwie, a siostry babci Stanisławy jedne buty na spółkę.

Nie starcza też pieniędzy na edukację Stanisławy. Dziewczyna zalicza zatem tylko siedem klas szkoły podstawowej. I kiedy kończy 18 lat – zapada decyzja.

– Wydamy Stanisławę jak najszybciej za mąż za 10 lat starszego kuzyna. Najważniejsze, żeby jego majątek nie przepadł i pozostał w rodzinie.

Kuzyn jest bardzo blisko spokrewniony, trzeba zatem prosić o zgodę biskupa. Jest wdowcem i ma jednego syna. Stanisława szybko rodzi mu dwójkę kolejnych dzieci, które niestety w wieku kilku lat umierają. Umiera też mąż. Stanisława bardzo to przeżywa.

Cóż było robić? Rodzina wydaje Stanisławę za mąż po raz drugi. I znowu trzeba prosić biskupa o zgodę!

I w tym przypadku również za kuzyna (ale tym razem o 9 lat młodszego). Rodzi się pierwsze dziecko – dziewczynka. Drugie… Co za pech! Też dziewczynka (mama Bruna). Mąż Stanisławy rozczarowany brakiem syna odchodzi i znika na długo.

Jest rok 1943. Środek wojny. Przez Lwów przechodzi zawierucha wojenna. Stanisława zostaje sama z dwójką swoich dzieci i z pasierbem, a także z niedosłyszącą panną z dzieckiem, którą przygarnęła jeszcze wcześniej jako zamożna żona pierwszego kuzyna.

I to jest właśnie początek tworzenia się niezwykle silnych kobiecych relacji. Stanisława, jej dzieci, pasierb i niania (bo taka rola przypadła niedosłyszącej pannie z dzieckiem) tworzą w pewnym sensie rodzinę. Dobrze zorganizowaną i silną społeczność, której nic -jak się potem okaże – nie jest w stanie złamać (w tym samym czasie mąż Stanisławy, który ma lekką rękę do pieniędzy, przegrywa w kasynie resztki majątku).

Wojna się kończy. Stanisława jako głowa rodziny musi zdecydować co robić dalej.

– Jedziemy do Polski.

Kobiety w ciągu godziny pakują cały dobytek i wsiadają do pociągu. Mama Bruna dokładnie pamięta, że zabrały między innymi – dokumenty, pierzynę, trzy garnki i jeden kubek.

(A ja słyszę miarowy stukot pociągu. Jadą stłoczone w wagonach, którymi przed wojną przewożono bydło. Ciche zwierzenia, kołysanka nucona dziecku, stłumiony płacz i tęsknota – kobiecy rytm wystukiwany z pokolenia na pokolenie.)

Po kilku tygodniach wysiadają na stacji w Gorzowie Wielkopolskim. Szybko znajdują miejsce do dalszego życia. Opuszczony po zawierusze wojennej szpital. Mama Bruna wspomina, jak z dzieciakami skakała po łóżkach i biegała po szpitalnych korytarzach.

Po krótkim czasie dojeżdża kolejna rodzina – siostry babci z dziećmi. Kobiecy klan rośnie w siłę, babcia znajduje pracę, powoli urządzają się. Niestety zła królowa przypomina sobie o istnieniu Stanisławy. Teściowa wraca na Śląsk do Gliwic, przejmuje poniemiecki dom i wysyła swojego syna po żonę i dzieci.

Ale happy end (i żyli długo i szczęśliwie) i tym razem nie następuje. Mąż Stanisławy przywozi rodzinę do Gliwic a potem ucieka na dobre po raz drugi . Kobiety zostają w pustym mieszkaniu w Gliwicach. Bez mebli, bez pieniędzy i bez pracy. Stanisława zraniona i rozczarowana (a może po prostu wściekła na facetów?) postanawia już nigdy nie wyjść za mąż.

– Ale czy dotrzyma obietnicy? – pytam niespokojnie Bruna ale on uśmiecha się znacząco.

– Wciąż była ciepłą i czułą kobietą ale tylko dla dzieci i innych kobiet. – odpowiada wymijająco Bruno.

Życie tymczasem toczy się dalej swoim rytmem… Stanisława dostaje pracę na kolei. Przejmuje kiosk pod dworcem i wkrótce zostaje szefową.

– W latach pięćdziesiątych to była ważna rola, ale babcia harowała od rana do nocy – mówi Bruno.

Czwarta rano, kamienica w Gliwicach-Zatorzu. Stanisława w długiej nocnej koszuli rozpala w piecu, a potem nastawia czajnik na ciepłą herbatę. Budzą się pozostałe kobiety.

– Mama opowiadała, że nie miały w domu zegarka, więc codziennie sprawdzały godzinę u stróża w składzie węgla – kontynuuje Bruno.

(Widzę je jak wychodzą przed dom zaspane i trochę nieprzytomne. Ulicą ciągnie się dym z rozpalanych właśnie pieców. W zimie jest to przecież środek nocy, otacza je całkowita ciemność. Słychać stukot pociągów i z oddali nieco niewyraźną zapowiedź przez megafon: pociąg osobowy do…)

Babcia pakuje śniadanie do pracy. Niania zostaje z dziećmi. To taki codzienny kobiecy znój. Silne i niezależne kobiety, radzące sobie z wojną, ale i z życiem. Kobiety same, bo bez mężczyzn, ale nie samotne, bo były przecież razem.

– Babcia ciężkie życie przypłaciła na starość gruźlicą. Bywała w sanatoriach, miała wielu adoratorów. Była przecież bardzo elegancką i zadbaną, ale też skromną kobietą. Podawała swoim adoratorom zły adres, a potem wycinała ich ze zdjęć – śmieje się Bruno – Moja mama opowiadała, że babcia nigdy ich do siebie nie dopuszczała bliżej niż na pocałunek dłoni.

Ale jest i w końcu wyczekiwany happy end! Na starość Stanisława zakochała się w starszym i bardzo porządnym panu. Wzięli ślub i byli szczęśliwi. Piękny i bardzo ludzki koniec tej historii. Historii o gigantycznym sile kobiecej i o budowaniu dobrych kobiecych relacji.

Bo w tej opowieści jest jeszcze jedna bardzo ważna osoba. Niania Józia (czyli niedosłysząca panna z dzieckiem, która przez kilkadziesiąt lat była z rodziną). Była jej dobrym duchem, w kieszeniach fartucha nosiła cukierki dla dzieci, wymyślała dzieciom śmieszne przydomki i śmiała się głośno.

– Zawsze spokojna i uśmiechnięta. Ludzie lgnęli do niej jak ćmy do światła. Magiczna kobieta – opowiada Bruno.

Została w tym kobiecym klanie już do końca swoich dni. Były też inne kobiety. Blisko, bo na tym samym podwórku, mieszkała przez dłuższy czas siostra babci z dwiema córkami (podobno też z mężem, który był dobrym człowiekiem ale w tej opowieści silna energia kobieca sprawiła, że stanowił jedynie dla niej tło).

Dom pełen kobiet.

Samotność przez te wszystkie lata wojny, ale też trudu i znoju codziennego byłaby nie do zniesienia więc stworzyły silną wspierającą się grupę kobiet. One na szczęście były zawsze razem.

Mama Bruna pozostała zresztą wierna temu schematowi. Bruno pamięta jak pomieszkiwała u nich samotna koleżanka mamy, potem inna ciotka, której oddano na czas choroby pokój. I jeszcze jakaś znajoma, którą pobił mąż. Bo kobiety przecież pomagają sobie nawzajem! Babcia Stanisława do końca trzymała wysoko uniesioną gardę. Całe życie mimo biedy i ciężkiej pracy była elegancką kobietą. Przed śmiercią poprosiła swoją córkę

– Pamiętaj córeczko, żeby mnie ładnie ubrać zanim po mnie przyjdą.

Pani Stanisławo, jestem pod wielkim wrażeniem pani siły i sprawczości!

….

Może w byciu silną chodzi o to żeby trzymać się swojej drogi i mimo przeciwności losu nie zbaczać z niej? Ale też tworzyć dobre relacje? Wspierać się? Być razem?

Bruno, dzięki za męską opowieść o silnej i niezwykłej kobiecie!

Katarzyna Szota-EksnerKatarzyna Szota-Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana , mocno zaangażowana w projekt Sunday is Monday – nawołujący do dbania o siebie.  Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie! Współtwórczyni (razem z Emilią Kołowacik)  niezwykłego Kalendarza 2017 Zadbaj o Siebie. Dziewczyna ze Śląska.

*Wiele faktów wymaga jeszcze doprecyzowania, przepraszam zatem głównie Bruna za nieścisłości. Mam nadzieję, że historia o babci Stanisławie stanie się częścią naszej książki o poszukiwaniu siły kobiecej.


To, co zobaczysz na obrazku jako pierwsze, świadczy o twojej obecnej sytuacji i o tym, jaki jesteś [psychozabawa]

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 grudnia 2017
Fot. Screen z YouTube/
Mind Your Idiot
Fot. Screen z YouTube/ Mind Your Idiot
 

Testy osobowości nie zawsze pokazują nam to, czego chcielibyśmy się o sobie dowiedzieć. My przecież widzimy siebie „inaczej”, są rzeczy, których nigdy byśmy o sobie nie powiedzieli, do których nigdy byśmy się przed samymi sobą nie przyznali. Tak, czy siak, krótka zabawa w „zgadnij, co tu widać”, to całkiem dobry sposób na chwilę odprężenia, zwłaszcza w śnieżny i zimny piątek, na kilka godzin przed rozpoczęciem weekendu :).

A więc, do dzieła! Przyjrzyj się przez chwilę temu obrazkowi, jaki element, jako pierwszy rzuca ci się w oczy?

Fot. Screen z YouTube/ Mind Your Idiot

Fot. Screen z YouTube/
Mind Your Idiot

Interpretacja

Twarz

Ty: Twoją zaletą są bardzo dobrze rozwinięte umiejętności społeczne. Z łatwością odczytujesz emocje innych, potrafisz odczytać język ich ciała. Dobrze radzisz sobie z łączeniem faktów i widzeniem „szerszego kadru”.

Twoja obecna sytuacja: Wydajesz się nieco przytłoczony, zmęczony psychicznie. Potrzebujesz kogoś, kto pomoże ci na nowo odkryć radość płynącą z „małych chwil szczęścia”, kto pozwoli ci dosstrzec piękno leżące w prostocie.

Jabłka

Ty: Jesteś spontaniczny i ciekawy świata. Jesteś entuzjastyczny względem tego co nowe i optymistycznie nastawiony do każdej, nawet trudnej sytuacji.

Twoja obecna sytuacja: Możesz mieć obecnie wrażenie lekkiego chaosu, bałaganu w twoim życiu lub w relacjach z kimś bliskim. Spróbuj się zdystansować, przemyśleć swoje priorytety.

Siedząca postać

Ty: Jesteś ostrożny, zachowawczy, a w najmniej odpowiednim momencie… impulsywny. Twoje ulubione słowa to „rodzina”, „lojalny”, „szacunek”, „troska” i „wartości”.

Twoja obecna sytuacja: Możesz teraz czuć się niezrozumiany przez bliskie otoczenie i mieć poczucie osamotnienia. Otwócz się trochę na innych, a zobaczysz, że sprawy przestają się komplikować, a na sercu robi się lżej. Cokowiek spędza ci sen z powiek, nie musisz być z tym sam.

Ten i inne testy znajdziecie tutaj:

 


Zobacz także

Fot. iStock / iascic

4 proste zasady ochrony przed infekcjami intymnymi (i jak je leczyć)

Fot. Pixabay / LisaLiza /

Wydaje Ci się że witamina C jest przereklamowana i nieskuteczna? To nie prawda! Przekonaj się dlaczego należy uzupełniać jej braki

Fot. iStock/AleksandarNakic

Jesteś mamą przedszkolaka i przerażają cię wydatki na dziecko? Podpowiadamy, jak zaoszczędzić pieniądze