Każde dziecko potrzebuje dobrej cioci – to najlepsza rola świata!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
10 sierpnia 2017
fot. iStock/ ArtMarie
fot. iStock/ ArtMarie

Każde dziecko potrzebuje dobrej cioci. To osoba, która w życiu najmłodszych odgrywa bardzo istotną rolę – jest kimś pomiędzy rodzicem pilnującym porządku i przestrzegania zasad,  babcią, która rozpieszcza, karmi czekoladą i ma zawsze czas dla swojego wnuka i dobrą kumpelą, z która można powygłupiać się, pobawić lub pójść do kina. Poza tym, to najlepsza, najfajniejsza i najbardziej wdzięczna rola świata!

Serce rośnie

Choć powszechnie wiadomo, że miłość rodzicielska nie ma porównania, to uczucia, które odczuwa się wobec swojego bratanka czy siostrzeńca są bardzo podobne. Gdy na świecie pojawia się mała istotka, zaczyna uśmiechać, wyciągać do nas rączki i dawać oznaki miłości i sympatii, nie ma szans, by serce nam nie zadrżało i by nie poczuć tego wspaniałego przywiązania i pozytywnych emocji. Bo choć słowo „mama” czy „tata” wypowiedziane przez maluszka sprawiaj, że człowiek mięknie, to wołanie „ciocia” też potrafi człowieka rozbroić.

Przy cioci można więcej

Ciocia, choć troszczy się i opiekuje, stawia nawet granice i wymaga, to pozwala na więcej niż mama czy tata. Po pierwsze, dlatego, że nie zawsze wie na ile może pozwolić i jakie na co dzień panują reguły (zwłaszcza, jeśli bywa z wizytą kilka razy w roku lub rzadziej), po drugie, nie ma w głowie tylu zmartwień i czarnych scenariuszy, co rodzice, a po trzecie, nie zakłada z góry, że dziecko nie wie, nie potrafi, jest za małe i nieporadne – działa metodą prób i błędów.

Partner do wygłupów

Z dobrą ciocią (albo z dobrym wujkiem!) można się powygłupiać, poopowiadać sobie śmieszne historie, anegdoty, a nawet głupkowate żarty. Ciocia nie zwróci uwagi, że spodnie się nie dopiorą, jak będziemy się tarzać po trawie, albo, że 22 to nie czas na pieczenie ciastek i oglądanie „Shreka” po raz dziesiąty – większy luz to dla dzieciaków plus!

Upomnienie boli jakby mniej

Kiedy rodzice coś każą albo zwrócą uwagę, to następuje bunt i próby manipulacji, a w pewnym wieku jawny sprzeciw i pyskówka. Ale czasami wystarczy, by to ciocia zwróciła uwagę i efekt jest zupełnie inny! Dlaczego? Bo to sytuacja niecodzienna, bo zupełnie inne układy, bo często robi to z dużo większym spokojem i w innej formie – nie ma monologów, krzyku i długich wywodów.

Dorosły z funkcją „kumpel”

Ciocia to niby dorosła osoba, trochę jak rodzic, ale jednocześnie kumpel i przyjaciel, z którym można się świetnie bawić, pogadać, zwierzyć z problemów z rodzicami (to bardzo potrzebne dzieciakom!) albo mieć wspólne sekrety. Rodzice mogą na trudności i małe tajemnice dzieciaków reagować zbyt emocjonalnie – to normalne, włącza się w nich instynkt opiekuńczy, który każe im bronić, chronić i dorwać tego, który krzywdzi ich potomka. Ciocia podchodzi do sprawy spokojniej, doradzi, wysłucha i pomoże (a dopiero potem ruszy dorwać tego, kto krzywdzi jej rodzinę).

Najlepsza do zabawy

Odwiedzając swoich siostrzeńców czy bratanków ciocia ma dla nich czas, energię, ciekawe pomysły i kreatywność. Odpowie na milion pytań, zasypie zabawkami i razem z najmłodszymi będzie odkrywać ich zastosowanie (serio, te współczesne gadżety bywają super!). Często też to ciocia pokazuje dzieciakom nowości i dba o to, by nie zostały w tyle ze współczesną modą. Bo dobra ciocia sobie niczego nie kupi, ale o maluchach będzie pamiętać zawsze!

Skarb dla rodziców

Wiadomo, rodzice mają furę obowiązków na głowie, więc dobra ciocia i dla nich jest wybawieniem – zajmie się dzieckiem, weźmie do kina, zabierze na wakacje i zaopiekuje się nimi równie dobrze jak rodzice. A przy okazji porozpieszcza, wytuli, wycałuje i sprawi dziecku ogrom radości. No czy można oczekiwać więcej?

Pomost między rodzicami a dziećmi

Dobra ciocia pozwala dzieciom inaczej spojrzeć na swoich „starych”, pokaże młodym inną perspektywę, gdy będą się skarżyć, doradzi, jak się porozumieć. Rodzicom zaś wytłumaczy, uspokoi, będzie podkreślać dobre cechy i pozytywy dzieciaków, pochwali wywołując tym samym wzruszenie i dumę mamy i taty. Gdzie rodzic nie może, tam niech ciotkę pośle! 😉

Ciocia też zyskuje!

Nie myślcie sobie, że ciocie to takie altruistki – czas spędzany wspólnie z dzieciakami to dla nich ogromny zysk!

– można być na bieżąco ze wszystkimi filmami animowanymi i ekscytować się Minionkami bez obaw o uznanie za dziecinną

w końcu masz kogoś, komu możesz przekazać żenujące opowieści o rodzeństwie (tak, zemsta jest słodka!)

– jeśli wciąż się dogadujecie bez problemu, dzieciaki uznają cię za super ciotkę i traktują jak kumpla, to znaczy, że jesteś młoda i żadna metryka tego nie zmieni!

możesz rozpieszczać, zasypywać prezentami, sprawiać radości i udawać, że jesteś niczym dobra wróżka

– za dużo w budżecie? Jeśli jesteś ciocią, ten problem nie istnieje 😉

jako ciocia przechodzisz kurs przygotowujący cię do macierzyństwa i posiadania własnych dzieci

– inni chwalą cię za twoją troskę i wysiłek, a twoja samoocena szybuje pod sam sufit

widząc radość i miłość w oczach siostrzeńców lub bratanków wiesz, że to, co robisz jest tego warte.

Każdemu dziecku na świecie życzymy samych dobrych ciotek i niesamowitych wujków, a każdej cioci i wujkowi, by ze swojej roli wywiązywali się po mistrzowsku i odczuwali z tego ogromna satysfakcję i zadowolenie.

Zapisz


Pokaż mi swoje zdjęcie na Instagramie, a powiem ci, czy masz depresję

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
10 sierpnia 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic

Zdjęcia, które wrzucasz na swój profil na Instagramie, mogą powiedzieć o tobie więcej niż ci się wydaje. Oprócz tego, że można z nich odczytać, jaką jesteś osobą i typem użytkownika, można także wykryć, czy cierpisz na depresję.

Nowe badania dowiodły, że zdjęcia wrzucane przez osoby chore różnią się od tych, które publikują osoby zdrowe. Według statystyk mogą powiedzieć więcej o twoim stanie psychicznym niż specjaliści.

Cierpiąc w samotności, czyli kilka słów o depresji

Jest uznawana za najczęstszą chorobę cywilizacyjną (zaraz po chorobach układu krążenia) i występuje niezależnie od regionu. Według danych ok. 1,5 mln Polaków jest chorych, ale tylko połowa z nich otrzymuje fachową pomoc medyczną. Częściej zapadają na nią kobiety. Szczególnie narażone są te w przedziale wiekowym 35-44 lata oraz matki – co piąta cierpi na depresję poporodową.

W jej leczeniu najbardziej skuteczne są dwie metody, które najlepiej stosować równocześnie. To psychoterapia i leczenie farmakologiczne. Nieleczona jest bardzo groźna i może mieć tragiczne skutki.

Fot. iStock / &#169 Larisa Lofitskaya

Fot. iStock / © Larisa Lofitskaya

Zdjęcie zdradza, czy masz depresję

Naukowcy opracowali specjalny algorytm, który pozwala w efektywny sposób wykryć depresję u użytkowników Instagrama. Przeanalizowali oni ponad 40 tysięcy zdjęć 166 osób, które miały założone konto. U 70. z nich już wcześniej zdiagnozowano depresję.

Posiadając tę informację wykorzystali algorytm do zidentyfikowania charakterystycznych cech zdjęć osób z depresją. Następnie porównali je z treściami wrzucanymi przez zdrowych użytkowników. Dzięki temu otrzymali dane, które wykorzystali do wskazania osób cierpiących na depresję wśród nowej grupy posiadaczy kont.

Okazało się, że osoby chore częściej posługują się niebieskim odcieniem, wpadającym w szarość. Rzadziej używają filtrów i unikają zdjęć w grupie. Poza tym otrzymują mniej polubień, ale za to więcej komentarzy.

– Ten algorytm może czasami wykryć depresję przed dokonaniem diagnozy klinicznej – twierdzą autorzy badania. I rzeczywiście, to prawdopodobnie prawda. Potwierdzają to statystyki. Stworzone przez nich narzędzie w 70 proc. przypadków poprawnie wskazało osobę z depresją. Dla porównania specjalista jest w stanie zdiagnozować chorobę podczas pierwszego kontaktu jedynie w 42 proc. przypadków.

Wczesne wykrycie depresji może uchronić wiele osób, które nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że są chore. To także ratunek dla tych, którzy nie są świadomi przykrych konsekwencji, które mogą się pojawić, jeśli nie skorzystają z pomocy specjalisty. A nieleczona może doprowadzić nawet do samobójstwa.


 

Źródło: sciencedaily, bezdepresji


Ja, jak każda polska Grażyna, postanowiłam pojechać na wakacje all inclusive

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
10 sierpnia 2017
Fot. Archiwum prywatne
Fot. Archiwum prywatne

Wykupiłam wycieczkę, pięć gwiazdek i opcje all inclusive. Moje marzenie zidentyfikowałam w katalogu, gdzie uśmiechały się do mnie drinki z palemką, piaszczyste plaże, całujące pary o zachodzie słońca.

Dostałam euforii, gdy na jednym z obrazków widniał hamak z kolorowymi poduszkami, gdzie oczami wyobraźni widziałam siebie z książką, gdy słońce delikatnie ogrzewa moje ciało.

Więc leżę na tym hamaku (w wyobraźni swej) i popijam prosecco, mam białe pareo, które zakupuję na lokalnym bazarze (z jedwabiu za niską cenę), a moje ciało nie wiadomo jak i dlaczego (mam 3 kilo do przodu), smukle prezentuje się na hamaku, przyciągając spojrzenia mężczyzn o wszystkich kolorach skóry.

Dzieci nie ma (jakie dzieci do cholery?!), zawsze w tych wyobrażeniach, jak ludzie na lotniskach lub na plaży je gubię. A jak się pojawiają, to czytają książki (nie komiks, nie w telefonie jakiegoś debilnego performensa) lub rozmyślają (może pierwszy raz w życiu). Widzę w tym katalogu siebie szczęśliwą i wypoczętą. O, to chyba ja! Pani w kapeluszu o białych włosach i sukience w kwiaty patrzy rozmarzona w stronę morza. Ma złotą skórę i złotą bransoletkę i chyba złotą obrączkę (ktoś jej tę fotę przecież strzela), wiec to muszę być ja, taka szczęśliwa, taka razem, taka pełna nadziei!

Nic się nie zmienia od lat. Co roku w to wierzę. Że ten cud z katalogu, to prawda. Ba, jestem taka optymistka (obłąkana), że jestem przekonana, iż zdjęcie nie oddaje piękna tego miejsca. Zachwyt i tak złapie mnie za gardło i powali na ziemię.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Dziś mija dzień trzeci na moim all inclusive w Turcji, a jedyne, co mnie powala, to upał. Najbardziej przyjaznym miejscem jest mój pokój hotelowy, o który walczyłam pięć godzin w dniu przyjazdu. Najpierw dostałam norę, w której ledwo widziałam swoje dzieci (są tu ze mną i raczej nie rozmyślają). Miły pan w recepcji poinformował mnie, bym sobie zapaliła lampki, to wszystko zobaczę.

Poszłam więc i zapaliłam, ale raczej siebie do boju, gdy nadal było ciemno, jak u mojej babci w komórce, gdzie przechowywała leżaki i kosiarkę.

Po chwilowym, naturalnym dla siebie konformizmie, wróciłam z uśmiechem na ustach (sztywnym jak prosto po botoksie) i zasyczałam, że nie jestem w stanie zaakceptować tego pokoju. Musiałam być serio, bo pan powiedział bym poczekała, aż może coś się zwolni (wcześniej twierdził, że nic nie ma, nic a nic, szpilki nie włoży w te rezerwacje aj em sory). Moja szpileczka jednak uruchomiła jego szpileczkę plus telefon do miłej rezydentki. Plus do biura w Polsce (tak oto działam w kompulsji). I pokoik po kilku godzinach czekania się znalazł.

Wypiłam w międzyczasie ze trzy rozcieńczone drinki (to jakby jeden normalny, jakby…) i jak dobrze nawodniona kula przeturlałam się do swojego jaśniejszego pokoju. Standard: może być.

Zgłosiłam jeszcze w międzyczasie słabo działająca klimę plus internet, czym zapewne zaskarbiłam sobie uwagę personelu i wskoczyłam na czarną listę.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Reszta w punktach:

  1. Upał blisko 40 stopni, tuż po wyjściu z budynku staje się nieznośny i nim dojdę do leżaka wyglądam, jakbym wyszła spod prysznica. Nie cierpię upałów! Dlaczego pojechałam w sierpniu do Turcji? Nie mam zielonego pojęcia.
Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

  1. Plaża piaszczysta jest ledwo przyprószona ciemnym piaskiem, a wchodząc do morza można sobie palec wykręcić od kamieni (nie wzięłam specjalnych butów, bo to nie Chorwacja lub Grecja). Ze względu na to wiele leżaków pustych a do dyspozycji nawet te ukryte pod baldachimem (wypas, moje ulubione).
  1. Żarcie wylewa się ze stołów, naprawdę robi wrażenie, jest wszystkiego pod dostatkiem, dlaczego wiec ludzie nakładają sobie pod sufit, jakby nie mogli sukcesywnie donosić? Po kilku dniach zachwyt mija, bo to wciąż to samo, tylko w towarzystwie innego warzywa (puree z groszkiem, puree z marchewka, marchewka z puree lub groszkiem). Chyba najczęściej jem bułkę z masłem i arbuza.
Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

  1. Alkohol nie do zniesienia. Kupiłam butelkę wina (szczep south africa, nie dopiłam kieliszka, wyszłam z flaszką, z którą nie mam co zrobić). Drinki masakra, opaski all inclusive na ręku ustawiają się jednak po nie w kolejce. Moje dzieci nie mogą się nadziwić, że to wszystko za darmo.
  1. Najbliższe „miasteczko” to jedna ulica, gdzie wciąż zatrzymują mnie mili panowie z zapytaniem łer ar ju from, by wcisnąć mi majtki Calvina Kleina lub bluzę Hollistera za stówę. Za stówę mogę wszystko.
  1. Wycieczka dopiero w niedzielę. Rafting, czyli spływ pontonami nie przyjmuje nieletnich, zwiedzanie ruin nie przyjmują do wiadomości sami nieletni.
Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

  1. Wypożyczyłabym auto, gdybym wzięła prawo jazdy. Pomyślałam przed wyjazdem „po co mi”, katalog dostarczył mi multum atrakcji bez kiwnięcia palcem.
  1. Z dobrych wiadomości: przeczytałam wspaniałą książkę i kończę kolejną. Gramy z dziećmi w karty i w Uno. Jemy lody na patyku. Kawa turecka jest fajna.
Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Ludzie robią sobie selfie i przy tym mają takie głupie miny. Panie nóżkę opierają o palmę, mężowie je fotografują, a na Fejsie piszą „jest bosko”. Dzieci nie mogą się nadziwić, po co mama tak nogę podnosi i robi dziubka. Stroją się na kolacje jak do Belvedere.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Podobają mi się wielodzietne arabskie rodziny. Śmieszą mnie burkini (stroje kąpielowe muzułmanek). Chciałabym kupić sobie białą sukienkę na plażę, ale w butiku najtańsza oczywiście za stówę (przemyślę to jeszcze). Mam tu fryzjera i podróbki klapek ugg’s, dużo adidasa i hilfigera.

Chudnę na tej bułce i arbuzie, piszę książkę (udaję raczej) i czytam (to serio). Dzieci tylko są rozczarowane, że wszyscy mają all inclusive, bo myślały, że tylko ja tak załatwiłam (jednak mają mnie za niezwykłą matkę). Obiecuję sobie, że to mój ostatni raz na takich zagranicznych wczasach, chyba że jutrzejsza błękitna laguna za trzy stówy zawróci mi w głowie i zmienię zdanie. See ya.

Grażyna

20727006_1721051871523755_320654849_o

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne


Zobacz także

Fot. istock/mikkelwilliam

12 myśli, uczuć i emocji, których chcielibyśmy uniknąć, a które pokazują, że jesteś na właściwej drodze do zmian

hijab

Hijab? Nie, dziękuję! Irańczycy chcą wolności ubioru dla kobiet – #meninhijab

rak jajnika

Obok tej kampanii żadna z nas nie powinna przejść obojętnie. „Twoja historia nie musi być złośliwa”