Królowe dramatu. Co się dzieje w głowie twojej córki, kiedy dorasta

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
23 września 2017
Fot. iStock/Bubbers13
Fot. iStock/Bubbers13

Nastolatka to huragan, burza, wieczna chmura gradowa lub… ocean spokoju (ale jedynie na zewnątrz). Nie ma jednej reguły.  Emocje są tak potężne, że trudno je powtrzymać, trudno zrozumieć, trudno się w tym wszystkim odnaleźć. I rodzicom i samym dorastającym dziewczynom.

Jasne, hormony mają ogromny wpływ na nastrój twojej córki. Stresujące wydarzenia, takie jak zmiana szkoły, rozstanie z sympatią, kłótnie w rodzinie to tylko „zawleczki”, które pociągnięte w tym właśnie, delikatnym momencie, potrafią uruchomić emocjonalną bombę.

Co się dzieje w głowie kogoś, kto już za chwilę wejdzie w dorosłość?

Przede wszystkim, musisz sobie uświadomić, że żyjesz pod jednym dachem z kimś, kto kluczowy system wsparcia ma w grupie swoich rówieśników, tak samo „reaktywnych” i niestabilnych jak i on sam. Twoja córka codziennie pracuje ciężko na to, by okiełznać jakoś te potężne i nieprzewidywalne emocje, zarządzać całą tą intensywnością i … nie oszaleć, w grupie „takich samych” jak i ona. Potrzebuje twojej pomocy. Poprosi o nią bezpośrednio albo po prostu rozładuje na tobie twoje napięć.

Nastolatki często uczą swoich uczuć, odtrącając najbliższych – najczęściej rodziców.  Zamiast być niegrzeczna lub agresywna wobec rówieśników lub nauczycieli w szkole, twoja córka wylewa swoje żale i złość tam, gdzie czuje się bezpieczna. Tam, w tamtym środowisku, starała się trzymać emocje w ryzach. Ale w domu, „hamulce puszczają” i nic nie jest w stanie zatrzymać tego, co ma zostać wykrzyczane.

Co możesz zrobić?

Kiedy twoja córka skarży się na to jak bardzo niesprawiedliwe jest życie, jak durna szkoła, ja beznadziejni nauczyciele, przede wszystkim nie praw jej kazań, że „tak nie wolno, że autorytety, że obowiązki”… Nie chodzi tu wcale o treść tych skarg, ale próbę wyładowania stresu związanego z olbrzymim obciążeniem psychicznym. Zbyt często tym zapominamy, za mocno skupiając się na treściach, które są nam przekazywane przez nasze dzieci. Za mało je obserwujemy. Słuchaj swojego dziecka, ale nie naciskaj – i tak szybko zauważysz, że ono regularnie odrzuci każdą twoją sugestię.

Jeśli naprawdę chcesz pomóc swojej córce zarządzać jej niepokojem, pomóż jej zobaczyć różnicę między użalaniem się nad sobą, a próbą znalezienia upustu dla swoich emocji, między biernością, a działaniem. Taka umiejętność, nabyta w jednym z najtrudniejszych dla człowieka momencie rozwoju, zaprocentuje szybciej niż myślisz.


Na podstawie: beta.theglobeandmail.com

 


Kulinarne grzybobranie. Z czym najlepiej łączyć grzyby?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
23 września 2017
Fot. iStock/Rike_
Fot. iStock/Rike_

Początki jesieni to zarazem wymarzony czas dla wielbicieli grzybowych specjałów. Pojawiające się coraz częściej w lasach borowiki, koźlarze, maślaki, podgrzybki, gąski i kurki to zaledwie początek długiej listy gatunków jadalnych. Z czym łączyć prawdziwki? Jak przyprawiać kurki? Jakie są najpopularniejsze sposoby przyrządzania grzybów? Okazuje się, że rozpoczynając kulinarną przygodę z daniami bazującymi na grzybach można odkryć wiele inspirujących i apetycznych zestawień.

Grzyby stanowią zupełnie odrębne względem roślin królestwo. Właściwości niektórych egzotycznych gatunków, na przykład występujących w Azji twardników japońskich (shiitake), opisane zostały już kilka tysięcy lat temu. Mało kto wie, że sezon na grzyby trwa w zasadzie cały rok. Niemniej dopiero wraz z nastaniem sprzyjających, jesiennych warunków, zaczynają pojawiać się one w większych ilościach. Chłodne i deszczowe letnie dni, jakich nie tak dawno doświadczyliśmy również w tym roku, to prawdziwe błogosławieństwo dla grzybiarzy. To właśnie załamanie pogody w przededniu jesieni sprawia, że zarówno same zbiory, jak i późniejsze  kulinarne dokonania będą w tym roku bardziej owocne.

Masło maślane

Dania przygotowane z grzybów przede wszystkim nie powinny stronić od masła. Jest to bez wątpienia najlepszy tłuszcz, który podkreśli ich aromat i wzbogaci smak potraw. To właśnie na maśle przyrządzamy prawdziwki i kurki. Doskonałym dodatkiem do tego szybkiego i przepysznego dania jest także podsmażona na złoto cebulka, sól, pieprz i odrobina świeżego koperku. Przygotowane w ten sposób grzyby to także baza dla innych prostych i apetycznych dań, takich jak omlet, jajecznica czy risotto.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Zupa nad zupy

Bez grzybów świat zup nie byłby taki sam. Aromatyczne kremy z borowików to absolutny kanon jesiennego menu. Ciekawym sposobem na urozmaicenie gamy smakowej zupy grzybowej jest dodanie odrobiny sosu sojowego. Warto także wykorzystać więcej niż jeden gatunek, dzięki czemu efekt końcowy zachwyci bogatą kompozycją smaków. – Zupy grzybowe najlepiej smakują pod postacią kremu. Idealnie aksamitną konsystencję uzyskamy dodając w trakcie miksowania kilka łyżek serka topionego. Ponadto tuż przez podaniem możemy posypać zupę startym serem żółtym i zapiec kilka minut w piekarniku, na wzór tradycyjnej francuskiej zupy cebulowej – mówi Ewa Polińska z MSM Mońki.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Sprawdź przepis na: Krem z grzybów leśnych zapiekany z serem żółtym

Kraina sosem i śmietanką płynąca

Innym obowiązkowym dodatkiem do grzybowych specjałów jest śmietanka kremówka. To za jej sprawą powstają delikatne sosy, które serwować można praktycznie z każdym daniem obiadowym. Zarówno tradycyjne dania obiadowe, jak i makarony polane odrobiną wykwintnego, grzybowego sosu odsłaniają swoje nieznane dotąd oblicze. Kremowy sos to także sposób na szybką zapiekankę, która doskonale smakuje z różnymi gatunkami serów i świeżymi ziołami.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Szczypta dla smaku

Nawet najpyszniejszy dodatek kulinarny wymaga przypraw, by odkryć pełnię swojego smaku. Grzyby nie obejdą się przede wszystkim bez soli i czarnego pieprzu. Dodając przyprawy nie można przesadzić. Zbyt dużo odmiennych aromatów może przytłumić naturalny smak grzybów. Umiejętne przyprawianie to także sposób na włączenie grzybów do menu osób o wrażliwszym żołądku. Rozmaryn, tymianek, majeranek, cząber, kminek, jałowiec sprawiają, że grzyby stają się bardziej lekkostrawne, a jednocześnie cechują się intensywniejszym smakiem. Gotowe dania grzybowe można również posypać świeżą natką pietruszki lub koperkiem.

Więcej kulinarnych inspiracji znaleźć można na www.msm-monki.pl.


„Byłam w związku z psychopatą. On, nawet, jak odejdziesz, będzie cię niszczył, będzie robił wszystko, by twoje życie zamienić w koszmar”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 września 2017
Fot. iStock/eopleImages
Fot. iStock/eopleImages

Dwa lata zastanawiałam się, co wydarzyło się w moim życiu, dlaczego zamieniło się w taki horror. Przecież on był najlepszym facetem na świecie. Szarmancki, przystojny, to przy nim mogłam czuć się jak księżniczka, którą porywał na weekend do Paryża.

Powtarzałam, że życie z nim nigdy nie będzie nudą, że zawsze coś się będzie działo. To było jak przyciąganie i odpychanie, na wiecznym rollercoasterze emocjonalnym. Raz mnie kochał, innym razem ignorował, raz nosił na rękach, innym razem powtarzał, że nic nie jestem warta. Ale tak to to jest, że kiedy jesteś księżniczką, nie pamiętasz już o tym, że chwilę wcześniej byłaś dla niego nic nie wartym Kopciuszkiem. Ważne jest tu i teraz, a ty karmisz się tymi dobrymi chwilami, on cię nimi karmi umiejętnie, żebyś nie odeszła, a nawet, jak o tym pomyślisz, to znowu przyciągnie cię ze zdwojoną siłą.

Myślałam, że tak powinien wyglądać związek – trochę szalony, pełen emocji, gdzie facet rozpieszcza cię, ale czasami miewa swoje zdanie, za które później przeprasza pięknymi kwiatami, biżuterią czy właśnie wyjazdem do Paryża. Wszyscy go kochali, nie tylko ja, cała moja rodzina. Przepraszam, nie cała… Moja mama raz mi tylko powiedziała: „W nim jest coś dziwnego”. Ale która kochająca na zabój kobieta, by jej słuchała. Na pewno nie ja.

Odchodziłam od niego kilka razy, nie zgadzałam się na te upadki naszego związku, które poprzedzały wzloty. Bo najpierw ja musiałam upaść, poczuć się nieważna, niekochana i głupia, żeby on mógł to odwrócić i pokazać, że się mylił, że przecież jestem cudowna.

Dzisiaj wiem, że związek, w którym on gra na twoich emocjach, podkopuje niby bezwiednie twoje poczucie wartości, to sygnał, że należy uciekać, że należy porzucić marzenia o tym, że go zmienisz, że popracujesz nad tymi wybuchami, że nie dasz się tak traktować. To mrzonki. Ja też w to wierzyłam.

Swoje prawdziwe oblicze pokazał, gdy już zamknął mnie w obrączce, wspólnym kredycie we frankach i dziecku. Wtedy wiedział, że już nigdzie nie ucieknę, że całe to moje gadanie, że odejdę jest jedynie czczą groźbą. On świetnie zarabiał, moja skromna pensja to właściwie była kropla jego finansowych możliwości. Więc kupiliśmy piękne mieszkanie, z trzema sypialniami, tarasem, bo stać nas – przepraszam JEGO było na płacenie raty kredytu, który podpisaliśmy wspólnie. Urodziłam córkę i się zaczęło. Słyszałam, że jestem mało ambitna, że oglądam nie te filmy, czytam nie te książki, że ze mną to właściwie o niczym nie można porozmawiać. Później, że się mnie brzydzi po ciąży, że dopóki nie schudnę, nigdzie się ze mną nie pokaże, że wyglądam jak maciora, to powinnam w chlewie siedzieć z innymi spasionymi świniami.

Ale po tym, jak mnie ranił, zabierał nas na wakacje, szedł ze mną na zakupy, gdzie dostawałam wszystko, co chciałam. Był czuły, troskliwy, obiecywał, że się zmieni, gdy czuł, że mój opór i niechęć do niego nie znika. Druga ciąża. Córka miała dwa lata, ja z drugą byłam w 16-tym tygodniu ciąży, gdy się dowiedziałam, że mnie zdradza. Ja – na środku tego pięknego wymuskanego mieszkania, z jednym dzieckiem u nogi, z drugim w brzuchu, bez żadnej perspektywy czekając na jego atak furii i kuląc się w sobie coraz bardziej…

Nie miałam dokąd uciec, nie wiedziałam co robić. Cała ciąża była huśtawką moich nastrojów i jego obietnic i gróźb na zmianę. W dniu, w którym urodziłam zadzwoniłam do mojej adwokat prosząc, by złożyła papiery o rozwód. Miałam dosyć. Nie chciałam tak żyć, godzić się na to, jak on mnie traktuje tylko dlatego, że miał nade mną finansową przewagę, że uzależnił mnie od siebie. Patrzyłam na tę małą istotkę, która obok mnie leżała i myślałam tylko o tym, że nie chcę moim córkom zafundować takiego życia…

I tu dopiero zaczął się koszmar.

Szalał ze wściekłości, ale nic nie mógł zrobić. Rozwód został orzeczony z jego winy, bez mrugnięcia okiem przez sąd. Miałam tylko nadzieję, że jak już opadną emocje, jak on już się wywrzeszczy, przestanie mi grozić, jak ochłonie, to dogadamy się co do opieki nad dziećmi. Nie chciałam dziewczynek pozbawiać ojca, wręcz przeciwnie – mój tata zmarł, gdy byłam mała, wiedziałam, ile znaczy nieobecność ojca w życiu każdej kobiety.

Podpisaliśmy porozumienie, ustaliliśmy kontakty. Dziś wiem, że jemu nigdy nie zależało na naszych dzieciach, że nigdy nie miał zamiaru o nie zadbać, opiekować się nimi, on nie kocha nikogo, tylko samego siebie.

Za każdym razem po ustaleniu kontaktów, wnosił do sądu sprawę o nowe ustalenia. Czego byśmy nie postanowili, także przy udziale mediatora, on i tak po chwili podważał. Założył mi dwie sprawy o utrudnianie kontaktów z córkami, obie sprawy przez sąd uchylone. Raz, gdy trzy miesiące wcześniej pisałam do niego maila uprzedzając, że mamy spotkanie rodzinne i czy moglibyśmy ten „jego” weekend przełożyć tak, by dziewczynki mogły spotkać się z dawno niewidzianym kuzynostwem. Niby się porozumieliśmy, ale ostatecznie on stojąc pod drzwiami mojego mieszkania po dziewczynki (wiedział doskonale, że nas nie ma) wezwał policję, by sporządziła notatkę o utrudnianie kontaktów, następnie przyjechał z policją w miejsce, gdzie byłam z córkami… One płakały, gdy je wyrywał, nie wiedziały, co się dzieje, nie chciały z nim iść. Jakaś paranoja.

Pozbawił nas mieszkania. Kiedy zostałam sama, nie było mnie stać na kredyt. Tu także próbowałam się z nim porozumieć, sprzedać mieszkanie, spłacić hipotekę, podzielić się na po połowie spłatą. Nie chciał. Kiedy byłam na wakacjach wysłał mi SMS-a, żebym się nie zdziwiła, jak wrócę, bo wymienił zamki w mieszkaniu, do którego nie mam już wstępu. Gdyby nie pomoc mojej mamy, wylądowałybyśmy na ulicy… Tymczasem on wynajmował nasze mieszkanie czerpiąc z tego korzyści, ale rat kredytu nie płacił. Ogłosiłam upadłość konsumencką. Tylko to mnie ratowało i ratowało moje córki, by nie musiały po mojej śmierci nadal spłacać moich długów. Moich i ich ojca.

Nie płaci alimentów. Jego zadłużenie na dzisiaj po ośmiu latach po rozwodzie to ponad sto tysięcy złotych. Nagle z faceta, który zarabiał ponad 20 tysięcy złotych miesięcznie stał się facetem, który zatrudniony przez swoją konkubinę na ¼ etatu dostaje 600 złotych. Komornik ma związane ręce, nie jest w stanie ściągnąć z niego zadłużenia, a ja oczywiście zarabiam za dużo, żeby moje dzieci zostały objęte Funduszem Alimentacyjnym. Bo dorabiam w weekendy, kiedy dzieci są u ojca, żeby niczego im nie brakowało, żeby jak najmniej odczuwały skutki tej sytuacji.

A i tak nie jest łatwo. Ponad pięć lat temu wystąpiłam o ograniczenie mu praw rodzicielskich. Nie wytrzymałam, po tym, jak wyrzucił nas z mieszkania, miarka się przebrała. Dzieci muszą czekać aż szanowny tatuś w zależności od humoru złoży podpisy na pozwoleniu na badania słuchu czy postawy w szkole, czy na pozostawanie w świetlicy po lekcjach – ja pracuję, on dzieci nie odbiera ze szkoły. Co więcej potrafi w wyznaczonym dla niego dniu kontaktów po córki nie przyjechać, bo coś mu wypadło. Wtedy dzwoni do mnie o 17-tej pani ze świetlicy, że dzieci jeszcze w szkole… Ile tak można?

Po dwóch latach dostał wyrok ograniczenia praw rodzicielskich, dwóch długich latach, kiedy nie stawiał się na rozprawy, oskarżał sąd o stronniczość. Potrafi 15 minut przed rozprawą wysłać faks do sądu, że się nie stawi na rozprawie wiedząc, że dla mnie to dzień urlopu, to zarwana nocka na pisanie kolejnych pism. Nie mam adwokata, tak jak on…

Wyrok zapadł, odwołał się. Kolejne dwa lata apelacji. Wyrok ten sam, prawa ograniczone w jeszcze większym stopniu – po kolejnych dwóch latach. Znowu się odwołał, a my nadal musimy z nim negocjować wszelkie zgody, nawet to, czy dzieci będą chodzić na religię, bo on się nie zgadza, a dzieci chcą…

Najgorsze jest to, że jemu nie chodzi o dzieci, o ich dobro. On chce zniszczyć mnie. Włamał się do mojej skrzynki mailowej, czułam się jakby ktoś grzebał w moich wnętrznościach. Dla niego nie ma świętości – nie są nią dzieci, nie są uczucia… Po dwóch latach analizowania, dlaczego tak wygląda dzisiaj moje życie, wiem, że byłam w związku z psychopatą, który nawet, jak odejdziesz, będzie cię niszczył, będzie robił wszystko, by twoje życie zamienić w koszmar. Było ciężko, depresja, nerwica, załamania… Dzieci trzymały mnie w pionie… Dzisiaj jedyne co mogę zrobić, to nie spalać się, nie tracić energii i emocji na tę wojnę, którą one ze mną prowadzi, na kolejne zakładane mi sprawy w sądzie. Może kiedyś znajdzie sobie inną ofiarę i na niej się skupi. Bo ona, pewnie tak jak ja, wierzyła, że miłość go zmieni, i że przy nim nie można się nudzić…


wysłuchała: Ewa Raczyńska

 


Zobacz także

Jak być silną matką. 10 zasad, których warto nauczyć nasze córki

Jak być silną matką. 10 zasad, których warto nauczyć nasze córki

Fot. iStock / Brian Jackson

Dlaczego nie powinniśmy chodzić z małymi dziećmi do centrów handlowych?

Fot. iStock/Viktor_Gladkov

10 mechanizmów obronnych, które nieświadomie w swoim życiu stosujemy