„Marzenia trzeba spełniać, pod warunkiem, że jest się pewnym tego, czego się chce”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
23 maja 2016
Olga Kowalczyk-Budny - Sleep&Fun
Fot. Materiały prasowe
 

Są takie momenty w życiu, gdy wszystko stawiasz na jedną kartę… i dobrze by było, żeby to była wygrana karta. Właśnie tak często jest z własnym biznesem. Historia Olgi Kowalczyk-Budny, pokazuje, że nawet, gdy spędzimy gdzieś już kawałek swojego życia – zawsze możemy wyruszyć w nową podróż. Ta karta może być wygrana nawet dwa razy, pod warunkiem, że nie liczysz na Asa z rękawa magika i jesteś gotowa zrobić pierwszy krok… a potem ciężko pracować na swój sukces. O sukcesie w szpilkach rozmawiamy z Olga Kowalczyk-Budny, założycielką marki Sleep&Fun.

Hanna Szczygieł: Jak zaczęła się ta historia? Macierzyństwo było bezpośrednim bodźcem, czy wszystko złożyło się akurat na „ten” moment?

Olga Kowalczyk-Budny: Coś w tym jest (śmiech). Na pewno gdyby nie to, że jestem mamą sześciolatka, nigdy nie pomyślałabym o meblach akurat dla dzieci.

Czyli jednak…?

Sam pomysł na meble dziecięce narodził się, gdy miałam umeblować pokój mojego syna. Cenię sobie minimalizm i jakość, a na rynku wszystko było przekombinowane, zbyt kolorowe i ozdobne…

Naprawdę nie było niczego „gotowego”, co urzekłoby świeżo upieczoną mamę?

To co było, zupełnie do mnie nie przemawiało. Miałam wrażenie przeglądając kolejne zdjęcia, sklepy i galerie – że to wszystko jest bardzo niespójne, trochę oderwane od ludzi. Można powiedzieć, że zamknięte w szczelnych granicach i lepiej, żeby szanowny klient ich nie chciał przekraczać. Zaczęłam więc tworzyć własne projekty najpierw w głowie, a potem, to już poszło…

Pomyślałam wtedy, że może warto wprowadzić ten pomysł na rynek polski. Pomimo, że wybór pozornie wydaje się ogromny, wciąż nie jest wystarczająco atrakcyjny. Intuicja podpowiadała mi, żebym wszystko postawiła na jedną kartę i zaczęła działać.

Muszę przyznać, że nadal jestem zadziwiona Pani odwagą. To nie jest typowa historia o kobiecie, która rzuca „korpo” i idzie na swoje (gdzie w sumie robi to, co dotychczas). Sleep&Fun, to zawodowa metamorfoza z przytupem i zwrot o 180 stopni. Jak to się stało, z zawodu jest Pani…?

Z zawodu jestem psychologiem klinicznym…

To rewolucja.

(śmiech) Od zawsze interesowała mnie aranżacja wnętrz. I można powiedzieć, że z meblami się wychowałam – a dokładnie wychowałam się „na produkcji”. Moi rodzice prowadzą fabrykę mebli. Produkują wszystkie meble oprócz dziecięcych. Więc sama Pani rozumie, że musiałam wziąć sprawy w swoje ręce (śmiech).

Musiałam dokonać wyboru pomiędzy psychologią, której poświeciłam sporo już swojego życia, a pasją i chęcią stworzenia czegoś nowego. I dokonałam… jak się później okazało – najlepszego :).

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Nie tęskni Pani czasem?

Oczywiście. W takich chwilach sięgam po książki, filmy o tematyce psychologicznej. Jako psycholog, swoje plany wiązałam z psychoterapią. Przyjmuję pewną dawkę informacji i wracam do pracy, która również daje mi wiele przyjemności i satysfakcji. To dla mnie najważniejsze, gdyby było inaczej – nie było mnie tutaj dzisiaj.

Własny biznes, to nie jest łatwy kawałek chleba. Nie obawiała się Pani branży samej w sobie?

Wątpliwości miałam ogromne, chyba jak każdy kto się odważy, każdy kto otwiera swój własny biznes. Natomiast miałam pomysł, w który wierzyłam, poczucie estetyki i nie ukrywam, że doświadczenie rodziców, którzy dali mi pełne pole do popisu. Postanowiłam zaryzykować.

A potem… To była długa droga?

Minęło trochę czasu zanim zdecydowałam się, że podejmę to wyzwanie i zajmę się meblami. Wciąż w głowie kołatały mi się myśli: czy psychologia, to jednak nie jest lepsza i spokojniejsza droga, taki bezpieczny teren. Ostateczny wybór był dla mnie ciężki, ale coś mi podpowiadało, żeby jednak iść na przekór wszystkiemu.

Nowe wyzwania, kompletnie innowacyjne podejście, czyli ryzyko, ryzyko i jeszcze raz ryzyko. To nie jest rozesłanie paru maili. Chciała Pani dać polskim rodzicom coś zupełnie nowego – fajnego, ale i trudnego – możliwości, decyzyjność. Poszło gładko?

Same projekty powstawały dość długo. Codziennie miałam nowe pomysły na to, jakie meble chcę proponować klientom. Oczywiście, gdy pojawiał się nowy pomysł i projekt poprzedni wydawał się już nieatrakcyjny. Dużo pracy, rozważań. W końcu ja tu i teraz miałam zadecydować – trochę za wszystkich moich przyszłych klientów. A przecież to najbardziej irytowało mnie jako klienta i było impulsem do działania.

Wtedy wpadłam na to, żeby to właśnie klient sam w łatwy sposób decydował o tym, jak ma wyglądać mebel do pokoju jego dziecka. To był ten przełomowy moment, moja mała „Eureka”

Tworząc tę markę, chciałam, aby projektowanie pokoju nie było tylko wyborem gotowego zestawu mebli w określonej stylistyce, ale wyjątkową przygodą, podczas której dziecko wraz z rodzicami może zaprojektować swój własny pokój marzeń. Okazało się, że to strzał w 10 !

Jak powstają takie meble? Angażuje się Pani w cały etap produkcji?

Tak. Od samego początku Sleep&Fun. Oczywiście gdy „startowałam” było  o wiele trudniej. Najpierw powstały projekty mebli w mojej głowie i na kartce, później – z pomocą zaprzyjaźnionej projektantki – przenosiłam moje pomysły do programów komputerowych, a następnie z gotowymi rysunkami technicznymi ruszałam (pełna optymizmu i równocześnie obaw) na produkcję.

Kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boi.

(śmiech) Dokładnie. Jestem obecna podczas całego procesu wytwarzania mebli. Traktuje to jako osobisty priorytet. Szczerze chcę, aby każdy z produktów dawał z siebie przysłowiowe 200% normy. Sleep&Fun to nie tylko pomysł, naszą wizytówką jest jakość – i ja chcę tej jakości dopilnować. Znam każdy mebel, który sprzedaję. Można powiedzieć, że  – nomen omen – to znajomość „od kołyski”.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

A zdarzały się takie momenty, gdy rodził się pomysł – a potem trzeba było wywalczyć mu odpowiednie rozwiązania, bo wszyscy wokół krzyczeli „tak się nie robi”, „tego się nie da zrobić”, „daj spokój”?

Oczywiście, to zdarza się bardzo często podczas produkcji, wtedy sama proponuję cały pakiet rozwiązań technicznych, pokazuję podobne projekty i to prowadzi do końcowych rozmów oraz realizacji prototypów. Dobrze wiem, czego chcę i jak ma wyglądać w rzeczywistości każda nowa koncepcja.

Było trudno dlatego, że jest Pani kobietą? Dawało się odczuć opór w branży? Często już sam fakt, że kobieta prowadzi chociażby negocjacje – sprawia, że niektórzy skracają dystans, bywają lekceważący. A meble, co tu kryć – chyba to jedna branży, gdzie dominują spodnie i wąsy.

To ciekawe pytanie, rzeczywiście bywało i jest ciężko już z tego powodu, że jestem kobietą. Szczególnie trudno wzbudzić szacunek w kręgu mężczyzn w branży meblarskiej, wiedza techniczna i organizacja w biznesie – stereotypowo to nie jest kobieca branża. Myślę, że nic tak nie wzbudza ich podziwu jak dokładność, precyzyjność i uporczywość podczas pracy. Jestem osobą konkretną i wymagającą. Pewnie dlatego moja praca przebiega bez większych problemów.

Najtrudniejszy moment? Kiedy chciała już Pani machnąć ręką?

Były takie momenty, podczas organizacji produkcji i w momencie uruchomienia sklepu. Jestem osobą niecierpliwą, dość krytyczną wobec siebie – więc pierwsze dni były trudne. Jednak nie musiałam czekać zbyt długo na pierwszy sukces. Szybko ruszyły pierwsze zamówienia  – największa nagroda i motywacja.

Poszła Pani w nietypowym kierunku, udało się przekonać klientów, żeby zakup mebli dla dziecka był czymś więcej? Chętnie bawią się możliwościami stworzenia czegoś niepowtarzalnego?

Stworzenie mebla według własnych preferencji, to w zasadzie jeden z głównych powodów, dla których klienci wybierają właśnie Sleep&Fun. Szeroka gama kolorów, możliwość wyboru dekorów i uchwytów to świetna zabawa, przede wszystkim dla dzieci. Rodzice głównie podejmują decyzję w oparciu o gust dzieci. Bardzo często słyszę „Wolałabym ten kolor ale córka/syn uparł się właśnie na ten”. Wtedy wiem, że pomysł przyjął się idealnie!

Drugim powodem wyboru mojej marki to jakość, którą klienci sobie bardzo cenią.

Sleep&Fun – to fajna praca czy coś więcej?

Sleep&Fun to praca połączona z pasją. I tego można mi pozazdrościć, bo to najważniejsze w drodze do zawodowego szczęścia.

Na naszej stronie oferujemy oprócz naszych mebli, dekoracje do pokoi dziecięcych. Można więc urządzić u nas pokój od początku do końca. Klienci zazwyczaj radzą się mnie, pytają o każdy szczegół – dlatego zostałam w temacie swoich zainteresowań. Bliski kontakt z ludźmi i ich zaufanie – dają mi ogromną przyjemność. Każdego dnia otwierają się nowe drogi i rodzą ciekawe pomysły na dalszy rozwój firmy. Czego chcieć więcej?

Ma Pani swoje ulubione produkty w sklepie, swoją perełkę?

Myślę, że tak. Przede wszystkim mam swoje ulubione kolory, które łącząc z całym zestawieniem np. białych mebli, tworzą cudowną kolekcję i niepowtarzalny pokój dla dziecka.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Co dało Pani to doświadczenie?

Dało mi bardzo wiele, o tym mogłabym mówić w nieskończoność… Codziennie uczę się czegoś nowego, staram się mieć kontrolę nad wszystkim, co dzieję się w firmie – zaczynając od zamówień, a kończąc na produkcji i reklamie. W zasadzie każdy dzień, to nowe wyzwanie, podczas którego dowiaduję się wiele o sobie. Nieustannie mogę się rozwijać, sprawdzać – na wielu dość różnorodnych  płaszczyznach. Nie ma mowy o rutynie czy szklanym suficie.

Perfekcjonizm jest równie pomocny co niebezpieczny. Work-life balance… czy to w ogóle możliwe przy własnej firmie?

Bardzo staram się oddzielać pracę od życia prywatnego. Kiedy mój syn wraca ze szkoły do domu, staramy się z mężem skupić tylko na rodzinie. Natomiast to nie jest łatwe. Często zdarza się bardzo ważny telefon do odebrania, mail, który nie może czekać do jutra… Wciąż szukam dobrego rozwiązania. Myślę, że to problem, z którym boryka się większość osób prowadzących własną działalność. Bo tutaj nie odbija się karty o 17-tej.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Gdyby miała Pani doradzić innej kobiecie, która właśnie zastanawia się czy zaryzykować i iść „po swoje”, to…?

Nie lubię doradzać, ale pierwsze co przychodzi mi do głowy to banał: „Marzenia trzeba spełniać” pod warunkiem, że jest się pewnym tego, czego się chce. Wtedy warto ryzykować i próbować pomimo strachu o to, że nie wyjdzie.

A dziś. Marzę o…?

Mam wizję rozwoju Sleep&Fun i marzę o tym, aby zrealizować większość z moich planów. Spełnieniem marzeń jest przede wszystkim widok uśmiechniętego małego klienta w swoim nowym wymarzonym pokoju! Więcej na razie nie zdradzę (śmiech).

linia 2px

05734a5bd1f7bbOlga Kowalczyk-Budny
Założycielka sklepu Sleep&Fun – Meble dla Twojego dziecka. Prywatnie psycholog i mama rezolutnego sześciolatka. Pasjonatka w pracy. Wciąż w podróży – tej zawodowej, bo spocząć na laurach, to w życiu za mało.


Dziękujemy Pani Oldze Kowalczyk-Budny za rozmowę oraz Sleep&Fun za współpracę w realizacji wywiadu.

 


„Majorka Północy”- Bornholm ma wiele miejsc do odkrycia. Akcja „Kocham podróże, kocham swobodę”. Dzień #8 [23.05]

Redakcja
Redakcja
23 maja 2016
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe
 

Europa w skorupce orzecha – tak niektórzy nazywają tę niewielką wyspę na Morzu Bałtyckim. Malownicze krajobrazy, łagodny, niemalże śródziemnomorski klimat i cisza. Wyspa słynie bowiem z przepięknej architektury i… rowerów.

Niesamowity klimat i Dania w pełnej krasie lecz w rytmie slow. Jest przynajmniej kilka niepowtarzalnych powodów, by Bornholm ugościł nas w wakacje!

1. Dookoła wyspy

Wyspę można łatwo objechać, bo jej całkowity  obwód to 140 km. Ciekawy i zupełnie inny sposób na wakacyjne zwiedzanie.

2. Miasta rowerów nie tylko w Chinach

To właśnie tutejsi mieszkańcy wyspy mogą poszczycić się jedną z najlepszych infrastruktur rowerowych w Europie. Jeśli planujecie wakacje na dwóch kółkach – tylko tutaj!

3. Klify dla spragnionych dzikości

Piękne i nieokiełznane. To jedno z cudów tutejszej przyrody. Klify na Bornholmie

4. Północ – Południe

Czyli wakacje dla wybrednych. Bo różnorodność Bornholmu oferuje: północne ostre klify i wzniesienia lub cudowne piaszczyste plaże na południu, gdzie możecie skorzystać z bezpiecznych wakacyjnych kąpielisk.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

5. Wyspa dla sentymentalnych

To właśnie w tej części Dani zobaczycie wiele zabytków: fortecę biskupa w Hammershus – największe ruiny obronne w Europie Płn., najstarszy czynny teatr duński, muzeum Bornholmu – jedno z najstarszych muzeów w Danii opowiadające 10 000 lat historii tego miejsca.

6. Ludzie i kultura

Choć dziś żyją głównie z rybołówstwa, rolnictwa i turystyki – to prawdziwi potomkowie Wikingów! I są cudownie serdeczni!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

7. „Bornholmer” – takiego śledzia jeszcze nie jadłeś

Regionalna potrawa, prawdziwa wizytówka tego regionu. Trzeba spróbować, nie ma drugiego takiego na całym świecie.

Jeżeli istnieje wyspa idealna – to Bornholm z pewnością wygrywa tę konkurencję. „Rozmiar” bowiem ma ogromne znaczenie – wystarczająco mała, by miała swój odrębny charakter, by można ja przemierzyć wzdłuż i w szerz, a jednocześnie na tyle duża, żeby zawsze mieć co robić i gdzie pójść. Różnorodność przyrody, zabytki i historia – sprawiają, że nie rezygnując całkowicie z dobrodziejstwa cywilizacji, możecie na Bornholmie być blisko natury.

Szczególnie, jeśli postanowicie zamieszkać w jednym z tak malowniczo położnych domków.

bornholm baner

powinnam tam pojchac bo

Na Bornholmie firma Novasol ma największy wybór domów wakacyjnych: w pobliżu Gudhjem i Svaneke (północ),  i w pobliżu Hasle (południowy zachód) i przy pięknych plażach Dueodde.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Pięknie wyposażone, bo Dania kocha sztukę użytkową, domy i domki dają nieograniczone możliwości i swobodę. A ceny – pokochacie je! Tydzień w samodzielnym domku na Bornholmie (który pomieści do 6 osób), to koszt np. 1570 zł za cały pobyt (7 noclegów).

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Bornholm na rowerze

Trasa: Gudhjem  Svaneke – Allinge-Sandvig  – Rønne- Hasle

Startujemy w Gudhjem, zwanym skandynawskim Capri. To miasto ukochane przez artystów, którzy uwielbiają tutejsze krajobrazy, wielu malarzy uwieczniły je na swoich płótnach. Miasto liczy tylko 900 stałych mieszkańców, jest wspaniale usytuowane na wzgórzu i blisko stąd do małego archipelagu Ertholmene, na który zdecydowanie warto się wybrać. Tamtejsi mieszkańcy (łącznie 100 osób na dwóch małych wyspekach)  znają tylko jednoślady jako środek lokomocji, bo… tam nie ma asfaltowych dróg. Leży tylko 18 km od Svaneke i Gudhjem. Ciekawostką w Gudhjem jest największy młyn wiatrowy na wyspie i jeden z największych w Danii, Gudhjem Mølle, zbudowany przez Holendrów.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Z Gudhjem udajemy się na północ do Allinge-Sandvig. To tam właśnie rośnie najwięcej malw i fig, a potężne granitowe skały osuwają się wprost do Bałtyku tworząc niepowtarzalny pejzaż. Jest to też najbardziej zamożna część wyspy, z luksusowymi pensjonatami i hotelami. Ale największą atrakcją – szczególnie dla fanów historii i zamków będzie Hammershus – w średniowieczu jedna z najpotężniejszych twierdz północnej Europy, zbudowana w XIII na niedostępnych zboczach masywu Hammeren.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Nie można pominąć Rønne, czyli stolicy wyspy, tutaj przejazd trzeba zaplanować nie wzdłuż brzegu, tylko przez środek wyspy, żeby zdążyć wrócić do bazy. Rønne to stolica wyspy, mieszka tu 1/3 wszystkich mieszkańców Bornholmu (15 tys. osób), jest Centrum administracyjnym wyspy ale też miasteczkiem o pięknej architekturze, mimo zniszczeń jakich w 1945 r. dokonali tu czerwonoarmiści. Średniowieczny fragment miasta koło kościoła św. Mikołaja, wąskie brukowane uliczki, chałupy z pruskiego muru, małe, pomalowane na żółto, biało lub czerwono kamieniczki, mnóstwo kawiarenek, restauracji, wszechobecne kwietniki – robią bardzo miłe wrażenie.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Hasle – położone na zachodnim wybrzeżu niespełna 2000-czne miasteczko, jest jedną z najstarszych osad na wyspie, po raz pierwszy jego nazwa została wymieniona w 1149 roku jako miejsce targowych spotkań kupców. Obecnie jedną z największych jego atrakcji są wędzarnie ryb. Wędzony śledź – pycha! A koło starego cmentarza znajdziemy kamień runiczny, jeden z wielu jakie można zobaczyć na Bornholmie. Tuż po wyjechaniu z miasta, wracając na trasę rowerową miniemy kilkanaście olbrzymich elektrowni wiatrowych, które jakoś dobrze wpisują się w ten krajobraz, mimo swoich imponujących rozmiarów.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 


W komentarzu do tego artykułu dokończ zdanie: „Powinnam tam pojechać, bo…” i weź udział w naszej zabawy. Najfajniejszy komentarz zostanie nagrodzony voucherem wakacyjnym o wartości 2.000 zł od Novasol. Regulamin akcji znajduje się tutaj.

Zobacz wszystkie wpisy biorące udział w akcji


7 pytań, które warto sobie zadać w każdy poniedziałek

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
23 maja 2016
Fot. iStock / MariaDubova
Fot. iStock / MariaDubova
 

Bez zbędnych wstępów. Po co to robić? Żeby żyć bez chaosu, na większym luzie, spokojniej. I z sensem:)

1. Co najważniejszego muszę zrobić w tym tygodniu?

Nadmiar, brak planu przytłacza. Mam „mnóstwo” rzeczy. Samo słowo „mnóstwo” powoduje już napięcie. Najlepiej rozpisać konkretny plan. Chwilę później, z planu wykreślić rzeczy, które nie prowadzą do konkretnego celu albo nie są konieczne w tym tygodniu. Może spotkanie u cioci Jadzi (imię do zmiany) 30 km od miejsca naszego zamieszkania nie jest priorytetem, co?

Zostawiamy tylko plany najważniejsze. Potem warto sobie zadać pytanie: czy mam pomysł na realizację mojego planu?Czy mam do tego narzędzia? Wsparcie i przestrzeń? Co muszę po kolei zrobić, żeby ten cel zrealizować. Czyli wyznaczamy sobie mniejsze cele.

No i najważniejsze: pozytywna wizualizacja, która doda nam sił i motywacji. Jak się będę czuła, gdy uda mi się cel zrealizować. Czyli, na przykład, co będę czuła, gdy wreszcie oddam ten projekt?  Ulgę, radość, szczęście, poczucie dobrze spełnionego obowiązku?

2. Do kogo powinnam zadzwonić?

Do rodziców? Do któregoś z przyjaciół? O kogo powinnam szczególnie zadbać?

3. Czy wiem, co powinny zrobić w tym tygodniu moje dzieci? Czy mam nad tym kontrolę?

Jeśli we wtorek dowiadujesz się od córki, że masz „wykombinować” strój księżniczki albo przynieść „ileś” rzeczy do przedszkola– dostajesz napadu paniki. Biegasz po sklepach, szyjesz w nocy, ewentualnie biegasz po domu i szukasz odpowiednich akcesoriów. Stres i stres. Po co? Lepiej zaplanować to od razu.

Święta zasada: są rzeczy, których nie zostawiamy na ostatnią chwilę.

4. Czy znajdę chwilę dla ukochanego?

Wspólny czas, to święty czas. Wszyscy wiemy czym kończą się relacje, o które nie dbamy.

5. Czy zamierzam coś przeczytać?

19 milionów Polaków nie miało w rękach żadnej książki, a 10 mln nie ma ani jednej w domu– takie dane Biblioteka Narodowa podała w 2015.

Nie bądźmy w tej grupie. Jeśli nie lubisz książek, korzystaj z Kindle, choć…

6. Co zrobię dobrego dla innych?

Tak, to tak samo ważne pytanie jak to poniżej. Nie musimy robić rzeczy wielkich– poświęcań długich godzin w wolontariacie, przelewać nie wiadomo jakich pieniędzy  na potrzebujących. Zróbmy cokolwiek: wpłaćmy 20 zł na ulubioną fundację, nakarmmy bezdomne koty, wyjdźmy sąsiadce z psem.

Co tydzień choć jedna mała rzecz. Nie tylko dla innych, dla siebie też.

7. Co zrobię dobrego dla siebie?

W coachingu to się nazywa świadome zarządzanie energią. W psychologii szukaniem balansu, w języku zwyczajnym– po prostu odreagowywaniem. Jeśli myślisz, że jesteś niczym ferrari, które będzie pędzić bez paliwa, to możesz się przeliczyć. Wytrzymasz tak tydzień, dwa, miesiąc, kilka jeśli jesteś odporna, ale prędzej czy później zaczniesz chorować albo czuć się źle psychicznie.

Ile wymagań, tyle wsparcia. Jeśli tydzień ma być ciężki, pełen wyzwań zapewnij sobie wsparcie w każdej postaci: zapisz się na masaż, na ćwiczenia, idź na długi spacer, rozmawiaj z kimś bliskim o tym, czego doświadczasz. Szukaj każdego sposobu, żeby uwolnić napięcie.

Na szczęście ten tydzień będzie krótszy:)

Ale niech będzie udany.


Zobacz także

Fot. iStock

Chcesz dziecko, chętnie pomogę. Dawca spermy łatwy do znalezienia

Fot. Screen/http://www.vogue.co.uk

O kompleksach, pasji i miłości… Victoria Beckham pisze list do 18-letniej siebie

Fot. iStock / Imgorthand

Nowa reforma, stare metody. Czy doczekamy się kiedyś edukacji na miarę XXI wieku?