Kochaj mądrze swoje dziecko

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
18 kwietnia 2016
Kochaj mądrze swoje dziecko
https://www.pexels.com/photo/nature-person-summer-girl-33824/
 

Nieba byśmy im przychylili, zasłonili przed każdym niebezpieczeństwem, ochronili przed najmniejszą porażką. To nasze dzieci mają mieć życie szczęśliwsze niż my. Są naszą nadzieją, że można żyć tak, jak byśmy chcieli, ze można sięgać po marzenia, realizować swoje cele, kochać i być szczęśliwym.

Kochamy te nasze dzieci do szaleństwa. To miłość bezwarunkowa podszyta naszymi lękami, kompleksami i obawami. Bo chcemy, by dla nich świat był lepszy, by życie było przyjaźniejsze, by nigdy nie musiały doświadczać smutku, krzywdy i niesprawiedliwości, których my doświadczamy.

Mój tata mówił: „Ale po co masz się uczyć na swoich błędach, jak możesz na moich?”. Toczyliśmy zażarte dyskusje, ja próbując wyrwać dla siebie wolność i niezależność i on – kochający tak bardzo, że zbudowałby mi klosz, pod którym żadne zło, by mnie nie dosięgnęło. Jednak nigdy takiego klosza nie postawił, choć pewnie bardzo chciał.

Mój tata nauczył mnie kochać mądrze.

Stawiaj granice

Miłość to nie jest słabość, to nie jest pozwalanie na wszystko, to nie jest uleganie. Granice to bezpieczeństwo, to świadomość dziecka, że nam, rodzicom, na nim zależy. Bo jeśli byśmy pozwalali na wszystko, ulegali jego płaczom, krzykom, to gdzie by to dziecko zaprowadziło. Byłoby roszczeniowe, przekonane o swojej racji, skupione na sobie. Wychować takiego człowieka – wątpliwa zasługa. Stawiaj granice mądrze, bez łamania dziecku kręgosłupa. Im starsze, tym bardziej będzie chciało te granice przesuwać. Podążaj za nim, słuchaj, obserwuj i… stawiaj granice, niech ono czuje się kochane i bezpieczne.

Wymagaj

Ta wyjątkowa miłość nie polega na tym, by prowadzić nasze dziecko lekko przez życie, by było ono dla niego łatwe i przyjemne. „Zostaw, ja to za ciebie zrobię” – mówimy. „Daj, pomogę ci” – dodajemy przy innej okazji. Od kochanego dziecka trzeba wymagać, bo tylko tak nauczymy je radzić sobie w życiu. I choć może się buntować, pytać, że po co i dla kogo ma coś zrobić, to kiedyś w przyszłości powie: „Dzięki mama, przez to, że ty wymagałaś ode mnie, nie boję się sprostać wymaganiom innym, jestem silniejszy dzięki temu. Wiem, na co mnie stać”.

Zaufaj

Zaufaj swojemu dziecku. Nie kontroluj na każdym kroku. Jeśli już na coś pozwalasz – wyjście z koleżankami, nocowanie u kolegi, pójście na szkolną zabawę, to nie sprawdzaj dziecka co chwilę. Nie stawiaj setek obostrzeń, że jak nie wróci na czas, to… albo jak się źle zachowa, to… Hej. Puszczasz, bo ufasz, bo wiesz, że nic złego się nie stanie, a przynajmniej masz taką nadzieję. Tak, to prawda, nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkiego, ale przecież w końcu musisz zaufać, zaryzykować. Powtarzaj, że twój kredyt zaufania jest bardzo ważny dla ciebie i dla dziecka.

Rozmawiaj

Bo miłość nie jest nam dana tak po prostu przy okazji. Jeśli kochasz – rozmawiaj. To w ten sposób mówisz dziecku: „Kocham cię, interesuję się tym, co u ciebie, chcę cię wysłuchać”. Nasze dziecko z innymi ludźmi będzie tworzyć takie relacje, jaką my tworzymy z nim. Jeśli będziemy rozmawiać, ono też będzie, jeśli otworzymy się na dialog, na wymianę zdań, poglądów, jeśli będziemy rozmawiając tłumaczyć, co w zachowaniu dziecka jest dobre, a co nam się nie podoba, będziemy mówić o naszych emocjach, radościach i lękach – ono będzie robić tak samo. Można dać dziecku większy prezent?

Bądź przykładem

Nie wystarczy powiedzieć: „Chcę, żebyś był taki”. Dziecko zawsze będzie takie, jak my. Nie możesz mówić: „Pamiętaj, dbaj o siebie”, jeśli my o siebie nie potrafimy zadbać. Nie wystarczy powiedzieć: „Bądź ważny dla siebie”, „Kochaj siebie” – jeśli my sami tego nie pokażemy. Mówisz: „Idź do przodu, nie bój się ryzykować”, a tymczasem sam jesteś wycofany, wiecznie wątpiący. Nie licz, że dziecko będzie inne. Nie wysyłajmy sprzecznych komunikatów, bądźmy dla naszych dzieci przykładem. Realnym i prawdziwym przykładem, a nie tylko słowami.

Szanuj

Bo sama miłość nie wystarczy, by nasze dziecko było pewnym siebie człowiekiem, znającym swoją wartość. Jeśli nie będziemy szanować naszego dziecka, ono nie będzie szanować siebie i innych. Będzie gardziło ludźmi ze strachu, będzie poniżać i pozwalać na upokorzenia samego siebie. Nawet jeśli z czymś się nie zgadzasz, gdy coś się tobie nie podoba – szanuj decyzję i wybór, rozmawiaj, dyskutuj, ale z szacunkiem dla uczuć i poglądów twojego dziecka.

Nie lekceważ

Nie mów: „Daj spokój, to nieważne”, „Takimi bzdurami się przejmujesz”, „No i co ryczysz, nic wielkiego się nie stało”. A dla dziecka właśnie zawalił się świat, być może tylko na trzy minuty, ale jednak zawalił. Nie umniejszaj tego, co czuje, bo nie zauważysz, gdy naprawdę stanie się coś, co nie powinno umknąć twojej uwadze. Nie lekceważ swojego dziecka, bo on będzie lekceważyć kiedyś ciebie.

Pozwalaj na samodzielność

Pozwól dziecku być człowiekiem, który sam o sobie może decydować. Choćby w najbardziej błahych sprawach. Nie mów, że wyręczysz, że ty zrobisz coś lepiej. Powiedz: „Zrób to sam” i tego się trzymaj. Tak budujesz w dziecku przekonanie o własnych możliwościach i ograniczeniach, pozwalasz mu się sprawdzać, ćwiczyć i ufać sobie: „Jeśli to potrafię, mogę jeszcze więcej”.

Puść wolno

To największa sztuka tej miłości. Puścić ją. Pozwolić pójść wybraną drogą. Pozwolić na błędy, na porażki. Pozwolić wyciągać konsekwencje swoich wyborów i decyzji, jednocześnie bojąc się, czy dobrze przygotowaliśmy tę naszą miłość do życia. Czy odpowiednio wyposażyliśmy, czy da sobie radę?

Pomimo miliona wątpliwości i obaw – puszczamy wolno, by nasze dziecko mogło przeżyć swoje życie najlepiej, jak będzie potrafiło. My możemy czasami złapać je za ramię, żeby powiedzieć: „Hej, pamiętaj, że tu jestem, zrozumiem, zaakceptuję i pomogę”.


Zróbmy dziś jeden krok w stronę tolerancji i uczmy nasze dziecko szacunku do drugiego człowieka

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
23 kwietnia 2016
Fot. Unsplash/Annie Spratt / CCO
 

Czytam: „Polska mapa nienawiści”,  „Dzieci niepełnosprawne w osobnych klasach”, „Islamskie świnie nie chcemy was w Szczecinie” i mogłabym przytaczać wiele wiele innych. Wchodzę na stronę zgłosić nienawiść i widzę typy incydentów – mowa nienawiści, akty przemocy, dyskryminacje ze względu na płeć, pochodzenie, kolor skóry.

I zastanawiam się, gdzie my żyjemy? W jakim świecie? Gdzie nagłówki w gazetach, tytułu tekstów na głównych stronach największych portali internetowych obok zasad zdrowej diety, piszą „Pedał, niech wy*ierdala”.

Rozpętała się kilka dni temu dyskusja wokół propozycji władz o wydzieleniu osobnych klas dla dzieci niepełnosprawnych. Jakby dzieciom było mało podsuwania pretekstów do nietolerancji. Oczywiście, nie wystarczy stygmatyzacja niepełnosprawnością czy upośledzeniem umysłowym, dajmy jeszcze podstawę, by wykluczać tych, którzy nie wpisują się w naszą wizję idealnego świata.

Wkurza mnie, wkurza do granic możliwości brak szacunku dla drugiego człowieka i boli… Zastanawiam się, w jakim świecie przyjdzie żyć moim dzieciom?

Takim, gdzie za poglądy inne od większości dostaną po mordzie, albo ktoś przyjdzie i obleje im drzwi domu farbą?

A może takim, gdzie trzeba będzie śpiewać jednym słusznym głosem, bo każde wyłamanie się z tłumu będzie piętnowane?

Czy takim, gdzie powszechne będzie wygłaszania rasistowskich i faszystowskich haseł?

Dlaczego my nie potrafimy kochać drugiego człowieka? Dlaczego tak bardzo nienawidzimy. Dlaczego jesteśmy tak nieczuli na każdy komentarz, każdy gest, czy słowo, które obraża, odczłowiecza, drugą osobę?

Dlaczego nie wstawiamy się za kimś, komu dzieje się krzywda? Nie potrafię tego zrozumieć. Tej znieczulicy, której przecież też uczymy nasze dzieci.

Mówimy im – bądźcie mądre, bądźcie odważne, ryzykujcie, walczcie o swoje, kochajcie siebie. A czy powtarzamy im tak samo: pamiętajcie o drugim człowieku? Pamiętajcie o słabszych? O tych, którzy boją się wyciągać rękę o pomoc, ale wy ich zauważajcie. Bądźcie lepszymi ludźmi pomagając tym słabszym. Tym wykluczonym.

Jak często rozmawiacie w domu o tolerancji odmienności? A może nie rozmawiacie w ogóle, bo właściwie po co? Wy jesteście tolerancyjni, nigdy byście nikogo nie pobili za kolor skóry, nie wyzwali publicznie za poglądy. Nie gardzicie starością czy niepełnosprawnością.

Czytam, że chłopiec w szkole został wyzwany za to, że nie miał markowych butów. Że dziewczynka była prześladowana przez szkolne koleżanki, za to, że jej mama jest sprzątaczką. Że uczniowie włożyli koledze głowę do toalety, bo wstawił się za koleżanką, którą próbowali w toalecie obmacywać. Od koleżanki nauczycielki wiem, że dzieci prześladują inne dzieci za to, że mają bogatych rodziców i za to, że mają biednych, za to, że uczą się zbyt dobrze i za to, że są „głupkami” i „debilami”.

Wyobraźcie sobie taka sytuację. Wasz dziecko rano zbiera się do szkoły. Wsiada z wami do auta, w radiu słychać wiadomości, przegląd prasy. Reagujesz na kolejne słowa posłanki: „Co za debilka/wieśniara/no słoma z butów”. Dajesz dziecku buziaka, a ono leci do szkoły słysząc jeszcze przy bramie, jak jakiś mężczyzna mówi do drugiego: „Rusz tę swoją czarną d*pę leniwy czarnuchu” – na budowie, przy pracach drogowych, whatever. Wchodzi do szkoły, a tam: „pedale, gdzie się pchasz”, „debilu chodzisz jak ciota”, „te okularnik, przejrzyj w końcu na oczy”. A zapomniałabym, jeszcze po drodze, albo z okna szkoły widzi napis na murze „J*bać Żydów” choć tu można wpisać tysiące innych przykładów.

W domu – przychodzi wujek, który rozpoczyna dyskusję o tym, jak imigranci nas pozabijają, że to zwierzęta, w których stronę nie warto nawet splunąć (wersja light). A ty nie reagujesz, wolisz się wycofać z rozmowy.

Aaa i jak jeszcze pomyślę, że to dziecko ma Facebooka i czyta komentarze pod zdjęciami swoich kolegów, idolów, trafia na nagłówki tekstów, z których treścią już się nie zapoznaje…

Widzicie to? Nie ma tu krzty przesady. Naprawdę. Owszem możemy liczyć na mądrość naszego dziecka, powiedzieć sobie teraz: „moje takie nie jest”. I oby nigdy nie było. Oby nigdy nie stało się oprawcą, ale też, żeby nie było ofiarą. Ofiarą braku naszej reakcji, braku rozmowy, braku wytłumaczenia, kiedy pyta: „mamo, co znaczy pedał”, albo co to jest down, bo tak jego kolegę ktoś nazwał w szkole.

Pamiętajmy, że siła rodzi agresję, zawsze, gdy wraz z nią nie rozwija się u dziecka wrażliwości. Uczmy dzieci bycia odważnymi, ale nie tylko dla siebie, dla osiągania własnych celów i planów. Uczmy ich bycia odważnymi w pomaganiu innym, w stawianiu się za nimi, w zauważaniu drugiego człowieka, bez względu na kolor skóry, seksualne preferencje, czy wyznanie. Nie wychowujmy ich na skrajnych pewnych siebie egoistów, którzy nie widzą krzywdy innych.

Ja wiem, że świata nie zbawię, i że ktoś za chwilę powie: „a takie pieprzenie bez znaczenia”, ale jeśli my nie będziemy głośno mówić o tolerancji, o szacunku, to kto naszym dzieciom o tym opowie? Może warto wsłuchać się w to, jak one ze sobą rozmawiają, jakich słów używają, jakiej słuchają muzyki, jakich jutuberów wielbią. I nie zakazywać, gdy pada słowo „ku*wa”, tylko tłumaczyć, co ono znaczy. Nie krzyczeć, gdy usłyszymy „ty pedale”, tylko powiedzieć, jaki to słowo ma wydźwięk.

Zróbmy dziś jeden krok w stronę tolerancji, na przekór temu wszystkiemu co słyszymy, co widzimy i co widzi, i słyszy nasze dziecko.


Za co kocham bycie mamą dzieci

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
30 marca 2016
Za co kocham mieć dzieci
Fot. Pexels/skitterphoto.com / CCO

To, że kochamy dzieci to oczywiste. To, że czasami chcielibyśmy odpocząć od bycia rodzicem – to naturalne. To, że nasze życie dzieli się na to „przed dziećmi” – którego najczęściej nie pamiętamy, i na „po dzieciach” – to zwykła kolej rzeczy.

Dzieci nas wzruszają i wkurzają, kochamy je i czasami miewamy serdecznie dosyć. Bo sprawdzają granice naszej cierpliwości, wyrozumiałości i tolerancji.

Czasami, zwłaszcza po dniu kiedy moje dzieci dały mi w kość i kiedy mogę poobserwować ich z boku lubię sobie przypomnieć za co kocham mieć dzieci.

Ale kocham być mamą, bo dzięki dzieciom:

Codziennie znajduję powód do uśmiechu

Właściwie nie ma dnia, żeby się nie uśmiechała. Na ich widok, kiedy wracają ze szkoły, na rozmowy przy stole, na opowiedziany żart, czy z dumy po jakimś ich osiągnięciu. Chyba nikt tak, jak one nie potrafi mnie rozśmieszyć do łez.

Przezwyciężam swoje słabości

Trudno powiedzieć, że czegoś mi się nie chce, że na coś nie mam ochoty. Łapię się na tym, że takie myślenie odchodzi w zapomnienie. Czasami myślę, że gdybym nie miała dzieci nie zrobiłabym nawet połowy rzeczy, które robię w ciągu dnia, bo zwyczajnie by mi się nie chciało.

Zrozumiałam, iż żadna wymówka nie jest dobra

Dosłownie żadna. Bo każda jest od razu zbijana. Nawet powiedzenie „za chwilę” bywa ryzykowane, bo ile trwa „chwila”, albo „moment”. Każde „nie chcę” zostaje odbite pytaniem „dlaczego”. A raz usłyszane od dziecka „bo nie” sprawia, że akurat tego argumentu zaczyna unikać się jak ognia. I nagle dochodzisz do wniosku, że faktycznie – wymówki są do niczego, po prostu trzeba coś zrobić, znaleźć czas, wytłumaczyć. I tyle.

Wiem, że nie ma pytań bez odpowiedzi

Kiedyś myślałam tylko, że nie ma głupich pytań. Dzisiaj wiem też, że nie ma pytań pozostawionych bez odpowiedzi. Chwała za internet, który pozwala ciągle i wciąż poszerzać naszą wiedzę. I znajdować odpowiedzi na naprawdę najdziwniejsze pytania.

Mogę bezkarnie oglądać bajki

I z wszystkim nowościami jestem na bieżąco. Do „Króla Lwa” mogę wracać ile razy będę miała ochotę i nikt nie będzie się dziwił. Ile bym fantastycznych bajek przegapiła, gdybym nie miała dzieci. W kinie wybierałabym jakieś dorosłe filmy zmuszające (bądź nie) do refleksji, a z dziećmi bez skrupułów wchodzę na seans bez obawy, że wyjdę rozczarowana.

Mogę wracać do książek z dzieciństwa

Ile razy w dorosłym życiu sięgnęłabym po „Opowieści z Narni” czy „Akademię Pana Kleksa”? Pewnie w życiu nie znalazłabym na to czasu, bo przecież tyle jest książek do przeczytania. A tak, dzięki dzieciom wracam do emocji z dzieciństwa, do historii, które pobudzały moją wyobraźnię, mogę znowu poczuć się dzieckiem czytając „Niekończącą się historię”.

Nie zapominam, że świat jest ciekawy

Przy dzieciach nie przegapię oznak wiosny, bo one zawsze wykrzyczą „bociany”, albo „przebiśniegi”. Cieszę się ze śniegu i możliwości wyjścia na sanki. To one przypominają, jak fascynujący jest świat wokół, jak wiele ciekawych rzeczy się wydarza i dzieje, jak ważne by doceniać to, co nas spotyka każdego dnia. By to przede wszystkim zauważać.

Nie pozwalają się zatracić

Zatrzymują mnie swoim: „Mamo posłuchaj”, „Musze coś ci opowiedzieć”, „Upieczesz ciasto?”. Wtedy muszę zwolnić, rozejrzeć się wokół i przypomnieć sobie, co jest dla mnie najważniejsze. Każdego dnia pozwalają mi znaleźć balans między tym co muszę a tym, co powinnam i co chcę.

Zawsze mam się do kogo przytulić

To cudowne, że gdy mi źle, smutno, ciężko zawsze znajdę chętnego do przytulenia się. A wiadomo, że nic nie działa na duszę tak leczniczo jak przytulanie się. Na dzieci w tej kwestii zawsze mogę liczyć. Kocham te ich ciała wtulone we mnie, takie bezpieczne. Wtedy czuję, że jestem kochaną. I to najbardziej na świecie. I czego chcieć więcej?